Kobiece przytyki
Jesteśmy ciekawi, jak Wy reagujecie na zdjęcia, które w swoich postach zamieszczają liderki, menadżerki, founderki, innowatorki oraz specjalistki do spraw sprzedaży. Czy dostrzegacie w takich kobietach ambicję, doświadczenie i chęć rozwoju zawodowego – czy też raczej swoją uwagę skupiacie na długości spódnicy i odkrytych stopach?
No przyznajcie szczerze, jak jest naprawdę?
Bo my oczywiście dostrzegamy wyłącznie ambicję i chęć rozwoju zawodowego.
Naszą uwagę na tę kwestię zwróciła specjalista do sprzedaży i obsługi klienta, Sabina Surma. Okazuje się, że posty, a raczej rzecz uściślając – zdjęcia, jakie pani Sabina zamieszcza na swoim koncie, spotykają się z chłodnym przyjęciem przez inne kobiety.
To właśnie te zawistne panie zarzucają pani Surmie, że zbyt eksponuje swoje kobiece wdzięki. Taka nieprzyjazna postawa nie podoba się z kolei pani Surmie, która oczekuje od swoich koleżanek choćby „odrobiny szacunku”.
Choćby odrobiny, nie stać Was na to, drogie panie? Dlaczego tak musicie dokuczać, krytykować, może nawet i wytykać pani Sabinie jej zdjęcia? Dlaczego miast dostrzec w postach pani Sabiny jej umiejętności, doświadczenia i zaangażowania – widzicie wyłącznie odkryte stopy?
Jak to pięknie, wzniośle, inspirująco, niczym prezydentka USA na państwowym orędziu mówi pani Sabina: „profesjonalizm nie zaczyna się od długości spódnicy. Zaczyna się od poziomu, jaki reprezentujemy. Również w słowach.”
To my tylko dodamy: piękna spódnica, widać, że nosi ją doświadczona i zaangażowana kobieta.
Kobieca intuicja
Równie wielkie wrażenie robią na nas posty Anny Ledwoń Blachy, postaci tak wszechstronnej, że jej zawodowe stanowiska nie mieszczą się w nagłówku LinkedIna. A że postuje ona niemal nieprzerwanie, to powoli przyzwyczajamy się już do tego, że stan zachwytu nad panią Anną staje się u nas stanem permanentnym. Nie inaczej jest po najnowszym poście pani Ledwoń-Blachy.
Chociaż nie damy sobie ręki uciąć, że do momentu, w którym będziecie czytać te słowa, będzie to już post prehistoryczny, przysypany niczym kość dinozaura glebą kilku nowszych warstw, czyli postów wychodzących spod dłoni pani Anny.
„Kolejny dzień, kolejny raport” – tytułuje swój wpios autorka. I aż by się chciało dodać: „kolejny post, nareszcie!”
Tym razem przenikliwa badaczka marketingowa postanowiła wziąć pod lupę 10. edycję raportu The Future Shopper. Nim jednak dojdzie do analizy danych, to dowiemy się, jak bardzo pani Anna lubi kawę i że nigdy z niej nie zrezygnuję.
Następnie widzimy wodotrysk danych, cyfry i procenty skaczą na nas z każdej strony, co krok natykamy się na inną informację, którą za raportem przytacza pani Ledwoń-Blacha. Ktoś mógłby powiedzieć, że to żadna analiza, żadne omówienie, że to zwykłe przeklejenie kluczowych informacji, umieszczanych zazwyczaj na pierwszej stronie raportu. Że gdzie tu jakieś trendy, zestawienia, nurty, prognozy?
Ale nie czepiajmy się. Bo czepiać się nie wypada, jak przecież stwierdzała chwilę temu pani Sabina. Zwłaszcza, że pani Ledwoń-Blacha jest wybitną ekspertką – co stwierdza sama, więc wierzymy jej na słowo.
Jak pisze na koniec posta, „cóż, nic z tych pozycji mnie nie dziwi, ale dobrze mieć potwierdzenie swojej intuicji”.
Czyli koniec końców – pani Ledwoń-Blacha znała już te wyniki nim jeszcze raport powstał. Być może znała je już przy 7. edycji tegoż raportu? Niezmiennie pozostajemy fanami tej marketingowej ekspertki.
Kobieca bezradność
Marian Krzeszowski stawia sprawę jasno: „wezmę każdą pracę!”, deklaruje tubalnym głosem już na wstępie. A post ilustruje tajemniczą grafiką, na której widzimy awatara Mariana, za nim dziecięcą karuzelę z dorosłymi fotelami biurowymi, fruwające tu i ówdzie dokumenty oraz jakiegoś stereotypowego do bólu menadżera, który w obawie przed panem Marianem ucieka do swojego gabinetu.
Może ów menadżer boi się, że pan Krzeszowski zabierze i jego pracę, czyniąc go bezrobotnym?
Ale okazuje się, że być może nie ma co się obawiać pana Mariana, bo później z jego wpisu wynika, że jednak nie każdą pracę on weźmie. Nie weźmie on takiej pracy na przykład, gdzie nikt nie będzie pana Mariana wspierał, gdzie nie będzie miał on sponsora.
To wsparcie jest dla pana Mariana bardzo ważne i możemy się domyślać, że jego poprzednie przygody zawodowe skończyły się właśnie, bo pan Marian takiego wsparcia nie miał. I nie mógł dowieźć wyniku.
Jeśli wsparcia nie będzie, to pan Marian nie weźmie nawet takiego zlecenia, które polegałoby na spacerze po błoniach z atrakcyjną kobietą.
W rzeczywistości widać więc, że pan Marian jednak aż tak zdesperowany nie jest. Ba, zdaje się być nawet wybredny i nie każda atrakcyjna kobieta może udać się z nim na spacer. To zła wiadomość dla Was, drogie Panie i ten przykry moment, gdy mimo całej narracji o Waszym równouprawnieniu, tutaj pozostajecie bezradne. Bo jak pana Mariana coś nie przekona, to nie ma bata, aby zmienił zdanie. Nawet w kwestii spaceru z atrakcyjną kobietą.
Basta.
Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.