Ludzie mogą wytrzymać bez restauracji i galerii, ale bez fryzjera większość nie wyobraża sobie życia – Adrian Zowczak (Alter Ego)

ludzie moga wytrzymac bez restauracji i galerii ale bez fryzjera wiekszosc nie wyobraza sobie zycia adrian zowczak alter ego
Udostępnij:
– Niektórzy pracują ze mną od samego początku. Wszyscy dostają cały czas swoje wynagrodzenia i nie przewidziałem żadnej redukcji etatów. Myślę, że to było dobrym posunięciem, bo w wielu salonach działy się bardzo nieprzyjemne sytuacje – mówi na temat lockdownu Adrian Zowczak, stylista fryzur i właściciel salonu fryzjerskiego Alter Ego oraz Barber Shopu – Bushman Barber w Kielcach.

Z Adrianem rozmawiam o problemach związanych z restrykcjami obowiązującymi salony fryzjerskie po powrocie do pracy, o przyszłości całej branży, oraz o tym jak łączy pracę stylisty z fotografią, grafiką i marketingiem.

Rozmowę przeprowadziliśmy tuż przed ponownym otwarciem salonów fryzjerskich w czasie epidemii.

Wiele lat temu przeczytałam artykuł o Tobie w internecie. Zaciekawiła mnie Twoja historia – studiowałeś na Politechnice Świętokrzyskiej i nagle niespodziewanie postanowiłeś, że zostaniesz stylistą fryzur.

Adrian Zowczak: Moja droga była bardzo niestandardowa.

Jak to się stało, że nagle zmieniłeś zdanie?

Wydaje mi się, że zawsze chciałem być fryzjerem i od zawsze przejawiałem talenty manualne. Odkąd pamiętam interesowałem się też modą. Ale kiedy byłem nastolatkiem, fryzjer kojarzył się zupełnie inaczej niż dziś.

Źle? 

Pójście do szkoły zawodowej to było coś, z czego człowiek raczej nie był dumny. W tamtych czasach mówiło się, że do zawodówki idą ludzie, którzy nie chcą się uczyć. Więc poszedłem tak, jak moi koledzy do liceum. A studia wybrałem pierwsze lepsze z brzegu i padło na Politechnikę Świętokrzyską. Ale kiedy zacząłem studiować, uświadomiłem sobie, że to nie jest to. W tym czasie natrafiłem na fryzjera, który obciął moje włosy tak, że byłem bardzo zadowolony. Stwierdziłem od razu, że to może być bardzo miłe uczucie, móc sprawić, że ktoś cieszy się ze swojej nowej fryzury. I wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że ten zawód może być dla mnie odpowiedni.

Co było dalej?

Zawiesiłem studia na rok, zacząłem się szkolić i jeździć na kursy. Nie wróciłem więcej na uczelnię. Miałem jednak duży problem ze zdobywaniem wiedzy, ponieważ nie ma edukacji publicznej dla dorosłych w tym zawodzie. Jeśli pójdziesz do szkoły średniej zawodowej, to masz przez kilka lat praktyki. Dlatego bardzo dużo rzeczy musiałem się nauczyć zupełnie sam z materiałów, które po prostu wpadły mi w ręce. W tamtych czasach nie było zbyt dużo profesjonalnego video w internecie, gdzie pokazywanoby jak strzyc. Ćwiczyłem więc techniki obcinania włosów na znajomych kolegach.

Łatwo się zgadzali na takie eksperymenty?

W strzyżeniu męskim miałem już jakieś doświadczenie, ponieważ od dziecka obcinałem włosy kolegom w piwnicy. Robiłem to wtedy z czystej zajawki i nie myślałem nigdy, że to może stać się moim zawodem. Poszedłem potem do pracy, troszkę się rozwinąłem. Natomiast praca u kogoś nie spełniała moich oczekiwań. Nie czułem, że to jest miejsce, gdzie mógłbym się w pełni realizować. Nie chciałem wyjeżdżać np. do Warszawy czy innego większego miasta, gdzie są większe możliwości. Z drugiej strony w Kielcach nie widziałem takiego salonu, jakim jest teraz Alter Ego, więc postanowiłem sam dość szybko otworzyć salon, po 9 miesiącach pracy dla kogoś. A po 10 latach jestem w takim miejscu, w jakim chciałbym być.

Wydaje mi się, że przez te wszystkie lata zmieniło się postrzeganie zawodu fryzjera. Teraz wielu ludzi uważa, że jest to artystyczny zawód. Jeśli jest się w tym dobrym i osiąga się odpowiedni poziom, to klienci mają do stylisty duży szacunek. 

Tak. Powoli zmienia się ta świadomość. Dużo dobrego robią też wszystkie programy telewizyjne o metamorfozach, gdzie pokazują, jak fryzjerstwo powinno wyglądać. Tymi fryzjerami, którzy przekazują tam dobre wzorce i praktyki młodzi ludzie mogą się inspirować. Można też zauważyć, że coraz więcej mężczyzn decyduje się zostać fryzjerem i bardzo modny stał się zawód barbera. Mnóstwo osób rzuca swoje dotychczasowe zajęcia i próbuje się kształcić na barbera. Jest na to duży popyt.

Nawet tu, w Kielcach?

Tak. Kiedy ja otwierałem Barber Shop 3 lata temu, był to jeden z pierwszych punktów tego typu w mieście. Wokół mnie dzisiaj jest już 6 innych salonów i cały czas słyszymy, że powstają nowe. Fryzjerstwo na pewno zaczęło się prężnie rozwijać, co mnie bardzo cieszy.

Czy korzystacie z jakichś technologii, na przykład kalendarza do umawiania wizyt?

Tak. Umawiamy wizyty przez system Versum i nie wyobrażam sobie pracy bez technologii. Mam jeszcze zarchiwizowane nasze papierowe kalendarze, ale uważam, że dzisiaj byłoby niemożliwe ogarnięcie tego wszystkiego w dużym salonie, ponieważ jest ogrom informacji, którą trzeba zapisać. Myślę, że w papierowym zeszycie byśmy się już nie odnaleźli. Jeśli ktoś prowadzi jednoosobowy lub dwuosobowy salon to może jeszcze uda mu się pracować z tradycyjnym kalendarzem, ale przy większej liczbie klientów jest niemożliwe zapisywać te wszystkie dane bez kalendarza online.

Czy miałoby sens w dzisiejszych czasach prowadzenie salonu zupełnie analogowo, bez fanpage’a na Facebooku i konta na Instagramie?

Myślę, że każdy, kto zaczyna pracę nad własnym salonem korzysta z technologii. Pewnie starsi fryzjerzy są bardziej konserwatywni i tak jak się nauczyli, tak pracują dalej. Być może nawet takie mniejsze salony gdzieś na osiedlach w ten sposób funkcjonują, bo nie potrzebują pokazywać się w internecie. Są po prostu znani wśród swoich lokalnych klientów. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś teraz wchodził na rynek i nie chciał się promować w social mediach.

Niektórzy promują się nieumiejętnie. Grafiki robione naprędce w Canvie z niewłaściwie dobranymi kolorami i fontami...

Nasze social media są naszą wizytówką. Fryzjer to jest osoba, która powinna mieć wysokie poczucie estetyki, więc trzeba o to zadbać. Osobiście sam prowadzę nasze profile na Facebooku i Instagramie. Prowadzenie salonu łączy też inne moje pasje, takie jak grafika komputerowa, fotografia i marketing. Lubię się sam tym zajmować.

Oglądając zdjęcia na innych profilach, widzę, że ludzie mają problem, żeby uzyskać dobre światło. Wstawiają zdjęcie fryzury, ale przy złym oświetleniu nie widać dokładnie koloru czy tego, jak ta fryzura jest zrobiona.

Tak. Dużo ludzi ma problem z uzyskaniem dobrego światła w salonie. Metodą prób i błędów przez wiele lat doszedłem do tego, jak to oświetlenie powinno wyglądać, żeby zdjęcie wyglądało dobrze i w ogóle jak robić zdjęcia. W Bushman Barber posiłkujemy się lampą, ponieważ tam nie ma wiele światła słonecznego. Natomiast w Alter Ego miejsce do robienia zdjęć jest przy oknie, jest przeszklona ściana frontowa. Mamy też specjalny aparat na statywie lub robimy zdjęcia lepszym telefonem. Jeśli coś nie wygląda dobrze na zdjęciu, to tego po prostu nie publikuję. Wolę wrzucić mniej zdjęć, ale w lepszej jakości.

Jak radzicie sobie odkąd przymusowo zostały zamknięte salony? Czy musiałeś kogoś zwolnić?

Początkowo sytuacja wyglądała dramatycznie, ponieważ nie było mowy o żadnej pomocy. Potem pojawiła się tarcza 1.0, która nie obejmowała firm zatrudniających 10 pracowników i więcej. Sytuacja dla mnie była dość ciężka. Ale wszystkie osoby, które mam w zespole są nadal zatrudnione. Niektórzy pracują ze mną od samego początku. Wszyscy dostają cały czas swoje wynagrodzenia i nie przewidziałem żadnej redukcji etatów. Myślę, że to było dobrym posunięciem, bo w wielu salonach działy się bardzo nieprzyjemne sytuacje. Mam tak zgraną ekipę, ufamy sobie, nie pokłóciliśmy się, ale raczej zjednoczyliśmy.

Jak przygotowujecie się na powrót do pracy? Były przed chwilą dostępne u Was bony na koloryzację i widziałam ogromne zainteresowanie ich zakupem. 

Z bonów skorzystaliśmy, ponieważ uczestniczyliśmy w akcji „Fryzjerzy fighterzy”. Sprzedane bony wspierają salony fryzjerskie, więc to nam także ułatwi powrót do pracy; dostajemy również materiały, na których możemy pracować. W tym momencie trwa wielka reorganizacja przestrzeni. Czekamy na zamówienia. Przygotowujemy wszystkie nasze stanowiska. Jest szereg restrykcji, których musimy przestrzegać: np. musimy zamontować pleksę na recepcji, między stanowiskami musi być odległości 2 m i to jest rzecz, która będzie najtrudniejsza dla salonów. Posiadam duży salon, który ma łącznie 150 m powierzchni. U nas udało się zaaranżować te stanowiska, żeby były oddalone od siebie o tą ustaloną odległość, ale nie wyobrażam sobie, żeby małe salony mogły sobie pozwolić na coś takiego bez redukcji etatów. Przed wejściem będzie przygotowane stanowisko gdzie trzeba zdezynfekować ręce. Każdy klient musi mieć maseczkę i rękawiczki. Nie wiemy jeszcze, jak będzie z obcinaniem włosów. Podejrzewam, że ścinki włosów mogą przyklejać się do maski lub za nią wpadać, co może nic być zbyt komfortowym uczuciem.

Wygląda to na mnóstwo dodatkowej pracy.

Zgadza się. Kupiłem też jednorazowe maseczki, które można przykleić do kości policzkowych i takie maseczki mamy za darmo dla naszych klientów. Każdy przed wejściem będzie mógł wyposażyć się w tę jednorazową maseczkę oraz rękawiczki, jeśli nie przyniósł swoich. Musimy też wszystkich klientów poinformować o zasadach bezpieczeństwa. Nie mogą przebywać w poczekalni, więc muszą być punktualnie. Nie mogą przyjść wcześniej ani później. Rezerwujemy na wizytę większą ilość czasu, ponieważ musimy dezynfekować stanowisko, wszystkie powierzchnie i klamki po każdym kliencie. I przede wszystkim musimy wyrabiać się w czasie. Będziemy mogli przyjąć o wiele mniej osób. Myślę, że przyjmiemy w tym systemie o 1/3 klientów mniej. Często pracowaliśmy na tak zwane zakładki, czyli, że 1 fryzjer obsługiwał jednocześnie 2 klientów. Teraz każdy z fryzjerów będzie pracował tylko przy jednym fotelu.

Może wzorem krajów śródziemnomorskich fryzjerzy zaczną przyjmować swoich klientów przed salonami? (śmiech)

Myślę, że na pewno nie będzie to możliwe, ponieważ Hiszpania czy Włochy to są zupełnie inne kraje i inne warunki, także pogodowe. Nie wyobrażam sobie, żeby u nas Sanepid na to pozwolił.

Jakie nastroje przed otwarciem?

Nie wiem, jaka będzie reakcja ludzi. Nie wiem zupełnie czego mam się spodziewać, bo u nas była zazwyczaj dość luźna atmosfera. Czy ludzie mogą być wystraszeni, jak zobaczą nas w tych jednorazowych uniformach: maseczkach, pelerynach i rękawiczkach? Czy będą się śmiać?

Co jest najbardziej problematyczne w związku z tą sytuacją?

Problematycznym wymogiem jest dla nas to, że musimy mieć jednorazowe peleryny do strzyżenia. Dzwoniłem do producenta i mogłem kupić tylko 500 takich peleryn, więcej nie chciał mi sprzedać. Ale to mi starczy maksymalnie na 3 tygodnie. Wszędzie te peleryny są już wykupione. Jeśli pojawią się znów w sprzedaży, to ceny pójdą w górę. Do tej pory jedna kosztowała 1 zł. Obawiam się, że teraz mogą kosztować nawet 5-8 zł za sztukę.

Używanie jednorazowych peleryn, maseczek i rękawiczek, zarówno przez stylistów, jak i klientów, rodzi kolejne komplikacje, ponieważ będziemy generować gigantyczną ilość śmieci i to mnie bardzo martwi. Trzeba będzie też do tego się przygotować, zmienić umowy na wywóz śmieci i ich częstotliwość. Od strony salonu jest mnóstwo rzeczy do przygotowania przed otwarciem się ponownie na klientów.

Czy będą jakieś dodatkowe usługi?

Słyszałem takie sugestie, żeby nie robić usług dodatkowych typu pielęgnacja, które wydłużają czas działania. Musimy z tego zrezygnować. Ze względu na bezpieczeństwo postanowiliśmy też zrezygnować na ten czas za strzyżenia brody u mężczyzn.

Czy pozostaniecie przy tym cenniku, który był, czy podwyższycie ceny?

Z tego co wiem, to wiele salonów podnosi ceny. Jeśli przeliczymy koszta dezynfekcji i materiałów jednorazowych to te koszty są bardzo duże w skali miesiąca. Natomiast my niedawno zmienialiśmy ceny w związku z Nowym Rokiem i dlatego zdecydowaliśmy się nie zmieniać cennika. Cieszymy się, że w ogóle możemy pracować i zarabiać. Podejrzewam, że ja jestem tutaj w mniejszości jeśli chodzi o brak zmian w cenniku. Większość salonów dolicza koszty za środki dezynfekcyjne i materiały jednorazowe.

Obawiacie się, że może zmniejszyć się zainteresowanie usługami fryzjerskimi? Sporo osób traci teraz pracę i będzie oszczędzać.

Zawsze mamy klientów i mogliśmy się o tym przekonać, kiedy ogłoszono, że fryzjerzy mogą wrócić do pracy. Po publikacji informacji o możliwości zakupu bonu na koloryzację mieliśmy 210 telefonów w ciągu 40 minut. W ciągu doby 500 połączeń i 117 SMSów z prośbą o kontakt. Poza tym dostawaliśmy mnóstwo pytań przez te 2 miesiące, czy możemy przyjechać i strzyc klientów w domu. To nam uświadamia, jak ważna jest nasza praca. Ludzie mogą żyć bez restauracji i galerii, ale okazało się, że bez fryzjera jednak większość nie wyobraża sobie życia. Dużo osób przywiązuje ogromną wagę do włosów i ich wyglądu.

Jakie wnioski na przyszłość wyciągnęliście z kryzysu, który jest teraz?

Wniosek jest taki, żeby nie żyć na kredyt. W momencie kryzysu najważniejsza okazała się gotówka. Osoby, które miały kredyty mogły popaść w poważne tarapaty. Nawet jeśli mogę liczyć na jakąś pomoc, refundację za ZUS i wynagrodzenie to i tak ja muszę najpierw za to zapłacić. Więc zapas gotówki zawsze trzeba mieć. To też taka nauka dla wszystkich przedsiębiorców. Ważną rzeczą jest również przeniesienie biznesu do internetu. Wiele salonów fryzjerskich zaczęło sprzedawać kosmetyki i ten trend będzie mocno się rozwijać po pandemii.

Wiem, że ty przygotowujesz teraz taki sklep. Możesz powiedzieć, co będziecie sprzedawać?

Będziemy sprzedawać rzeczy do pielęgnacji i stylizacji oraz akcesoria jak szczotki i grzebienie. Będą dostępne również spinki do włosów handmade polskiej produkcji.

Przez 10 lat pracy poznałem wiele kosmetyków i produktów. Szukałem producentów kosmetyków, które będą odpowiadały moim wymaganiom, więc mam duże rozeznanie w kosmetykach, które są dobre. W naszym sklepie internetowym skupimy się na markach bardziej ekskluzywnych i tych produktach, które są najbardziej skuteczne. Dodatkowo ważne jest, że za tym sklepem stoją fryzjerzy, a nie handlowcy. Każdy, kto będzie chciał kupić dany produkt przez internet, będzie mógł zadzwonić i porozmawiać z fryzjerem. Nasi fryzjerzy znają i używają tych kosmetyków, więc mogą polecić klientowi odpowiedni produkt. Możemy kupić znakomity produkt, który ma dobre opinie w internecie, ale może on zupełnie nie nadawać się do naszych włosów. Dlatego myślę, że ta porada specjalisty będzie bardzo pomocna. Najprawdopodobniej będzie można tę poradę uzyskać przez telefon, czyli dzwoniąc do sklepu, klienci będą dzwonić po prostu do salonu. Sami stworzymy też opisy tych kosmetyków. Nie będziemy bazować tylko na opisach producentów; dodamy swoje indywidualne sugestie. Opisy tworzone na bazie własnych doświadczeń są o wiele bardziej prawdziwe i przekonujące.

Jak ogarniasz wszystkie swoje projekty?

Kluczem do rozwijania tak dużego biznesu jest posiadanie bardzo zaufanych osób, które będą nam pomagać. Kiedyś sam sprzątałem, zajmowałem się recepcją, ale przede wszystkim musiałem pracować, dbać o klientów. Teraz nasza kadra jest o wiele większa, więc zadania rozkładają się na kilka osób.

Jak twoim zdaniem będzie wyglądała cała branża fryzjerska po pandemii? 

Na pewno wszystko się zmieni, ale nie wiemy jak. Trudno to przewidzieć. Ta sytuacja zweryfikowała, kto się nadaje do tego zawodu lepiej, a kto gorzej. Będziemy też prowadzić nasze salony bardziej odpowiedzialnie.

Myślę, że jednak wyciągniemy z tego konstruktywne wnioski. Lock down wzbudził w nas chęć powrotu do pracy i ten zapał zostanie wykorzystany pozytywnie. Bardziej docenimy to, co mieliśmy wcześniej i będziemy pracować w zupełnie innych nastrojach. Ta praca jest naszą pasją i czasem może kiedy mamy jej zbyt dużo to wkrada się pewna rutyna, z którą walczę. Poza tym obroty nam na pewno trochę spadną i odbudowanie tego co było wcześniej zajmie trochę czasu.

Jak walczysz z rutyną?

Cały czas szukam sposobów, żeby z tą rutyną walczyć. Jeżdżę na szkolenia, wymyślam ciągle jakieś nowości, innowacje. Cieszę się, że mam swój salon, bo daje mi to ogromne możliwości rozwoju. Staram się pobudzać też moich pracowników różnymi akcjami, wprowadzać nowe produkty, żeby oni też cały czas czegoś się nowego uczyli. Wysyłam ich na szkolenia, więc zawsze po szkoleniu mamy nowego powera. Najgorzej jest kiedy ktoś pracuje zupełnie sam i się zamknie w swojej stałej klienteli. Kręci się cały czas w kółko. Ciężko wtedy jest znaleźć motywację do rozwoju, by jechać na szkolenie. Wiadomo, że inwestycja w szkolenia wiąże się ze zmianą cen na wyższe i wiele osób przez to rezygnuje ze szkoleń, bo nie chce podwyższać potem swoich cen. To jest największy błąd, jaki można zrobić, bo to jest na niekorzyść naszego własnego rozwoju, ale też nie dajemy nic więcej naszym klientom. Niektórzy działają w ten sposób, że jeśli mają dużo klientów, to zamykają swoją bazę i nie przyjmują już nowych. To też prowadzi do rutyny, bo ciągle obsługujemy osoby, które już doskonale znamy.

Czy inspirujesz się innymi stylistami?

Tak, inspiruję się innymi i patrzę co dzieje się na świecie. Obserwuję szczególnie rynek brytyjski. Kiedy mieliśmy ten okres przestoju dużo fryzjerów, którzy szkolą zaczęło działać w internecie i prowadzić transmisje na żywo swoich szkoleń. Było mnóstwo darmowej edukacji i nie wiedziałem czasami co mam oglądać, bo jakieś 2 moje autorytety w tym samym czasie prowadziły relacje na żywo. W ten sposób wykorzystywałem ten czas wolny, szkoliłem się oglądając relacje w internecie.

Na koniec proszę powiedz, w jakich konkursach wziąłeś udział i z jakim rezultatem?

Biorę udział w największych i najbardziej znanych konkursach fryzjerskich organizowanych przez Wella i L'oreal. Zacząłem od konkursu Wella Trend Vision na początku mojej kariery, gdzie zająłem 4 miejsce w 2013 r. Zająłem 2 miejsce w Loreal Color Trophy, a w zeszłym roku wygrałem konkurs Wella Trend Vision. Startowałem w kategorii stylizacji męskiej wraz z całym zespołem z mojego Barber Shopu. Udało mi się zająć 1 miejsce, a dwóch moich kolegów było w finale i jeden z nich zajął 2 miejsce.

Gratulacje i dziękuję za rozmowę.