Na dachu świata
Swego czasu, był zespół, który śpiewał: „gdy dotkniesz dna, odbijaj się”.
Dziś mentor Wojtek Semmerling pyta: „elektryczny rower zawiezie cię na górę. A potem?”
Bardzo trudne pytanie. Wariantów odpowiedzi jest kilka, drogi Panie Wojtku
- zawiezie cię jeszcze bardziej pod górę albo
- zejdziesz z roweru albo
- naładujesz rower ładowarką albo
- nigdzie cię już nie zawiezie.
Ale panu Wojtkowi najwyraźniej to nie wystarcza. Bo on chciałby tym rowerem zjechać. W opinii kolarza Wojtka, zjazd rowerem elektrycznym zdaje się być zadaniem o wiele trudniejszym niż zdobycie takiego szczytu. Bo, jak wylicza naukowiec Wojtek, przy zjeździe zaczyna działać fizyka: masa, prędkość, zakręty, tor jazdy. Brzmi koszmarnie, nie to co jazda pod górę, gdzie żadna z tych rzeczy nie ma znaczenia.
Sama sportowa sytuacja dostarcza mentorowi Wojtkowi rozmyślań o sednie… czegoś. Nie do końca rozumiemy ideę, którą rozważa Wojtek – ale może dlatego, że my nigdy nie byliśmy tak wysoko jak bohater posta.
„W życiu zawodowym też mamy swoje elektryki. Czasem jest nim AI albo stanowisko, a czasem przekonanie: muszę dowieźć, muszę kontrolować, nie mogę odpuścić, bo beze mnie się nie uda. I dopiero po czasie okazuje się, że to, co wyniosło nas wysoko, zaczyna nas tam trzymać za zbyt wysoką cenę” – pisze filozof Wojtek.
Panie Wojtku, Wojciechu drogi, niech Pana nic nie trzyma, nie zatrzymuje, niech to, co Pana gdzieś tam na wysokości trzyma, niech to Pana puści i niech Pan do nas wraca.
Jest wspaniale
A gdy już Pan będzie, szanowny Panie Wojtku, do nas wracał, to może minie Pan panią Julię Sierakowską, twórczynię do merituum. Tym razem pani Julia zmierza nie do meritum, a na szczyt właśnie. I to nie jest byle jakie wyjście. Nic z tych rzeczy.
Otóż pani Julia idzie w góry sama. Zupełnie i bez udawania.
„Pojechałam do Zakopanego, weszłam na Nosal i na Halę Gąsienicową” – zaczyna swoją opowieść pani Julia, która ze zdjęcia uśmiecha się do nas, łapiąc się za głowę. Jakby z niedowierzania, że porwała się na takie szaleństwo
Brzmi jak sport ekstremalny i klasyczny temat LinkedIna, gdzie zwykłe codzienne rzeczy nabierają nieoczekiwanej głębi, nieziemskiej ostrości, a wejście na Halę Gąsienicową staje się duchowym przeżyciem.
„Szłam swoim tempem, zatrzymywałam się, kiedy chciałam, podziwiałam widoki. Zjadłam pyszne rzeczy, trochę pospacerowałam i było naprawdę wspaniale” – kontynuuje swoją narrację pani Julia. I ta jej relacja brzmi naprawdę wspaniale. Takie chodzenie po górach może dostarczyć mnóstwa przemyśleń, człowiek ma czas, przestrzeń na to, aby myśli swobodnie płynęły i wracały, niosąc nowe impulsy. Wędrówka to też poszerzanie horyzontów, każdy krok prowadzi wszakże ku nowemu, no i już nawet nie wypada mówić, że najdłuższa nawet wyprawa zaczyna się od pierwszego kroku.
„Było naprawdę wspaniale” – podkreśla pani Julia. I puentuje w linkedinowej nomowie, która raz po raz pozwala wyważać otwarte drzwi na nowo:
„A okazało się, że nie potrzebuję nikogo, żeby przeżyć coś fajnego. To niesamowite jak jeden wyjazd może pomóc zresetować i na nowo ustawić głowę”.
Pani Julio – niech Panią nic nie zatrzymuje w zdobywaniu kolejnych gór. Życzymy kolejnych tak wspaniałych wypraw.
Kiedyś to było
Swojego posta pani Patrycja Grzywińska, dyrektorka finansowa, zaczyna prowokacyjnie:
„pewnie wbiję kij w mrowisko”,
a my podskórnie czujemy, że jednak nie. Że jak ktoś chce wbić kij w mrowisko, to jednak nie. To się to jednak nie udaje.
No ale dobrze, niech łapie Pani, Pani Patrycjo ów kij i w to mrowisko go wsadza. Niech rzuci Pani w przestrzeń tę tezę, która ma być tak szokująca, elektryzująca, pobudzająca.
Uwaga, kij w mrowisku za trzy… dwa… jeden i:
„uważam, że praca z domu odkleja ludzi od rzeczywistości”.
…
I jak, czujecie się pobudzeni? Zelektryzowani? Zszokowani?
No właśnie.
„Ja pracuję tylko w biurze i widzę tego korzyść” – dzieli się swoją szeroką, a nawet i pogłębioną perspektywą pani Patrycja. No bo skoro ona pracuje tylko w biurze i skoro ona widzi tego korzyść – to czego nie rozumiecie? Odklejeni jesteście od rzeczywistości.
„Komunikacja to nie tylko oficjalne spotkania, prezentacje i calle” – mówi z pełną powagą i przekonaniem pani Patrycja, zaznaczając, że w biurze spotyka się ludzi w windzie, w kuchni, na plotkach. I że to w ten sposób można dowiedzieć się, co nie działa w firmie. Więc z perspektywy pani Grzywińskiej, warto słuchać ludzi, by szukać negatywów, zalążków kryzysów, zarzewi konfliktów. Można i tak diagnozować swoją firmową społeczność, a czemu by nie?
„Czasami drążę” – rzecze pani Patrycja, grzebiąc tym kijem w mrowisku, a my jesteśmy w stanie uwierzyć, że niejedna współpracowniczka czy współpracownik byli bezpośrednio drążeni w rozmowach przez panią Grzywińską.
„I czasami z pozornie nieistotnej rozmowy wychodzi temat, który za miesiąc mógłby być już całkiem istotnym problemem dla biznesu” – deklaruje autorka posta, przez co brzmi tak, jak gdyby w tym biurze walczyła o wyrobienie normy w obszarze wynajdywania problemów, drążenia tematów i przepytywania ludzi o to, co nie działa i co idzie źle.
Na koniec już nieco inaczej rozumiemy pierwsze zdanie pani Patrycji – to o tym, że praca z domu odkleja ludzi od rzeczywistości. Otóż, pracując z domu i nie mając dostępu do ludzi, pani Patrycja po prostu nie może sobie podrążyć.
Co najwyżej – włożyć kij w mrowisko.
Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.