Jak podkreśla Musielak ze SMOK Ventures i SMOK Angels, obecne trudności Startup Poland są skutkiem świadomej decyzji o odejściu od finansowania przez globalne firmy technologiczne. Choć ruch ten – jak sam przyznaje – można uznać za ideologicznie słuszny, próba zbudowania samowystarczalnego modelu działania napotkała na poważne przeszkody. „Wygląda na to, że nasz ekosystem startupowy nie jest gotowy, żeby wspierać organizację dbającą o ich interesy” – napisał.
Z relacji Musielaka wynika, że przedstawiciele fundacji prowadzili rozmowy z większością polskich funduszy venture capital. Na finansowe wsparcie zdecydował się jedynie fundusz SMOK Ventures. Rozmowy ze scaleupami nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, ponieważ – jak argumentuje – firmy koncentrują się dziś przede wszystkim na własnym rozwoju. Z kolei duże polskie przedsiębiorstwa deklarują zainteresowanie współpracą, jednak korporacyjne procesy decyzyjne okazują się zbyt długie, by rozwiązać bieżące problemy organizacji.
Morze ludzi, kropla wsparcia
Sytuacja budzi zainteresowanie również dlatego, że Startup Poland od dekady należy do najbardziej rozpoznawalnych instytucji polskiego środowiska startupowego. Fundacja wskazuje, że dysponuje społecznością liczącą ponad 38 tys. founderów, aniołów biznesu i osób związanych z rynkiem innowacji. Przez lata przygotowała dziesiątki raportów poświęconych kondycji polskich startupów, a platforma pitch.startuppoland.org stała się jednym z największych źródeł projektów trafiających do inwestorów.
W swoim wpisie Musielak podkreśla również rolę zespołu fundacji, wymieniając m.in. wirtualną Polę Wenczer, nową prezes Annę Mazurek oraz członków rady fundacji: Paulinę Muszyńską, Aleksandrę Pedraszewską, Andrzeja Targosza i Pawła Harajdę.
Trzy pytania Musielaka
Najważniejsze są jednak trzy pytania, które współzałożyciel Startup Poland skierował do środowiska. Po pierwsze: czy działalność fundacji w obecnej formule nadal ma sens? Po drugie: jakie elementy jej działalności tworzą realną wartość, za którą mogłyby płacić startupy lub inwestorzy? Po trzecie: jak znaleźć stabilny model finansowania, pozwalający nie tylko przetrwać, lecz także rozwijać organizację – od poziomu „survivalowego” budżetu rzędu 150–200 tys. zł rocznie do ponad miliona złotych, który umożliwiłby realizację ambitniejszych projektów.
Czytaj także: Parasole, mosty, one-stop shopy, rady, think tanki i fundacje: o nowej mozaice polskiego ekosystemu
Pytania te dotyczą jednak nie tylko samej Startup Poland. W ostatnich latach polski ekosystem startupowy znacząco się rozrósł i skomplikował. Obok funduszy venture capital, akceleratorów i inkubatorów pojawiły się organizacje parasolowe, think tanki, rady doradcze i fundacje próbujące łączyć świat przedsiębiorców, inwestorów i administracji publicznej. Coraz częściej pełnią one rolę rzeczników całego środowiska, przygotowują analizy, prowadzą konsultacje legislacyjne i budują pomosty między biznesem a państwem.
Jednocześnie wciąż nie powstał w Polsce trwały model finansowania takich instytucji. Państwo chętnie wspiera konkretne programy i projekty, fundusze inwestycyjne skupiają się na pomnażaniu kapitału, a startupy – zwłaszcza te na wczesnym etapie rozwoju – rzadko dysponują zasobami pozwalającymi utrzymywać organizacje reprezentujące ich interesy.
Dlatego wpis Borysa Musielaka można odczytywać nie tylko jako apel o pomoc dla jednej fundacji, ale także jako test dojrzałości całego polskiego ekosystemu technologicznego. Odpowiedź na pytanie, czy startupy są gotowe finansować własne instytucje, może okazać się równie istotna jak kolejne rekordy inwestycyjne czy liczba nowych jednorożców.
Startup Poland – think tank polskich startupów
Fundacja Startup Poland działa od 2015 roku. Sama określa się jako „głos polskich startupów”, a wśród swoich celów wymienia usuwanie barier prawnych, promowanie rodzimych sukcesów technologicznych i integrację środowiska innowacyjnego. Przez lata organizacja wypracowała pozycję jednego z najważniejszych ośrodków analitycznych zajmujących się startupami w Polsce. Jej raporty – zwłaszcza cykl „Polskie Startupy” – stały się obowiązkową lekturą dla inwestorów, urzędników i przedsiębiorców. Fundacja przygotowywała również opracowania poświęcone współpracy korporacji ze startupami, sektorowi kosmicznemu czy rozwojowi regionalnych ekosystemów innowacji.
Czytaj także: Półrocze rekordów i megarund: PR od PFR czy polski rynek VC rzeczywiście przeżywa złoty wiek?
W 2022 roku, we współpracy z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju oraz Giełdą Papierów Wartościowych, Startup Poland przygotowała raport „Luki w ekosystemie startupowym”. Dokument opisywał problemy związane z dostępem do kapitału oraz ograniczenia polskich programów akceleracyjnych. Autorzy przeprowadzili rozmowy z funduszami venture capital i ankiety wśród startupów na etapie pre-seed i seed.
To właśnie tego rodzaju działalność – badawcza, ekspercka i rzecznicza – okazuje się dziś najtrudniejsza do utrzymania.
Ekosystem, który rozrósł się szybciej niż jego instytucje
Według danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii w Polsce działa około 3300 startupów. Większość z nich zatrudnia ponad dziesięć osób, a ekosystem pozostaje zróżnicowany i dynamiczny, choć wciąż mierzy się z problemami finansowania i skalowania biznesu. Jednocześnie sam krajobraz instytucjonalny zmienia się szybciej niż jeszcze kilka lat temu. Obok fundacji i akceleratorów pojawiają się nowe organizacje parasolowe, think tanki oraz inicjatywy próbujące reprezentować interesy przedsiębiorców technologicznych. W ostatnich miesiącach powstały między innymi TechPL, Rada Przyszłości czy think tank The Company, a sama Startup Poland zapowiedziała korektę swojej strategii działania.
Z jednej strony można interpretować ten proces jako oznakę dojrzewania polskiego rynku technologicznego. Z drugiej – coraz częściej pojawiają się pytania o „inflację instytucjonalną”: czy kolejne organizacje rzeczywiście zwiększają sprawczość środowiska, czy jedynie mnożą byty konkurujące o te same granty, partnerów i uwagę decydentów.
Problem nie dotyczy wyłącznie Startup Poland
Sytuacja fundacji odsłania szerszy problem polskiego systemu wspierania innowacji. Instytucje publiczne chętnie finansują konkretne projekty, konkursy i akceleratory, znacznie rzadziej jednak wspierają organizacje pełniące funkcję „mostów” pomiędzy światem nauki, biznesu i administracji. Kilka miesięcy temu, przy okazji dyskusji o rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce, eksperci zwracali uwagę, że krajowi brakuje instytucji zdolnej łączyć startupy, uczelnie, przemysł, inwestorów i państwo. Wskazywano, że skuteczny model powinien oferować nie tylko mentoring, ale także finansowanie bezzwrotne, dostęp do danych, infrastruktury obliczeniowej i pierwszych klientów.
Paradoks polega na tym, że organizacje takie jak Startup Poland od lat próbują pełnić część tych funkcji, choć same nie dysponują porównywalnymi zasobami finansowymi.
Między misją a biznesem
Fundacje działające w sektorze innowacji funkcjonują dziś w trudnym rozkroku. Z jednej strony oczekuje się od nich niezależności i zdolności do krytycznego komentowania polityk publicznych. Z drugiej – muszą szukać sponsorów, grantów i partnerów biznesowych. To rodzi pytania (poza tymi, które postawił Borys Musielak), na które polski ekosystem wciąż nie znalazł jednoznacznej odpowiedzi. Czy organizacje reprezentujące startupy powinny utrzymywać się ze składek członkowskich? Czy ich działalność powinna być finansowana przez państwo? A może przez fundusze venture capital i duże firmy technologiczne, które korzystają z rozwoju rynku?
Dyskusja o przyszłości Startup Poland może więc okazać się czymś więcej niż dyskusją o budżecie jednej fundacji. W rzeczywistości jest debatą o tym, czy polski ekosystem startupowy osiągnął już taki poziom dojrzałości, by samodzielnie finansować instytucje, które reprezentują jego interesy. Na razie odpowiedź pozostaje otwarta. Pewne jest jedynie to, że wraz z rozwojem polskiego rynku technologicznego rośnie zapotrzebowanie nie tylko na kapitał dla startupów, lecz także na trwałe i stabilne instytucje, które potrafią mówić w ich imieniu.