Odwiedzamy Krakowski Park Technologiczny, jeden z największych kombajnów startupowych w Polsce

Udostępnij:
„KPT nie rozwinie za Ciebie innowacyjnego produktu, nie zdobędzie finansowania ze środków publicznych i nie pomoże w księgowości, to zadanie dla inkubatorów uczelnianych. Jeżeli nie potrafisz sam zapanować nad fakturami czy zawalczyć o unijny grant, to znaczy, że na późniejszym etapie rozwoju firmy tym bardziej sobie nie poradzisz” – ‌mówi‌ ‌wprost‌ ‌Bartosz‌ ‌Józefowski,‌ ‌‌wicedyrektor‌ ‌działu‌ ‌parku‌ ‌technologicznego‌ i dodaje: „KPT ma przyjemność bycia świadkiem sukcesu firmy, ale to przedsiębiorca jest jego twórcą”.

Zniechęceni? Niepotrzebnie, bo właśnie takie podejście Krakowskiego Parku Technologicznego do startupów sprawia, że mają jedne z najlepszych wyników w Polsce. Przez biura KPT przewinęły się takie firmy jak Autenti, Reality Games, Polyslash, Talent Alpha, Seedia, FindAir, Edward.ai, InMotion Lab. To, co dodatkowo przyciąga tutaj startupy, to obecność wielu firm – potencjalnych klientów i inwestorów. W 2019 roku KPT był drugim w Polsce, najlepszym magnesem przyciągającym do PSI (Polskiej Strefy Inwestycji) małe, średnie i duże przedsiębiorstwa. Chcąc na własne oczy zobaczyć, jak pracuje się w KPT, wybraliśmy się tam osobiście: rozmawialiśmy z samymi startupami, pytaliśmy o to, co oferuje KPT i jakie efekty daje im ta relacja. Ale zanim zapis samych rozmów, zapraszamy Was do wirtualnych odwiedzin tego jednego z największych środowisk startupowych w Polsce:

Hol główny instytucji, to najchętniej fotografowana część budynku KPT. I nic dziwnego, robi wrażenie!

Obiektywem uchwyciliśmy ożywioną dyskusję w kuluarach

Przed Wami nagrody Digital Dragons dla najlepszych firm branży gamingowej w Polsce

Na terenie KPT znajduje się również studio MultiLab wykorzystywane do postprodukcji filmowej/gier

Data Center KPT

Do siedziby głównej Krakowskiego Parku Technologicznego jadę samochodem. Ostatni odcinek drogi wije się przez Kampus Uniwersytetu Jagiellońskiego, który mieści m.in. park technologiczny Life Science oraz ośrodek badań światłem synchrotronowym SOLARIS. Zanim dojadę do celu, mijam również położone tutaj budynki Ericssona, Motoroli, Nokii i Shella, a także Akademickie Centrum Cyfrowe Akademii Górniczo-Hutniczej. Budynek KPT położony jest na samym końcu drogi, dalej pojechać się już nie da. Parkuję obok łąki, na dalszym planie zarośla, a za nim długi, zalesiony grzbiet z białą sylwetą kościoła O.O. Kamedułów na Bielanach. Dobry widok z okna na skupienie myśli. Wchodzę do środka, i pierwsze wrażenie, że trochę tu cicho i pusto, jak na to, że działa tu kilkadziesiąt startupów. Niestety koronawirus popsuł atmosferę tego miejsca, zmuszając firmy do częstej pracy zdalnej. Maria z działu promocji oprowadza mnie po budynku: zwiedzam MultiLab, w którym postprodukcję miało wiele znanych polskich filmów, np. 1800 gram czy DreamLand, z którego aparatury mogą korzystać również startupy (co chętnie czynią szczególnie te z branży gamingowej). Później idziemy zobaczyć część budynku przeznaczoną dla startupów. Wąski korytarz, a wzdłuż niego szereg drzwi, za każdym ktoś, kto pracuje nad innowacyjnym pomysłem. Zaskakuje mnie skromność biur tak znanych już firm, jak np. FindAir. M.in. z jej twórcą, konstruktorem aplikacji do monitorowania objawów astmy, rozmawiam o początkach firmy i o tym, na ile KPT pomogło im w nabraniu rozpędu. Drugą rozmowę prowadzę w dużo bardziej przestronnym, bo mogącym pomieścić kilkadziesiąt osób, biurze Reality Games. Kilka dni później dzwonię jeszcze do startupu “z zewnątrz”, żeby zyskać bardziej obiektywny obraz oferty i wpływu KPT na działanie firm, wrocławskiej firmy gamingowej Vulpesoft. Jakie były początki FindAir, RealityGames i Vulpesoft, i jak wykorzystują na co dzień współpracę z KPT? Czytajcie dalej!

Zbigniew Woźnowski z Reality Games, twórca Landlord Tycoon, jednej z najpopularniejszych gier GPS na świecie

Reality Games chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Ich gra GPS, Landlord Tycoon, to jeden z największych sukcesów ostatnich lat w polskiej branży gier mobilnych: 5 milionów pobrań w 190 krajach świata robi wrażenie. Współpracę z KPT rozpoczęli cztery lata temu, w 2016 roku.

Dlaczego wybraliście KPT? Jak tu trafiliście?

ZW (Zbigniew Woźnowski, twórca Reality Games): W 2016 roku wystartowałem z Reality Games w londyńskim Google Campus, byliśmy tam w akceleratorze Oxygen i potrzebowałem zbudować zespół w Polsce. Szukałem wtedy tzw. minimalnej przestrzeni biurowej z myślą, że musi to być elastyczne i że za chwilę trzeba będzie się wyprowadzać. Trafiliśmy do KPT przez rekomendacje w ramach krakowskiego ekosystemu startupowego. Nasz produkt rósł wtedy 10% tygodniowo i po dwóch miesiącach musieliśmy się wyprowadzać z pomieszczenia z trzema biurkami do takiego mającego 12 miejsc, po kolejnych trzech miesiącach urośliśmy do potrzeb biura dla 50 osób. Taka elastyczność jest niemożliwa do osiągnięcia w żadnym innym biurowcu. KPT podoba mi się, bo spełnia kilka wzajemnie wykluczających się kryteriów. Biuro jest położone daleko od centrum, więc automatycznie odstrasza tzw. wannabe CEO, którzy potrzebują spotykać się na caffe latte i błyszczeć koncepcjami. Tutaj się siedzi i pracuje mając naturę za oknem. Jednocześnie młoda firma ma dostęp do biura klasy A+ i momentalnie wygląda bardzo atrakcyjnie dla swoich przyszłych pracowników. Oczywiście, w Polsce znajdziemy inne programy dla startupów: w Warszawie są inicjatywy coworkingowe i Google, w Gdańsku ekosystem startupowy wspierany przez Infoshare, oprócz tego wiele fundacji, które niestety nie za bardzo mają się czym pochwalić. A KPT może, bo jeżeli popatrzymy na listę firm, które się tu przewinęły w ostatnich dwóch, trzech latach, to wskaźnik przeżywalności jest naprawdę bardzo wysoki.

Mówisz, że KPT ma lepsze wyniki niż wiele innych instytucji tego typu w Polsce. Skąd ta różnica? Czego w takim razie Twoim zdaniem brakuje w innych miejscach? Przyjmowane są startupy na zbyt wczesnym etapie rozwoju?

ZW: Z czego to się bierze? W dużej mierze z procesu rekrutacji. Wojtek i Bartek (Wojciech Przybylski, prezes KPT, Bartosz Józefowski, wicedyrektor działu parku technologicznego Przemysł 4.0) są skutecznymi apostołami, przyciągają jakościowe projekty i rozsądnych founderów. Nie zaproponują miejsca w biurach KPT osobie, która prowadzi agencję nieruchomości, czy firmę import - eksport. Nie, to musi być firma technologiczna z innowacyjnym produktem lub usługą. Oni potrafią ocenić na podstawie rozmowy potencjał startupowca i jego pomysłu, przeprowadzając w ten sposób naturalny przesiew firm, dzięki któremu w KPT tworzy się przyjazne i jakościowe środowisko. Ponadto, wydaje mi się, że w KPT udało się zbudować pełny ekosystem. Zarządcy zrozumieli, że tu nie chodzi o samo dostarczenie powierzchni biurowej. Edukują co do dobrych praktyk przedsiębiorczości, są dostępne startupy w różnych fazach rozwoju. Jest łatwy dostęp do mentorów, doradców, aniołów biznesu. Eventów jest tak dużo, że każdy może coś dla siebie wybrać, promowana jest kultura pracy i wzajemnej pomocy. Infrastruktura dookoła budynku i wielkie atrium tworzą realny ratusz startupów. Co nie mniej ważne, w KPT działa mechanizm polegający na uczciwości i zasadach wolnego rynku: są równe zasady dla wszystkich.

Co do innych miejsc, to chyba nie udało im się jeszcze zbudować pełnego ekosystemu i określonej rozpoznawalności.

Jak KPT pomogło Wam rozwinąć skrzydła?

ZW: Gdy byliśmy biednymi przedsiębiorcami z wizją, to uwierzyli w nas, że będzie nas stać na opłatę czynszu ;) A potem, będąc tutaj, mieliśmy możliwość korzystać z tworzącego się ekosystemu. Dzisiaj ich wspieramy występując jako sponsor eventów, angażujemy się w ich wydarzenia edukacyjne.

Tomasz Mikosz z FindAir, cyfryzacja procesu leczenia astmy

Kolejnym naszym rozmówcą jest założyciel firmy FindAir, współtwórca urządzenia i powiązanej z nim aplikacji do monitorowania przebiegu astmy. Historia firmy to prawdziwa lekcja wytrwałości i wiary we własny pomysł: zanim weszli na rynek przez dwa lata rozwijali produkt bez inwestora, finansowanie zapewniając głównie poprzez konkursy dla startupów. Dodajmy, że cały ten czas w całości poświęcili na rozwijanie FindAir, porzucając pracę na etat.

W KPT jesteście już ponad trzy lata (od maja 2017), zaczęło się od udziału w Inkubatorze Technologicznym. Trudno było się dostać?

TM (Tomasz Mikosz, współtwórca FindAir): Nam na pewno pomógł wcześniejszy udział w Startup Bootcamp Digital Health w Berlinie. To był czteromiesięczny maraton, podczas którego cały swój czas poświęciliśmy na budowanie naszego produktu, rozwijanie wiedzy okołobiznesowej. Dzięki temu byliśmy dobrze przygotowani na rozmowę kwalifikacyjną do Inkubatora. W jej trakcie oceniany był przede wszystkim potencjał spółki: produkt, założenia biznesowe plus poziom zaangażowania: czy pracujesz nad projektem „po godzinach”, czy jest on już podstawowym miejscem zatrudnienia. KPT nie angażuje się w słabo dopracowane pomysły, dlatego starając się o miejsce w Inkubatorze Technologicznym, trzeba mieć już w miarę gotowy produkt i solidny plan biznesowy. Tutaj przyjmuje się firmy, które chcą i mają szansę podbić globalny rynek. Jak dla mnie w tym tkwi siła KPT: trafiają tu tylko naprawdę mocne firmy, które mogą wzajemnie czerpać od siebie wiedzę. A możliwości spotkań jest wiele: śniadania networkingowe, hackathony, szkolenia, no i oczywiście codzienne spotkania na kawie w kuchni.

Jak KPT pomogło Wam rozwinąć skrzydła?

W czasie gdy byliśmy jeszcze w Inkubatorze, KPT kontaktowało nas z inwestorami i podwykonawcami. Dzięki temu doświadczeniu nauczyliśmy się np. budować ofertę dla inwestora. Ważne było dla nas, szczególnie na początku, w czasie inkubacji, wsparcie opiekuna. Każda firma w KPT ma swojego opiekuna, który wpada do startupu i mówi, jakie są nadchodzące eventy, które mogą nas zainteresować, czy nie chcielibyśmy gdzieś zaaplikować. Także takie codzienne wsparcie z KPT jest, a jego intensywność zależy od tego, jak mocno dana spółka chce, żeby ingerować w jej działanie. Na początkowym etapie rozwoju korzystaliśmy często ze szkoleń na miejscu, których planowany temat przegłosowywany jest wspólnie, przez wszystkie startupy w KPT. Teraz, gdy jesteśmy kilka etapów dalej, mamy swój produkt w sprzedaży i jesteśmy lokatorem parku, kluczowe stało się samo środowisko startupowe, motywacja do wytężonej pracy i osiągania coraz lepszych wyników. Mamy biuro drzwi w drzwi z dwoma startupami, które każdego dnia osiągają kolejne sukcesy – to napędza do działania! I to jest chyba dla nas główna zaleta z bycia w KPT, teraz kiedy wyszliśmy już z Inkubatora i staliśmy się lokatorami parku. Oprócz tego, cenimy sobie przestrzeń biurową; po wprowadzeniu lockdownu, dwa miesiące pracowaliśmy z domów i powrót do biura, do własnej przestrzeni był dla nas istotny, ze względu na etap rozwoju, na którym obecnie jesteśmy.

Co radziłbyś startupom, które chcą dostać się do Inkubatora Technologicznego lub akceleratora KPT, na co położyć nacisk podczas rozmowy?

TM: Przede wszystkim musisz wierzyć w swój produkt bardziej niż Ci, od których oczekujesz wsparcia. Niezachwiana wiara w znaczenie i przydatność rozwijanego produktu to moim zdaniem podstawa, oczywiście obok dopracowanego produktu i dobrego planu biznesowego.

Wrocławski startup gamingowy Vulpesoft

Vulpesoft to najmłodszy ze startupów, z którymi mieliśmy przyjemność rozmawiać. Debiutowali dwa lata temu, od tego czasu cały czas pracują nad swoją pierwszą grą typu escape-room “Dr Livingstone, I Presume”. Tuż przed wybuchem koronawirusa zakończyli kilkumiesięczny cykl warsztatowy dla początkujących firm z branży gamingowej, Inkubatorze Digital Dragons Krakowskiego Parku Technologicznego.

Braliście udział w ubiegłorocznej edycji inkubatora Digital Dragons organizowanego przez KPT, skierowanego do branży gamingowej. Co skłoniło firmę z Wrocławia, do udziału w programie organizowanym w oddalonym o kilkaset kilometrów Krakowie?

KM (Kamil Mówiński, współtwórca Vulpesoft): Inkubator Digital Dragons (DD) to jedno z niewielu takich wydarzeń w Polsce, dodatkowo z długą tradycją. We Wrocławiu nie mamy takich możliwości: są co prawda spotkania branży gamingowej, ale to wyłącznie networking. Nie ma spotkań z mentorami, warsztatów, okazji do wymiany doświadczeń z innymi startupami. To wszystko dała nam inkubacja w KPT. Bez nich nie udałoby się nam zapewne pozyskać naszego pierwszego inwestora. A dzięki tym funduszom mogliśmy w maju tego roku w końcu skomercjalizować nasz projekt i przestać pracować nad nim “po godzinach”.

W jaki sposób KPT w tym pomogło? Czy poznaliście inwestora podczas Demo Day (dzień wieńczący program inkubacji DD, podczas którego startupy pitchują przed inwestorami)?

KM: Nie, akurat wtedy się nie udało, ale dzięki udziałowi w inkubatorze zupełnie zmieniłem argumentację w rozmowach z inwestorami. Nauczyłem się, jakie informacje są ważne dla inwestora, co trzeba podkreślić. Tutaj kluczowe okazały się warsztaty z naszymi mentorami w ramach IDD, którzy mają nawet kilkanaście lat doświadczenia w branży.

Jak wyglądała praca w Inkubatorze DD?

KM: Było mocne ukierunkowanie na nasze potrzeby, rzeczywiste zainteresowanie i konkretna pomoc. Mentor na początek kolejnego spotkania szkoleniowego mówił: mamy do zrealizowania dzisiaj to i to, ale powiedzcie mi, jakie macie główne problemy, przedyskutujmy je, spróbujmy znaleźć rozwiązanie. A na zakończenie trzymiesięcznej inkubacji Demo Day, na którym prezentowaliśmy razem z innymi startupami nasze projekty przed gronem kilkuset odbiorców: potencjalnych klientów i inwestorów. Inkubator Digital Dragons jest projektem niezwykłym, ponieważ na „dzień dobry” dostajemy kontakt do ludzi z kilku lub kilkunastoletnim doświadczeniem w pracy, z ugruntowaną wiedzą.Ta możliwość, te kontakty KPT, to jest dla nas największa wartość. To, że KPT nawiązało współpracę z tak wartościowymi ludźmi, czyni ten program użytecznym. Ważne jest dla nas również to, że mogliśmy spotkać się z zespołami na podobnym poziomie rozwoju, oni również testowali nasze gry, wychwytywali błędy. To dało nam bardzo wiele, poza programem byłoby trudno o takie wsparcie, które mimo zakończenia inkubacji trwa nadal. Zostały nam liczne kontakty, z których korzystamy do dzisiaj: doradzamy sobie nawzajem, pomagamy. No i ostatnia ważna dla mnie rzecz: nauka wystąpień publicznych i dobierania argumentów dla inwestorów. To było takie fajne przełamanie; pierwszy raz wyszedłem na środek sali i pitchowałem naszą grę przed dużym audytorium. Po warsztatach, gdy zobaczyłem nagranie z mojego pitchu i okazało się, że jest klarowny, że daje radę.

Jak wygląda rekrutacja do Inkubatora DD, co doradziłbyś startupom, które chcą dostać się do programu?

KM: Było trudno się dostać, tylko osiem na czterdzieści zgłoszonych startupów przyjęto do Inkubatora DD. To był dość trudny proces, wieloetapowy. Na pewno pomógł nam wcześniejszy udział w Akademii Digital Dragons, wiedzieliśmy jak pitchować, na co w rekrutacji zwraca się uwagę. Z pewnością kluczowy w rekrutacji był etap pitchowania – w przygotowaniu do rekrutacji warto skupić się właśnie na tej umiejętności.