O tym, dlaczego tradycyjne doradztwo potrzebuje technologicznego wsparcia, z jakimi bolączkami zgłaszają się do niej firmy oraz jak nowoczesne narzędzia RegTech pomagają mniejszym i większym graczom odnaleźć się w globalnym łańcuchu dostaw, rozmawiamy z Anną Żurawiecką, CEO Green Reporting.
Przez 20 lat specjalizowała się Pani w trade compliance i doradztwie w strukturach globalnych. Jak z tej perspektywy zrodziła się decyzja o wejściu w świat startupów i współtworzeniu Green Reporting? Czego brakowało na rynku tradycyjnego doradztwa?
Z wykształcenia jestem prawniczką, mam również uprawnienia agenta celnego. Od 20 lat zajmuję się trade compliance – pracowałam zarówno w firmach Wielkiej Czwórki, jak i po stronie biznesu, głównie w globalnych amerykańskich korporacjach. To dało mi możliwość zobaczenia tego samego problemu z dwóch perspektyw: doradcy, który pomaga zrozumieć regulacje, i przedsiębiorstwa, które musi je wdrożyć w codziennej działalności.
Przez lata obserwowałam powtarzający się schemat. Pojawiała się nowa regulacja, a wraz z nią kolejny projekt, kolejny Excel, kolejna analiza prawna i kolejna ankieta wysyłana do tych samych dostawców. Firmy inwestowały ogromne zasoby w dostosowanie się do przepisów, ale przy następnej zmianie często zaczynały niemal od zera.
W pewnym momencie doszłam do wniosku, że przedsiębiorstwom nie brakuje kolejnych interpretacji przepisów. Brakuje im sposobu, żeby tę wiedzę zamienić w powtarzalny, dobrze zorganizowany proces. Tradycyjne doradztwo jest niezbędne tam, gdzie potrzebna jest ekspercka interpretacja, ale technologia powinna przejąć to, co można zautomatyzować.
Z tej obserwacji narodził się Green Reporting, który założyliśmy w 2023 roku. Postanowiliśmy połączyć wiedzę prawną i regulacyjną z technologią, tak aby zaawansowane narzędzia compliance stały się dostępne nie tylko dla największych korporacji, ale również dla małych i średnich przedsiębiorstw.
Dziś obsługujemy blisko 460 firm, a nasz zespół liczy ponad 20 osób. Dla mnie to potwierdzenie, że problem, który przez lata obserwowałam w biznesie, jest znacznie większy niż pojedyncza regulacja czy branża. I że można go rozwiązywać w sposób skalowalny.
Dlaczego temat zrównoważonego rozwoju powinien interesować startupy?
Z trzech powodów i żaden z nich nie jest wyłącznie wizerunkowy.
Po pierwsze, regulacje nie są zarezerwowane dla dużych korporacji. Obowiązki zależą przede wszystkim od tego, co firma robi, jakie produkty wprowadza na rynek i z jakimi dostawcami współpracuje. Młody startup, który importuje towary spoza Unii Europejskiej lub sprzedaje produkty w opakowaniach, może znaleźć się w zakresie nowych obowiązków środowiskowych i produktowych. Przykładem jest rozporządzenie PPWR, stosowane od sierpnia 2026 roku, czy EUDR dotyczące produktów powiązanych z ryzykiem wylesiania.
Po drugie, zrównoważony rozwój coraz częściej staje się elementem konkurencyjności i dostępu do rynku. Nawet jeśli mała firma nie podlega bezpośrednio określonym obowiązkom raportowym, mogą im podlegać jej klienci. Duże przedsiębiorstwa potrzebują informacji o produktach, emisjach, surowcach i łańcuchach dostaw. Startup, który potrafi szybko dostarczyć wiarygodne dane, jest po prostu lepiej przygotowany do współpracy z wymagającymi odbiorcami.
Po trzecie, nowe regulacje tworzą nowe rynki. Każda zmiana przepisów oznacza nie tylko obowiązek, ale również zapotrzebowanie na technologie, usługi, nowe materiały, modele biznesowe i kompetencje. Green Reporting jest tego przykładem – powstaliśmy, ponieważ dostrzegliśmy problem, którego nie dało się efektywnie rozwiązać dotychczasowymi metodami.
Uważam, że founderzy powinni patrzeć na transformację środowiskową nie tylko przez pryzmat kosztów. Tam, gdzie dla jednej firmy pojawia się nowy obowiązek, dla innej może powstać zupełnie nowy rynek. Właśnie w takich momentach rodzą się ciekawe startupy.
CBAM, EUDR, PPWR, ESG: dla wielu przedsiębiorców te skróty brzmią jak abstrakcyjne potworki legislacyjne. Z jakimi największymi bolączkami i obawami zgłaszają się do Was firmy, kiedy uświadamiają sobie skalę nowych obowiązków?
Pierwsze pytanie najczęściej brzmi: „Czy to w ogóle nas dotyczy?”. A zaraz po nim: „Co konkretnie musimy zrobić?”.
Problem polega na tym, że odpowiedź nie zawsze jest oczywista. Obowiązki mogą zależeć od kodu celnego towaru, wielkości importu, pochodzenia produktu czy roli przedsiębiorstwa w łańcuchu dostaw. Firma może być producentem jednych produktów, importerem innych i dystrybutorem kolejnych. Błędna kwalifikacja oznacza niepotrzebne koszty albo ryzyko niezgodności.
Drugim, często znacznie trudniejszym wyzwaniem, jest dostęp do danych. Przedsiębiorstwo może doskonale znać własne procesy, ale niekoniecznie posiada informacje o emisjach w zakładzie dostawcy z Azji, pochodzeniu surowca czy geolokalizacji plantacji. Tymczasem nowe przepisy wymagają coraz większej przejrzystości łańcucha dostaw. Dane trzeba nie tylko pozyskać, ale również sprawdzić ich jakość, kompletność i odpowiednio udokumentować.
Trzeci problem to organizacyjny chaos. CBAM trafia do działu celnego lub logistyki, EUDR do zakupów, PPWR do jakości albo zespołu produktowego, a raportowanie ESG do finansów. Każdy pracuje na własnych arkuszach, dokumentach i systemach. Ten sam dostawca dostaje kilka różnych zapytań, a zarząd nie ma jednego obrazu sytuacji.
Do tego dochodzi zmienność prawa. Przedsiębiorcy obserwowali przesuwanie terminów EUDR czy uproszczenia CBAM i CSRD. Trudno więc im planować inwestycje i zasoby, jeśli nie mają pewności, jak ostatecznie będą wyglądały wymagania.
Dlatego coraz częściej naszym zadaniem jest nie tylko pomoc w spełnieniu konkretnego obowiązku, ale uporządkowanie całego procesu zarządzania danymi regulacyjnymi. To ważna różnica, bo kolejna regulacja nie powinna oznaczać dla firmy konieczności budowania wszystkiego od początku.
Czym dokładnie zajmuje się Green Reporting od strony technologicznej? Jak Wasz software przekłada skomplikowane i suche przepisy unijne na zautomatyzowane procesy raportowania w firmie?
Przede wszystkim chciałabym wyjaśnić jedno ważne rozróżnienie. Nie zajmujemy się klasycznym raportowaniem ESG. Od początku świadomie postawiliśmy na znacznie węższą, ale bardzo wymagającą specjalizację – zrównoważony handel zagraniczny.
To obszar, w którym handel międzynarodowy spotyka się z regulacjami środowiskowymi, odpowiedzialnością za łańcuch dostaw i obowiązkami compliance. Mówimy tu między innymi o CBAM, EUDR, DPP (Digital Product Passport), PPWR czy unijnym rozporządzeniu dotyczącym produktów wytwarzanych z wykorzystaniem pracy przymusowej (FLR). Każda z tych regulacji nakłada na przedsiębiorstwa inne obowiązki, ale wszystkie wymagają coraz większej wiedzy o produktach, ich pochodzeniu, dostawcach i procesach produkcyjnych.
Dostrzegliśmy na rynku niszę, której nie wypełniały ani tradycyjne systemy zarządzania przedsiębiorstwem, ani narzędzia do raportowania ESG. Firmy potrzebują nie tylko informacji, jakie przepisy je obowiązują, ale przede wszystkim technologii, która pozwoli przełożyć te wymagania na konkretne działania operacyjne.
Dlatego stworzyliśmy Reporting Assistant – platformę, która łączy wiedzę regulacyjną z automatyzacją procesów związanych z handlem międzynarodowym. Naszym założeniem nie jest budowanie odrębnego programu dla każdej kolejnej regulacji. Tworzymy wspólne środowisko, w którym przedsiębiorstwo może zarządzać danymi o produktach, dostawcach, zakładach produkcyjnych, emisjach i dokumentacji, wykorzystując je do realizacji różnych obowiązków.
Mamy też świadomość, że rozwijając Green Reporting, nie tylko odpowiadamy na istniejące potrzeby rynku. Współtworzymy nowe standardy zarządzania zgodnością regulacyjną w handlu międzynarodowym. Chcemy zmieniać sposób, w jaki przedsiębiorcy w Polsce podchodzą do obowiązków wynikających z globalnych łańcuchów dostaw – od reaktywnego przygotowywania kolejnych raportów do świadomego, systemowego zarządzania zgodnością.
Naszym celem jest udostępnianie im technologii i kompetencji, które dotychczas były dostępne przede wszystkim dla największych międzynarodowych korporacji. Wierzę, że dobrze zarządzany compliance nie powinien być wyłącznie kosztem prowadzenia działalności. Może stać się realnym źródłem przewagi konkurencyjnej polskich firm na rynku krajowym i europejskim.
Przyszłość compliance nie polega na tworzeniu kolejnych raportów. Polega na tym, żeby firma miała dane i procesy, dzięki którym jest przygotowana na kolejną regulację, zanim ta zacznie obowiązywać.
Czy polscy przedsiębiorcy faktycznie wdrażają zmiany proaktywnie, czy raczej mamy do czynienia z poszukiwaniem rozwiązań na ostatnią chwilę?
Mówiąc uczciwie: w większości przypadków nadal na ostatnią chwilę. I nie wynika to wyłącznie z braku świadomości przedsiębiorców.
W ostatnich latach firmy nauczyły się ostrożności. Wiele przepisów było zmienianych, upraszczanych lub odraczanych, niekiedy już po rozpoczęciu przygotowań. Trudno się dziwić, że część przedsiębiorców wstrzymywała decyzje inwestycyjne, czekając na ostateczny kształt wymagań.
Problem w tym, że odroczenie regulacji nie oznacza, że znika praca, którą trzeba wykonać. Jeśli firma potrzebuje informacji od kilkudziesięciu czy kilkuset dostawców, często z różnych części świata, nie zbierze ich w kilka dni. Widać to szczególnie teraz. PPWR jest już stosowane, EUDR zacznie obejmować dużych i średnich operatorów od 30 grudnia 2026 roku, a CBAM wszedł w fazę definitywną. Przedsiębiorcy muszą przejść od analizy przepisów do rzeczywistego zarządzania danymi i procesami.
Firmy, które zaczęły wcześniej, miały czas na kontakt z dostawcami, sprawdzenie jakości danych, przetestowanie narzędzi i przygotowanie pracowników. Te, które rozpoczynają działania tuż przed terminem, częściej są zmuszone do rozwiązań tymczasowych, które później okazują się kosztowne.
Co ciekawe, coraz silniejszym impulsem do działania staje się nie sam regulator, lecz klient. Duża firma wysyła zapytanie do dostawcy i oczekuje określonych informacji w ciągu dwóch tygodni. Wtedy compliance przestaje być abstrakcyjnym obowiązkiem, a zaczyna mieć bezpośredni wpływ na relację handlową.
Dlatego zachęcam przedsiębiorców, żeby nie traktowali przygotowań do nowych regulacji wyłącznie jako kosztu. Dobrze uporządkowane dane i procesy to inwestycja, która może ułatwić współpracę z kontrahentami, ograniczyć ryzyko i zwiększyć konkurencyjność firmy.
Gdzie widzi Pani Green Reporting za 2–3 lata? Jakie nowe regulacje lub wyzwania środowiskowe, Pani zdaniem, najmocniej zaskoczą rynek w najbliższym czasie?
Moją ambicją jest, aby Green Reporting stał się jedną z rozpoznawalnych europejskich platform RegTech w obszarze zgodności produktów i łańcuchów dostaw.
Nie chcemy być firmą, która za każdym razem tworzy nowe rozwiązanie pod kolejną regulację. Chcemy budować technologiczną infrastrukturę compliance, z której przedsiębiorcy będą korzystać na co dzień – tak naturalnie, jak dziś korzystają z systemów księgowych czy ERP.
Przepisy będą się zmieniać, pojawią się nowe obowiązki i nowe wymagania dotyczące danych. Naszym celem jest, aby klient nie musiał za każdym razem zaczynać od zera. Chcemy, żeby miał jedno miejsce, w którym zarządza informacjami o produktach, dostawcach i zgodności regulacyjnej, a technologia przejmuje coraz większą część powtarzalnej pracy.
Rozwijamy działalność międzynarodową, a jednym z pierwszych kierunków jest Wielka Brytania, gdzie od 1 stycznia 2027 roku zacznie obowiązywać brytyjski CBAM. W dłuższej perspektywie widzę Green Reporting jako europejską firmę technologiczną, która łączy ekspercką wiedzę z rozwiązaniem dostępnym również dla mniejszych przedsiębiorstw.
Jeżeli chodzi o regulacje, które mogą najmocniej zmienić rynek, wskazałabym trzy kierunki.
Pierwszy to CBAM i jego rosnący wpływ finansowy. Mechanizm przeszedł już z fazy raportowania do fazy definitywnej, a od lutego 2027 roku rozpocznie się sprzedaż certyfikatów związanych z importem z 2026 roku. Pierwsza deklaracja roczna przypada na 30 września 2027 roku. Dla importerów oznacza to, że dane o emisjach zaczynają bezpośrednio wpływać na koszty działalności. Równocześnie Unia Europejska pracuje nad rozszerzeniem CBAM na kolejne produkty zawierające stal i aluminium. To może istotnie zwiększyć liczbę przedsiębiorstw objętych mechanizmem.
Drugim obszarem jest przejrzystość łańcuchów dostaw, szczególnie w kontekście rozporządzenia zakazującego produktów wytwarzanych z wykorzystaniem pracy przymusowej. Od 14 grudnia 2027 roku zakaz obejmie produkty wprowadzane na rynek unijny i eksportowane z UE, niezależnie od branży czy kraju pochodzenia. Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność znacznie lepszego rozumienia, kto i w jakich warunkach uczestniczy w wytwarzaniu ich produktów, aby potrafili odpowiednio reagować na zidentyfikowane ryzyka i zapytania organów.
Trzecim kierunkiem są cyfrowe paszporty produktów. Od lutego 2027 roku odpowiednie wymagania zaczną obejmować m.in. określone kategorie baterii, a w kolejnych latach rozwiązania tego typu będą wprowadzane dla następnych grup produktów. W praktyce oznacza to stopniowe przechodzenie do modelu, w którym dane dotyczące produktu, jego pochodzenia, składu i parametrów środowiskowych stają się elementem jego obecności na rynku.
Wszystkie te zmiany mają wspólny mianownik: dane. I to właśnie w danych, ich jakości, dostępności oraz możliwości ponownego wykorzystania widzę jeden z największych obszarów transformacji europejskiego biznesu.
Firmy, które dziś dobrze uporządkują informacje o swoich produktach i dostawcach, nie tylko łatwiej przejdą przez kolejne regulacje. Zyskają również przewagę konkurencyjną.
A my chcemy dostarczyć im technologię, która tę przewagę pozwoli zbudować.