Na rynek trafi bardzo dużo pieniędzy na najmniejsze projekty – Wojciech Iwaniuk (InnerValue)

Udostępnij:
– Tworzy się naturalna luka kapitałowa. Projekty, które mają swój produkt i przychody nawet jeśli znajdą finansowanie na poziomie 5-20 mln zł, to żeby odnieść globalny sukces, potrzebują kolejnej rundy, a niestety nie bardzo mają gdzie jej w naszym kraju szukać – mówi Wojciech Iwaniuk, który od 2010 roku zarządza agencją InnerValue.

Wojciech Iwaniuk specjalizuje się w relacjach inwestorskich oraz tworzeniu strategii komunikacyjnych. Współpracował z kilkudziesięcioma spółkami z warszawskiej giełdy, w tym wchodzącymi w skład WIG20. Uczestniczył w największych transakcjach giełdowych ostatnich lat. Przez kilka lat pracował jako dziennikarz giełdowy w Rzeczpospolitej i Gazecie Giełdy Parkiet. Karierę w mediach zaczynał w redakcji Gazety Prawnej, w której odpowiedzialny był za rynek kapitałowy i nieruchomości.

Inwestor opowiada o tym jakimi startupami jest zainteresowana agencja InnerValue, jakie dostrzega nadchodzące trendy w obszarze inwestycji w Polsce i tłumaczy jakie są, jego zdaniem, największe problemy naszych startupów w kwestii finansowania.

Kiedyś pracował Pan jako dziennikarz działu gospodarczego w Rzeczpospolitej, dzisiaj prowadzi jedną z największych agencji relacji inwestorskich w Polsce, InnerValue. Jak to się stało, że zajął się Pan inwestycjami?

To co najbardziej pociągało mnie w pracy dziennikarskiej, to możliwość obcowania z ciekawymi ludźmi i opisywania rzeczy ważnych z punktu widzenia społeczeństwa, gospodarki czy poszczególnych spółek. Dawało mi to duże poczucie satysfakcji. To co obecnie robię tak naprawdę nie wiele się o tego różni, oprócz tego, że jestem w innym miejscu ekosystemu, mogę realizować się jako przedsiębiorca. Wydaje mi się, że jesteśmy jedyną firmą w branży, która otrzymała Gazelę Biznesu, czyli tytuł przyznawany dla najszybciej rozwijających się małych i średnich firm. Takie rzeczy mocno mobilizują do działania.

Jakiego typu startupy Pana interesują?

W Polsce młode firmy rozwijają się w kilku obszarach. Po pierwsze jest to segment gier komputerowych, z którym pracujemy od 2011 roku. Po drugie jest to obszar tzw. life science, czyli firmy z obszaru biotechnologii czy telemedycyny. Kolejna kwestia to rozwiązania technologiczne w obrębie Internetu. Jako InnerValue skupiamy się obecnie na pracy z firmami w tych obszarach. Trend, który widzimy to szeroko rozumiana ekonomia zrównoważonego rozwoju, czyli wszystkie firmy i technologie, które pozwalają na zamknięcie obiegu cyklu życia produktów. Są to zarówno firmy biochemiczne jak i podmioty związane z elektromobilnością. Tego typu projekty mogą być bardzo popularne w kolejnych latach.

Pana agencja od lat udziela wsparcia młodym, innowacyjnym biznesom z potencjałem. Czy Państwa wsparcie ogranicza się do finansowania?

Jako InnerValue głównie koncentrujemy się na obszarze szeroko rozumianej komunikacji, wpływającej na wzrost wartości firm. Czyli pomagamy w efektywny sposób dotrzeć do inwestorów również za pośrednictwem mediów czy liderów opinii. W przypadku mniejszych i innowacyjnych spółek pomagamy im również w przygotowaniu do pozyskania finansowania na wszystkich etapach tych prac, od strategii i budowania equity story, poprzez przygotowanie odpowiedniej prezentacji, po organizacje spotkań, Tak więc jako firma nie jesteśmy inwestorem, a głównie doradcą, który pomaga ich pozyskać.

Jak ocenia Pan to co dzieje się w obszarze inwestycji w naszym kraju?

Z mojej perspektywy widocznych jest kilka trendów. Po pierwsze na rynek trafi bardzo dużo pieniędzy na najmniejsze projekty. Szczególnie te prowadzące działalności w oparciu o własne badania i rozwiązania. Z jednej strony to pozytywna informacja z drugiej strony może doprowadzić do tego, że spółki będą miały zbyt dużą łatwość w pozyskiwaniu środków. To może doprowadzić do nienaturalnie wysokich wycen. Nie osiągalnych dla kolejnych rund. Kolejna kwestia to spora ilość pieniędzy, które mają tzw. fundusze private equity. Te działające w Polsce raczej nie decydują się na finansowanie startupów, a na pewno nie tych, które nie mają przychodów i zysków. W związku z tym pojawia się naturalna luka kapitałowa w finansowaniu na poziomie 5-20 mln zł, która na dzisiaj nie jest zapełniona i to może stanowić barierę dla finansowania wielu projektów.

Co jest największym problemem startupów w kwestii finansowania w Polsce?

Tak jak wspomniałem, tworzy się naturalna luka kapitałowa. Projekty, które mają swój produkt i przychody nawet jeśli znajdą finansowanie na poziomie 5-20 mln zł, to żeby odnieść globalny sukces, potrzebują kolejnej rundy, a niestety nie bardzo mają gdzie jej w naszym kraju. Banki nie chcą finansować takich firm, a postępująca konsolidacja w tym sektorze raczej ten stan pogłębi. Również giełda, która mogłaby być źródłem takiego finansowania, dzisiaj nie pełni tej roli efektywnie.

Jak ekosystem zmieniał się na przestrzeni lat, jak Pan uważa w jakim jesteśmy obecnie momencie?

Zmienił się bardzo wyraźnie. Jeszcze kilka lat temu spółki z branż takich jak gry komputerowe wzbudzały uśmiech na twarzach inwestorów, a dzisiaj należą do naszych eksportowych hitów. To co wydarzyło się w ostatnich latach ma bardzo pozytywny wymiar i z pewnością otworzyło wielu ludziom możliwość realizacji ich marzeń. Trzeba pamiętać, że wiele tych projektów zakończy się porażką, ale nauka z nich płynąca może być bardziej wartościowa niż praca w korporacji

Pracował Pan z takimi startupami jak CD Projekt Red, Selvita, Livechat czy InPost należącym do Integera. Czy te doświadczenia zmieniły w jakiś sposób Pana postrzeganie startupów?

Dzisiaj są to duże, silne technologiczne firmy, które ciężko nazwać startupami w polskim rozumieniu. Chociaż pewnie część z nich chce zachować taki charakter i styl. Nawet w tych przykładach widać dwa podejścia. To co chciałem podkreślić to fakt, że największe polskie firmy technologiczne takie jak CD Projekt RED, czy LiveChat Software nie pozyskały nigdy dużych środków od inwestorów. Ich rozwój był oparty w głównej mierze o środki wypracowane z działalności. Nie jest to typowe względem dominującego na świecie trendu w budowaniu innowacyjnych firm.

Jakich rad udzieliłby Pan młodym startupom, które szukają finansowania?

Przede wszystkim tego, aby nie patrzeć jedynie na wycenę i ilość środków, jakie wpłyną do spółki. To jakich partnerów pozyskamy do firmy i jaką wartość mogą oni wygenerować może być w długim terminie znacznie ważniejsze. Ważną rzeczą jest, aby w rozmowie z inwestorem skupili się również na swoim podejściu do sprzedaży produktu i usługi. Myślę, że zbyt często zapomina się, że kapitał od inwestora nie jest celem samym w sobie, a środkiem do uruchomienia lub zwiększenia sprzedaży i w konsekwencji generowania zysków.

Czego startupy nie powinny robić szukając inwestora?

Pokazywać braku szacunku do pieniędzy swoich inwestorów. Pozyskane z emisji środki wydaje się znacznie łatwiej niż te ciężko zarobione. Trzeba o tym pamiętać i z pokorą podchodzić do ich wydawania, aby w przyszłości nigdy ich nie zabrakło.

Jakie są dalsze Pana plany?

Jako firma dalej chcemy wspierać przedsiębiorców w ich drodze do lokalnych i globalnych sukcesów oraz sami chcemy rosnąć wraz z ich sukcesami. Mamy wiele pomysłów na własny rozwój, które chcemy w najbliższych latach zrealizować i systematycznie będziemy również o nich informować.