Marzę o tym, by choć jeden polski SpaceTech został unicornem – to byłyby podwaliny pod rozwój przemysłu kosmicznego w Polsce – Grzegorz Zwoliński (SatRev)

Dodane: 31.05.2022

Kasia Krogulec

Udostępnij:

– Chcielibyśmy zbudować konstelację, by monitorować ziemię z ponad 1000 satelitów na orbicie. Poza tym chcemy zbudować w Omanie misję na Marsa, Księżyc lub na Wenus – mówi o planach podboju kosmosu założyciel SatRev – Grzegorz Zwoliński.

Dlaczego zainteresował się Pan branżą kosmiczną? To niszowy kierunek w naszym kraju.

Grzegorz Zwoliński: Już dobre kilka lat temu wprowadziłem na główny parkiet kilka firm zajmujących się produkcją gier. Zdałem sobie sprawę, że brakuje mi w życiu wyzwań. Pomyślałem, że kosmos jest taką dziedziną, która w Polsce jest niezagospodarowana, bo nikt ze SpaceTechu w tamtym czasie nie zrobił w naszym kraju firmy komercyjnej. Więc stworzyliśmy SatRev.

Miałem w poprzedniej firmie team R&D, który zajmował się tworzeniem nowych rozwiązań dla telefonów. Więc wspólnie doszliśmy do wniosku, że kolejną rewolucją na świecie będzie rewolucja kosmiczna. Nawet Musk pokazywał, że firma, która nie jest częścią NASA potrafi sama zbudować wszystko od zera. Od 2016 r. zbudowaliśmy już pierwszego polskiego satelitę w pełni stworzonego w naszym kraju, a teraz chcemy zbudować największą konstelację satelitów na świecie, aby prowadzić ciągły monitoring całego globu.

Czy obecny zakres działań SatRev różni się wiele od tego, co planowaliście na samym początku?

O, tak! Jak zaczynaliśmy, nie wiedzieliśmy nic na temat kosmosu. Byliśmy po prostu garstką zapaleńców. Mieliśmy tylko wizję, że chcemy zbudować pierwszego satelitę i nie do końca wiedzieliśmy, co ma być produktem tej firmy. Chcieliśmy się specjalizować w kosmicznych rozwiązaniach. Wraz z procesem uczenia, kiedy budowaliśmy pierwsze rozwiązania, to po 2 latach powstał biznes model, który teraz realizujemy.

W jaki sposób uczyliście się o kosmosie?

Jak to Chińczycy mówią: brodząc w wodzie bosymi nogami i ostrożnie omijając kamienie. Każdą część satelity postanowiliśmy zbudować sami. Pierwszy zespół miał ok. 10 osób i powoli wraz z budową pierwszego satelity, a potem jej sprzedażą dla Uniwersytetu w Grenoble, dowiadywaliśmy się coraz więcej. Uczyliśmy się w trakcie. Korzystaliśmy z książek NASA oraz z innych uniwersytetów, które opisują proces budowy małych satelitów oraz jak rozwinąć zespół, żeby był w stanie zbudować własne rozwiązania.

Dostarczamy obecnie produkty dla różnych krajów, rządów i firm, ale dalej się uczymy. Kiedy wysyłamy satelitę, to wszystko dzieje się w kosmosie, to dla nas abstrakcyjne środowisko. Wszystko wymaga wyobraźni. Mamy nawet wykupiony software, który pomaga nam w przygotowaniu symulacji opisującej rzeczywistość na orbicie, wszystkie informacje, które próbujemy zamodelować na ziemi i tak są inne niż to, co się dzieje na orbicie. Mamy również własne systemy do testów wibracyjnych czy temperaturowo-próżniowych, czyli doprowadzamy w komorze ciśnienie powietrza do takiego samego stężenia jak jest na niskiej orbicie okołoziemskiej. Dalej jednak te wszystkie testy to jest coś poglądowego, a prawdziwy test jest dopiero na orbicie. Powodzenie testu w kosmosie oddziela w naszej branży zwycięzców od przegranych.

Na jakim etapie jest obecnie projekt polskiej misji na Marsa?

Ten projekt tworzyliśmy przed covidem. To była inicjatywa nasza i kilku uczelni w Polsce i razem z tymi uczelniami oraz Virgin Orbit podpisaliśmy umowę konsorcjum, która miała na celu wysłać satelitę na Marsa. Chcieliśmy przekonać polski rząd, żeby sfinansował projekt, ale wybuchł covid i wszystkie nasze działania, które w tamtym czasie prowadziliśmy, zostały odsunięte na bok. Konsorcjum zostało zamknięte, ponieważ nie udało nam się przeprowadzić projektu. Podpisaliśmy jednak list intencyjny z Omanem w tej sprawie. Realizujemy kolejne kroki do przygotowania misji w głęboki kosmos.

Przed rokiem ogłosiliście, że pozyskaliście od momentu powstania 50 mln zł. W grudniu, w serii B dodatkowo zgarnęliście 30 mln dolarów. Jak bardzo kapitałochłonne są przedsięwzięcia SatRev? Czy będziecie potrzebować kolejnych finansowań, by realizować obecne założenia?

Nie bez przyczyny mówi się o kosmicznych wydatkach w kosmosie (uśmiech). Sfinansowanie całego procesu, pomimo że ceny spadają i są na poziomie coraz większej dostępności, to dalej wymagają milionów dolarów. Na ten moment jesteśmy przy rundzie B, którą dopiero domykamy. Później będzie kolejna runda, w której chcemy zdobyć fundusze na jedyną – jak do tej pory – usługę na świecie, czyli informacje przestrzenne w czasie rzeczywistym dla całej Ziemi. To wymaga ogromnych nakładów finansowych. Naszym celem jest 2026 r. – wtedy planujemy uruchomić tę kompleksową usługę.

Jak wygląda współpraca z Virgin Orbit?

Współpracujemy z Virgin Orbit od 5 lat. Ta forma współpracy polega głównie na tym, że startują nasze satelity, ale też tworzymy wspólne partnerstwa na świecie (np. w Omanie) i proponujemy wspólne rozwiązania dla rządów różnych krajów.

Miał Pam okazję spotkać osobiście Richarda Bransona?

Miałem przyjemność porozmawiać z Richardem czterokrotnie. Bardzo miło się z nim rozmawia. Jest mega zalatanym człowiekiem. Czas ma wyliczony przez swój zespół, który zarządza jego kalendarzem. Umówienie się z nim na rozmowę jest procesem długotrwałym, a jego zespół dokładnie przepytuje o powody chęci spotkania. Więc trzeba mieć naprawdę ważny powód.

Jakie Pana zdaniem będą główne kierunki SpaceTechu w nadchodzących latach?

Na pewno miniaturyzacja satelit w tym wszystkich czujników, bo wtedy można taniej wytworzyć satelitę i zapewnić jej tańszy serwis. Kolejnym przełomem, na który wszyscy czekają będą rakiety Muska, czyli Starshipy. Mają mieć możliwości ładowania towaru prawie stukrotnie większe niż dotychczasowe rakiety. Więc jeśli uda się mu to osiągnąć, to będziemy w erze bardzo tanich lotów orbitalnych. Będzie można wtedy w dużych ilościach dostarczać na orbitę przedmioty, które nie są małe.

Czy turystyczne loty w kosmos też będą tanieć?

Tak, to będzie związane z ładownością rakiet. Są firmy, które budują hotele kosmiczne. W Stanach są co najmniej dwie firmy, które tym się zajmują: Sierra Nevada Corporation i Axiom. Turystyka kosmiczna na pewno będzie popularna. Pytanie jest tylko za jaką cenę. Na początku lot z Virgin Galactic miał kosztować 200 000 dolarów, teraz jest już po 400 000 dolarów. Cena będzie jednak spadać. Jeśli zejdziemy do ok. 50 000 dolarów za jednego pasażera przewożonego na orbitę i oglądającego sobie kosmos nawet przez 8 minut, to będzie już to atrakcyjna cenowo oferta. Wielu ludzi, zamiast kupować kolejne mieszkanie czy samochód, będzie wolało polecieć na orbitę.

Jak rozwija się polski SpaceTech? Oficjalnie mamy w Polsce 33 firmy w tym sektorze.

Polski Space się rozwija, ale tak jak wszędzie liczy się nie ilość, tylko jakość (uśmiech). Wystarczy jeden unicorn do tego, żeby pociągnął całą rzeszę ludzi marzących o zbudowaniu podobnej firmy z takim sukcesem. Są firmy, które pomimo ciężkich warunków (bo nie mamy żadnej agencji, która ma budżet wspierający przemysł kosmiczny) bardzo się starają. Marzę o tym, żeby choć jednej udało się przebić, bo to będą podwaliny pod rozwój przemysłu kosmicznego w Polsce.

Kto tworzy polski przemysł kosmiczny?

W większości są to firmy pochodzące ze środowisk naukowych. Część podmiotów pochodzi z Centrum Badań Kosmicznych PAN, natomiast inne pracują dla CERN-u. Ale mamy też takie firmy jak Airbus czy ThalesAlenia Space. Należy jednak podkreślić, że rodzimy sektor kosmiczny miał i nadal ma swoje początki na uczelniach technicznych.

Jaki dotychczasowy sukces przysporzył Wam najwięcej satysfakcji?

Wystrzelenie pierwszego satelity. Jest taki współczynnik, który mówi o tym, czy satelity się udały, czy nie i bardzo dużo osób przewidywało, że nasze satelity w ogóle się nie odezwą. A nasz satelita Światowid działał rok na orbicie i udało nam się osiągnąć wszystkie cele założone w misji, czyli zrobienie ponad 20 zdjęć. Poza tym największą moją dumą jest stworzenie od zera teamu, który był w stanie zbudować satelitę.