Don Vito Corleone warszawskich startupów, czyli co się dzieje, kiedy tradycyjny przedsiębiorca zakłada startup

don vito corleone warszawskich startupow czyli co sie dzieje kiedy tradycyjny przedsiebiorca zaklada startup
Udostępnij:
Prowadzisz firmę już wiele lat, masz doświadczenie w sprzedaży, tworzeniu oferty, produktu i kontaktach z klientami. To prawdziwy biznes, nie powinieneś mieć więc problemu z uruchomieniem startupu, prawda? Czym w ogóle różni się prowadzenie tradycyjnej firmy od startupu?

Fot. Krawczyk.photo.

Złośliwi powiedzą, że biznes różni się od startupu tym, że na siebie zarabia. Śledząc historię Darka Borowskiego, przedsiębiorcy od lat kierujący agencją marketingową i jednocześnie, świeżego startupowca, można zrozumieć różnice i nie zawsze łatwą drogę w realizowaniu swojego marzenia o skalowanym biznesie opartym na innowacyjnym pomyśle.

Od dużych organizacji, przez niedużą firmę do startupu

Dariusz Borowski od 5 lat prowadzi własną agencję marketingową Business Edge, wcześniej pracował w dużych firmach, zajmując się marketingiem. Przez kilka lat kupował ilustracje do magazynów, takich jak Harvard Business Review. Wtedy spotkał się z paradoksalną sytuacją. Mógł zapłacić o wiele więcej, niż proponowali mu za swoje usługi artyści, ilustratorzy, graficy, freelancerzy, zostawiając (z powodu słabego ofertowania) dużą część pieniędzy na stole. Artyści kochają tworzyć i nie znoszą sprzedawać, zauważył Darek. Wpadł więc na pomysł stworzenia narzędzia, które w łatwy sposób, na podstawie danych z Linkedin, portfolio, poprzednich projektów pozwoli stworzyć piękną (i skuteczną) ofertę, składającą się z zaledwie dwóch stron, stąd nazwa startupu: Two Pages.

Jak zrobić startup jeśli wcześniej prowadziłeś już własną firmę?

Ktoś mógłby pomyśleć, że jeśli zbudowałeś już działającą firmę to sprawa jest prosta, masz wiedzę biznesową, potrzebną do odpalenia startupu. W końcu biznes to biznes, zasady jego budowania są podobne. Okazuje się, że to nie do końca prawda.

– Wiedza dotycząca budowania biznesu tradycyjnego i startupu jest w 99% taka sama. Różni się sposób jej zastosowania. Pierwszą różnicą jest tempo, świat startupów działa z prędkością światła, wiele razy szybciej niż świat klasycznego biznesu. Różnią się też założenia biznesowe. W tradycyjnym biznesie mamy zazwyczaj do czynienia ze sprawdzonym produktem, budujemy bazę klientów, udoskonalamy nasz produkt z czasem. W świecie startupów nacisk jest położony na jak najszybszą weryfikację potrzeby i tego, czy nasz produkt rzeczywiście na nią odpowiada oraz, co najważniejsze, poszukiwanie skali. To, co budowałem kilka lat w poprzedniej firmie, w cyklu życia startupu zajęło mi trzy miesiące. Jeżeli chodzi o marketing, to w klasycznym podejściu mówimy o rozpoznawalności marki, o tworzeniu relacji z klientami, budowaniu zasięgów, w świecie startupów chcemy „zhackować” marketing i sprzedaż, by dojść do celu najszybciej, na skróty, wykorzystując luki na rynku czy szanse, które się nadarzają, szukając wszelkich sposobów na to, by przyspieszyć ten proces – mówi Darek Borowski.

Pomysł i co dalej?

Agencja marketingowa, którą kieruje Darek znajduje się w Reaktorze, najstarszym warszawskim startup hubie, który pomaga ludziom z pomysłami zwalidować ich idee i osiągnąć skalę. Obserwował startupy, które przechodziły przez preakcelerator i rosły zdecydowanie szybciej niż jego klasyczny biznes: szybciej się skalowały, szybciej budowały wartość, zmieniały siedziby na coraz fajniejsze.

– My przez pięć lat zbudowaliśmy bardzo fajny zespół, ale mam świadomość, że jest to biznes, którego nie da się skalować. Miałem pomysł, którego nie mogłem zrealizować w obecnej agencji i w obecnym sposobie myślenia, miałem poczucie, że muszę się przełączyć na inny sposób działania, żeby zrealizować tę ideę – komentuje Darek.

Do programu przyszedł z ideą i poczuciem, że jest to dobre rozwiązanie dla realnego, istniejącego problemu. W trakcie programu przyszedł czas na weryfikację tego, czy taka potrzeba rzeczywiście istnieje. – Przez 10 tygodni zbudowałem prototyp mojego rozwiązania, zbadałem potencjalny rynek pod kątem swojego produktu, wybrałem grupę docelową, przygotowałem plan marketingu, przygotowałem biznesplan pod kątem możliwości poszukiwania inwestora – dodaje Darek.

Zderzenie z rzeczywistością

– Najtrudniejsze dla mnie było tempo i to, że prowadząc agencję marketingową nie mogłem poświęcić na startup tyle czasu ile bym chciał. Zauważyłem też, patrząc na kolegów i koleżanki z programu, że startupy prowadzone przez jedną osobę mają dużo mniejsze szanse i wymagają dwa razy więcej pracy od ich założycieli. Widziałem różnicę w progresie między startupami jednoosobowymi a tymi prowadzonymi przez dwie lub trzy osoby. Tempo, które narzucił program, na początku jako założyciel startupu pracujący solo próbowałem spowolnić, co jak się okazało, nie było możliwe. Czas trwania programu jest krótki i jest to jego ogromna zaleta. Można chodzić przez wiele lat z pomysłem, zastanawiając się, czy ma on sens, albo przyjść do programu, w 10 tygodni zwalidować swoją wizję i mieć gotową odpowiedź na pytanie, czy jest sens, aby ruszyć z tym dalej, czy przyszedł czas aby porzucić swój pomysł. Najważniejsze dla rozwoju innowacyjnego pomysłu było poznanie i konsultacje z właściwymi, doświadczonymi biznesowo osobami, mentorami, inwestorami, innymi startupami. Nie ma możliwości, aby doświadczyć tego w jakimś innym miejscu, w szkole, na kursie biznesowym, nawet na spotkaniach dla startupów, które nie zawsze niosą ze sobą wartość. Każde spotkanie z mentorem dawało wiele lekcji do odrobienia. Przychodziłem do mentora z konkretnym problemem, on wskazywał mi kierunek myślenia, nie dając jednego rozwiązania. Jego rady były w stu procentach dostosowane do moich potrzeb. Imponowało mi, jak precyzyjne mogą być te sugestie, co wynikało z doskonałego zrozumienia biznesu i etapu, na którym się znajdowałem. Moją sugestią dla osób, które chciałyby wziąć udział w takim programie jest uświadomienie sobie, że nie da się go zrobić „po godzinach”. Ważne jest także stworzenie zespołu o różnych kompetencjach, uzupełniających się, to zwiększa szanse na sukces – tłumaczy Darek.

Co dalej?

– Moje dalsze plany związane z rozwojem startupu Two Pages, to budowa MVP oraz znalezienie co-foundera technologicznego. Z rozmów z mentorami wynika, że ten pomysł ma sens. Jestem lata świetlne dalej w swoim rozwoju biznesowym – dodaje darek

ReaktorX poszukuje osób takich, jak Darek – specjalistów w swojej branży, bez doświadczenia biznesowego – tego nauczą w programie preakceleracyjnym.