Na tropie skradzionych marzeń
Nowa odsłona Magdaleny Olczak-Nowickiej. Dawna inwestorka i niezmiennie zaangażowana linkedinowa ekspertka tym razem pyta się founderek i founderów: kto wam ukradł marzenia?
Tak, wiemy, że to jeden z tych palących tematów, który rozpala polskie spółki. Nie ma dnia, żebyście nie pisali do nas o swoich skradzionych marzeniach. Nic więc dziwnego, że ex-inwestorka postanowiła zająć się tym tematem. I żeby podkreślić, że zajmuje się nim serio, to pisze: „Serio pytam.” Niepokój Olczak-Nowickiej jest mocno uzasadniony. Co prawda, autorka posta nie widziała naszej pękającej w szwach skrzynki, gdzie piszecie do nas o swoich skradzionych marzeniach. Ale i ona ma swoje źródła. Jak pisze, są to m.in. „zdjęcia z lokalnych konferencji”.
Rzeczywiście, żaden szanujący się founder o tym nie marzy. A nawet gardzi i idzie tam za karę. Nie to co inwestorzy. Oni na lokalne konferencje nie chodzą w ogóle.
Dalej, śledcza Olczak-Nowicka wytyka founderom „rundy zbierane głównie w Polsce”. To mocny, a nawet bolesny (nie bójmy się tego słowa, wszak idzie tu o rzecz ważną: wasze marzenia!) cios, celnie wyprowadzony przez byłą inwestorkę z polskiego funduszu inwestującego w Polsce w polskie startupy.
Na szczęście jest nadzieja. Nadzieja ta tkwi w mądrościach i poradach serwowanych przez doświadczoną ekspertkę. Posłuchajcie jej rady, wy wszyscy obdarci i obrabowani z marzeń.
” (…) startupów nie buduje się po to, żeby być „fajną firmą w Polsce”. Buduje się je po to, żeby atakować duże rynki, rozwiązywać globalne problemy, konkurować z najlepszymi na świecie, mieć duże przychody i kolejkę chętnych na przejęcie.”
Może jak sobie przyswoicie tę radę, to wasze biznesowe marzenia będą lepiej chronione?
Uwaga, ważna rzecz. Magdalena Olczak-Nowicka nie ogranicza się do roli detektywa. Parę dni temu ogłosiła, że wchodzi w buty startupowej mentorki, dzieląc się wiedzą zawodowo i na swoich warunkach. Brawo! Nasz ekosystem potrzebuje osób z tak celnymi diagnozami, z tak wyrazistymi opiniami, z tak praktycznymi rozwiązaniami. Polecamy i my współpracę z panią Magdaleną. W końcu, kto inny podzieli się z wami takim ekskluzywnym insightem jak ten?
„✨ horyzont jest dalej niż granica kraju;
✨ mindset można ustawić globalnie od pierwszego dnia;
✨ marzenia też warto skalować.”
Nie wątpimy, że wszystkim współpracującym z szalenie sympatyczną Magdaleną życzymy takiego garnca złota, jak ten, który autorka omawianego posta sobie radośnie wygenerowała. To będzie w końcu spełnienie Waszych marzeń: garnek złota na pierzastej chmurze, rozciągającej się gdzieś w kosmosie. Na chmurze, do której można dostać się tylko tęczową ścieżką.
Na tropie dyskryminacji
Skoro już o mentoringu mowa, to pozostańmy przy tym temacie. Jeszcze do niedawna wydawał się to nam obszar jeśli nie nudny, to przynajmniej przewidywalny. Cóż tam się mogło zadziać? Ktoś zadaje pytanie, ktoś odpowiada, wszystko to dzieje się na bezpiecznym tle wideotapet Teamsów. Na szczęście z tej szkodliwej niewiedzy wyciągnęła nas Karolina Brzuchalska, mentalna trenerka biznesu.
„Mężczyźni nie chcą pracować w mentoringu z kobietami…” – rozpoczyna swojego posta pani Karolina, a my już dmiemy w gwizdek równouprawnienia, już uderzamy w dzwon nietolerancji, w tę pędy zwołujemy brygady antydyskryminacyjne. No bo tak być nie może!
Swoją drogą, to szalenie dobrze, że mamy tak czujne postacie jak Brzuchalska Karolina, będąca także po prostu trenerką biznesu. Już nie mentalną, ale taką zwykłą. No bo kilka tych programów mentoringowych już się w Polsce odbyło. Z niejedną mentorką czy mentorem rozmawialiśmy, ba, zdarzyło się nam i takie role pełnić (zapewne ktoś omyłkowo wziął nas za ekspertów, ale postanowiliśmy nie wyprowadzać ich z błędu). No i jakby to ująć… Byliśmy chyba nieuważni? Zaślepieni tym garncem złotych monet, o którym marzymy? No bo żadnej dyskryminacji nie uświadczyliśmy, o niczym takim nie słyszeliśmy.
Okazuje się, że tak de facto problem może nie dotyczy generalnie mentoringu, ale samej pani Karoliny, gdyż najwięcej to ona pisze o tym, jak to ona była pomijana, lekceważona, ignorowana:
- „Może wzięło się stąd, że mój głos na zebraniach (a pracowałam w mocno męskich środowiskach) często był pomijany.”
- „A może stąd, że kiedyś przez pół roku pracowałam z klientem, a potem przyszedł inny strateg-mężczyzna, w ciągu godziny powiedział to, co ja przez te długie tygodnie i okazało się, że ma rację (i że to odkrywcze!).”
- „sobie wbiłam do łba, że facet to kobiety w tych kluczowych kwestiach to niekoniecznie chce słuchać, że woli z drugim facetem.”
Trochę odetchnęliśmy z ulgą. Ale i tak kibicujemy pani Karolinie – czy to będzie trenerką biznesu, czy to będzie mentalną trenerką biznesu, czy też trenerką, a może i biznesem – żeby zawsze była wysłuchiwana. Mądrych ludzi słuchać warto!
Na tropie dobrego materiału
Skoro już o mądrych ludziach, to pozostańmy przy tym temacie. Otóż ostatnio fantastyczną passę ma Krzysztof Stanowski, founder martechu Kanał Zero.
Niby founder, ale dobrze wiemy, że to fantastyczny dziennikarz, który na zawsze zostanie zapamiętany jako twórca epickiego dzieła demaskującego niejaką Natalię Janoszek. Otóż ostatnie dni przyniosły szereg dziennikarskiego złota publikowanego przez redakcję Kanał Zero. Najpierw przenikliwy red. Stanowski trafnie, zgrabnie, celnie, jak nikt wcześniej skomentował aferę Epsteina, brawurowo naśmiewając się z polskich wątków afery, a w zamian atakując Romana Polańskiego. My czujemy się przekonani. Nie to co na przykład taka Dominika Wielowieyska, która przecież dziennikarstwa mogłaby się uczyć od red. Stanowskiego.
Kolejny materiał, który jak burza wdarł się pod strzechy polskiego społeczeństwa to materiał reportażystki Marii Wiernikowkiej – która wybrała się do Rosji, by tam nakręcić materiał o tym kraju. Dziennikarka Kanału Zero nie kryła zachwytów nad tym, co zobaczyła i co uchwyciło oko jej kamery. Za swój materiał została także pochwalona przez rosyjską propagandę. Skoro materiał poszedł, to zapewne i red. Stanowski dał akcept, ergo – podobało się. I znów, większość dziennikarskiego nadwiślańskiego światka była innego zdania, ale to nie po raz pierwszy, gdy podły mainstream i tzw. elita nie rozumie wizji Stanowskiego Krzysztofa.
Panie Krzysztofie, pan się nie przejmuje. Pan dalej robi to, co robi, dalej pan reklamuje te batoniki, cateringi, zakłady sportowe. Pan dalej idzie pod prąd, my po prostu potrzebujemy takiego bezkompromisowego dziennikarza. I niech nikt więcej nie odważy się nazywać Pana „chłopskim rozumkiem”, co to „nie doczytał, nie zrozumiał i nie wie”.
Jak napisała parę dni temu o serwisie Zero.pl Anna Wittenberg:
I my właśnie tam będziemy u Pana szukać dziennikarstwa (oraz promocji na batony).
Na tropie sensu życia
Skoro już o szukaniu mowa, to pozostańmy przy tym temacie. Szuka bowiem Jakub Borkowski, członek zarządu. Szuka nie byle czego, bo sensu życia i swojego miejsca na ziemi.
„Mimo 22 lat, mieszkałem już na stałe w 10 lokalizacjach. Chcę mieć swoje miejsce na ziemi.”
To poważny problem, bo skoro do 22. roku życia panu Borkowskiemu nie spodobały się 22 lokalizacje, to marne szanse, że coś mu w najbliższym czasie wpadnie w oko. Póki co chwali się domem, który „kupił za cash”.
Mimo że wszyscy mu to odradzali. Na szczęście Borkowski Jakub ich nie posłuchał. Być może ktoś odradzał mu też publikację tego posta. Na szczęście – także nie posłuchał. Z chęcią dowiedzielibyśmy się jeszcze, czego odradzano młodemu przedsiębiorcy z tak wielkimi sukcesami na koncie. I jeszcze chętniej chcielibyśmy się dowiedzieć, z jaką werwą i brawurą on tych rad nie słucha.
Takich buntowników nam trzeba.