Jak przetrwać i robić biznes w czasie wojny? Odpowiadają założyciele Finmap

Dodane: 25.04.2022

Adam Sawicki

Udostępnij:

– Żadna firma w Ukrainie nie pracuje jak dotychczas. Ogromna liczba biznesów, zwłaszcza tych offline’owych, przestała istnieć. Do tego bardzo niewielki wycinek online’owych lub logistycznych firm jakoś daje sobie radę – mówią Aleksandr Solovei i Ivan Kaunov, założyciele Finmap.

Finmap to ukraiński startup, który tworzy soft do zarządzania cashflow. Jego założycielami są Aleksandr Solovei i Ivan Kaunov, którzy opowiedzieli nam o prowadzeniu biznesu w trakcie wojny.

Co myśli przedsiębiorca, którego kraj właśnie został najechany przez agresora?

Nie mogę mówić za innych, ale przypuszczam, że wszyscy myśleli podobnie – co się stanie z moimi współpracownikami, co mogę zrobić, żeby byli bezpieczni, jak mam ich ochronić, no i oczywiście, co powinienem zrobić ze swoim biznesem. Każdy kryzys, a wojna to oczywiście kryzys, sprawia, że nie wiesz, co będzie dalej. Dlatego nie myślisz w globalnych kategoriach, ale w małych jednostkach – co się wydarzy w ciągu minuty lub godziny. Tej nocy, gdy zostaliśmy zaatakowani, byłem w domu, a helikoptery i rakiety latały nad moim dachem. Wtedy myślałem wyłącznie o przetrwaniu. Wielu przedsiębiorców miało tak samo.

Co powiedzieliście swoim pracownikom 24 lutego br., gdy Rosja najechała na Ukrainę?

W pierwszych dniach wojny zależało nam głównie, aby przemieścić się w bezpieczniejsze rejony kraju i w tym samym pomóc naszym pracownikom – zwłaszcza tym, którzy byli w zapalnych ogniskach Ukrainy, na przykład w Charkowie. Dlatego od razu wysłaliśmy do członków naszego zespołu wiadomość z informacją o dalszych działaniach, jakie podejmie firma oraz zapewniliśmy ich, że otrzymają pensję za luty i marzec niezależnie od zaangażowania w pracę.

W efekcie prawie każdemu pracownikowi udało się z rodziną przeprowadzić w spokojniejsze rejony. Utworzyliśmy też kanały komunikacji. Obok Discorda zaczęliśmy korzystać z Telegrama i WhatsAppa, gdzie możesz szybciej wchodzić w interakcje, rozwiązywać pilne problemy i po prostu pozostać w kontakcie.

Czy musieliście przejść w „tryb awaryjny” i zmienić sposób pracy?

Nie musieliśmy, bo gdy tylko zaczęliśmy myśleć o ekspansji i zmuszać się do pracy, znaleźliśmy dla siebie i swoich pracowników bezpieczne schronienia, a potem próbowaliśmy ogarnąć to, co się dzieje. To był niewyobrażalny stres. Trudno sobie wyobrazić, jak wszystko się zmienia, gdy słyszysz pierwszą eksplozję. A ja mieszkałem tuż przy lotnisku, gdzie tego ranka uderzyły pierwsze pociski. Nie byliśmy więc zmuszeni do przejścia w „tryb awaryjny”, ale powiedzieliśmy wszystkim naszym pracownikom, żeby w pierwszej kolejności zadbali o siebie, a potem zobaczymy, jak sprawy się potoczą. Niemniej nie myśleliśmy o zamknięciu biznesu, myśleliśmy o bezpieczeństwie.

Jak wyglądały pierwsze dni pracy w Finmap zaraz po wybuchu wojny? Jak wyglądają dziś?

W pierwszych dniach nikt nie pracował. Dosłownie. Wszyscy po prostu przemieszczali się po kraju – bez paliwa, w ogromnych korkach, nie wiedząc, dokąd jadą i gdzie spędzą noc. Ja na przykład pierwszą noc po ataku spędziłem na stacji benzynowej, czekając, aż przyjdzie moja kolej na zatankowanie auta. Potem spałem kilka godzin na podłodze w kościele w małym miasteczku. Nikt wtedy nie myślał o pracy.

W tej chwili prawie wszyscy nasi koledzy pracują z bezpiecznych miejsc, ale niestety nie wszyscy. Kilku zostało na okupowanych terenach. Nie mamy z nimi za dużo kontaktu. Jedynie od czasu do czasu piszą SMSy „żyję”. I tyle. Wszystkie te „bezpieczne miejsca”, o których wspominamy, nie są tak naprawdę bezpieczne, ponieważ każdego dnia i każdej nocy ogłaszane są alarmy lotnicze. Pracujemy zdalnie tak jak wcześniej, ale w bezpieczniejszych miejscach. Czasami są to schrony przeciwbombowe, a czasami piwnice w domach.

A co z innymi firmami? Działają jak „do tej pory”?

To zależy od biznesu, chociaż żadna firma nie pracuje jak dotychczas. Ogromna liczba biznesów, zwłaszcza tych offline’owych, przestała istnieć. Do tego bardzo niewielki wycinek online’owych lub logistycznych firm jakoś daje sobie radę. Nie ma w Ukrainie firmy, która nie została dotknięta przez wojnę. Na nasze oko 80% firm przestało działać.

Które firmy cierpią najbardziej?

Oczywiście te, które znajdują się na terytoriach okupowanych lub zniszczonych, na przykład na przedmieściach Kijowa lub w Charkowie, które są regularnie bombardowane.

A czy ukraiński rząd pomaga rodzimym firmom? Jak to wygląda?

Tak. Rząd zlikwidował wiele podatków i utworzył program pomocowy dla jednoosobowych działalności gospodarczych i firm, które płacą VAT. Co więcej, rząd zachęca ukraińskich przedsiębiorców do nieprzerywania działalności, bo jest to jedna z rzeczy, która ma pomóc naszej gospodarce. Jestem naprawdę dumny z naszych rządzących.

Co mogą zrobić międzynarodowi partnerzy biznesowi, aby pomóc firmom z Ukrainy?

Mogą coś zamówić. Mogą też skorzystać z ukraińskich usług lub produktów. Zatrudnienie Ukraińca również będzie pomocne. Mogą też ofiarować datki, co obecnie umożliwia wiele fundacji i wolontariatów. Bez wątpienia po naszym zwycięstwie Ukraina stanie się niesamowitym miejscem do inwestowania – będzie trzeba odbudować kraj i gospodarkę, co spowoduje, że wiele osób wróci do swoich domów.

Jak wojna zmieni ukraińskie firmy?

Po pierwsze – wiele firm nie przetrwa tego okresu. Ale te, które przetrwają, powinny zmienić to, co robią, jak również zmienić swoje podejście do prowadzenia biznesu. Jestem pewny, że po zwycięstwie Ukraina stanie się jeszcze atrakcyjniejszym krajem w Europie pod względem biznesowym i gospodarczym.