Pomogą uczniom i nauczycielom ogarnąć zdalne lekcje. Rozmawiamy z twórcami Nauczeni.pl

pomoga uczniom i nauczycielom ogarnac zdalne lekcje rozmawiamy z tworcami nauczenipl
Udostępnij:
Kevin Mglej, Adam Galant i Michał Tarnowski to przyjaciele, których łączy nie tylko przyjaźń, ale też biznes. Wspólnie stworzyli platformę edukacyjną Nauczeni.pl, która ma pomóc polskim uczniom i nauczycielom odnaleźć się w zdalnym systemie nauczania. Rozmawiamy z młodymi przedsiębiorcami o kulisach powstania startupu i edukacji w dobie koronawirusa.

Skąd wziął się pomysł na Nauczeni.pl?

Kevin Mglej: Pomysł na Nauczeni.pl powstał bardzo spontanicznie. Moich dwóch wspólników Michał Tarnowski i Adam Galant byli już zaangażowani w startup edukacyjny, nakierowany na edukację języka angielskiego – posiadali więc background technologiczny, Natomiast ja od 2 lat prowadzę dom kreatywny, zajmujący się szeroko rozumiana reklamą.

Michał zadzwonił do mnie koło godziny 21:00 jednego wieczoru i powiedział, że musimy się spotkać. I to natychmiast. Po 30 minutach Michał i Adam byli u mnie w biurze i tak zaczęliśmy rozpisywać projekt „xyz”, bo jeszcze nie mieliśmy nazwy. COVID-19 dopiero pukał do polskich bram, a my chcieliśmy znaleźć na niego szybką odpowiedź. Zobaczyliśmy, że w Polsce nie ma żadnej platformy do korepetycji online oraz że dzieciaki nie mają alternatywy na naukę po za jej tradycyjnym modelem. Daliśmy sobie miesiąc do mającego się wkrótce pojawić lockdownu. Państwa sąsiadujące już wtedy zamykały swoje szkoły. Pomyliliśmy się o jakieś 27 dni, bo 3 dni później szkoły w Polsce także były zamknięte.

Spotkaliście się w biurze i zaczęliście rozpisywać projekt. Co było dalej?

Kevin Mglej: Tego samego wieczoru opracowaliśmy koncepcję platformy, a Adam zaczął kodować system. Ja i Michał ruszyliśmy na poszukiwanie teamu ambitnych osób, które będą w stanie w zabójczym tempie dowieść produkt na czas. Następnego dnia powstała nazwa nauczeni.pl i wstępna wizualizacja. Maciej, zaprzyjaźniony grafik, dzień i noc rysował naszą stronę, a ja razem z Danielem, moim pracownikiem z domu kreatywnego, stworzyliśmy formę komunikacji. Po około 3 tygodniach mieliśmy gotowy produkt, który mogliśmy pokazać światu.

Potem musieliśmy pozyskać nauczycieli, gotowych uczyć na naszej platformie. Zrobiliśmy spory outreach, pisząc na grupach typu „korepetycje Lublin, Warszawa, Kraków” itd. Jednak nie sami korepetytorzy byli naszym celem. Odezwaliśmy się do Związku Nauczycieli Polskich. Ten Warszawski niestety nas olał, ale Małopolski udostępnił naszą inicjatywę i pomógł w pozyskaniu kilkudziesięciu nauczycieli. Zaczęliśmy nabierać tempa – pierwsi klienci, pierwsze lekcje i… stop. COVID-19 był już w bardzo zaawansowanym stadium, a my uznaliśmy, że na biznes jeszcze przyjdzie czas. Postanowiliśmy zrobić akcję „Uczę dla Bohaterów”. w której przekazywaliśmy godziny lekcyjne dzieciom bohaterów pierwszego frontu.

Pierwszym etapem pracy nad tą akcją było pozyskanie beneficjentów. I tak weszliśmy we współprace z izbami lekarskimi, związkami zawodowymi i bezpośrednio ze szpitalami. Następnie musieliśmy znaleźć sponsorów, chętnych zapłacić godziny, oraz team, który wszystko obsłuży. Chwile później zaczął się okres maksymalnego wysiłku. Wszyscy pracowaliśmy po 15 godzin, by akcja posuwała się do przodu. Z tygodnia na tydzień włączały się nowe media – na początku lokalne gazety i lokalne radia. Póżniej Rzeczpospolita, TVN UWAGA, TVN 24, TVP, Onet i wiele innych. Zaczęliśmy być rozpoznawalną inicjatywą, która miała do przekazania 4 tysiące godzin lekcyjnych. W efekcie setki dzieci pobierały u nas lekcje. Działo się!

Co na początku pracy nad projektem sprawiło Wam największą trudność?

Kevin Mglej: Czas. Mieliśmy go mało – bardzo mało jak na tak duży projekt. Kompleta niepewność i spekulowanie, czy liczba zachorowań będzie rosła, czy gospodarka stanie jeszcze mocniej. A może rząd otworzy szkoły? Czy w ogólne COVID-19 się skończy? Do tego każdy z nas prawował z innego miejsca – Michał z Adamem ze Szczecina, ja z Lublina, reszta była z Warszawy i Trójmiasta – co było ciekawym doświadczeniem.

Jeszcze w marcu zrzeszaliście 300 nauczycieli, dziś 1000. Jak ich pozyskaliście?

Adam Galant: Do przyrostu nauczycieli przyczyniała się akcja „Uczę dla Bohaterów”. Ogromnego ruchy przysporzyły nam media. Chyba największy pick przyrostu był po emisji materiału na nasz temat w Uwaga TVN. Były takie tygodnie, w których notowaliśmy setki rejestracji i odpisywaliśmy na dziesiątki e-maili – jedne z gratulacjami, inne z prośbą o pomoc, a jeszcze inne z ofertą wsparcia. Mamy wspaniałych ludzi w kraju, którzy potrafią zjednoczyć się w obliczy klęsk narodowych. Chyba mamy to zakodowane w genach naszej narodowej historii.

A co z uczniami? Ilu uczniów korzysta z Nauczeni.pl?

Michał Tarnowski: Bardzo szybko udało nam się przyciągnąć dużo zainteresowanych. Od MVP nie minęły 3 miesiące, a przez stronę przeszło ponad 1000 uczniów. Na nowy rok szkolny szykujemy dużą kampanię i celujemy, że do końca tego roku pozyskamy 10 tysięcy uczniów.

Kevin wspomniał, że „COVID-19 dopiero pukał do polskich bram”, gdy ruszaliście z Nauczeni.pl. Jak to wydarzenie wpłynęło na rozwój projektu?

Kevin Mglej: Diametralnie. Zadziałało powiedzenie „żeby być w dobrym miejscu o odpowiedniej porze”. Dodam od siebie, że w tym miejscu trzeba być z dobrymi i kompetentnymi przyjaciółmi. W moim przypadku to absolwent Oxfordu – Michał Tarnowski i wybitny informatyk – Adam Galant.

Byliście chociaż w jakimś stopniu przygotowani na robienie biznesu w tak trudnych warunkach?

Kevin Mglej: Byliśmy w hossie. Mój dom kreatywny rozwijał się bardzo szybko i niestety nie myślałem za dużo o kłopotach, które mogą nadejść. Nauczeni.pl są odpowiedzią na trudne warunki, więc ten projekt był gotowy na COVID-owe perturbacje.

Jakie wnioski na przyszłość wyciągnęliście z obecnej sytuacji?

Kevin Mglej: Że plany zawsze trzeba weryfikować o kompletnie niespodziewane kataklizmy, że biznes w internecie jest najbardziej przyszłościowy i tragedio-odporny – chyba, że kiedyś wywali jakieś światowe serwery, ale nawet nie wiem, czy to możliwe haha – że w umowach poza siłą wyższą warto wpisać klauzule na wypadek pandemii. A no i że praca zdalna nie jest aż taka zła, a nauka online jest najlepsza (śmiech).

Mimo to uczniowie i rodzice narzekają na wirtualne zajęcia (chociażby te odbywające się w szkołach). Jak zorganizować takie lekcje, aby były efektywne? 

Kevin Mglej: Polskie szkoły kompletnie nie były gotowe na lekcje online. Chłopaki mają młodsze rodzeństwo, więc na bieżąco widzieliśmy, jak te lekcje się odbywają. Nauka online to nie jest miejsce dla zastygłej i konserwatywnej instytucji, jaką jest szkoła, a raczej miejscem młodego i innowacyjnego startupu. Myślę, że tak powinno zostać. Ale odpowiadając na twoje pytanie, uważam, że stworzyliśmy narzędzie, które właśnie taką edukację umożliwi. Edukację ciekawą i zorganizowaną, gdzie wszystkie pliki masz w jednym miejscu, możesz bez zakłóceń rozmawiać face to face z nauczycielem, strona przypomina ci o zajęciach, a może za moment zacznie Ci przypominać o pracy domowej.

Polscy uczniowie są gotowi na to, aby uczyć się całkowicie zdalnie?

Michał Tarnowski: Czy całkowicie – myśle, że nie. Nauka tradycyjna jednak uczy cię takiej realnej interakcji z człowiekiem bez buforu bezpieczeństwa jakim jest monitor i kamerka. Niemniej uważam, że duża część tej edukacji wręcz powinna być przeniesiona do online. Proszę pomyśleć, ile osób jeździ na korepetycje po szkole, ile czasu poświęca w korkach, a jak jadą samochodem, to ile spalin emitują. Poza tym matematyki i polskiego nigdy za wiele !