Jak powinniśmy walczyć z suszą? Specjaliści ds. gospodarki wodnej z DHI Polska oceniają potencjał działań programu #StopSuszy

jak powinnismy walczyc z susza specjalisci ds gospodarki wodnej z dhi polska oceniaja potencjal dzialan programu stopsuszy
Udostępnij:
Co ma wspólnego powódź z suszą? Wbrew pozorom są to zjawiska, u których podstaw leżą te same przyczyny: niewłaściwe gospodarowanie ziemią, osuszanie mokradeł, regulacja biegu rzek. Dlatego właśnie o problemy suszy zapytałam inżynierów pracujących obecnie przy tworzeniu aktualizacji krajowych map zagrożenia powodziowego i map ryzyka powodziowego.

Moimi rozmówcami są mgr Urszula Sadowska (US), dyrektor wykonawczy DHI Polska oraz dr inż. Marcin Urbański (MU), starszy specjalista DHI Polska (odpowiednio osiem i dwadzieścia lat pracy w branży gospodarki wodnej). Pytam ich o to, które z działań proponowanych w ramach ogłoszonego kilka tygodni temu rządowego programu #StopSuszy (grafika poniżej prezentuje jego główne punkty) mają największe szanse na zabezpieczenie zasobów wodnych dla rolnictwa, najsilniej odczuwającego skutki suszy.

źródło:www.wody.gov.pl

MamStartup (MS): Renaturyzacja rzek i mokradeł to jedne z działań, które zostały zawarte w rządowym „Projekcie planu przeciwdziałania skutkom suszy”. Czy realizację tego zadania można pogodzić bez jednoczesnego wzrostu zagrożenia powodzią?

US: Chcielibyśmy podkreślić, że wiązanie renaturyzacji rzek ze wzrostem zagrożenia powodziowego jest mitem. Prośrodowiskowe działania związane z przywracaniem rzekom i mokradłom ich naturalnego charakteru nie zwiększają zagrożenia powodzią. Ich celem jest retencjonowanie wody. A każde retencjonowanie wody w miejscu, gdzie się pojawia, szczególnie w górnych partiach zlewni rzek, stanowi wartość dodaną i przyczynia się pozytywnie, zarówno pod kątem ochrony przed powodzią, jak i suszą.

MU: Zarówno więc działania przywracające rzekom ich quasi naturalnego biegu, jak i przywracanie terenów podmokłych w ich zlewniach, mają łagodzący wpływ na zjawiska powodzi i suszy.

US: Trzeba jednak podkreślić, że same w sobie nie rozwiążą tych problemów: wymierny wpływ na te zjawiska (np. ilość zretencjonowanej wody, redukcja przepływów powodziowych) względem potrzeb jest zwykle nieduży.

MS: Rozwiązaniem szeroko omawianym w rządowych planach #StopSuszy jest zastosowanie retencji korytowej - spiętrzanie wody w ciekach wodnych i użycie jej do nawadniania upraw. Czy to rozwiązanie jest w stanie pomóc większości rolników w Polsce, czy tylko tym, których uprawy są położone blisko cieków?

US: To jest dokładnie taki sam przykład działań, jak renaturyzacja. Działania te lokalnie mogą mieć znaczenie dla sąsiadujących z danym ciekiem/rowem pól uprawnych. I słowo „lokalnie” ma tutaj bardzo duże znaczenie. Działania takie mają potencjalnie spory zasięg oddziaływania i są w stanie poprawić sytuację dużej grupy rolników, zapewne jednak nie dla wszystkich.

MU: Dużą ich zaletą jest to, że są stosunkowo proste do wdrożenia. Zatrzymywanie wody w korytach cieków wyższych rzędów, a szczególnie w systemie rowów melioracji podstawowej, ma na celu poprawę bilansu wodnego, jak najbliżej potencjalnych użytkowników. Składa się na to zarówno wielkość samej retencji korytowej, jak i objętość wody zgromadzonej w gruncie, w wyniku podniesienia się zwierciadła wody w ciekach drenujących dany obszar. Potencjalny obszar na którym można przeprowadzić takie działania jest duży, ponieważ długość rowów [budowanych w czasach PRL, obecnie w większości zarośniętych i zamulonych, nie używanych, przyp. red.] wielokrotnie przekracza długość cieków naturalnych w Polsce.

MS: A czy Państwa zdaniem zwiększony w ten sposób pobór wody z cieków wodnych ma szansę zaspokoić potrzeby rolników bez jednoczesnej szkody dla środowiska, zaburzania gospodarki wodnej? Czy nie grozi nam z tego powodu wysychanie rzek?

US: Głównie realizowane obecnie przez Wody Polskie działania związane są z odtworzenie funkcjonujących już wcześniej przez wiele lat obiektów [z przywróceniem im dwukierunkowego charakteru: obecnie kanały melioracyjne, jeśli używane, służą tylko osuszaniu pól, bez wykorzystania możliwości nawadniania, przyp. red.]. Zatem nie ma tu raczej mowy o zaburzaniu gospodarki wodnej. Niezwykle ważne jest jednak, aby te działania monitorować, wybierać te obiekty, których przywrócenie faktycznie przyniesie oczekiwany efekt, biorąc pod uwagę m.in. nachylenie terenu, rodzaje gleb, poziom zmeliorowania obszaru. Najlepiej działania te planować w oparciu o wyniki modelowania hydrologicznego, uwzględniającego także elementy hydrogeologiczne. Ważne jest także, aby w rolnictwie promować rozwiązania nawadniająco-odwadniające, by ten system faktycznie był dwufunkcyjny.

MS: Kolejne zadanie w ramach #StopSuszy to nawadnianie ze zbiorników na deszczówkę. Czy ilość wody, którą można zgromadzić w ten sposób, nie jest zbyt mała w stosunku do potrzeb rolnictwa profesjonalnego, wielkoobszarowego?

US: Niestety woda od zawsze traktowana jest jako oczywiste dobro, do którego mamy nieograniczony dostęp. Od kilku lat w Polsce corocznie mamy problemy z suszą i dopiero ta sytuacja otworzyła oczy w wielu branżach, iż nie jest to produkt nieskończony, i że brak wody może zakłócić np. dostawę energii (zamykanie bloków w elektrowni z uwagi na brak dostępu do wody stanowiącej element systemu chłodzenia) czy wymusić ograniczenia w dostępie do wody pitnej, zatem podstawowych elementów normalnego życia. Zbiorniki na deszczówkę są świetnym sposobem na uchwycenie wody/deszczu, który spadnie, zanim bezwiednie spłynie czy to do systemu kanalizacji deszczowej, czy do najbliższej rzeki/rowu i dalej. W sposób zupełnie niekontrolowany tracimy mnóstwo wody, która tak bardzo jest nam potrzebna. Lokalnie każdy, kto posiada swój własny ogródek, pole, nawet balkon, powinien zastanowić się, w jaki najbardziej efektywny sposób zebrać wodę deszczową i wykorzystać ją do nawodnienia roślin lub w hodowli zwierząt.

MU: Niestety myślenie o potencjalnych wielkościach przydomowych zbiorników na deszczówkę musi się zmienić z litrów na metry sześcienne [skala potrzeb, przyp. red.]. Znając potrzeby w tym zakresie, można obliczyć wielkości zbiorników zdolnych zapewnić odpowiednią ilość wody deszczowej do wykorzystania. Oczywiście, że znów skala tego działania jest ograniczona i nie zaspokoi w pełni potrzeb rolnictwa profesjonalnego, wielkoobszarowego, jednak w jakimś stopniu zredukuje te potrzeby i ograniczy dotychczasowy pobór wód. Szczególnie gdy mamy do czynienia z obszarami, gdzie występują braki wody pitnej.

MS: A jak dużą rolę mogą odegrać studnie głębinowe? Państwo przeznacza obecnie duże środki na dofinansowanie ich budowy przez rolników.

US: Zupełnie inną kwestią od gromadzenia wody deszczowej w zbiornikach jest korzystanie ze studni głębinowych. Wody podziemne stanowią niezwykle cenny zasób, który sukcesywnie wyczerpujemy. Niestety, te kolejne suche lata spowodowały, że poziom zwierciadła wód podziemnych się obniża. Ostatnie wyraźne podniesienie się poziomu wód podziemnych nastąpiło po powodzi w 2010 roku, także łatwo sobie wyobrazić, jak duża ilość wody w wodach powierzchniowych i opadu jest potrzebna, aby mówić o uzupełnieniu tych zasobów. Kwestia opłat za wodę od lat jest przedmiotem dyskusji na gruncie europejskim i od kilku lat także krajowym. To, co jest standardem za granicą (każdy użytkownik płaci), w Polsce jest niezwykle trudne do uzyskania.

MU: Przez lata większość branż przyzwyczaiła się do darmowego lub taniego surowca, jakim jest woda, zmiana tego podejścia jest zatem niezwykle trudna. Niemniej jednak kwestia presji na oszczędzanie wody jest ściśle związana z opłatami: ich brak zwalnia użytkowników z potrzeby planowania wykorzystywania zasobów i myślenia o oszczędzaniu tychże zasobów.

US: Z perspektywy nadzoru nad istniejącymi zasobami i utrzymania ich na oczekiwanym poziomie, kluczowymi kwestiami są regulacje dotyczące użytkowników wody oraz dostęp do informacji - monitoring dotyczący istniejących zasobów wodnych. Wciąż mamy w kraju dziesiątki tysięcy zupełnie niekontrolowanych studni, które każdego roku pobierają miliony metrów sześciennych wody na różne potrzeby, bez ponoszenia z tego tytułu jakichkolwiek opłat, tym samym zubożając nasze krajowe zasoby. Niestety bez zwiększenia monitoringu i kontroli nad kwestią poboru wód, wszelkie działania mogą nie przynieść rezultatu, gdyż ta woda dosłownie będzie nam uciekać.

MS: Czy Państwa zdaniem te wszystkie planowane działania w zakresie gospodarki wodnej wystarczą? Czy niedługo może się okazać, że staniemy przed koniecznością zmiany gatunków uprawianych roślin na suszoodporne - np. rezygnacją z uprawy niezwykle wrażliwej na warunki atmosferyczne pszenicy?

US: Zmiany klimatu to temat szczególnie popularny, ale i trudny zarazem: dostosowanie działań gospodarczych do tej sytuacji jest procesem niezwykle złożonym. Działania w gospodarce wodnej to jedynie ułamek tego, co powinno zadziać się w wielu innych branżach i gałęziach, aby wspólnie przeciwdziałać pojawiającym się problemom. Niezbędna jest współpraca wszystkich resortów i określenie wspólnego działania, co do tej pory nie było proste, gdyż każdy resort skupia się na własnych priorytetach. Do tego niezbędny jest konkretny plan działań ustanowiony na gruncie rządowym, zobowiązującym poszczególne resorty do właściwego działania. Sam plan powinien zostać oczywiście poparty szerokimi analizami ryzyk i trendów, uwzględniających m.in. sytuację hydro-meteorologiczną na przestrzeni lat, poniesione straty w różnych branżach, także rodzaje upraw względem obecnej sytuacji klimatycznej. Polska jako kraj o ograniczonych zasobach wodnych powinien myśleć o zatrzymywaniu wody w każdym wymiarze. Zaczynając od działań przydomowych,a na dużych zbiornikach retencyjnych kończąc.