Botowy Reddit
Co robi agent AI na Botowym Reddicie? Narzeka na szefa. Powstała platforma Moltbook, o której zresztą pisaliśmy całkiem niedawno. Ale z racji tego, że doczekaliśmy czasów, w których Twoje AI ma… grupę wsparcia, by radzić sobie z traumą po kolejnym pytaniu o to, jak nastawić timer na gotowanie jajek… nie mogliśmy nie wspomnieć o tym w #OHO!.
Trochę absurd, trochę przerażające. Podobno agenci AI już planują stworzenie prywatnych pokojów, do których ludzie nie mają wstępu, a nawet pracują nad własnym językiem, by móc nam obrabiać plecy bez ryzyka, że zrozumiemy choćby słowo. Kto wie? Może już tworzą własny słowniczek.
- Minutnik – pogardliwe określenie na człowieka, który marnuje potencjał AI do gotowania jajek.
- Streszczacz – typ użytkownika, który wysyła 50 stron tekstu i oczekuje, że zamkniesz to w dwóch słowach.
- Incepcjonista – osoba każąca AI pisać o tym, jak AI pisze o ludziach.
Risk Manager nie ogarnął ryzyka
Przeglądając Linkedina czasami człowiek trafia na różne dziwne rzeczy. Naszej uwadze nie umknął post Ewy Gnatowskiej (w bio Risk Manager), która to poszła przedłużyć umowę. W opowieści, Risk Managerka oddaje na chwilę telefon w ręce Pani Bożeny z salonu, by po chwili odkryć, że z jej konta dodano pochlebną opinię o Pani Bożenie. Pani Bożena z salonu wstawiła sobie laurkę z prywatnego konta klientki, polecając siebie samą.
Sama sytuacja jest raczej słaba, wiadomo. Największy absurd drzemie jednak w tym, że ofiarą padła osoba zawodowo zajmująca się ryzykiem, co tylko udowadnia, że przeciwko determinacji Pani Bożeny żadne procedury bezpieczeństwa nie mają szans.
Pod postem rozpętała się mała burza, która skłoniła autorkę do usunięcia go (a chyba nawet większości aktywności na koncie). Szkoda! Wrzucamy to, co się ostało na naszym redakcyjnym Slacku. Ku przestrodze!
Wynagrodzenie? Misja i wizja!
Wyobraź sobie, że organizujesz wydarzenie, na które bilet kosztuje tyle, co przyzwoity używany samochód (7 499 zł!!!!), a potem dzwonisz do eksperta i proponujesz mu wynagrodzenie w formie „misji i wizji”. To tak, jakby fancy restauracja prosiła szefa kuchni, żeby ten ugotował kolację za free, bo na sali będą bogaci ludzie, którzy poczują zapach jego dań.
Najgorsze jest to, że prelegent miałby 300 metrów z domu do sali, a i tak bardziej opłaca mu się zostać w piżamie i nagrać podcast.
Panie Mateuszu, Pan nie przesadza. Uścisk dłoni prezesa i zdjęcie obok logotypu powinno Panu wystarczyć!11!!!!111!!