Fintech rodził się w bólach. Kryzysowa geneza branży technologii finansowych

Udostępnij:
Wraz z końcem ubiegłego roku minęła okrągła, dziesiąta rocznica zakończenia wielkiego kryzysu finansowego 2007-2009. Wielu ekspertów postrzega go jako przełom dwóch epok: ery przed i po fintechowej ekspansji. W trakcie kryzysu, przedsiębiorstwa wykorzystujące technologię wstrzeliły się w niszę i zaczęły odgrywać coraz bardziej znaczącą rolę na rynku. To czas, kiedy banki straciły monopol w świecie usług finansowych.

Chociaż kryzys toczył się od 2007 roku, to prawdziwy cios dla światowej gospodarki padł 15 sierpnia 2008 roku. Tego dnia upadło przedsiębiorstwo Lehman Brothers’. Bankructwo firmy spowodowało utratę pracy przez 26 tys. osób oraz, co bardziej znaczące w kontekście giełdowym - spadek indeksu Dow Jones Industrial Average o 4,5 proc. w ciągu jednego dnia.

Na konsekwencje sierpniowych wydarzeń nie trzeba było długo czekać. Ludzie zaczęli masowo tracić zatrudnienie, majątki i domy. Co jest zaś kluczowe z perspektywy omawianego problemu - stracili zaufanie do instytucji stanowiących wówczas trzon globalnego systemu finansowego. To zwiastowało dalsze negatywne konsekwencje.

- Nie ma wątpliwości, że kryzys 2007-2009 zatrząsł sektorem bankowym i to w skali globalnej. Dziś najlepiej prosperują te instytucje finansowe, które w czasach globalnego spadku koniunktury skupiły się na inwestycjach w technologię. Banki o małych budżetach technologicznych nie mogły konkurować z pojawiającymi się coraz bardziej intensywnie na rynku startupami fintechowymi - komentuje Krzysztof Przybysz, CEO LOANDO Group. - Między rokiem 2008 a 2009 liczba przedsiębiorstw tego typu wzrosła z 172 do 233, w następnym roku przybyło 62 kolejnych, by w 2014 osiągnąć peak wysokości 724 otwartych firm) - dodaje.

Sprzyjająca infrastruktura technologiczna

 Niecały rok przed dniem rozpoczynającym kryzys, na rynek weszła pierwsza generacja iphonów. Za firmą z jabłkiem w logo podążyły inne, przedstawiając swoje wersje smartfonów. Równolegle, coraz więcej osób podłączało się do sieci. W 2008 było to niespełna 1,6 miliarda osób, rok później - 1,7 miliarda, zaś granica 2 miliardów użytkowników internetu została przekroczona w 2010 roku. Dla porównania - szacunki wskazują, że dziś online może być nawet 4,1 miliarda osób.

- Obecnie bez „inteligentnych telefonów” i szerzej - urządzeń z dostępem do internetu, zarówno mobilnych, jak i stacjonarnych - nie wyobrażamy sobie funkcjonowania fintechu. Branża trafiła na idealną koniunkturę. Z jednej strony - konkurencja osłabiona przez kryzys finansowy, z drugiej - świetne warunki technologiczne do wykorzystania pełni swojego potencjału - komentuje Krzysztof Przybysz, CEO LOANDO Group.

Koniec ery dominacji banków

Do czasu kryzysu finansowego nie istniała dla banków żadna sensowna forma konkurencji, co pozwoliło im zmonopolizować rynek usług finansowych. To zrodziło sytuację, w której instytucje bankowe mogły bez konsekwencji narzucać wysokie prowizje czy dodawać ukryte opłaty do rat kredytu. Konsumenci byli zmuszeni grać pod ich dyktando, ponieważ brakowało alternatywy.

Po wydarzeniach z 15 sierpnia 2008, instytucje bankowe zaczęły odnotowywać sukcesywne spadki w obszarze inwestycji (spadek o 5 miliardów dolarów od 2007 do dnia dzisiejszego) oraz kredytów (spadek o 30 miliardów dolarów w tej samej skali czasowej). Zmniejszył się też dochód ze stóp procentowych i różnic kursowych (15 miliardów dolarów) oraz wartość akcji (20 miliardów dolarów).

Równolegle, pomimo spadku zaufania do instytucji bankowych nie zmniejszyło się zapotrzebowanie na produkty finansowe. Wobec tego faktu, rynek zaczęły przejmować podmioty niebankowe o silnym nacechowaniu technologicznym. To prototypy przedsiębiorstw fintechowych.

- W wyniku kryzysu finansowego wielu wysoko wykwalifikowanych pracowników straciło pracę lub z niej zrezygnowało, ponieważ po prostu przestała się im opłacać. Postanowili zerwać współpracę z bankami i założyć własne przedsiębiorstwa. To wywróciło branżę do góry nogami i całkowicie zmieniło jej krajobraz - komentuje Krzysztof Przybysz, CEO LOANDO Group. - Trzonem całego ruchu w USA byli topowi pracownicy nieistniejącego już wtedy Lehman Brothers’, którzy dzięki swoim doświadczeniom wiedzieli, że rynek finansowy nie jest idealny, a jego mechanizmy w wielu przypadkach są nieskuteczne. Wielu z nich postanowiło spróbować przebudowy rynku usług finansowych przy wykorzystaniu technologii - dodaje.

 Przewaga technologiczna

Przewaga fintechów nad bankami miała w głównej mierze wymiar technologiczny. Podczas gdy instytucje bankowe zmieniały modele finansowe oraz przeprowadzały operacje mające zabezpieczyć je przed bankructwem, fintechy opracowywały nowatorskie rozwiązania.

Wykorzystanie internetu do zarządzania finansami konsumentów pozwoliło firmom finansowo-technologicznym na szybsze i bardziej konkurencyjne świadczenie usług.

Za kilka lat licząc od wydarzeń 2007-2009, banki też pójdą tą drogą i przeniosą swoje produkty i usługi do onlinu. Dziś nie wyobrażamy sobie banku, który nie udostępnia nam możliwości zalogowania się do konta internetowego.

Oczy inwestorów zwrócone w kierunku fintechu

Potencjał fintechu został szybko dostrzeżony przez fundusze typu venture capital, które zaczęły lokować w branży coraz więcej pieniędzy. Aby lepiej zobrazować sobie tempo tego procesu, warto spojrzeć na wzrost wolumenu inwestycji w fintech, który z niecałego 1 miliarda dolarów w 2008 roku zwiększył się do ponad 120 miliardów dolarów w roku 2018. Szacowana suma inwestycji za I półrocze roku 2019 wynosi niecałe 38 miliardów dolarów.

Fintechy wsparte przez inwestorów, uzbrojone w nowoczesną technologię, ze świeżym spojrzeniem na świat finansów zajęły bardzo ważną pozycję w pokryzysowym świecie. Dziś, pomimo wzmożonych wysiłków banków w kierunku technologizacji nadal pozostają na topie, a inwestycje utrzymują się, poza delikatnym spadkiem w 2019, mniej więcej na tym samym poziomie.