Dzień z życia foundera. 4 startupowców opowiada, jak wyglada ich dzień pracy

dzien z zycia foundera 4 startupowcow opowiada jak wyglada ich dzien pracy
Udostępnij:
O której zaczynają pracę? Co robią po przyjściu do biura? Oraz po czym poznają, że mają za sobą udany dzień pracy? Między innymi o to zapytaliśmy założycieli czterech startupów. Oto, jak wygląda dzień z życia foundera.

Zosia Zochniak (Ubrania Do Oddania)

Zosia Zochniak to współzałożycielka Ubrania do Oddania. Jej startup tworzy platformę fundraisingową, za pomocą której użytkownik może wybrać spośród prawie 200 kampanii charytatywnych tę, którą chce wesprzeć. Potem pakuje niepotrzebną odzież i zamawia kuriera. Ubrania trafiają do startupu, pracownicy startupu ważą ciuchy i przekazują z każdego kilograma złotówkę na wybrany wcześniej cel charytatywny. Następnie zespół Ubrania do Oddania przetwarza odzież w ekologiczny sposób i wprowadzaj ją do ponownego obiegu.

Tak wygląda dzień pracy Zosi Zochniak.

O której zaczynasz i kończysz dzień pracy?

Zaczynam o 8.00 i kończę o 16.00. Bardzo pilnuję tego, aby nie przekraczać określonego czasu pracy.

Jakie jest pierwsze zadanie, które realizujesz po przyjściu do biura?

Pierwsze, co robię, to rozmawiam ze wszystkimi współpracownikami. Relacja z nimi jest dla mnie najważniejsza. Uważam, że za sukcesem każdej firmy stoją ludzie, którzy ją tworzą. Rozmowy nie dotyczą wyłącznie pracy, ale przede wszystkim ich samych i ich spraw, które czasem nie mają bezpośredniego związku z pracą. Staramy się wspierać naszych współpracowników również w prywatnych kwestiach, dajemy pełne zrozumienie dla gorszych dni i staram się wspierać ich we wszystkich kwestiach, o których mówią. Poczucie, że możemy na siebie wzajemnie liczyć bardzo wpływa na efekty pracy i zaangażowanie w powierzane zadania.

Co jest najtrudniejsze w twojej pracy?

Dostosowywanie się do zmieniających się oczekiwań naszych partnerów. Branża, w której realizujemy nasz projekt jest pełna stereotypów i obaw. Program partnerski, który stworzyliśmy dla sklepów z odzieżą używaną wymaga od naszych partnerów zaufania nam na 100%. Trudno dochodzi się do takiej relacji w możliwie najkrótszym czasie, a aby temu sprostać musimy rozmawiać i przede wszystkim słuchać. Staram się nie oceniać, nie narzucać własnego zdania i przede wszystkim zaspokajać oczekiwania. Dialog i bycie w ciągłym kontakcie pozwala radzić sobie ze wszystkimi trudnościami.

Jakie jest twoje ulubione zadanie?

Uwielbiam moment, gdy przychodzi do Ubrań do oddania duży partner, który ma apetyt na zrobienie wartościowej akcji CSR. Zawsze od zwykłej zbiórki ubrań wśród pracowników dochodzimy do dużego i długofalowego projektu. Lubię ten okres poznawania się, przygotowań, pracy nad koncepcją i dokładaniem kolejnych elementów, ponieważ wszyscy pracują na wspólny sukces. Z tych projektów rodzą się świetne realizacje, ale również wartościowe znajomosci i często przyjaźnie.

Co robisz, by przez cały dzień działać efektywnie?

Nie oszukuję siebie. Pozwalam sobie na odpoczynek i mówienie sobie, że dziś mi się nie chce. Balans pomiędzy 100% efektywnością a odpoczynkiem jest dla mnie kluczem do sukcesu. Oczywiście mogę sobie na to pozwolić dzięki ludziom, z którymi pracuję, bo jako team bardzo się wspieramy i uzupełniamy.

Po czym poznajesz, że masz za sobą dobry dzień pracy?

To trywialne, ale po tym, że nie mogę doczekać się kolejnego dnia w pracy.

Filip Błoch (Hotailors)

Filip Błoch to prezes i współzałożyciel Hotailors. Jego startup tworzy narzędzie, dzięki któremu użytkownicy mogą integrować wszystkie procesy związane z rezerwacjami w jednym miejscu i z jego poziomu zarządzać podróżami. Hotailors zatrudnia ponad 50 osób, działa nie tylko w Polsce, ale też w Irlandii, Luksemburgu, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w Stanach Zjednoczonych.

Tak wygląda dzień pracy Filipa Błocha.

O której zaczynasz i kończysz dzień pracy?

Kończę pracę dość późno, bo o północy. Ale zawsze w ciągu dnia staram się zrobić przerwę, w czasie której mogę odpocząć od pracy, zebrać myśli i zrelaksować się.

Ten czas pracy wydaje się bardzo długi, ale dla mnie to konieczność. Mamy partnerów w różnych strefach czasowych, od Azji po Amerykę Północną.

Nie potrzebuję dużo snu, ale taki tydzień pracy potrafi być wyczerpujący, dlatego w sobotę zawsze go odsypiam.

Jakie jest pierwsze zadanie, które realizujesz po przyjściu do biura?

Pandemia spowodowała, że bardzo często pracuję w domu. A skoro dom to biuro, więc pierwszym zadaniem jest prysznic, mycie zębów i zaparzenie kawy.

Ale zupełnie poważnie: tak jak mówiłem, poranek to czas, kiedy nie muszę odbierać telefonów.

Najpierw zawsze zaglądam do kalendarza, sprawdzam listę spotkań i zaplanowanych telekonferencji. Ze względu na partnerów w różnych strefach czasowych w nocy pojawiają się nowe zaproszenia, dlatego muszę to sprawdzić.

Na rano zostawiam też odpowiedzi na najtrudniejsze maile – takie, które wymagają wyjątkowego skupienia i spokoju. Potem śniadanie i zaczynam normalny dzień pracy.

Co jest najtrudniejsze w twojej pracy?

Ostatnio zdecydowanie najtrudniejsza jest niepewność wynikająca z sytuacji makroekonomicznej. Nie wiemy, co wydarzy się za trzy miesiące. Ta niestabilność jest męcząca.

Najcięższe decyzje musiałem podejmować, gdy rozpoczynał się lockdown. Planowaliśmy wtedy strategie działania na podstawie prognoz i analiz dotyczących branży podróży służbowych. Wiedziałem, że jeżeli popełnię błąd, to odbije się to na firmie i przede wszystkim na zespole Hotailors. Zatrudniamy ponad 50 osób i wiedziałem, że moje decyzje mogą wpłynąć na ich życie.

Musieliśmy wybrać działania, które nie tylko zapewnią przetrwanie firmy, ale i zaangażowanie naszego zespołu, utrzymanie morale oraz ciągłego rozwoju mimo niesprzyjającej sytuacji.

Mam cały czas świadomość, że możemy podjąć dobre decyzje, ale sytuacja makroekonomiczna może pokrzyżować nam plany. Gdyby nie to, miałbym łatwą pracę.

Jak radzisz sobie z tymi trudnościami?

Najważniejszy jest kontakt z bliskimi – rodziną i przyjaciółmi. To pozwala oderwać się od pracy i naładować akumulatory.

Zacząłem medytować. Medytacja pozwala pozbyć się stresu i poukładać myśli. A do tego boks – to dla mnie nie tylko sposób na utrzymanie formy, ale i odreagowanie problemów. Dzięki temu jestem zrelaksowany i mogę skupić się na pracy i działać efektywnie.

Jakie jest twoje ulubione zadanie?

Najbardziej brakuje mi podróży służbowych. To jest moja branża, a ja uwielbiam poznawać nowe kraje, miasta i ludzi. Dlatego teraz – w czasie pandemii – cieszę, gdy mam okazję na jakikolwiek wyjazd. To zdecydowanie ulubiona część mojej pracy.

Co robisz, by przez cały dzień działać efektywnie?

Dla mnie kluczowe są przerwy. Z jednej strony praca z partnerami w różnych strefach czasowych rozciąga mój dzień pracy. Z drugiej pozwala na wypoczynek w środku dnia. Zawsze znajduję czas dla dzieci, chociażby odebrać je z przedszkola. Skupiam się wtedy na nich, nie na pracy. Dzięki temu mogę zachować higienę umysłu.

Po czym poznajesz, że masz za sobą dobry dzień pracy?

W sumie każdy dzień pracy jest dobry. Ale najważniejsze jest poczucie sprawstwa. Że to, co zrobiłem, miało wpływ na rozwój firmy, że wykonaliśmy krok do przodu. Oczywiście są dni, w których tego trochę brakuje, sprawy toczą się zbyt wolno. Najczęściej jednak udaje mi się zakończyć dzień i pomyśleć, że to był dobry dzień w pracy.

Michał Marcinik (AdTonos)

Michał Marcinik to CEO AdTonos. Jego zespół opracował platformę programmatic do emitowania i targetowania reklam audio. Technologia zamienia w czasie rzeczywistym bloki reklamowe emitowane przez radio na reklamy kierowane indywidualnie do każdego słuchacza. Daje to reklamodawcom możliwości znane z innych form reklamy internetowej.

Tak wygląda dzień pracy Michała Marcinika.

O której zaczynasz i kończysz dzień pracy?

Wstaję wcześnie rano, bo jeszcze przed szóstą. Od razu się ubieram i idę biegać – codziennie przeciętnie 30-40 km. Wracam, piję koktajl energetyczny i czytam przez pół godziny książkę. Potem dzwoni budzik i okazuje się, że to mi się śniło. Ściszając budzik z szóstej drzemki, w okolicach 7.40 od razu przeglądam maile, Slacka i alerty Google. Następnie jem jogurt bądź ryż na mleku, do tego piję duży kubek mocnej kawy. Jeżeli pracuję z biura w Londynie, to jestem tam po dziewiątej; w Gdyni staram się być nieco wcześniej, bo dojazd zajmuje mi 6 minut.

Jakie jest pierwsze zadanie, które realizujesz po przyjściu do biura?

Pierwszą rzeczą, jaką staram się zrobić to przygotować shortlistę zadań do zrobienia danego dnia. Oczywiście cały wszechświat postawił chyba sobie za punkt honoru, aby zburzyć moje systematyczne podejście i zawsze, każdego dnia lista robi się albo dwa razy dłuższa, albo nieaktualna i wpadam w wir pilnych maili, rozmów slackowych czy spotkań. Niemniej nie poddaję się, gdyż dzienna shortlista buduje nawyk priorytetyzowania zadań, a czas poświęcony na jej spisanie daje możliwość cofnięcia się o krok i spojrzenia na wszystko z większej perspektywy.

Co jest najtrudniejsze w twojej pracy?

Najtrudniejsze są właśnie „nieoczekiwane trudności”. A to jakaś integracja się przedłuża, a to jakiś budżet się przesuwa, a to coś niedobrego zaczyna się dziać z systemem. Najpierw się wściekam, ale potem dostaje ambicjonalnego kopa, aby problem rozwiązać i konsekwentnie realizujemy nowy plan. Te nowe trudności działają na mnie jak czerwona płachta na byka.

Szczerze mówiąc, często boje się, że mogę nie dostrzec wyraźnego sygnału, że coś należy jednak odpuścić.

Jakie jest twoje ulubione zadanie?

„Solving puzzles”. Ja tak postrzegam biznes, właśnie jako łamigłówkę – w dwóch wymiarach. Strategicznym, gdzie trzeba pogłówkować, jak zdobyć klienta, który mówi „nie”; jak określone działanie wpłynie na decyzje konkurencji. Drugim wymiarem, który daje niesamowitą frajdę, jest wymiar produktowy. W AdTonos staram się łączyć te puzzle układanki, zaprzęgając zwoje mózgowe do myślenia lateralnego.

Co robisz, by przez cały dzień działać efektywnie?

Piję dużo kawy. Naprawdę! Czasami robię sobie większą przerwę, np. godzinną, zmieniając otoczenie, tak aby umysł odpoczął od realiów biurowych.

Po czym poznajesz, że masz za sobą dobry dzień pracy?

Z reguły po tym, że jak kładę się do łóżka, to nie przeglądam portali informacyjnych, nie czytam książki, żeby się wyciszyć, tylko wypijam herbatę i od razu idę spać.

Grzegorz Maciaszek (SOLHOTAIR)

Grzegorz Maciaszek to współzałożyciel SOLHOTAIR. Jego startup opracował technologię pozwalającą na produkcję wydajnych paneli fotowoltaicznych.

Tak wygląda dzień pracy Grzegorza Maciaszka.

O której zaczynasz i kończysz dzień pracy?

Dzień pracy zaczynam z reguły od 8.30. Związane jest to z rytmem szkolnym moich dzieci, które idą do szkoły na 8.00 rano.

Jakie jest pierwsze zadanie, które realizujesz po przyjściu do biura?

Mam kilka rytualnych zadań, od których zaczynam dzień. Ale przede wszystkim aktualizuję listę zadań „to do”, które powinienem wykonać danego dnia i nadaje im priorytety. Listę mam na karteczkach samoprzylepnych, ponieważ lubię widzieć, jak zadania są wykreślane, a karteczki trafiają do kosza. Taki system motywuje mnie do tego, aby starać się „wyczyścić” wszystkie zadania, a także widzę, jakie wyzwania mnie czekają danego dnia. Część zadań, tych które wymagają zaplanowania i wykonania w innym dniu, trafia do kalendarza elektronicznego, aby nie zostały zapomniane.

Co jest najtrudniejsze w twojej pracy?

Dla mnie najtrudniejsze w pracy jest utrzymanie koncentracji na wizji i celu. Na co dzień ogrom zadań, które się pojawiają, nowych pomysłów, problemów do rozwiązania potrafi skutecznie odciągnąć od realizacji celów długoterminowych i wizji biznesowej, którą wspólnie z zespołem chcemy zrealizować. Dlatego za każdym razem, kiedy patrzę na listę zadań oraz podczas regularnych spotkań z zespołem przypominam sobie i innym to, do czego ostatecznie chcemy dojść i czy aby poświęcanie czasu akurat na to działanie jest zasadne. Priorytet mają te zadania, które przybliżają nas do realizacji celów.

Jakie jest twoje ulubione zadanie?

Ulubione zadania to te które, które mogę delegować i ktoś to zrobi lepiej ode mnie Poza tym wszystkie zadania, których realizacja daje szybki i najlepiej mierzalny efekt. Realizacja takich zadań daje motywacyjnego „kopa”.

Co robisz, by przez cały dzień działać efektywnie?

Pewnie jak większość osób uważamy, że jest wiele rzeczy, które mógłbym w ciągu dnia robić bardziej efektywnie i nie uważam się za osobę efektywnie wykorzystującą czas. Podpatruję więc, co robią inni i testuję rozwiązania na sobie. Na pewno trzymam się zasady, że jak rozpocznę jakieś zadanie, to robię je do końca bez rozpraszania przez e-maile i telefony. Realizacja zadania zajmuje wtedy mniej czasu.

Po czym poznajesz, że masz za sobą dobry dzień pracy?

Po koszu na śmieci. Powinny się w nim znaleźć wszystkie zaplanowane zadania i jak najmniej powinno przejść na dzień następny. Oczywiście najfajniej jest jak uda się zamknąć dużą rzecz lub załatwić trudny problem i gdy zostaje jeszcze trochę czasu dla rodziny. Idealnie jak uda się wygospodarować czas na czytanie i hobby.