„Czy jeszcze żyjesz?”. W Chinach aplikacja sprawdza, czy jeszcze żyjesz – w Polsce samotność właśnie puka do Twoich drzwi

Dodane:

Aleksandra Janik Aleksandra Janik

„Czy jeszcze żyjesz?”. W Chinach aplikacja sprawdza, czy jeszcze żyjesz – w Polsce samotność właśnie puka do Twoich drzwi

Udostępnij:

XXI wiek miał obiecywać koniec izolacji. Cyfryzacja miała sprawić, że drugi człowiek będzie zawsze na wyciągnięcie… telefonu. Tymczasem rzeczywistość kreuje bolesny paradoks.

Im bardziej jesteśmy połączeni technologicznie, tym dotkliwiej odczuwamy erozję kapitału relacyjnego. Samotność przestała być domeną wykluczonych, stając się zjawiskiem relatywnym, którego można doświadczyć w samym centrum tętniącej życiem metropolii.

Współczesna samotność ma nową, zaskakującą twarz. To nie tylko brak kontaktu, ale specyficzna forma atomizacji społecznej, którą najpełniej obrazują najnowsze badania z Polski oraz trendy z Chin – kraju będącego „laboratorium” procesów, które w polskich miastach dopiero nabierają tempa.

Młodzi, zamożni i z wielkich miast

Samotność kojarzy się ze starością. Tymczasem dane z CBOS burzą ten stereotyp, wskazując, że ten niepokojący trend pojawia się wśród najmłodszych pokoleń. To nie seniorzy, a osoby w wieku 18-34 lata (12-13% badanych) najczęściej czuje się samotna „zawsze” lub „bardzo często”. Wskaźnik ten wzrasta do aż 17% w grupie uczniów i studentów.

Z punktu widzenia socjologicznego istotny jest fakt, że poczucie izolacji idzie w parze z sukcesem zawodowym. Wśród osób najlepiej zarabiających (powyżej 6000 zł netto) odsetek permanentnie samotnych wynosi 17%. Sukces materialny staje się w tym kontekście złotą klatką, zapewniając niezależność. Ta zaś sprzyja mobilności, która trwale rozrywa więzi i relacje.

Nie pomogła także pandemia COVID-19, postępująca cyfryzacja, jak również rosnąca rola mediów społecznościowych. Anonimowość stała się walutą, a samotność produktem ubocznym niezależności. Wysokie dochody pozwalają na życie solo, ale często prowadzą też do uprzedmiotowienia bliskości, która przegrywa z brakiem czasu i koncentracją na karierze.

Cyfrowe zbliżenie, ludzkie oddalenie. „Czy jeszcze żyjesz?”

W Chinach, gdzie już mówi się o epidemii samotności, lęk przed zniknięciem zrodził aplikację „Are you dead?” (obecnie Demumu, które funcjonuje jako międzynarodowa nazwa).  „De” pochodzi z języka angielskiego od słowa „death” (pol. śmierć). Druga część „mumu” została dodana, by nazwa brzmiała… przyjaźniej, jak czytamy w serwisie CNN News. Chińska nazwa Si-le-ma jest grą słów nawiązującą do popularnej aplikacji do dostarczania jedzenia E-le-ma (pol. „Czy jesteś głodny?”).

Mechanizm jest prosty – użytkownik musi meldować się w systemie co 2 dni. Brak aktywności uruchamia powiadomienie bliskich.

Aplikacja została uruchomiona w maju 2025 roku bez większego rozgłosu, ale ostatnich tygodniach zainteresowanie wzrosło.

Ludzkie obawy

Na platformie Weibo, największej w Chinach platformie podobnej do Twittera, jeden z użytkowników napisał:

„Ta aplikacja za 8 juanów to ostatni bastion godności dla tak wieku młodych ludzi żyjących samotnie. Najstraszniejszą rzeczą nie jest samotność, jest nią zniknięcie”.

Opisywany w CNN Wilson Hou, pracujący w Pekinie, 100 km od rodziny, obawia się, że w razie wypadku w wynajmowanym mieszkaniu nikt nie dowie się o jego śmierci. Jako kontakt alarmowy wskazał matkę. Ktoś w mediach społecznościowych napisał „Istnieje obawa, że ludzie żyjący samotnie mogą umrzeć niezauważeni, bez nikogo, kogo mogliby wezwać na pomoc. Czasami zastanawiam się, jeśli umrę sam, kto odbierze moje ciało?”.

W tej rzeczywistości technologia rzeczywiście staje się namiastką więzi sąsiedzkich. Znana jest historia 30-letniej kobiety, Tian Yuan, która po ataku płaczu w swoim pustym apartamencie doświadczyła czułości jedynie ze strony swojego kota, Dobby’ego. Człowiek został zastąpiony przez obecność zwierzęcia. Jedynym zaś dowodem na nasze istnienie staje się codzienny „klik” w aplikacji.

Samotność w tłumie

Wyniki badań naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazują na potężny rozdźwięk między obiektywną sytuacją społeczną a subiektywnym dobrostanem Polaków.
Kluczowe statystyki badania UMW:

  • 68% dorosłych Polaków deklaruje subiektywne poczucie samotności.
  • 23% populacji doświadcza faktycznej izolacji społecznej (brak realnej sieci kontaktów).
  • Najniższe wskaźniki osamotnienia notuje się w stabilnych związkach małżeńskich (zaledwie 4% według CBOS).

– Ktoś, kto czuje się samotny, może mieć bardzo dobrą sieć kontaktów społecznych, czyli czuje się samotnym w tłumie. Ale oczywiście są też osoby, które izolują się społecznie i które odczuwają w związku z tym samotność. Może być też jeszcze inaczej: są osoby, które nie mają dobrej sieci kontaktów społecznych, izolują się, ale nie odczuwają samotności, ponieważ jest to zgodne z ich potrzebami. We wszystkich przypadkach zwiększenie na siłę liczby znajomych, zachęcanie do wspólnych wyjść czy celebrowania Walentynek, niczego nie zmieni. Może tylko zaszkodzić – mówi prof. Błażej Misiak z Katedry Psychiatrii UMW, cytowany w serwisie bankier.pl.

Prof. Błażej Misiak zwraca uwagę na zjawisko „samotności w tłumie”. Można posiadać tysiące kontaktów w mediach społecznościowych, a jednocześnie czuć głęboką wewnętrzną pustkę. Zwiększanie liczby interakcji „na siłę” – np. przez wymuszone aktywności towarzyskie – może wręcz pogłębić problem, jeśli relacjom brakuje autentyczności.

Nowe formy (nie)poradności uczuciowej

Młodzi ludzie zaczynają postrzegać głębokie relacje jako kosztowne emocjonalnie. W Chinach ukuto termin ai wu neng, oznaczający „niezdolność do kochania”. Bliskość wiąże się z trudem kompromisu – nawet tak błahe sprawy jak wspólne zamawianie jedzenia czy szanowanie cudzej przestrzeni stają się „zbyt męczące”. Efektem jest rekordowo niska liczba rejestracji małżeństw w latach 2024–2025.

Odpowiedzią na ten stan jest kultura da zi – tworzenie relacji „zadaniowych”. Są to towarzysze do konkretnych aktywności (wspólne kino, siłownia, posiłek) pozbawieni ciężaru głębszych zobowiązań. To próba zaspokojenia potrzeby obecności przy zachowaniu bezpiecznego dystansu. Niektórzy, jak Tian Yuan, budują „rozproszone rodziny przyjaciół”, szukając wsparcia u osób w podobnej sytuacji, co jest desperacką próbą odtworzenia wspólnoty w świecie, który ją konsekwentnie niszczy, jak czytamy w serwisie Channel New Asia.

Biologia osamotnienia

Samotność to nie tylko kategoria socjologiczna, ale realne zagrożenie biologiczne. Zgodnie z analizami UMW, udane związki działają jak profilaktyka zdrowotna. Współczesna kultura randkowania wpada w pułapkę neurohormonalną.

Prof. Misiak wskazuje, że miłość dzieli się na dwie fazy:

  1. Faza ostra (do 2 lat): dominacja dopaminy i kortyzolu, stan euforycznego „uzależnienia”.
  2. Faza stabilizacji: przejście w stronę oksytocyny, dającej poczucie bezpieczeństwa i przywiązania.

Współczesny problem polega na tym, że wiele osób staje się uzależnionych od nagrody płynącej z pierwszej fazy. Gdy euforia opada, zamiast budować fundamenty stabilizacji, szukają kolejnego „paliwa” w nowym związku. To prowadzi do seryjnej krótkotrwałości relacji i narastającego poczucia pustki. Tymczasem przewlekła samotność drastycznie zwiększa ryzyko chorób otępiennych, w tym Alzheimera, oraz podnosi wskaźniki śmiertelności.

– Osoby żyjące w stałych, dobrych związkach, w stabilnych, romantycznych relacjach z drugim człowiekiem mają inny profil neurohormonalny. Długofalowo takie trwałe związki sprawiają, że te osoby mają lepsze zasoby adaptacyjne, lepiej radzą sobie ze stresem. Bliska relacja, właśnie miłość, jest elementem ochronnym dla zdrowia. Ludzie pozostający w udanych związkach cieszą się lepszym zdrowiem, żyją dłużej i są szczęśliwsi. Miłość pomaga przetrwać także trudne momenty – mówi prof. Błażej Misiak z Katedry Psychiatrii UMW, cytowany w serwisie bankier.pl.

Samotność jest wyzwaniem systemowym

Analizując zjawisko samotności, nie sposób uciec od porównań systemowych. W krajach skandynawskich, gdzie odsetek jednoosobowych gospodarstw domowych sięga 40%, wskaźniki szczęścia pozostają najwyższe na świecie. Kluczem jest infrastruktura społeczna, której brakuje w Polsce i Chinach.

W naszych szerokościach geograficznych polityka mieszkaniowa i systemy wsparcia wciąż są skrojone pod tradycyjny model rodziny, pozostawiając singli – nową grupę ryzyka – w systemowej luce. Dzisiejsza samotność nie jest tylko wyborem jednostki, ale wynikiem konfliktu między nowoczesnym stylem życia a przestarzałymi strukturami społecznymi.

Czytaj także: