#OHO!: proście, a będzie Wam dane. Proszą więc: dr Michał Wrzosek, Krzysztof Stanowski & Anna Tumas

Dodane:

MamStartup logo Mam Startup

#OHO!: proście, a będzie Wam dane. Proszą więc: dr Michał Wrzosek, Krzysztof Stanowski & Anna Tumas

Udostępnij:

Jak wiemy i jak się o tym przekonaliśmy, w życiu nie ma nic za darmo. No chyba że o coś bardzo ładnie się poprosi. A że proszenie to przejaw grzeczności, dobrego wychowania i kultury, to warto takie odruchy upowszechniać. Dlatego dziś #OHO! mocno proszalne. Proszę bardzo.

Gdy potrzebna Ci pomocna dłoń

Zdarza się Wam coś czasem zgubić? O czymś zapomnieć? Coś przeoczyć? Zapewne nie, bo inaczej wiedzielibyśmy o tym. Bo na pewno napisalibyście o tym na LinkedIn. Tak robi każdy dorosły człowiek przecież: od razu pisze o swoim roztargnieniu, informując o tym swoją sieć kontaktów.

Co prawda, koniec końców i tak okazuje się, że ten post o roztargnieniu to tak naprawdę post o tym, że – dajmy na to – kupujemy sobie dom w Hiszpanii albo że jesteśmy tak przefajni, że możemy naszym pracownikom pozawracać głowę albo że właśnie w naszej życiowej mądrości przeszliśmy na kolejny level, stając się jeszcze lepszymi ludźmi.

W sumie, to fajnie byłoby czegoś wreszcie zapomnieć, coś zgubić…

Ale do rzeczy, a raczej do dr. Michała Wrzoska, dr. dietetyki i CO-CEO w Centrum Respo. Pan Wrzosek „nie wiedział, gdzie jest jego paszport”. Jeździ sobie po Hiszpanii i myśli, czy ten paszport mu się jednak nie przyda, bo wicie-rozumicie, tak się składa, że jutro nasz bohater podpisuje umowę kupna domu w Hiszpanii. Więc ten paszport może być potrzebny. A że go nie ma, to sięga po telefon i angażuje dwie panie do pomocy. Jedna musi za paszportem jeździć, druga musi go przywieźć.

Bo wicie-rozumicie, umowę trzeba podpisać.

Oczywiście, jest happy end, dr Michał z dumą w głosie oznajmia: „Zdążyliśmy. Podpisaliśmy”. Trudno zrozumieć, z czym dr Wrzosek zdążył, gdyż to nie on musiał lecieć samolotem z Polski do Malagi, ale ważne, że umowa podpisana. No i jeszcze, nim na zakończenie tego dreszczowca wlecą napisy końcowe, to mamy zbliżenie na dr Wrzoska Michała, który na tle zachodzącego w Maladze słońca mówi do akompaniamentu skocznego flamenco takie oto słowa:

„Ten moment znowu uświadomił mi jedną rzecz. Że największą wartością w życiu są dobrzy ludzie wokół Ciebie”,

po czym poszedł do nowego domu.

Gdy potrzebna Ci darmowa cegła (i jeszcze full innych rzeczy na budowę)

Zdarza się Wam czegoś potrzebować? No na przykład paneli podłogowych? Farb na ścianę? Kryształów do salonu? Fantazyjnie zawiniętych schodów? Chyba nie, bo gdybyście potrzebowali, to byście na pewno o tym napisali na jakiejś platformie społecznościowej. Tak przecież robią dorośli ludzie. Czegoś chcą – piszą i proszą.

Tak właśnie robi dorosły Krzysztof Stanowski, CEO Kanału Zero. Owszem, buduje dom. Dom prywatny, ale zrobi z niego coś publicznego. W sensie, nie chodzi, że z prywatnego domu zrobi dom publiczny. Nie, nie – raczej inaczej, z tego  co rozumiemy, to Stanowski Krzysztof chce sprzedać swoją rozpoznawalność w zamian za różne takie elementy do domu, tego prywatnego. Ale wszystko będzie można zobaczyć publicznie.

Dlatego prosi Stanowski Krzysztof o to, aby zgłaszały się do niego różne firmy, które pomogą mu ten prywatny dom postawić

Gdy potrzebna Ci autopromocja

Zdarza się Wam łaknąć pochwał? Zdarza się Wam czuć nieodpartą potrzebę, aby poinformować świat o tym, jak znakomitą pracę wykonujecie? Chyba nie, bo gdyby coś tak Was gniotło od środka, to bez dwóch zdań byście o tym napisali. Ze dwa zdania albo i więcej. Tak przecież robią dorośli, poważni ludzie.

Tak sądzimy, bo natknęliśmy się na posta Anny Tumas, adwokatki specjalizującej się w prawie medycznym i medycynie estetycznej. Pani Tumas bardzo niedobrze się poczuła z powodu swojej wygranej w plebiscycie „Orłów biznesu”. Nim jednak dowiemy się, skąd ów nieprzyjemny stan (cytujemy objawy medyczne: „zamurowało mnie”, „muszę to z siebie wylać”, „jest mi aż NIEDOBRZE”, „pozostał mi ogromny niesmak”), to autorka posta opowiada o pozytywnych opiniach swoich klientów oraz swojej ciężkiej pracy. Podkreśla też, jak w natłoku prac i przygotowań do rozprawy trudno, naprawdę trudno było jej odebrać telefon – na godzinę przed wyjściem.

Początkowo nic nie zapowiadało medycznego dramatu i zdrowotnych rozterek pani Anny. Otóż „jakaś radosna pani” poinformowała naszą bohaterkę o wygranej w plebiscycie. Brawo! Ale za statuetkę trzeba zapłacić, dodała radosna pani. Nie!

599 złotych!

Nie!!!!!!!!!!!!!!!!!

„Ja znam swoją wartość, wiem ile serca i czasu wkładam w sprawy moich klientów i nie potrzebuje takich sztucznych potwierdzeń”- podkreśla skromnie i w ogóle nie-autopromocyjnie p. Tumas. „Ale tak zwyczajnie, po ludzku, jest mi jakoś tak smutno i przykro że w takim świecie żyjemy, że wszystko- naprawdę wszystko- można po prostu kupić” – pisze rozczarowana, a my w ogóle nie myślimy o cenach usług prawniczych i o roli pieniądza, niezbędnego do walki o sprawiedliwość.

Tym niemniej, na pocieszenie gratulujemy p. Annie jej ciężkiej pracy, jej sukcesów, jej zwycięstwa w plebiscycie i w ogóle wszystkiego.

Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.