Jakub Szlachtowski (Sie.jemy): Uprawy wewnątrz budynków będą w przyszłości koniecznością, nie opcją

Dodane: 25.04.2022

Hanna Baster

Udostępnij:

Już dzisiaj miejskie rolnictwo mogłoby produkować 180 milionów ton żywności rocznie. Ale czy będzie to zdrowa żywność? Jak zapewnić jej dobrą jakość, biorąc pod uwagę zanieczyszczenia powietrza, gleby i wód gruntowych w zurbanizowanych terenie?

Uprawy wertykalne, w tym uprawy bez ziemi, tzw. akwaponika, zakłada coraz więcej firm w Polsce. Jedne robią to na małą, inne już na całkiem znaczącą skalę. W Czechach firma Future Farming buduje w Brnie plantację pionową większą, niż którakolwiek z istniejących w Polsce. Jej powierzchnia to 1000 metrów kwadratowych, co zdaniem założyciela firmy, Michala Fojtíka, pozwoli na uprawę roślin, które na tradycyjnym polu potrzebowałyby osiemnastokrotnie większego areału.

Bez nawozów i bez pestycydów

Akwaponika daje wiele, również tych nieoczywistych korzyści. Obok tej najbardziej widocznej – opłacalności intensywnego wykorzystania przestrzeni przy uprawach pionowych/ wielopoziomowych i to w połączeniu z hodowlą ryb – istnieje szereg innych, dotyczących zarówno naszego zdrowia jak i środowiska.

Dlaczego rośliny produkowane na farmie wertykalnej mogą okazać się rozwiązaniem lepszym dla środowiska, a jednocześnie dla naszego zdrowia? Tak tłumaczy mi to Matylda Szyrle, założycielka startupu prowadzącego uprawy wertykalne, Listny Cud: -Tak tłumaczy mi to Matylda Szyrle, założycielka startupu prowadzącego uprawy wertykalne, Listny Cud: – Zamiast w ziemi, korzenie zanurzone są w wodzie, która dostarcza im wszelkich składników i minerałów potrzebnych do wzrostu (np. potas, wapń, fosfor). Do tego kontrolujemy światło – lampy LED imitują światło słoneczne – oraz temperaturę i wilgotność. Te optymalne warunki uprawy roślin na farmach wertykalnych sprawiają, że rośliny rosną szybciej i większy procent z nich ma dobrą jakość bez sztucznych wspomagaczy. Dzięki temu w uprawach wertykalnych całkowicie eliminuje się potrzebę stosowania pestycydów, co sprawia, że rośliny uprawiane w ten sposób są ekologiczne i zdrowsze niż te uprawiane w sposób tradycyjny.

Uprawy na dachu i w przyblokowym ogródku

Czy jednak rośliny uprawiane w budynkach, bez wykorzystania miejskiej ziemi i z oczyszczonym przez filtry powietrzem, to jedyna zdrowa dla nas możliwość ogrodnictwa miejskiego? Czy nie można by połączyć przyjemnego z pożytecznym – instalować warzywniaki na dachach budynków czy w przyblokowych ogródkach, ciesząc się większą ilością zieleni w mieście, chłodząc “miejską wyspę ciepła” w lecie i miło spędzając czas – zamiast na kawie, na wspólnym wyjściu ze znajomymi na sadzenie marchewki?

Jakub Szlachtowski z Sie.jemy uważa, że takie uprawy, na niewielką skalę, mogą być tak samo zdrowe, jak te kupowane w sieciówkach: – Jak najbardziej nie ma przeciwskazań, żeby założyć własny warzywniak w przyblokowej przestrzeni, na osiedlu położonym w małoruchliwej części miasta, oczywiście zgodnie ze wszelkimi zasadami ogrodniczymi. Myślę, że żywność uprawiana w mieście, choć narażona w pewnym stopniu na zintensyfikowane zanieczyszczenia, może okazać się zdrowsza od tej, którą możemy dostać w sklepie czy nawet na targu. Szczerze mówiąc, i tu pewnie Panią zaskoczę, ale nie uważam, że “warzywo prosto ze wsi” sprzedawane na placu, są z całą pewnością zdrowsze od tych w sklepie. Osobiście kupuję tylko te “z sieciówek”, które mają certyfikaty ekożywności. Do kobiety z placu albo masz zaufanie, że wyhodowała je bez masy nawozów (i oprysków!!) i nie w zanieczyszczonym terenie, albo nie. Tutaj mam to na papierze.

Współzałożyciel Sie.jemy radzi jeszcze, by zakładając swój miejski ogródek pamiętać o tym, żeby zawsze nawieźć świeżą ziemię – radzi mi współzałożyciel Sie.jemy: – Niestety zdarza się, że podczas budowy część odpadów wyrzucana jest i zakopywana w jego okolicy, druga kwestia to również wysypywanie w sąsiedztwie budynku ziemi wykopanej pod budowę jego fundamentów. Taka gleba, wydobyta głęboko spod powierzchni, jest wyjałowiona, zupełnie bezwartościowa.

Środowisko zyska na hydroponice?

Jednak zdaniem Anny Drzewieckiej, współzałożycielki Vertigo Farms, hydroponika to lepsza niż uprawy miejskie na wolnym powietrzu opcja dla miast: – Uprawy pionowe próbują adresować wiele wątków, urban farming jako jedna z jego ścieżek, rozwiązuje tylko kwestię bliskości upraw vide świeżości produktu dla konsumenta, w niewielkim stopniu również na obniżenie śladu węglowego. Uprawa na dachu czy w miejskich ogródkach nie pozwala przeskoczyć tego, co jest największym atutem zamkniętych przestrzeni – nadal występować będą chwasty i szkodniki, co oznacza, że całkowite wyeliminowanie pestycydów nie będzie proste. Nie da się osiągnąć także korzyści z tytułu recyrkulacji wody i pożywek – może nie będą wsiąkać w ziemię, ale na pewno będą odparowywać, zatem 80-90% oszczędności wody, o której się mówi w przypadku vertical farmingu, w urban farmingu raczej osiągnąć się nie da.

Samowystarczalne miasta

Z wypowiedzi przedstawicieli branży wyłania się obraz akwaponiki jako rozwiązania dobrego dla nas i środowiska, dzięki możliwości eleminacji środków ochrony roślin i sztucznych nawozów.

Powstaje więc pytanie – czy tak dobre rozwiązanie można wyskalować, dojść do etapu, w którym będą one zaspokajały większość zapotrzebowania miast na warzywa? Założyciel Sie.jemy mówi, że przed nami jeszcze długa droga do realizacji tego zadania, ale jego zdaniem w niedalekiej przyszłości nie będziemy mieli innej alternatywy: – Skalowanie upraw hydroponicznych jak najbardziej jest możliwe i w zasadzie dzieje się na naszych oczach. Mam na myśli nie tylko warzywa liściowe, ale też ogórki, pomidory czy truskawki – tego typu uprawy odbywają się co prawda w szklarniach, ale są już prowadzone w systemach bezglebowych. Uważam, że minie sporo czasu nim tego typu, nowoczesne produkcje przeważą nad konwencjonalnym rolnictwem. Na dzisiaj jest to niemożliwe, ale myślę, że w przyszłości będzie to konieczne: po pierwsze ze względu na postepującą degradację środowiska (co ma oczywiście również wpływ na stan gleby) i zmiany klimatu, nie unikniemy konieczności przenoszenia coraz większej ilości upraw do zamkniętych pomieszczeń.