Liczymy na to, że 2022 będzie rokiem roślinnych ryb – Piotr Ważyński i Justyna Matulka (Bez Ości | Vegan Fish)

Dodane: 18.11.2021

Agata Ruszkowska

Udostępnij:

Coraz więcej osób poszukuje na rynku produktów, które będą smacznymi zamiennikami mięsa. Taką propozycją ma być oferta marki Bez Ości | Vegan Fish, która zajmuje się produkcją bezmięsnych ryb. O tym, do kogo skierowany jest ten produkt i jakie są plany na rozwój biznesu, opowiadają twórcy marki.

Czy Wasza historia zaczyna się w momencie, gdy sami zostaliście wegetarianami / weganami i postanowiliście stworzyć produkt bezmięsny, który będzie Wam przypominać w smaku normalną rybę?

Piotr Ważyński: Obawiam się, że w czasach, gdy przeszliśmy na wegetarianizm, nasz produkt nie miałby szans w ogóle zaistnieć. Zrezygnowaliśmy z mięsa jeszcze w połowie lat 90-tych. To była inna epoka, w której ten sposób odżywiania był postrzegany jako coś ekscentrycznego. Nikt wtedy nie myślał o tym, że można produkować i promować wyroby niezawierające żelatyny, glutenu czy konserwantów. Ba, nie było wtedy rozpowszechnionego internetu i przepisów na YouTube, więc inspiracji szukaliśmy podróżując po świecie oraz modyfikując przepisy znalezione w kobiecych czasopismach. Coś przecież trzeba było jeść przy wigilijnym stole!

Z biegiem lat świadomość na temat zdrowego odżywiania zaczęła wzrastać, ale nadal często w zamian za tradycyjnego schabowego oferowano nam filet rybny. My zaś komentowaliśmy to humorystycznie, że przecież ryby nie rosną na drzewach.

Justyna Matulka: Na szczęście dzięki organizacjom pro zwierzęcym cierpienie zwierząt zaczęło być szerzej zauważalne i wielu ludzi przyjęło bardziej empatyczny i zrównoważony sposób odżywiania, na nowo definiując relację ze środowiskiem naturalnym, w którym żyjemy i pośrednio wpływając na nasz rynek spożywczy. Przez ostatnie dwie dekady zajmowaliśmy się edukacją społeczną propagując przyjazną środowisku, roślinną dietę i czujemy się trochę częścią tego sukcesu, którym jest pokoleniowa zmiana nawyków żywieniowych w naszym polskim społeczeństwie. Wystarczy wejść do pierwszego większego supermarketu, aby zobaczyć jak duża część dostępnych w sprzedaży produktów to wyroby dedykowane dla wegetarian i wegan.

PW: Mimo to, mamy poczucie, że w mediach mainstreamowych brakuje informacji na temat dobrostanu mórz i oceanów oraz zwierząt, które w nim żyją. Stąd też nasz koncept, który opiera się nie tylko na obserwacji trendów rynkowych, ale też pewnej misji, która jest kontynuacją naszych doświadczeń zawodowych.

Czy można Wasz produkt porównać np. Do takich produktów na rynku jak Vuna (wegański tuńczyk) od Nestle?

PW: Doceniamy to, że duże koncerny jak Nestle zauważają światowy trend i wychodzą naprzeciw oczekiwaniom konsumenckim, mając świadomość, że w najbliższych latach roślinny sposób odżywiania zdominuje świat. Nasza koncepcja jest jednak inna. Staramy się wycisnąć z warzyw tyle ile dała natura, bez wielokrotnego przetwarzania i obróbki termicznej. Dużą wagę przykładamy do samego procesu produkcyjnego, w którym stawiamy na naturalne metody wytwarzania i konserwacji żywności – tak aby nie dodawać na końcu barwników i polepszaczy smaku. Jak się przyjrzeć bliżej rynkowi roślinnej żywności okazuje się, że można znaleźć wiele tzw. śmieciowej żywności, co jest powszechnie akceptowalne i postrzegane jako stosunkowo łatwe w produkcji, niskobudżetowe rozwiązanie. My chcemy pójść krok dalej, dać naszym klientom produkt pełnowartościowy i korzystny dla zdrowia.

Osoby sceptycznie nastawione do diety bezmięsnej śmieją się czasem, że po co tworzyć zamienniki mięsa dla wegetarian, którzy z definicji nie chcą go jeść. Czy Wasz produkt  ma być właśnie takim substytutem dla tych, którzy jednak tęsknią za smakiem ryby?

PW: Sceptycy wegetarianizmu nie zdają sobie sprawy z tego, jak trudnym początkowo procesem jest eliminacja z diety produktów mięsnych. Mamy wbudowane matryce żywieniowe z dzieciństwa, które były przez lata utrwalane przez naszych rodziców. Większość z nas tęskni za smakami, które przywołują pewne wspomnienia. Nie przeczymy, że mięso (w tym ryby) nie jest smaczne –  inaczej ludzie by ich nie jedli. I właśnie tym tęsknotom i jednocześnie potrzebom wychodzimy na przeciw. Nasze produkty są substytutem ryb (tzw. „analogiem” – bardzo modne ostatnio słowo). Jeśli uda nam się ożywić pewne wspomnienia poprzez doświadczenia kulinarne, a jednocześnie zachować czyste sumienie to jest to dla nas spełnienie marzeń i sedno naszej misji. Jej celem nie jest przekonanie wszystkich do diety wegetariańskiej, ale pokazanie, że można rozkoszować się doznaniami kulinarnymi, wybierając opcję zdrowszą dla nas samych i naszego środowiska.

Czy można powiedzieć, że jest to zdrowa alternatywa? Możemy wyróżnić jakieś wartości odżywcze w Waszej rybie?

PW: Ryby są źródłem jodu, kwasów omega-3 i białka, które dużo trudniej pozyskać z warzyw. Jednakże zawierają też wiele dioksyn i metali ciężkich jak rtęć. Nie wspominając już o tym, czym faszerowane są ryby hodowlane. Nasze wyroby, oprócz oczywistych wartości odżywczych i mikroelementów, jakie dają same warzywa, wzbogacone są wysokiej jakości olejami tłoczonymi na zimno – rzepakowym i lnianym – a część naszych produktów oparta jest na niemodyfikowanej soi, która jest bardzo dobrym źródłem białka i witamin z grupy B. Stałym składnikiem wszystkich naszych produktów są glony wakame i nori (i to wcale nie w śladowej ilości), które oprócz właściwości przeciwutleniających są bogatym źródłem jodu, wapnia i żelaza.

Śledź z bakłażana od Bez Ości

W jaki sposób w ogóle powstaje Wasz produkt? Kto tworzy dziś Bez Ości? Próżno szukać w sieci jakichkolwiek informacji o Waszej marce.

JM: Spiritus movens całego projektu jest Piotr, szef kuchni wegańskich restauracji z 20-letnim doświadczeniem zawodowym. Bez Ości to relatywnie nowy koncept, który powstał gdy w pierwszej połowie roku zarówno my, jak i współpracujący z nami przy innych projektach producenci żywności, zaczęliśmy dostrzegać pojawiający się trend i niszę na rynku wegetariańskiej żywności. Uświadomiliśmy sobie jednak, że to co chcą oferować istniejący na rynku gracze, nie do końca jest zgodne z etosem pracy Piotra i tym, co propagował przez ostatnie dwie dekady.

PW: Opowiedzieliśmy znajomym o naszych dylematach i pomysłach na ten produkt, a oni namówili nas do udziału w programie akceleracyjnym Mazovian Startup, który jest kierowany do odpowiedzialnych społecznie innowacyjnych startupów. Dzięki temu nasz pomysł na biznes zaczął nabierać realnych kształtów. Zaczęliśmy już się dzielić naszą misją i koncepcją w social mediach.

JM: Do końca roku dopinamy wszystkie szczegóły związane z produkcją i mamy nadzieję, że od nowego roku będziemy mogli ruszyć pełną parą, tak, aby roślinne ryby jak najszybciej znalazły się na Waszych stołach.

Wracając do tematu odbiorcy – do kogo zatem zamierzacie dotrzeć ze swoim produktem? Jakimi drogami?

JM: Zabrzmi to może trochę nawinie z punktu widzenia biznesowego, ale zależy nam, aby nasze działania kierować do jak najszerszej grupy odbiorców. Nie chcemy adresować jej tylko do osób będących ściśle na dietach roślinnych. Cieszymy się, że coraz więcej osób zauważa potrzebę odpowiedzialnej konsumpcji i mimo, iż w pełni nie rezygnują z jedzenie produktów mięsnych, to mocno je w swojej diecie ograniczają, wybierając zdrowszą i bardziej empatyczną alternatywę. Jesteśmy przekonani, że smaki, które wykreowaliśmy zaspokoją nawet gusta osób, którym na co dzień trudno obyć się bez mięsnych czy rybnych aromatów.

PW: Zdajemy sobie jednak sprawę, że nie każdy może sobie pozwolić w swoim codziennym budżecie na wydatek rzędu ponad 10 zł, bo tyle kosztuje nasz produkt. Chcąc jednak zachować pełnowartościowy skład, nie możemy obniżyć ceny, gdyż odbiłoby się to na jakości.

Kilka zaprzyjaźnionych sklepów internetowych już czeka na nasze pierwsze dostawy, ale nie ukrywamy, że marzy nam się, by z czasem trafić do ogólnodostępnych sklepów, szczególnie tych prowadzących sprzedaż lokalnie.

Czy planujecie np. organizować jakieś akcje edukacyjne zachęcające do weganizmu czy chociaż fleksitarianizmu?

JM: Bez Ości jest kontynuacją naszej dotychczasowej pracy. Piotr od lat prowadzi edukację kulinarną, biorąc udział w programach przeznaczony dla placówek szkolnych i stołówek pracowniczych, a od 15 lat zajmuje się edukacją żywieniową na obozach jogi oraz warsztatach samorozwojowych. Tym projektem chcemy zwrócić uwagę na to, jak przemysłowa hodowla zwierząt jest wyniszczająca dla środowiska i zdrowia ludzi. Jak irracjonalnie tkwimy w dawnych przyzwyczajeniach żywieniowych oraz jak przemysłowy połów ryb jest destrukcyjny nie tylko dla ryb, ale wszystkich organizmów, w tym ssaków, ptaków, czy żółwi. Naszej idei przyświeca cel: daj odpocząć oceanom i morzom, a one sobie poradzą. Z tym przesłaniem chcielibyśmy iść do konsumenta.

Łosoś z marchewki od Bez Ości

A co myślicie o programie zrównoważonego połowu ryb?

JM: Może zabrzmi to teraz bardzo radykalnie, ale nie wierzymy w skuteczność takich programów. Naszym zdaniem, aby uratować oceany, wystarczy nie jeść ryb, bo dokonując wyboru przejścia na dietę roślinną ratujemy planetę i oszczędzamy zasoby dla przyszłych pokoleń.

Skąd zyskujecie finansowanie dla swojego produktu?

PW: Na razie wszystko finansujemy własnymi środkami, ale zdajemy sobie sprawę, że za chwilę, bez większego „zastrzyku gotówki”, nie będziemy w stanie zrealizować tego projektu na taką skalę jakbyśmy chcieli i na jaką ten projekt zasługuje. Poszukujemy wsparcia wśród indywidualnych inwestorów, ale zależy nam przede wszystkim, aby podmioty decydujące się na współpracę z nami rozumiały naszą misję i przekaz. Dane w tabelce w Excelu są oczywiście bardzo ważne, bo na końcu bilans zysków i strat musi się przechylać na korzyść tych pierwszych, ale chcielibyśmy mieć poczucie, że Bez Ości tworzy zespół osób myślących podobnie, które rozumieją, jak ważne jest tworzenie produktów wysokiej jakości.

Jakie macie plany na rozwinięcie biznesu?

PW: Przyznajemy, że to nasz pierwszy startup, ale mamy nadzieję, że nie ostatni. Wprowadzenie produktu spożywczego na rynek detaliczny jest dla nas jeszcze trochę czarną magią, ale mamy świetnych i doświadczonych mentorów i wierzymy, że nam się to uda. Ponieważ jesteśmy jednak pełni pomysłów, to naszym małym marzeniem jest, aby rozwinąć biznes roślinnych ryb na tyle, by uzyskane z niego fundusze zdyskontować i móc je przeznaczyć na realizację kolejnych koncepcji związanych z promocją i walką o naszą przyszłość, a tym samym kolejnych pokoleń.

Czy uważacie, że takie produktu jak Wasz, pomogą uchronić świat przed katastrofą ekologiczną?

PW: 30 lat podejmowaliśmy działania, by uchronić świat przed katastrofą ekologiczną, wierzyliśmy że państwa dojdą do porozumienia w sprawie CO2, polityki klimatycznej oraz zrównoważonego rozwoju na rzecz środowiska naturalnego. Niestety na początku 2021 ta katastrofa ekologiczna już się rozpoczęła. Jesteśmy dopiero na jej początku i wiemy, że z naszej strony jest to tylko mała cegiełka, ale mamy nadzieję, że choć trochę przeważy szalę na rzecz ratowania planety. Liczymy na to, że 2022 będzie rokiem roślinnych ryb.

Wywiad z pomysłodawcami Bez Ości | Vegan Fish: Piotrem Ważyńskim, edukatorem kulinarnym i szefem kuchni restauracji Wegeguru oraz Justyną Matulką, nauczycielką jogi i menedżerką ds. komunikacji marketingowej.