Polskie fundusze VC nie oferują startupom wystarczającego smart money – Grzegorz Kazulak (Supercharge Capital)

Dodane: 19.05.2022

Kasia Krogulec

Udostępnij:

– Na naszym rodzimym rynku mało jest funduszy wnoszących poza samym kapitałem dodatkową wartość, a jeśli znajdziemy już takowe z wysoce doświadczoną kadrą, która miała przyjemność współtworzyć duże przedsiębiorstwa, to kompetencje czy wiedza, którą posiadają, często po prostu nie są aktualne, w szczególności gdy mówimy o szybko zmieniającej się branży technologicznej i realiach, w jakich przyszło nam funkcjonować – mówi Grzegorz Kazulak.

Supercharge Capital to fundusz private equity założony przez Daniela Surmacza (współzałożyciel RTB House), twórców Netguru – Kubę Filipowskiego i Wiktora Schmidta, oraz naszego rozmówcę – anioła biznesu, Grzegorza Kazulaka.

Czego brakuje Wam u polskich funduszy, że zdecydowaliście się założy własny?

Grzegorz Kazulak: Nie jestem pewien czy można powiedzieć, że obecnym na rynku VC „czegoś brakuje”. Region, w którym się znajdujemy staje się coraz bardziej dojrzały i dzięki temu umożliwia zaistnienie przedsięwzięciom takim jak nasze.

Jeżeli już mielibyśmy się do czegoś „przyczepić”, to byłaby to mała dostępność realnej pomocy udzielanej założycielom, która wykraczałaby poza kilka „intro” do innych spółek portfelowych.

Sądzimy, że dalej na naszym rodzimym rynku mało jest funduszy wnoszących poza samym kapitałem dodatkową wartość, a jeśli znajdziemy już takowe z wysoce doświadczoną kadrą, która miała przyjemność współtworzyć duże przedsiębiorstwa, to kompetencje czy wiedza, którą posiadają, często po prostu nie są aktualne, w szczególności gdy mówimy o szybko zmieniającej się branży technologicznej i realiach, w jakich przyszło nam funkcjonować.

Dlaczego private equity, a nie VC?

Inwestowanie na etapie, na którym się skupiamy pozwala nam zminimalizować ryzyko i uniknąć wielu błędów popełnianych przez startupy na początku.

Jak już wcześniej wspomniałem, rynek VC inwestujących na wczesnym etapie, w regionie osiągnął już znanego z ekonomii statusu „czerwonego oceanu”. Innymi słowy, rynek ten jest po prostu przesycony. Liderzy tego segmentu „walczą” o te same transakcje, często używając oferowaną, wyższą niż konkurencja wycenę jako główny argument za współpracą z nimi.

Takie podejście, w następstwie wpływa na skuteczność pomnażania przez fundusz powierzonych im środków, czego efekty już zauważyliśmy na rodzimym rynku. Taka strategia nie jest bliska naszemu podejściu.

Z drugiej strony, większość obecnych na rynku private equity podmiotów skupia się na większych transakcjach, często w starszych, większych branżach, takich jak retail czy e-commerce. Dopiero od niedawna można zauważyć ich większą aktywność w segmencie SaaS.

W byciu micro-PE widzimy naszą szansę. Uważamy siebie za bardzo dobrą alternatywę do np. NewConnect, gdyż poza liqudity dla udziałowców/akcjonariuszy przynosimy doświadczenie z budowania dużych, aktualnych, technologicznych przedsiębiorstw takich, jakimi są dzisiaj Netguru (~900 pracowników, kilkaset milionów rocznego przychodu) czy RTB House (ponad 1 000 pracowników, ponad 1 miliard rocznego przychodu).

Za Wami pierwsza inwestycja. Czy możesz o niej opowiedzieć?

Restaumatic, bo tak się nazywa pierwsza nasza inwestycja, to firma o bardzo stabilnych fundamentach, o wskaźnikach niespotykanych nawet dla większych, o wiele bardziej dojrzałych biznesów w tym segmencie.

Niejedna spółka SaaS’owa mogłaby również pozazdrościć wzrostu ponad 60% rok do roku, na etapie prawie 20 milionów zł przychodu, jednocześnie generując ponad 40% EBITDĘ.

Wierzymy, że w kilka lat ten lokalny lider rynku jest w stanie osiągnąć przychody przekraczające 100 mln zł oraz z naszą pomocą, bardziej zaznaczyć swoją obecność na pozostałych rynkach europejskich.

W jakie firmy zamierzacie inwestować?

Interesujemy się przedsiębiorstwami, które osiągnęły tzw. product-market fit oraz bardzo powtarzalną sprzedaż, a za takie uważamy te, które generują przychody co najmniej na poziomie 15-20 mln zł, pierwszą pozytywną EBITDĘ. Dodatkowo bardzo ważna, nie tylko w momentach kryzysu, jest dla nas ekonomia jednostki oraz wysoka marżowość, często przekraczająca 80%.

Z naszych obserwacji takie cechy często posiadają biznesy subskrypcyjne, działające w modelu B2B i to one są dzisiaj naszym „oczkiem w głowie”

Dlaczego fundusz typu secondaries, tj. odkupujący udziały od aktualnych wspólników spółek?

Będąc na rynku nowych technologii od ponad dekady, zauważyliśmy pewną niszę: poza spółkami hyper-growth, znajdującymi się na rynkach typu „winner takes it all”, a za takie można uważać np. „marketplaces” istnieją spółki, które nie pozyskują jednej rundy finansowania za drugą, są rentowne, fundamentalnie dobre, ale nie posiadają jeszcze skali pozwalającej im np. na udany debiut na GPW czy bycie „na radarze” większych graczy.

Z drugiej strony, VC będące udziałowcami tego typu firm, szukają dla siebie liquidity, często wywierając presję na założycielach, która ma na celu sprzedaż owego przedsiębiorstwa.

Uważamy, że takie działania nie są dobre, ani dla spółki, ani dla funduszu. Po pierwsze, z naszego prywatnego doświadczenia inwestycyjnego, widzimy, że rzadko takie działania kończą się rzeczywistą sprzedażą firmy, a częściej tylko zbędnym angażowaniem cennego czasu założycieli czy też kadry zarządzającej.

Sądzimy, że pojawienie się funduszu, jakim jest dzisiaj Supercharge Capital jest bardzo potrzebne, gdyż tworzymy sytuację win-win, z jednej strony dla funduszy umożliwiając im częściowe lub całościowe wyjście z inwestycji, a z drugiej dla spółki, dając środki, know-how oraz dodatkowe kilka lat na rozwój biznesu, oraz maksymalizację rezultatu finansowego dla siebie jak i pozostałych udziałowców.

Czy będziecie skłonni inwestować w podobne startupy do Waszych?

Jako Supercharge nie zamierzamy inwestować w przedsiębiorstwa bezpośrednio konkurujące z przedsiębiorstwami partnerów funduszu. Oznacza to, że poza naszym zasięgiem są tzw. software-houses oraz rozwiązania typu RTB (real time bidding).

Na jaką sumę od Supercharge Capital może liczyć pojedyncza firma?

Wartość pierwszej inwestycji, jaką zrealizowaliśmy opiewała na blisko 30 mln zł. Spodziewamy się, że kolejne inwestycje będą znajdowały się w przedziale 20-40 mln zł. Nie wykluczamy także koinwestycji z innymi funduszami, jeżeli dana transakcja nie wpisywałaby się w wyżej założone pułapy.

Co macie w planach?

Do budowy funduszu staramy się podchodzić jak do budowy każdego innego przedsiębiorstwa. Aktualny rok spędzamy na tworzeniu i umacnianiu relacji jak i wypracowaniu najefektywniejszego „modus operandi”.

Dlatego też w najbliższych kilkunastu miesiącach planujemy zrealizować 2 transakcje w modelu deal-by-deal, gdzie fundusze zabezpieczane są pod każdą transakcję indywidualnie, a dopiero bezpośrednio po nich przejść do budowy funduszu, którego kapitalizację planujemy na poziomie ok. 500 milionów złotych.

Jak oceniacie dostępność finansowania startupów w naszym kraju?

Dzięki mnogości publicznych programów (takich jak np. ostatnio popularne bridge-alfa), których celem jest agitacja rynku VC oraz ogólnemu rozwojowi branży, sądzimy, że środków na nowe inwestycje nie brakuje.

Niestety, negatywnym następstwem takiego stanu rzeczy jest pojawianie się funduszy inwestycyjnych pozbawionych know-how w zakresie przeprowadzania czy strukturyzowania optymalnie transakcji.

To natomiast, w następstwie kontrybuuje do zbędnego obciążania operacyjnie spółek poprzez stawianie dodatkowych wymogów formalnych czy też utrudnia późniejszą sprzedaż przedsiębiorstwa. Nie w kategorii science-fiction niestety znajdują się również sytuacje, w których fundusze nawet w małych transakcjach stosują transzowanie inwestycji, które często prowadzi do ciągłej obawy o cash-flow przedsiębiorstwa, odciągając założycieli od tego co naprawdę ważne, czyli dbanie o wzrost wartości firmy.