Czy w dobie pandemii przydaje się power bank? Dzięki TP-LINK przekonałam się, że tak

Udostępnij:
Mimo że dużo rzadziej wychodzimy teraz z domów, to jednak przekonałam się, że zawsze warto mieć pod ręką naładowany power bank. Do czego mi się przydał w ostatnim czasie?

Power banki do tej pory szczególnie przydawały się podczas podróży, kiedy mocno eksploatowaliśmy nasze smartfony (nawigacja, słuchanie muzyki, komunikatory internetowe). W terenie dodatkowa porcja energii często okazywała się się zbawienna - w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy będziemy musieli pilnie skorzystać z mapy, czy po prostu z telefonu do kogoś bliskiego. W okresie pandemii korzystanie z power banków nie jest już tak oczywiste i konieczne - większość czasu spędzamy w czterech ścianach, gdzie mamy stały dostęp do prądu. Dlaczego zatem mielibyśmy dzisiaj inwestować w to urządzenie?

Nie spodziewałam się tego, ale faktycznie power bank bardzo mi się przydał w ostatnich dniach - zarówno podczas pracy w domu, jak i w terenie. Do dyspozycji miałam urządzenie od TP-LINK, a dokładnie model TL-PB20000 V1, czyli power bank zgrabny i wygodny w transporcie. Wizualnie niczym się nie wyróżnia, ale to jest właśnie jego zaletą - kompaktowa budowa (wymiary 158 x 65 x 24 mm i waga 380 g), wykonanie z ciemnego tworzywa (nie brudzi się) nie przyciągają uwagi, a więc spokojnie można z niego korzystać nawet z zatłoczonych miejscach. Na plus jest na pewno powierzchnia z fakturą, dzięki której urządzenie pewnie leży w dłoni i nie wyślizgnie się w najmniej oczekiwanym momencie.

Gdzie używałam tego podręcznego power banka? Podczas pracy zdalnej, ale także w terenie - w czasie przeprowadzania wywiadów, czy sesji zdjęciowych. Moc jaką zapewnia to niepozorne urządzenie jest wystarczająca do tego, aby przez cały dzień nie musieć się martwić o dostęp do prądu dla naszego smartfona. Wykorzystana w nim bateria litowo-polimerowa (trwalsza od litowo-jonowej) umożliwia kumulację dużej ilości energii (20000 mAh), dzięki czemu mogłam aż 8-krotnie naładować baterię w moim iPhonie SE, który nie grzeszy już wydajnością energetyczną.

Podczas home office kilkukrotnie ładowałam smartfon w trakcie długich rozmów telefonicznych - kiedy wszystkie gniazdka w domu są zajęte przez inne sprzęty, power bank ratuje sytuację. Nie muszę chyba dodawać, że znacznie wygodniej "spaceruje się" z nim po domu podczas długich konwersacji

Trzeba tu nadmienić, że TL-PB20000 V1 ma moc wyjściową sięgającą nawet 2,1A, która ma gwarantować szybkie ładowanie. Demon prędkości to jednak nie jest - uważam, że szybkość ładowania jest porównywalna z prędkością tradycyjnej ładowarki, którą wykorzystuje do zasilania swojego iPhone'a, czyli ok. 40-50 minut. Nieco wolniej to ładowanie przebiega, gdy z power banka korzystają dwie osoby w tym samym czasie (urządzenie jest wyposażone w dwa szybkie, inteligentne porty ładowania, które wykrywają podłączone urządzenie i dostosowują do niego moc wyjściową). Podwójne ładowanie przydało mi się podczas spacerów z bliską osobą (taka metafora - my ładujemy baterie wśród natury i nasze telefony też!), ale także w samochodzie, gdzie mogłam dodatkowo podłączyć do power banka np. swojego IQOS-a.

Do czego jeszcze będę używać dodatkowego banku energii? Do ładowania czytnika e-booków i tabletu graficznego, który zamierzam zabrać w najbliższą podróż służbową. Na razie świetnie sprawdza się w domu jako dodatkowe źródło zasilania. Za największą zaletę modelu TL-PB20000 V1 uważam technologię inteligentnego ładowania, która dopasowuje prąd ładowania do podłączonego urządzenia. Przy tej cenie (120 zł) dla wielu osób może to być bardzo przydatne urządzenie - zarówno podczas dalekich wyjazdów, jak i codziennych małych "eskapad".