Polak robi paski do spodni z samochodowych pasów bezpieczeństwa. Nosilibyście?

Dodane: 27.10.2021

Adam Sawicki

Udostępnij:

Michał Szymczyk wpadł na nietypowy pomysł na biznes. Przerabia samochodowe pasy bezpieczeństwa na paski do spodni i sprzedaje je pod marką Safety Belts. Na razie powstała ich limitowana seria – wynosi 100 sztuk.

Trudno mi wyobrazić sobie kogoś, kto chciałby nosić pas samochodowy jak pasek do spodni – wygląda on ekstrawagancko. Do kogo kieruje Pan Safety Belts?

Paski głównie kieruje do ludzi zainteresowanych streetwearem. Są to osoby w przedziale wiekowym 13-24. Targetem są również fani motoryzacji, dla których taki pasek byłby idealnym prezentem.

Skąd w ogóle wziął się pomysł, aby użyć pasów samochodowych jako części garderoby?

Zawsze chciałem stworzyć produkt, który będzie fizycznie istniał i stanowił dowód mojej pracy. Streetwear i motoryzacja to tematy, którymi się interesuję i pewnego razu wpadłem na pomysł, aby połączyć te branże. Tak właśnie powstały paski zrobione z pasów bezpieczeństwa.

To, co podoba mi się w Safety Belts to idea „zero waste”. W jaki sposób pozyskuje Pan pasy samochodowe? I co dzieje się potem – jak przerabia je Pan na paski do spodni?

Pasy pozyskuję ze stacji demontażu samochodów osobowych, gdzie są wycinane z samochodów przeznaczonych do złomowania. Następnie pasy są myte i trafiają do szwalni, gdzie haftowany jest wzór wraz z numerem seryjnym. Natomiast otwór w zapinkach, dzięki któremu można regulować szerokość paska, wycinany jest wodą pod ciśnieniem.

Na stronie internetowej Safety Belts czytam, że pierwsza partia pasków jest limitowana do 100 sztuk. To zabieg marketingowy czy czysty pragmatyzm, mający na celu zbadanie zainteresowania produktem?

Safety Belts oferuje produkt jedyny w swoim rodzaju i ciężko było oszacować z jakim odzewem się spotkam. Jeśli chodzi o numerowanie pasków, to chciałem nadać wartość kolekcjonerską pierwszej partii, a być może w przyszłości nawet wartość spekulacyjną, ponieważ do każdego paska dodaje imienny certyfikat autentyczności.

A skoro o liczbach mowa, na jakim etapie jest Safety Belts? Co do tej pory udało się osiągnąć Pańskiej firmie?

Safety Belts jest młodą firmą, bo działa dopiero miesiąc. Na razie sprzedałem 10 pasków. W liceum brałem udział w konkursie TalentowiSKO, w którym za zadanie miałem napisać biznesplan startupu i nagrać film promujący, zająłem drugie miejsce oraz otrzymałem nagrodę specjalną za najbardziej innowacyjny pomysł. W konkursie Plan na start otrzymałem finansowanie startupu od jurorów konkursu i zostałem zaproszony na konferencję „Warsaw meeting of ASBIRO investors”, aby zaprezentować mój startup.

Jak to bywa, na rozmaitych etapach rozwoju pojawiają się różne problemy. Z jakimi wyzwaniami biznesowymi obecnie się Pan mierzy?

Największym problemem z jakim dotychczas się spotkałem było wycinanie otworu w zapince od pasa. Otwór wycinany jest water jetem – jest to jedyny możliwy sposób obróbki metalu w tym przypadku, ponieważ plastik oplatający metalową zapinkę wymaga obróbki na zimno. Niewiele firm chciało się podjąć wykonania usługi cięcia za racjonalną cenę. Rozwiązaniem był wykonany przeze mnie stojak, na którym można było zamocować do 60 zapinek i wyciąć je za jednym razem, co w znacznym stopniu obniżyło koszty cięcia.

Gdzie za 12 miesięcy będzie Safety Belts?

Nadal będę oferował paski wykonane z pasów pozyskanych ze stacji demontażu pojazdów. Dodatkowo planuję poszerzyć ofertę o paski wykonane z nowych pasów bezpieczeństwa, dzięki czemu będę mógł oferować więcej kolorów pasków oraz usprawnić zapinki poprzez dodanie sprężynki, ponieważ każda zapinka będzie taka sama. Powtarzalność wymiarów zapinek pozwoli również automatyzować wiele procesów, co znacznie obniży cenę takich pasków. Na drodze rozwoju planuję przeprowadzić kolaborację z inną polską marką odzieżową. Ciekawym doświadczeniem byłoby zaprezentowanie pasków na pokazie mody.