LaQ – naturalne kosmetyki z przymrużeniem oka [wywiad]

laq naturalne kosmetyki z przymruzeniem oka wywiad
Udostępnij:

Poznańska marka kosmetyków naturalnych LaQ niedawno zasłynęła w internecie zabawnymi etykietami swoich produktów – np. peelingu dla mężczyzn, zwanego też „Pastą szlifierską dla gruboskórnych mężczyzn”. Jednak oprócz świetnego marketingu, marka oferuje dobrej jakości kosmetyki autorstwa małżeństwa – Karoliny i Bernarda Latanowicz.

LaQ to poznańska firma oferującą kosmetyki do twarzy i ciała, oparte na naturalnych składnikach. Założycielami marki są Karolina Latanowicz, chemiczka i założycielka bloga KremDlaMnie, oraz Bernard Latanowicz, właściciel firmy Latech. Niedawno furorę w sieci zrobiły ich nietypowe etykiety umieszczone na produktach.

O pomyśle na biznes, wyzwaniach oraz planach na przyszłość opowiada Bernard Latanowicz, współzałożyciel marki LaQ.  

Jakie były początki marki LaQ?

Ciężkie ;). Zaczęło się od produkcji w małej recepturze aptecznej, gdzie 1 osoba to był tłok, a 2 musiały przepuszczać się w przejściu.

Skąd wziął się pomysł na markę?

Moja żona jest chemikiem z wykształcenia, prowadziła bloga Kremdlamnie.pl, gdzie opisywała, jak we własnej kuchni można przygotowywać kosmetyki. Pewnego dnia zapytałem: „A dlaczego by tego nie sprzedawać?”. I tak jakoś poszło.

Co kryje się za nazwą LaQ?

Wcześniej była to dłuższa nazwa – La Quintessence, co znaczy dosłownie „kwintesencja”. Założeniem była kwintesencja natury. Później nazwę skróciliśmy do samego LaQ, aby była łatwiejsza do wymówienia.

Co było największym wyzwaniem przy Waszej tworzeniu firmy?

Myślę, że szukanie nowych rynków zbytu i przetrwanie dołków finansowych, które pojawiają się od czasu do czasu. Ale to chyba standardowe problemy każdego przedsiębiorcy.

Ile osób obecnie tworzy markę?

To się zmienia w ciągu roku. W okresie jesienno-zimowym pracuje u nas nawet 20 osób. W tym momencie jest to 7 osób pracujących na stałe. Ale trzeba doliczyć wszystkie osoby, które z nami współpracują. Ciężko to wszystko określić, ponieważ to zależy od tego, jak ktoś poukłada sobie pracę. Czy produkcję ma u siebie, czy zleca. Czy dział marketingu ma u siebie, czy korzysta z usług agencji PR-owych. Czy dział sprzedaży ma u siebie, czy działa przez dystrybutorów. Gdyby zliczyć wszystkich, na pewno będzie więcej niż 20 osób.

Na jakie działania marketingowe kładziecie największy nacisk na początku?

Marketing jest to coś, co zdecydowanie staramy się poprawić w tym roku. Karolina od zawsze prowadziła bloga, później Facebooka. Ostatnio stara się rozwinąć Instagrama. Mamy tu jeszcze sporo do zrobienia.

Co było przełomowym momentem w historii Waszej firmy?

Takich momentów było kilka i zdarzają się co jakiś czas. Każdemu w życiu zdarzają się tzw. złote strzały. Niestety niektórzy nie potrafią ich wykorzystać, inni przegapią, a jeszcze inni są zbyt leniwi, żeby wyciągnąć po nie rękę. Każdy taki moment można ocenić dopiero po wielu latach, ale gdy wspominam te momenty, dochodzę do wniosku, że jest to swego rodzaju efekt motyla i jeden przełom wynika z długoletniej i ciężkiej pracy. Nawet szóstka w Lotka nie wylosuje się sama. Najpierw musimy wysłać kupon. A później okazuje się, że ten przełom, to nie był moment, bo poprzedzał go okres wysyłania kuponów przez kilka czy kilkanaście lat, pomimo tego, że wszyscy dookoła się z nas śmiali i wręcz odradzali bezsensowne wydawanie pieniędzy. Koniec końców zawsze dochodzę do wniosku, że wszystko wymaga naszego pomysłu, wkładu, inicjatywy. Warto więc pracować, być wytrwałym i czekać na te przełomowe momenty.

Co uważacie za swój największy sukces, a co za największą porażkę?

Fakapów było więcej niż jeden. A sukcesem jest podnieść się po każdej porażce, wyciągnąć nauczkę z popełnionych błędów i działać dalej.

Sami finalizowaliście przedsięwzięcie czy korzystaliście z pomocy finansowej?

Od początku wszystko robimy sami. Dostaliśmy na początku niewielką dotację. W tym roku Go To Brand. Oprócz tego mnóstwo kredytów. Ostatnio zaczęli się nami interesować inwestorzy, więc to chyba znaczy, że już coś osiągnęliśmy ;).

Prywatnie jesteście małżeństwem – jak oceniacie rozwijanie własnego biznesu razem? Jaki jest u Was podział obowiązków? Czy jako współpracownicy pojawiają się między Wami jakieś zgrzyty? Jak sobie z nimi radzicie?

Zgrzyty oczywiście są, choć kiedyś więcej, teraz mniej. Kiedyś częściej Karolina próbowała zaglądać w moją działkę. Ja na chemii się nie znam, więc ograniczałem się raczej do wypowiadania się na temat zapachu czy kosztów produkcji danego produktu lub stwierdzeń „fajne/niefajne”. Ale na pewno też nie jeden raz zaszedłem jej za skórę. Po jakimś czasie to wszystko się w miarę unormowało. Trzeba pamiętać, że tak naprawdę gramy do jednej bramki. Komu zaufać jak nie żonie czy mężowi? „Obcy” wspólnik może chcieć wyciągnąć z interesu jak najwięcej dla siebie naszym kosztem. W przypadku małżeństw nie ma tej obawy, bo w końcu i tak wszystko ląduje w jednym worku. Trzeba jednak umieć odpoczywać od pracy, a niestety często zdarzają się rozmowy o firmie przy śniadaniu, niedzielnym obiedzie czy przed zaśnięciem. Ja cały czas podkreślam, że nie dałbym rady odpowiadać zarówno za produkcję, jaki i logistykę. Karolina z kolei mówi, że gdybyśmy nie tkwili w tym razem, to nie byłaby tak wyrozumiała, gdybym pracował tyle, ile pracuję teraz.

Jakie są Wasze plany na przyszłość?

23 maja na gali Love Cosmetics Awards (gdzie bagatela otrzymaliśmy nagrodę w kategorii „Atrakcyjny koncept produktowy” za nasz Żel pod prysznic dla facetów 8w1) duże wrażenie zrobiła na nas Pani Dorota Soszyńska – dyrektor kreatywna firmy Oceanic. Myślę, że mogę powiedzieć za siebie i żonę, że chcielibyśmy tyle osiągnąć i jednocześnie pozostać osobą tak normalną i pełną zaangażowania w tym, co robi przez 37 lat, jak Pani Dorota.

zdjęcia: facebook.com/LaQpl