Płonie pomysł na biznes
Piotr Nowosielski, postać zasłużona dla ekosystemu i mająca na koncie niejeden fireside chat, tym razem zasiadł przed kominkiem w samotności. Nic dziwnego, każdy potrzebuje przestrzeni na wyłączność. Ale biznesowy umysł Piotra nie wyłączył się tak do końca. I Piotr w tym kominku – migającym wesoło na kanale YouTube – dostrzegł pomysł na biznes.
„Ten przypadek kominka, który przez 10 lat wygenerował ponad 150 mln wyświetleń i satynowany przychód powyżej 1 mln USD, pokazuje, że ambient content to nie pojedynczy viral, tylko całkiem skalowalny model przyciągania uwagi. Wymaga wiele cierpliwości, ale może przy tym być równie wdzięczny w długim terminie” – pisze Piotr.
Jeśli interesuje Was więcej, tutaj przeczytacie linkedinową analizę biznesu autorstwa Piotra. Jeśli pomysł Wam wypali (sic!), to Piotr z pewnością zrobi z Wami fireside chat (sicsic!).
Pomysł na biznes leży pod ziemią (tak jakby)
Głośno jest ostatnio o górnikach: strajki, obcięte lub opóźnione wypłaty tzw. barbórki, niepewność co do 13. czy 14. pensji. Sami na ich miejscu podnosilibyśmy rwetes. Ale zdecydowanie za rzadko (i za cicho) jest o technologicznym sprycie górników. Okazało się, że mimo bardzo trudnych warunków pracy, i tam, w polskich kopalniach, rodzą się nie tylko samorodki, ale i znakomite pomysły. O jednym z nich donosi Związek Zawodowy Jedność Kopalni Węgla Kamiennego Pniówek.
To właśnie oni – jak to piszą – oddają w czarne, umęczone górnicze dłonie kalkulator należnej barbórki. To narzędzie, które swą innowacyjnością, swą wizyjnością, swą śmiałością burzy nie tylko kopalniane ściany, nie tylko drąży polski ekosystem, ale zostawia nas po prostu bez tchu.
„Bez domysłów. Bez liczenia na kartce. Konkretne kwoty” – zachwalają swoje dzieło przedstawiciele Związku Zawodowego Jedność Kopalni Węgla Kamiennego Pniówek.
Pomysł na biznes toczy się po LinkedInie
Co najbardziej lubicie w marketingu? Bo my mamy szczególną słabość do autopromocji. To szczególnie wymagająca sztuka, wymagająca połączenia kilku działań promocyjnych (niby zachwalasz jedno, a tak naprawdę promujesz siebie), a przy tym potrzebująca wyjątkowej delikatności i finezji.
Jakub Iciaszek już w pierwszym zdaniu zwraca uwagę na swoją przenikliwość i mądrość: sam pisze, że sam napisał artykuł o tym, o czym tyle się mówi. Wierzymy mu na słowo, że tyle się o tym mówi (o zielonej oponie „open to work”), bo on już w pierwszym zdaniu nam o tym wiele mówi. Wy sami zapewne bardzo wiele mówicie o tej zielonej oponie, nieprawdaż? No właśnie, a nie mówiliśmy?
Jakub, człowiek marketingu, HR oraz komunikacji, zwraca nam też uwagę, że jest fioletowa opona, która oznacza „hiring”. To kolejna ważna rzecz, o której mówi nam Jakub. Tyle że czujemy niedosyt: czy o tej fioletowej oponie Jakub też pisał artykuł? A może nie pisał, bo akurat o tej oponie się nie mówi? A może jeszcze się o fioletowej oponie nie mówi, bo Jakub o niej nie napisał?
No nie wiemy, a chcielibyśmy wiedzieć.
Domyślamy się jednak, czemu Jakub po tej fioletowej oponie się ledwie prześlizgnął. Bo czuć, że ma nam do powiedzenia coś o wiele, wiele ważniejszego.
I rzeczywiście! Autor posta w puencie zaskakuje nas i proponuje coś, o czym będziemy jeszcze długo mówić.
Czerwoną oponę „firing”.
Pomysł na biznes przychodzi w Sylwestra
Pamiętacie najsłynniejszego sylwestrowego mema? Tak, tego pana, który gra w grę, a dokładniej – w Tomb Raidera.
Ileż było śmiechów-chichów z tego młodego pasjonata cyfrowej rozrywki. Ileż szyderstw, kpin i drwin! A tymczasem okazuje się, że i dorośli ludzie – tacy, co porzucili konsole na rzecz LinkedIna, a od Lary Croft wolą Elona Muska – spędzają ową noworoczną noc przyklejeni do monitora. Mówi o tym wprost Jarosław Macioszek, founder Coachlog.
„Sylwester. Godzina 18:00. Wszyscy chłodzą szampana. A ja? Ja odpalam LinkedIna.”
I wychodzi na to, że bez względu na to, kiedy Macioszek Jarosław odpali LinkedIna, to w jego Macioszkowej rezydencji strzelają korki od szampana, a z sufitu leci czerwono-złote konfetii.
„W godzinę zdobyłem 6 HOT Leadów. Prawie 20% konwersji na zimnym ruchu. W Sylwestra!”
To co, za rok w Sylwestra wpadamy do Jarosława i wykręcamy wspólnie fantastyczny wynik? Wszak i Wy, i my chcielibyśmy wreszcie wejść w nowy rok z – jak to pisze nasz nowy idol – „z pełnym magazynkiem”.
Czego życzymy Wam już teraz.
Pomysł na biznes przychodzi w pocie czoła
Wygląda na to, że nadeszły czasy, w których to wysłanie trzech maili po 22.00 to w zasadzie to samo, co trening do maratonu w pełnym słońcu. Excel staje się areną gladiatorów, a rezygnacja z czasu spędzonego z najbliższymi to czysta matematyka, która poprowadzi do sukcesu.
W końcu każdy wie, że największe wynalazki ludzkości powstały wyłącznie dzięki pominięciu przerwy na lunch i patrzeniu z góry na tych, którzy o 17:00 mają czelność posiadać życie prywatne. Pamiętajcie: balans jest dla tych, którzy chcą tylko „wykonywać polecenia”. Prawdziwi liderzy nie marnują czasu na takie drobnostki jak sen czy relacje międzyludzkie. Wózek sam się nie pociągnie, zwłaszcza gdy wszyscy inni poszli akurat na tę mityczną jogę.
Pytanie tylko, gdzie w tym biznesie jest meta? Bieg kiedyś się kończy?