Patrząc na najnowsze raporty, można odnieść wrażenie, że świat funduszy Venture Capital stał się bardzo jednowymiarowy. Co dziś tak naprawdę liczy się dla inwestorów?
Rynek Venture Capital coraz wyraźniej stawia na jeden scenariusz: szybki wzrost, globalna skalowalność i powtarzalne przychody. Dane pokazują, że w 2025 roku aż 61% globalnego finansowania VC trafiło do firm związanych z AI (źródło: OECD). Jednocześnie maleje liczba inwestycji, a kapitał koncentruje się w coraz węższej grupie projektów.
Dlaczego to właśnie sztuczna inteligencja niemal całkowicie zdominowała portfele funduszy? Czy to tylko kwestia mody?
Silna pozycja AI w portfelach inwestorów jest stosunkowo łatwa do wyjaśnienia, modele biznesowe oparte na niej bardzo często bazują na subskrypcjach, co przekłada się na powtarzalne, miesięczne przychody. Dodatkowo sztuczna inteligencja doskonale wpisuje się w kluczowe kryteria inwestycyjne VC, czyli duży rynek, potencjał globalnej skalowalności i wpisywanie się w dominujące trendy technologiczne. Jednocześnie warto zadać sobie pytanie, czy tak duże skupienie uwagi inwestorów na jednej kategorii nie spowoduje jej przeinwestowania?
Wraz z napływem kapitału rośnie liczba projektów oferujących bardzo zbliżone rozwiązania. W wielu przypadkach są to produkty oparte na tych samych modelach technologicznych, różniące się głównie warstwą aplikacyjną lub sposobem dystrybucji. W efekcie rośnie konkurencja, spadają bariery wejścia, a presja na ceny i marże staje się coraz większa. Niedawno to samo spotkało SaaS – na rynku istnieje już wiele zbliżonych do siebie rozwiązań i zazwyczaj są one łatwe do skopiowania, a brak wykorzystania AI w technologii zaczyna być czymś koniecznym.
Skoro AI jest liderem, to kto traci na tej zmianie warty? Jakie sektory zostały zepchnięte na boczny tor?
Równolegle do wzrostu zainteresowania sztuczną inteligencją, obserwowany jest spadek zainteresowania inwestorów w bardziej tradycyjnych obszarach, takich jak SaaS, narzędzia marketingowe, marketplace’y czy projekty, które nie są wyłącznie software’em, ale wymagają realnych działań operacyjnych lub pracy na fizycznym produkcie. Dane rynkowe wskazują na wyraźne spowolnienie klasycznego SaaS. W wielu przypadkach wzrost spadł do kilkunastu procent rocznie, szczególnie wśród bardziej dojrzałych firm. Jednocześnie startupy AI, zwłaszcza na wczesnym etapie, osiągają znacznie wyższe dynamiki, często przekraczające 100% rok do roku. To naturalnie kieruje kapitał w stronę szybszych i bardziej skalowalnych modeli. Szczególną kategorią są projekty, których wartość powstaje w relacji między różnymi grupami użytkowników. W takich modelach rozwój jednej strony rynku warunkuje rozwój drugiej, a produkt jest jedynie elementem większego systemu. Tego typu biznesy wymagają czasu na osiągnięcie równowagi, są bardziej złożone operacyjnie i skalują się mniej liniowo. Z perspektywy VC oznacza to większą niepewność i trudniejszą wycenę potencjału wzrostu.
Czy to oznacza, że dla inwestorów liczy się już tylko sprint, a maraton przestał być atrakcyjny?
Obecny model inwestycyjny premiuje przede wszystkim tempo wzrostu. Startupy AI potrafią osiągać bardzo wysokie przychody w krótkim czasie, co znacząco skraca ścieżkę do potencjalnego zwrotu z inwestycji. W konsekwencji stabilny, przewidywalny rozwój traci na atrakcyjności, modele oparte na długoterminowej relacji z klientem są trudniejsze do wyceny, projekty wymagające czasu znajdują się w mniej korzystnej pozycji negocjacyjnej.
Opisane zjawiska prowadzą do powstania wyraźnej luki między tym, co jest atrakcyjne dla inwestorów, a tym, co może stanowić stabilny i długoterminowo wartościowy biznes. Część projektów nie wpisuje się w aktualne trendy inwestycyjne, nie oferuje ekstremalnego tempa wzrostu, ale jednocześnie buduje powtarzalne i przewidywalne źródła przychodu.
A co z samym użytkownikiem? On też wydaje się przebodźcowany. Jak w tym świecie walczyć o jego lojalność?
Równolegle do zmian inwestycyjnych rośnie jeszcze jeden istotny trend eskalacja walki o uwagę użytkownika. Platformy streamingowe i short-form video maksymalizują czas spędzany w aplikacjach, a treści stają się coraz krótsze i łatwiejsze w konsumpcji. Jednocześnie pojawia się wyraźny kontrast: im łatwiej konsumować treść, tym trudniej zbudować trwałą wartość. W odpowiedzi na to coraz więcej marek wychodzi poza samą warstwę cyfrową budując fizyczne produkty, doświadczenia offline czy aktywacje w przestrzeni realnej.
Co ciekawe, równolegle rozwijają się także immersyjne środowiska cyfrowe, takie jak Roblox, gdzie marka staje się częścią doświadczenia użytkownika, a nie tylko komunikatem. To właśnie na styku online i offline coraz częściej powstaje realna wartość: większe zaangażowanie, wyższa wartość klienta i silniejsze przywiązanie do marki. To właśnie w na styku online i offline powstają rozwiązania, które choć mniej spektakularne i skalowalne mogą okazać się bardziej odporne na zmienność rynku i okazać się ochroną przed potencjalną bańką AI, która może może ulec korekcie w momencie, gdy rynek nasyci się podobnymi rozwiązaniami.
Możliwe, że to właśnie ta część rynku dziś rzadziej finansowana i często postrzegana jako mniej skalowalna w dłuższej perspektywie okaże się kluczowa dla budowy stabilnych i trwałych biznesów.