Projekt szybko stał się jednak czymś więcej niż kolejnym sklepem internetowym: w oczach części komentatorów jest próbą zbudowania „alternatywnego” kanału zakupowego dla odbiorców prawicowych mediów, a w oczach innych – medialnym eksperymentem sprawdzającym, czy lojalność widzów da się przełożyć na realne zachowania zakupowe. Przyjrzyjmy się, skąd wziął się Goryla.pl, jakie ma ambicje, jak wygląda rzeczywistość działania platformy oraz jaką rolę w jej promocji odgrywa Telewizja Republika.
Cywilizacja, nie dżungla
Z perspektywy formalnej Goryla.pl nie jest oddolnym startupem, który „urodził się w garażu”. Za platformą stoi spółka GORYLA sp. z o.o., w której większościowym udziałowcem jest Telewizja Republika (51%). Jak na tak animalistyczną, dziką nazwę, start platformy zdaje się być bardzo cywilizowany. Według Press.pl, w gronie wspólników znaleźli się też m.in. osoby powiązane z Republiką, a sam projekt od początku miał wykorzystywać zasięg stacji do promocji produktów w ramach bloków reklamowych.
Ten kontekst jest kluczowy, bo w e-commerce „wejście” na rynek nie zależy wyłącznie od technologii i logistyki, ale też od kosztu pozyskania klienta. A tu Republika wnosi coś, czego nowym platformom zwykle brakuje: własny, regularny kanał dotarcia.
Deklaracje i ambicje: „polskie Allegro” i „normalny sklep dla normalnych ludzi”
W materiałach komunikacyjnych Goryla.pl podkreślano m.in. wartości: „wolny rynek”, „przejrzystość” i „normalne zasady”. W narracji medialnej pojawiała się również ambicja budowy alternatywy wobec dominujących marketplace’ów. Wirtualne Media informowały o skali partnerskiej: na starcie mówiono o „ponad 200 sprzedawcach” oraz o kolejnych podmiotach zgłaszających się do współpracy. Jednocześnie komunikacyjnie pojawiał się wątek dużego potencjalnego zasięgu: powtarzany argument o „10 milionach widzów” Telewizji Republika, do których platforma ma docierać.
Warto jednak zaznaczyć: zasięg medialny nie jest równoznaczny z aktywną bazą kupujących. I właśnie na tym poziomie zaczyna się test realności tego projektu.
Tętni życiem czy świeci pustkami?
Pierwsze recenzje użytkowe Goryla.pl w polskich mediach skupiały się na „przyziemnych” elementach: asortymencie, logice koszyka, kosztach dostawy czy spójności doświadczenia zakupowego.
„Fakt” opisywał m.in. ograniczoną ofertę w wybranych kategoriach i zwracał uwagę na aspekt kosztów wysyłki – widocznych dopiero na etapie finalizacji koszyka. Również Antyweb zauważał, że startowa oferta – szczególnie w segmencie elektroniki – wyglądała dość symbolicznie, a platforma przypomina raczej wczesny etap budowy marketplace’u niż dojrzałą alternatywę dla Allegro. W tym samym czasie część branżowych mediów zestawiała projekt z rynkową rzeczywistością: Allegro ma w Polsce logistykę, programy lojalnościowe i skalę, które budowano latami, a Goryla dopiero startuje.
Goryl na satelicie, czyli Telewizja Republika rusza ze wsparciem
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Goryla.pl jest to, że platforma od początku była powiązana z promocją na antenie Republiki. Press.pl wprost wskazywał, że projekt ma korzystać z zasięgu stacji, a promocja produktów ma odbywać się w blokach reklamowych. To istotny detal strategiczny: w typowym e-commerce koszt pozyskania klienta (CAC) rośnie, a konkurencja reklamowa jest brutalna. Republika może próbować ominąć tę barierę, traktując platformę jako „produkt wewnętrzny” – promowany we własnym media-mixie.
Wirtualne Media cytowały też komunikaty o docieraniu do „10 milionów widzów”, sugerując, że jest to przewaga w budowaniu marketplace’u.
Jednak – jak pokazały niektóre komentarze branżowe – nawet duży zasięg medialny nie zawsze przekłada się na realny popyt i widoczność w internecie (SEO, porównywarki cen, intencja zakupowa).
Marketing Goryla.pl: analiza komunikacji i kanałów dotarcia
Z marketingowego punktu widzenia Goryla.pl to ciekawy przypadek, bo próbuje zbudować ruch i rozpoznawalność nie przez klasyczny growth e-commerce (SEO + performance + afiliacje), ale przez media-to-commerce, czyli zamianę widza w klienta. Poświęćmy na ten aspekt nieco więcej miejsca.
Pozycjonowanie: „normalność” i „alternatywa”
Spidersweb cytował przekaz, w którym Goryla.pl podkreśla „przejrzystość” i „normalne zasady”. To budowanie „marki ideowej” (albo przynajmniej marki anty-mainstreamowej), która ma odróżniać się nie logistyką czy ceną, lecz deklaracją wartości.
Mechanika: promocje i „hit dnia”
Tabletowo opisywało start platformy z komunikatami o wyjątkowych promocjach i „hitach dnia”, które mają zachęcać do pierwszych zakupów. To typowa technika akwizycji: pierwsze transakcje budują nawyk i przełamują barierę „nieznanego sklepu”.
Największe wyzwanie: brak przewagi produktowej w oczach użytkownika
Na poziomie doświadczenia użytkownika (UX, oferta, dostawy, ceny, zwroty) Goryla.pl jest oceniany jako projekt we wczesnej fazie. W praktyce oznacza to, że marketing może dowieźć pierwszy ruch, ale utrzymanie klienta wymaga mechanizmów lojalnościowych i „powodu do powrotu” – a ten powód w e-commerce zwykle jest bezlitosny: cena, dostawa, wygoda, zaufanie.
„Goryl” kuzynem „Albicli”?
Goryla.pl był od początku zestawiany w mediach z Albiclą – serwisem społecznościowym uruchomionym w 2021 r. jako konserwatywna alternatywa dla globalnych platform. Wirtualne Media przypominały, że Albicla startowała m.in. w kontekście blokad kont Donalda Trumpa i dyskusji o moderacji w social mediach. Z kolei Android.com.pl oceniał po latach, że Albicla nie stała się masową platformą i „straszy ciszą” w porównaniu do ambicji z początku istnienia.
To porównanie jest o tyle trafne, że oba projekty funkcjonują w podobnym schemacie:
- silny impuls ideowy + medialny,
- obietnica alternatywy dla „mainstreamu”,
- test: czy odbiorcy przełożą deklaracje tożsamościowe na codzienne użytkowanie.
Różnica polega jednak na rodzaju potrzeby: social media to rynek sieciowy (network effect), a e-commerce to rynek transakcyjny. Teoretycznie łatwiej „przekonać” do zakupu niż do codziennego przeniesienia całej aktywności społecznościowej. Ale w praktyce konkurencja w e-commerce jest ekstremalna, a bariera zaufania do nowej platformy – wysoka.
Medialny produkt czy samodzielna platforma?
Na tym etapie (po starcie w grudniu 2025) trudno przesądzać, czy Goryla.pl będzie trwałym graczem rynku. Da się jednak wskazać kilka faktów i napięć, które będą determinować dalszy rozwój:
Co działa na korzyść projektu:
- silne zaplecze medialne, które może generować ruch (TV Republika);
- model marketplace, który teoretycznie pozwala szybciej rozbudować ofertę niż klasyczny sklep;
- narracja „alternatywy” może budować lojalność części odbiorców.
Co jest barierą (z perspektywy rynku):
- krytyczne opinie o jakości doświadczenia zakupowego na starcie;
- trudność wejścia w nawyki zakupowe użytkowników przy mocnej konkurencji (Allegro/Amazon/Temu);
- napięcie między deklarowanym zasięgiem a twardą konwersją (użytkownicy → kupujący).
W praktyce kluczowe pytanie brzmi: czy Goryla.pl będzie „medialnym produktem Republiki”, czy pełnoprawną platformą e-commerce z własną przewagą operacyjną. Jeśli Goryla.pl ma stać się czymś więcej niż projektem wizerunkowym, w 2026 roku najbardziej miarodajne będą nie kolejne deklaracje, ale dane i zachowania użytkowników, np.:
- rosnąca liczba sprzedawców i realna szerokość oferty;
- powtarzalność zakupów (repeat purchase rate);
- stabilność kosztów dostaw i obsługi zwrotów;
- widoczność w wyszukiwarkach (SEO) i porównywarkach;
- opinie klientów oraz procesy obsługi reklamacji;
- spójność cen względem Allegro/Amazon/Temu.
W e-commerce „królem dżungli” nie zostaje ten, kto głośno ryczy w dniu premiery – tylko ten, kto dostarcza paczki szybko, przewidywalnie i tanio. I to w skali.