Kobiety bywają niepewne i tracą wiarę we własne możliwości. Dlatego nas potrzebują – Magdaleną Linke-Koszek (Her impact)

kobiety bywaja niepewne i traca wiare we wlasne mozliwosci dlatego nas potrzebuja magdalena linke koszek her impact
Udostępnij:
Her impact to aplikacja skierowana do kobiet, która wspiera panie w rozwoju zawodowym. Aplikacja działa od roku i ma już prawie 30 tysięcy użytkowniczek. O tym, jak rozwinąć biznes do takiej skali rozmawiamy z założycielką startupu – Magdaleną Linke-Koszek.

Wystartowałaś z Her impact kilka dni po wprowadzeniu lockdownu w Polsce, czyli w czasie dużej niepewności. Czas Ci sprzyjał, czy wręcz przeciwnie?

Z perspektywy roku, bo tyle minęło od startu naszego projektu, oceniam ten moment pozytywnie. Pandemia była dużą niepewnością, ale również szansą. Wiele kobiet zauważyło Her impact, bo po prostu szukało nowej pracy, ciekawego zajęcia, wsparcia psychologicznego czy szkoleń. Chciało też zdobyć nowe umiejętności, przebranżowić się i odnaleźć sens w życiu. To był trudny czas, ale dzięki projektom takim, jak #rozwijamsiedlasiebie, czyli darmowym webinarom umożliwiającym poprawienie swojego profilu na LinkedIn czy CV, udało nam się przekroczyć magiczną liczbę 10 tysięcy użytkowniczek i dalej nasz rozwój potoczył się bardzo szybko.

Dla mnie osobiście, jako szefa, to był bardzo trudny czas. Musiałam zapanować nad finansami, zebrać zespół na nowo, wyznaczyć cele oraz nieco zmienić strategię. Tym bardziej dziś czuję dumę, że udało nam się zbudować tak silny brand w tak niepewnych czasach.

Co w tej początkowej fazie rozwoju – na początku pandemii – sprawiało Ci trudność?

Z uwagi na to, że zbiegło się to ze startem całego projektu to najtrudniejsze było przekonanie do siebie użytkowniczek i partnerów biznesowych. To pierwsze było arcytrudne, bo polegało na zbudowaniu zaufania do Her impact. Starałyśmy się wraz z moją wspólniczką Karoliną Cwaliną-Stępniak zachęcać jak najwięcej kobiet do rejestrowania się; wszędzie podkreślałyśmy, że to co robimy, jest dostępne za darmo. Wkładałyśmy w to mnóstwo pracy.

A pozyskanie partnerów było trudne, bo na początku pandemii nikt nie wiedział, w jakim kierunku pójdzie sytuacja na świecie, co czeka nas następnego dnia oraz jak wyznaczyć budżet na działania z Her impact, gdy musiał ratować miejsca pracy? Tu najpierw zaczekałyśmy, skupiłyśmy się na zbudowaniu silnej społeczności, co popłaciło, bo zaraz w maju odezwali się do nas pierwsi duzi partnerzy zainteresowani współpracą.

Czego nauczyło Cię to doświadczenie?

Że cierpliwość popłaca. Wystarczyło zmienić strategię, skupić się na tym, co w danym momencie jest możliwe do zrealizowania. Dla mnie istotna była społeczność, bo to na niej opiera się Her impact. Kobiety nam zaufały, przywiązały się do brandu. To spowodowało, że z ich siłą przetrwaliśmy ten trudny czas. Osobiście uważam, że to był bardzo dobry krok.

W efekcie dziś na jakim etapie jest Her impact?

Her impact ma już rok i prawie 30 tysięcy użytkowniczek. Mamy potężną bazę kobiet z Warszawy, ale jesteśmy już na etapie pojawiania się w innych miastach. Mamy 18 ambasadorek zlokalizowanych w całym kraju, 150 ekspertek i ekspertów, stałych partnerów strategicznych, kilka fajnych produktów oraz inwestora. To wszystko osiągnęliśmy szalenie trudną pracą całego zespołu, który dziś liczy 10 osób.

Wiem, że po roku starań pozyskałaś na rozwój aplikacji 2 mln złotych od funduszu VFE VC, który jest wspierany przez PFR Ventures. Jak doszło to tej transakcji? I dlaczego zamknięcie rundy zajęło Ci rok? To długo, krótko, a może norma?

Tak, uzyskaliśmy 2 mln zł od wrocławskiego funduszu VFE VC. Z Tomkiem Popowem, partnerem funduszu, rozpoczęłam rozmowy w listopadzie 2019 roku. Od razu spodobał mu się projekt, ale musiałam udowodnić, co z tego będzie i pokazać, jaki mam plan. Wówczas był to tylko pomysł. Przez ponad rok udało nam się pokazać, jak ważna jest praca, którą wykonujemy oraz że projekt ma potencjał biznesowy.

Zamknięcie rundy w ciągu roku uważam za sukces. Biorąc pod uwagę to, że sam proces trwa i jest wymagający, to jeszcze dochodzi fakt, że jest to inwestycja w kobietę – founderkę oraz projekt impactowy. W Polsce to bardzo innowacyjne myślenie. Dlatego tak cenię VFE VC, bo widzę, jak duże znaczenie mają dla nich projekty odpowiedzialne społecznie.

Zatem na co zamierzasz przeznaczyć pozyskane środki?

Chcemy wprowadzać zmiany systemowe; zależy nam, aby więcej kobiet uczestniczyło w rynku pracy i było widocznych na wysokich stanowiskach. Wiemy, że do tego potrzebne są środki. Dlatego tym bardziej cieszy nas ta inwestycja, bo właśnie spowoduje ona rozwój produktu Her impact, czyli aplikacji, która stanie się jeszcze atrakcyjniejsza dla naszych użytkowniczek, rozbudujemy cały system AI oraz dzięki kilku dużym kampaniom dotrzemy do kobiet w całym kraju. Mamy globalne ambicje i na pewno nie zatrzymamy się na tym.

Dlaczego kobiety w Polsce potrzebują takich rozwiązań jak aplikacja Her impact?

Ostatni rok pokazał, jak ważne są relacje. To właśnie na społeczności opiera się Her impact. Cała sfera e-learningowa, którą proponujemy, byłaby niczym, gdyby nie kobiety, które tworzą HER. To one wspierają się wzajemnie, zatrudniają, radzą, pomagają sobie i motywują. A wiemy, że kobiety bardzo często są niepewne siebie, tracą wiarę we własne możliwości i potrzebują innych kobiet, które podniosą je na duchu i pozwolą uwierzyć, że mają wpływ! Dzięki temu, że opieramy się na relacjach, budujemy również stałe współprace z firmami, którym zależy na różnorodności w zatrudnieniu i innowacyjności. Wszystko u nas się ze sobą łączy.

Powiedz proszę, jak wspierasz kobiety w rozwoju zawodowym? I jaką rolę w tym procesie odgrywa Her impact?

Prowadzę cykl „Better oops than what if” – polega on na tym, że co czwartek udzielam darmowych konsultacji związanych z zakładaniem biznesu. Jestem prawnikiem z wykształcenia; mam dziesięcioletnie doświadczenie. Pomagam jak potrafię. Czasem wystarczy dobre słowo, czasem pomoc w rejestracji biznesu, a czasem po prostu rozmowa o pomyśle. Bardzo to lubię. Her impact robi jednak dużo więcej. Mamy oferty pracy, platformę z wiedzą od ekspertów z całego świata, projekt mentoringowy, organizujemy webinary i spotkania online. Zaraz otwieramy lokal w centrum Warszawy, który będzie co-workiem dla dziewczyn oraz miejscem spotkań. Liczę, że z tego także skorzystają nasze użytkowniczki.

A czy Ty czujesz się spełniona zawodowo?

Czuje się spełniona zawodowo, choć mam jeszcze kilka planów, które chciałabym zrealizować. Czas pokaże! Obecnie nie mam jeszcze 30 lat, a udało mi się zbudować firmę, która pomaga tysiącom osób. Czuje duża odpowiedzialność, ale także dumę z tego, że moje marzenie stało się rzeczywistością. Dostaję bardzo wiele pozytywnych wiadomości od kobiet, które korzystają z HER i wiem, że było warto, mimo trudu i wyrzeczeń.

Dla mnie Her impact jest sukcesem, bo dla mnie wystarczy jedna kobieta, która dzięki nam znalazła pracę albo uwierzyła w siebie – to jest dla mnie miara sukcesu. A takich kobiet mamy tysiące! Więc chyba czas nie bać się mówić, że jest to sukces.

Jak zamierzasz rozwijać projekt przez kolejnych 12 miesięcy?

Z pomocą inwestycji rozwiniemy projekt pod kątem technologicznym czyli wystartujemy z indywidualnym doradcą zawodowym opartym o AI, uruchomimy sklep internetowy z masterclassami i nie tylko. Otworzymy lokal w Warszawie, który będzie miejscem dialogu, co-workiem i bezpieczna przestrzenią dla dziewczyn. Jak dziś zobaczyłam wiszący przy ulicy Brackiej szyld z naszym logo, to omal nie padłam z wrażenia. Nie przypuszczałam, że tak wiele osiągniemy.