Fundusze muszą zacząć zachęcać spółki do wychodzenia za granicę – Bartek Gola (SpeedUp Group)

fundusze musza zaczac zachecac spolki do wychodzenia za granice bartek gola speedup group
Udostępnij:
– Musimy zrozumieć, że nawet jeśli polski founder kolejną rundę finansowania pozyska w Londynie i nawet jeśli przeniesie tam swoją firmę, to i tak będzie wpływał na cały polski ekosystem, bo on nie przestanie być Polakiem, on najprawdopodobniej nie przestanie utrzymywać większości developmentu tutaj. Dlatego nie bałbym się wypuszczać tych naszych spółek za granicę, bo one nie uciekną z naszego ekosystemu, tylko wręcz będą go użyźniać – komentuje Bartek Gola.

Na początku października w Google for Startups w Warszawie odbył się hello day programu Poland Prize powered by Huge Thing. Podczas wydarzenia miałam okazję porozmawiać z Bartkiem Golą z SpeedUp Venture Capital Group. Funduszu, który jest jednym z partnerów tego programu. Zapytałam go co sądzi o kondycji polskiego ekosystemu, jakie są nasze mocne i słabe strony oraz o udział funduszu w programie.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że nie lubisz słowa startup, bo to słowo stało się lifestylowe. Dlaczego tak uważasz?

Myślę, że popełniamy błąd nazywając każdą nową firmę startupem. Nie każda nowa firma jest startupem. To pojęcie zostało stworzone po to, żeby określać nowe firmy, które poszukują modelu biznesowego i działają w warunkach niepewności wywołanej przez innowacje. Poza tym, niestety przez lata w Polsce i w Europie, startup stał się synonimem stylu życia. Z racji funkcji, którą pełnię i odpowiedzialności, którą mam przed inwestorami, która polega na tym, że musimy i chcemy generować dla nich zwroty, to poza tym, że chcielibyśmy żeby to wszystko odbywało się w miłej atmosferze, to na końcu musi stać wytwarzanie wartości dla biznesu. Dlatego uważam, że czasami nadużywamy tego słowa i jest ono momentami używane przeciwko naszej branży.

Przeciwko?

Mówi się „ach to ci startupowcy, nie trzeba ich poważnie traktować”, „ach to te startupy, które nie zarabiają pieniędzy” – stąd moja obawa przed tym słowem.

W takim razie jaka jest według Ciebie definicja startupu?

Ja zawsze posługuje się definicją, którą wymyślił Steve Blank. Ona wydaje mi się najlepsza. Czyli startup to przejściowa, tymczasowa forma przedsiębiorstwa, w której ono trwa do czasu, kiedy znajdzie powtarzalny i skalowalny model biznesowy. Innymi słowy są to firmy powołane do działania w warunkach skrajnej niepewności, wywołanej przez innowacyjny, charakter produktu lub modelu biznesowego. Firma przestaje być startupem w momencie, kiedy model biznesowy jest ustabilizowany. Czyli, przykładowo WeWork nie jest już startupem, mimo, że wciąż go się tak nazywa. Oni już wiedzą na czym i jak zarabiają, przestali już poszukiwać, teraz zajmują się skalowaniem.

Myślisz, że niektóre firmy, które nie są już startupami nazywają się tak, bo to jest modne?

Tak, trochę tak jest. Początkowa skrajna niepewność powoduje pewne kulturowe zachowania wewnątrz startupu i one są bardzo dobre wewnątrz organizacji, bo to są: chęć i nastawienie na zmiany, otwartość na nowości, duża kreatywność, płaskie struktury organizacyjne. W związku z tym w wielu firmach, które kiedyś były startupami, wciąż panuje kultura startupowa. Dziś rozmawiamy w Google for Startups i ja myślę, że Google też w jakimś stopniu wciąż definiuje się jako startup, pomimo, że już od dawna nim nie jest.

Na jakim etapie jest według Ciebie polski ekosystem startupowy i jak wygląda na tle zagranicznych?

W ostatnim czasie była dyskusja na ten temat w środowisku. Mówiło się, że nasz ekosystem jest w bardzo złym stanie. Natomiast od kilku dni pojawiają się opinie, że jest w bardzo dobrym stanie. Ja osobiście podpisuję się pod tym drugim zdaniem. Według mnie wychodzimy z okresu dziecięcego w fazę pewnej dojrzałości. Żeby mogły powstawać innowacyjne firmy musi istnieć kilka obszarów. Musi istnieć finansowanie tych firm, czyli branża venture capital, muszą istnieć przedsiębiorcy i musi istnieć pula talentów związanych z nauką i innowacjami. Te wszystkie rzeczy zaczynają się u nas zazębiać. Pojawia się coraz więcej pieniędzy od venture capital. One już były w poprzednich latach, natomiast teraz, dzięki działaniom PFR, tych pieniędzy pojawia się coraz więcej. Funduszy venture jak na ten region jest bardzo dużo, choć porównując z Europą Zachodnią to bardzo mało. Myślę, że zawsze byliśmy narodem przedsiębiorczym, natomiast ta nasza przedsiębiorczość w pierwszej fazie kapitalizmu była mocno nastawiona na imitację i na robienie rzeczy tanich. Te czasy się kończą. I jest duża grupa przedsiębiorców, która się pojawiła i chce robić rzeczy najlepiej na świecie, a nie tylko najtaniej i która czuje potrzeby zmian technologicznych. Nie ma dziś jeszcze wielu firm, które są unicornami, ale jest wiele takich, które mają szansę się nimi stać. W środowisku już o nich słyszymy, ale szerszej publiczności nie są jeszcze znane, ale będą znane. Więc ja jestem bardzo dobrej myśli i uważam, że jesteśmy tuż przed wybuchem dobrych wiadomości.

Skąd zatem w środowisku taki pesymizm?

Jesień idzie (śmiech). Po pierwsze jako nacja jesteśmy bardzo narzekający. Po drugie zawsze uważamy, że zawsze może być lepiej. Po trzecie z inwestowaniem w startupy jest zawsze tak, że wszyscy wchodzą w ten biznes z poczuciem, że go zmienią, rozwalą, odmienią i zawsze po pierwszym okresie, kiedy tych sukcesów nie ma, ludzie zniechęcają się. Jeżeli jest grupa ludzi, która weszła w tę branżę stosunkowo niedawno, to jest teraz na etapie pierwszych porażek, które musi przejść i przetworzyć, żeby przejść do etapu poinformowanego optymizmu. Ja jestem w tym biznesie od 10 lat, więc przechodziłem przez tę fazę zniechęcenia i wiem, że jest ona normalna i ci, którzy przez nią przejdą wyjdą z tego ze zrozumieniem na czym ten biznes polega, ze zrozumieniem porażek i błędów, które popełniamy. I tak to wygląda. Nie widzę powodów do narzekania. Na pewno jest też tak, że ostatnie dwa lata były, pod względem poziomu trochę gorsze, że było trochę mniej pieniędzy w funduszach. Teraz one ruszyły pełną parą, więc myślę, że pojawi się więcej optymizmu.

Więc żeby nie było tak pesymistycznie, powiedz co jest naszą mocną stroną?

Uważam, że mamy naprawdę bardzo dobrych przedsiębiorców i ludzi, którym się bardzo mocno chce. To jest wielka rzecz. Teraz to zabrzmi strasznie banalnie, ale uważam, że mamy ludzi, którzy są kreatywni i przedsiębiorczy. Mamy dużo funduszy venture capital, jak na tą część świata to naprawdę dużo. I mamy bardzo dużo środków na start. Jeżeli weźmiesz różne rodzaje funduszy jakie są na rynku, to okazuje się że w Polsce jest bardzo łatwo pozyskać do miliona złotych na początek. Więc jest stosunkowo bardzo łatwo wystartować. Natomiast potem pojawia się problem pod tytułem “co dalej”, co z kolejnymi etapami i pieniędzmi na rozwój. Te narzędzia muszą się pojawić. Jednak nasza mocna strona to przedsiębiorcy i system wczesnego finansowania.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że nasz ekosystem startupowy jest zamknięty na inne kraje. Rzeczywiście to nasz problem?

Uważam, że polski ekosystem startupowy otwiera się na inne kraje, ale wciąż jest zbyt zamknięty, ale on się otwiera. Widzę to w naszym portfolio, ale również w portfolio innych funduszy, coraz więcej jest rund funduszy zagranicznych. Myślę, że cała nasza branża rozumie, że biznes innowacyjny nie jest biznesem lokalnym. Tak jak powiedziałem przed chwilą, u nas jest bardzo dużo pieniędzy na start, ale nie ma pieniędzy na skalowanie. Nie przez przypadek Booksy czy Brainly pozyskuje pieniądze na swój rozwój głównie zagranicą. I nie ma w tym nic złego. Tak naprawdę to umiędzynarodowienie jest tylko w głowie. To my fundusze musimy zacząć zachęcać spółki do wychodzenia za granicę i to my musimy budować te mosty połączenia z zagranicą.

Co jeszcze możemy zrobić?

Musimy zdać sobie sprawę z jednej rzeczy: w większości polskich funduszy inwestycyjnych jest jakiś udział polskich pieniędzy publicznych dystrybuowanych przez polskie instytucje państwowe. To są pieniądze europejskie, ale dystrybuowane przez Polskę, dlatego musimy inwestować w spółki, które mają tak zwany polski pierwiastek. Trochę to rozumiem, bo to są przecież też pieniądze podatników i trudno wydawać je na kogoś w innym kraju, ale uważam że jak najwięcej polskich funduszy i polskich firm powinno mieć możliwość inwestowania i relokowania się za granicą. To znaczy musimy zrozumieć, że nawet jeśli polski founder kolejną rundę finansowania pozyska w Londynie i nawet jeśli przeniesie tam swoją firmę, to i tak będzie wpływał na cały polski ekosystem, bo on nie przestanie być Polakiem, on najprawdopodobniej nie przestanie utrzymywać większości developmentu tutaj. Przydałoby się nam więcej międzynarodowych sukcesów, jak dzisiaj Estonia ma swojego Bolta i wiele innych dużych spółek, które dziś zarejestrowane są na przykład w Londynie, ale cały czas pozostają w kontakcie biznesowym z Estonią. Dlatego nie bałbym się wypuszczać tych naszych spółek za granicę, bo one nie uciekną z naszego ekosystemu, tylko wręcz będą go użyźniać.

Czyli nie narzekać, że nie ma pieniędzy na skalowanie, tylko startować nad Wisłą i iść z firmą w świat?

Tak, zdecydowanie tak. Mówię to nie tylko do startupów, ale również do inwestorów i funduszy publicznych, żeby i oni nie bali się wypuszczać tych spółek. Tutaj w ogóle pojawia się istotna rola funduszy VC z Polski, które dzięki swoim rozbudowanym kontaktom z VC z zagranicy powinny wspierać startupy w pozyskiwaniu dalszych rund finansowania już poza granicami naszego kraju. To nie oznacza, że polskie pieniądze publiczne pracujące poprzez fundusze będą pracowały na bogactwo innego kraju, bo na końcu większość dobrych rzeczy i tak dzieje się w Polsce.

Jaki jest Wasz udział w Poland Prize powered by Huge Thing?

Po pierwsze Huge Thing należy kapitałowo do grupy SpeedUp. My jesteśmy partnerem tego programu. Spółki, które biorą udział w tej szkole biznesu, bo te programy akceleracyjne, to takie trochę nowe MBI dla przedsiębiorców, dostają od nas wiedzę podczas warsztatów z zakresu budżetu, komunikacji z funduszami czy budowania struktury firmy. Tak więc po pierwsze dostarczamy im wiedzę, a po drugie jak do tej pory zainwestowaliśmy w cztery spółki, które brały udział programach akceleracyjnych Huge Thinga. Teraz dopinamy również kolejną inwestycję w startup, który jest absolwentem poprzedniej edycji programu. Nasza rola jest potrójna, po pierwsze dajemy wiedzę, po drugie mówimy, że warto zostać w Polsce i tutaj pozyskać finansowanie, a po trzecie pragmatycznie szukamy tu przedmiotów inwestycji. W przypadku Poland Prize program jest dla startupów z zagranicy doskonałą okazją do sprawdzenia czy Polska jest dobrym rynkiem dla rozwoju ich startupów.

Jak oceniacie współpracę ze startupami z programu?

Bardzo dobrze. Fajne jest to, że oni są wyrwani ze swojego środowiska. Co oczywiście ma swoje plusy i minusy. Ten program jest bardzo wyczerpujący. To nie jest miłe kilka miesięcy spędzone w Warszawie, tylko to naprawdę praca na najwyższych obrotach. Pamiętajmy, że oni będąc tutaj, cały czas prowadzą swoje biznesy, w swoich krajach. My oczekujemy, że będą do tego programu przychodzić ludzie, którzy będą brali w nim czynny udział i będa go ubogacać. I tak właśnie się dzieje.

Na koniec dasz jakieś rady dla startupów, które będą chciały w przyszłości zgłosić się do tego programu?

Szukamy firm, które będą chciały część swojej firmy relokować do Polski, to jest pierwszy warunek formalny. Natomiast druga sprawa, to szukamy firm, które mają potencjał ponadregionalny, które chcą się skalować do dużego rozmiaru, mają duży komponent wiedzy i technologii w swoim produkcie i które mogą stwarzać przewagę technologiczną. Więc tylko i aż tyle.