Pracoholizm jest chorobą śmiertelną, ale możemy z nią wygrać – Anna Siwik (HearMe)

Dodane: 08.08.2022

Kasia Krogulec Kasia Krogulec

pracoholizm

Udostępnij:

– Pracoholizm to problem właściwie wszystkich osób zakładających startup lub w ogóle firmę. Dużo pracują, ale jest wymówka – pracują dla siebie. Przy pracy, która jest pasją (a często tak bywa w przypadku startupów), można mówić o pewnym kontinuum. Zaczyna się od zaangażowania w pracę, następnie mamy etap zapracowania się, później etap pracy kompulsywnej, a finalnie – pracoholizm – mówi Anna Siwik, specjalistka terapii uzależnień HearMe.

Kiedy mówimy o pracoholizmie?

Opowiem historię 42-letniego Pawła, przytoczoną w książce „Uzależnienia behawioralne” autorstwa Iwony Grzegorzewskiej i Lidii Cierpiałkowskiej. Jest to oczywiście zmyślona postać, ale dająca całkiem dobry obraz tego, jak wygląda pracoholizm. Paweł pracuje w dużej korporacji. Firma i branża nie są ważne, bo w każdej znajdziemy „Pawła”. Mężczyzna praktycznie nie wychodzi z pracy: kończy ją o 22:00, pracuje też w weekendy. Bierze dwa tygodnie urlopu, ale najczęściej i tak pracuje z hotelu. Nie uczestniczy w życiu rodzinnym: ważnych uroczystościach, dorastaniu dzieci. Żonie mówi, że to dlatego, że zarabia na dom. Ale prawda jest inna: Paweł chce się wykazać i zasłużyć na szacunek i docenienie. Żona ma dość jego wiecznej nieobecności, nastoletni syn ostatnio w złości wykrzyczał mu, że jest wiecznie nieobecny. Mężczyzna nie umie i nie lubi spędzać czasu z rodziną. Ostatnio siadło mu zdrowie: wyłysiał, kilka razy wylądował w szpitalu z powodu choroby serca. Wtedy do Pawła dotarło, że coś jest nie tak. Zupełnie jednak nie wie, jak sobie z tym poradzić. W końcu sam sobie przyznał, że w każdym miejscu jego schemat zachowania jest podobny. Nie ma jednak pomysłu jak to zmienić.

Widzimy tutaj wszystko, co potrzebne jest do postawienia wstępnej diagnozy pracoholizmu, zaczynając od silnej potrzeby wykonywania czynności związanych z pracą zawodową. U Pawła próby przerwania lub zmniejsza ilości pracy kończyły się występowaniem stanów niepokoju i rozdrażnieniem. Często u pracoholików następuje systematyczne zwiększenie godzin pracy przy równoczesnym zaniedbywaniu alternatywnych przyjemności. Zauważmy, że w historii Pawła nie ma nawet słowa o hobby lub spędzaniu czasu z przyjaciółmi. Pewnie dlatego, że nie miał czasu nawet dla rodziny. Ostatnim istotnym kryterium jest wykonywanie czynności zawodowych pomimo szkodliwych następstw (fizycznych, psychicznych i  społecznych). Widzimy, że Paweł się przestraszył, nie wiadomo jednak jak kończy się jego historia.

Jest kilka narzędzi, którymi możemy sami sprawdzić czy mamy problem. Najprostszy z nich zawiera 7 pytań – załączam go, żeby czytelnicy mogli przebadać się sami: Skala uzależnienia od pracy Bergen

Kim jest pracoholik?

Pracoholik to zdecydowanie perfekcjonista. Poza tym: ambitny, wydaje się pewny siebie, ale to tylko pozory, bo często (oczywiście nie zawsze) nie wierzy w siebie, ciągle mu mało osiągnięć. Temperament ma taki, jak większość uzależnionych (czy to od substancji czy czynności), a więc: potrzeba ciągłe stymulacji, impulsywność, skłonność do kompulsywności, potrzeba „żeby coś się działo”.

Czy pracoholicy zawsze lubią swoją pracę?

Raczej tak, mimo, że często, jak Paweł deklarują, że jest inaczej. Ale to nie zawsze chodzi o pracę jako taką, a inne aspekty, np. działanie pod presją czasu. Są osoby, które są prawie że uzależnione od tej adrenaliny. A z resztą pracoholik pracoholikowi nie jest równy! Wyobraź sobie, że istnieją różne typy pracoholików. Każdy z nich z pracoholizmu wynosi inną korzyść, inny aspekt jest dla niego najbardziej atrakcyjny. Powszechnie używa się typologię zaproponowaną przez amerykańskiego psychoterapeutę Bryana Robbinsona. Wyróżnił on np. pracoholika z deficytem uwagi. Taka osoba uwielbia robić kilka rzeczy równocześnie, często chaotycznie, bez planowania. Ten typ czuje, że żyje mając naprawdę dużą liczę stymulacji. Kolejny typ to pracoholik bulimiczny. Ta osoba kocha presję czasu, o nim właśnie wspominałam wcześniej. Celowo opóźnia wykonywanie zadania, żeby presja czasu wymogła maksymalne zaangażowanie. Mamy też pracoholików, którzy delektujący się pracą. Wykonują oni pracę starannie i przesadnie dokładnie. To jest ta osoba, która robiąc wykres do prezentacji poświęci mu 40 minut więcej dobierając perfekcyjnie kolor, czcionkę i inne zmienne. Ostatni typ wyróżniony przez Robbinsona to pracoholik nieugięty. Zaczyna on pracę o 8 rano, a kończy o 20 wieczorem. I tak cały tydzień, a jak się da to i w weekend przysiądzie na kilka godzin. Ten typ pracoholika możemy obserwować w serialach przedstawiających pracę lekarzy lub prawników.

Jakie są przyczyny pracoholizmu? Ostatnio przeczytałam, że jednymi z przyczyn są traumy i brak zainteresowania że strony rodziców, kiedy jesteśmy dziećmi.

Z tą traumą to dość odważna teza (uśmiech). Natomiast brak zainteresowania ze strony rodziców jest jedną z przyczyn pracoholizmu. Bo co dają duże ilości godzin pracy? Zainteresowanie, podziw, pochwały, symboliczny uścisk dłoni prezesa tak ważny dla tych osób. Wszystko to, czego brakowało w dzieciństwie można sobie „odbić” w wieku dorosłym i jeszcze zarobić na tym pieniądze. Rozwiązanie „idealne”, prawda? Wśród innych przyczyn pracoholizmu wymienić można trudności w radzeniu sobie z emocjami, nadmierną ambicję, niskie poczucie własnej wartości, perfekcjonizm, życie ponad stan (branie kredytów za kredytem na co raz droższe i mniej potrzebne rzeczy), przemożna chęć posiadania dużej ilości pieniędzy, nieumiejętność radzenia sobie z sytuacjami w życiu prywatnym, czyli tak zwane uciekanie w pracę. Pracoholizm początkowo był leczony jako zaburzenie obsesyjno-kompulsywne. Na szczęście już teraz wiemy, ze obraz zaburzenia jest znacznie szerszy, ale ta kompulsywność lub skłonność do kompulsywnych zachowań również może być przyczyną pracoholizmu.

Do czego zazwyczaj prowadzi pracoholizm? Jakie są zagrożenia?

Możemy konsekwencje pracoholizmu podzielić na zdrowotne i społeczne. Te pierwsze to cała masa różnych chorób i problemów wynikających z tego, że organizm nie ma wystarczającej liczby godzin snu, odpoczynku czy nawet posiłków, bo są jedzone na szybko i byle co. Do tego dochodzi presja, stres, całodziennie funkcjonowanie na wysokich obrotach. W krajach azjatyckich, gdzie pracoholizm jest kultywowany, powstało nawet słowo opisujące śmierć z przepracowania – karōshi. Pracoholizm jest zdecydowanie chorobą śmiertelną.

A co do zagrożeń społecznych – kto ma czas na przyjaciół jeśli całą dobę jest się w pracy, jak nie fizycznie to myślami? Kto chce się przyjaźnić z kimś takim na dłuższą metę? A co z dziećmi nie widującymi rodzica? Albo mającymi nieobecnego rodzica, bo widzą go tylko siedzącego przy komputerze? Generalnie temat dzieci i rodziców pracoholików (jedno lub dwóch) jest pewnie na osoby artykuł. Ale tak w skrócie: dzieci nieobecnego rodzica/ów mają niższe poczucie własnej wartości, mniejszą wiarę we własne możliwości, jest większe prawdopodobieństwo wystąpienia zaburzeń lękowych czy obniżonego nastroju niż u rówieśników, którym rodzice poświęcają należą im uwagę. W literaturze pojawia się już powoli określenie „dorosłe dziecko pracoholika”. To mówi samo za siebie. Nie wspomnę już o dyskomforcie bycia partnerem/partnerką pracoholika. Jest też oczywiście ryzyko wystąpienia wypalenia zawodowego, które jest skorelowane z problemami emocjonalnymi takimi jak: rozdrażnienie, irytacja, przygnębienie, poczucie bezsilności oraz trudności z koncentracją.

Pracoholicy najczęściej mówią, że nie wyobrażają sobie życia bez pracy. Jak mogą stopniowo sami zmieniać swoje przekonanie i znajdywać inne przyjemności w życiu?

Jest kilka metod. Jedna mówi: pomyśl sobie co najbardziej lubisz w pracy i jak możesz to osiągnąć bardziej konstruktywnie. Np. ktoś lubi adrenalinę w pracy – może jakiś sport ekstremalny? Ktoś lubi dokładnie i powoli wykonywać swoje obowiązki – może hobby wymagające precyzji? Zawsze też proszę pacjentów by opowiedzieli mi, co lubili robić zanim poznali, wątpliwy fun z pracy. Inną metodą jest narzucenie samemu sobie dyscypliny i zasad. Przykładowo: może się „palić” ale od 15 do 15:30 mam przerwę na obiad, który jem spokojnie i bez pośpiechu, bez czytania i odpisywania na e-maile. Ustalamy też sobie stałą liczbę godzin pracy dziennie, czyli nie pracuję więcej niż 8 lub 9 godzin lub tygodniowy – maks 40-43 godziny tygodniowo i ani sekundy dłużej. Czasem z przekory proszę pacjentów by odebrali wolne, które uzbierały im się za nadgodziny i słyszę, że nie byliby w pracy przez kilka miesięcy! Więc proponuje bieżące odbieranie tych nadgodzin – w ciągu powiedzmy maks dwóch tygodni. Warto też pójść na 2 tygodniowy urlop. Po to, żeby odpocząć i żeby zobaczyć ile czasu zajmie mi „odklejenie” się od pracy i czy w ogóle to się uda.

Kolejna metoda mówi o spędzaniu czasu z bliskimi. Pracoholik często nie pamięta jak fajnie pójść na randkę z partnerem/partnerką i spędzić super czas razem. Jak miło spotkać się ze znajomymi i pośmiać się, jeść razem coś dobrego, pograć w planszówki. Oczywiście początki mogą być trudne i niezręczne, ale nie warto się zrażać.

Ważne są też rozwiązania proponowane przez miejsce pracy: obowiązek wykorzystania urlopu (w tym: brak pracy na urlopie), adekwatny i sensowy podział obowiązków, regularne szkolenia m.in. o wypaleniu zawodowym, work-life balance, asertywności, zdrowiu psychicznym, radzeniu sobie ze stresem… Można wymieniać i wymieniać. Badania jasno wskazują, że często to właśnie organizacja i kultura w firmie sprzyja pracoholizmowi bądź też wzmacniają jego objawy.

Kiedy potrzebna jest pomoc specjalisty?

Wtedy, kiedy powyższe metody nie działają. Fajnym sposobem jest też rozrysowanie sobie koła życia. Rysujemy koło i dzielimy je na tyle części, ile uważamy, że mamy ważnych aspektów w życiu. Na potrzeby przykładu: niech to będzie rodzina, praca, przyjaciele, hobby. Dzielimy koło na tyle części ile jest tych aspektów, czyli u nas na 4. I zamazujemy tą część, w naszym przypadku ¼ koła, analogiczne to ilość czasu w ciągu tygodnia lub miesiąca, którą poświęcamy na dany aspekt. W naszym przypadku: rodzina pewnie zajmie 20 % tej ćwiartki, praca 80% ćwiartki, przyjaciele 5%, a hobby, to ja nawet nie pamiętam, jak się uprawia, więc 0%. 100 % to każda ćwiartka, a nie całe koło.

Co ważne – to ćwiczenie należy robić refleksyjnie. To znaczy, że jeśli jestem młodą mamą z dzieckiem w domu to wiadomo, że ten mały człowiek będzie zajmował lwią część mojego czasu, aż nie podrośnie. Jeśli aktualnie mam w pracy projekt na zamknięciu i jestem w pracy znacznie więcej niż zwykle, ale jeszcze tylko kilka dni i wracam do standardowego trybu – czasem tak właśnie wygląda życie i to jest ok. Więc po narysowaniu tego koła pomyślmy:

1. Czy ten stan mi odpowiada?

2. Czy ten stan będzie trwać jeszcze długo?

3. Czy i co mogę zrobić jeśli moje życie wygląda nie tak jak chcę.

Kolejna ważna uwaga: jeśli wiem, że dużo pracują, bo mam koniec projektu to warto to koło ponownie narysować. Powiedzmy tydzień lub dwa po zakończeniu projektu. Jeśli nic się nie zmieniło mimo końca sytuacji, która zmianę utrudniała, to rysujemy ponowne za kolejne 2-3 tygodnie. Jeśli któreś z kolei koło nie wygląda tak jak by mi się marzyło, mimo moich działań i prób to znaczy, że pora udać się do specjalisty.

Poniżej koło życia, które pochodzi ze strony codziennieproduktywnie.pl. Jest to wersja coachingowa, dlatego ma nieco więcej punktów.

Warto też pójść nawet na konsultację, czy przyjdzie mi do głowy „chyba mam problem, ale nie jestem pewny/a”. Rozważyłabym też wizytę u specjalisty, gdyby rodzina lub bliscy często powtarzają, że za dużo pracuję.

Co się dzieje, kiedy pracoholik traci pracę? Szybko szuka nowej czy się załamuje?

Pracoholik niezwykle rzadko traci pracę. Dla wielu pracodawców to pracownik idealny: wyrobiony z terminami, chętnie weźmie dodatkowy projekt, nie bierze wolnego ani zwolnienia lekarskiego, a jak już weźmie to często i tak wykonuje jakąś część swoich obowiązków, szuka rozwiązań nie problemów. Do tego często jest ambitny, inteligentny, pomysłowy (aż się nie wypali z braku odpoczynku). Tacy ludzie raczej awansują niż są zwalniani, co tylko wspiera problem. Gdy z pracoholikiem jest gorzej, bo zaczynają się problemy zdrowotne, często jest już dość wysoko w hierarchii i wykazał się tak wiele razy, że pracodawca patrzy na niego dość wyrozumiale.

Mamy taki paradoks, że modnie jest być zajętym, ale równocześnie fajnie jest wypoczywać. Myślę, że niektórzy z tego powodu mogą czuć się zagubieni. Jak sobie z tym radzić?

Pomyśleć sobie: a co jest dobre dla mnie i dla moich bliskich? Często słyszę: w mojej firmie pracujemy w godzinach 9-17, ale nikt nie zamyka komputera o 17:00, wszyscy są zalogowani i dostępni co najmniej do 18:00 i dłużej. Ja tak nie chcę, ale nie chcę też odstawać i wyjść na osobę, która się obija. To jest już większy problem, który zahacza o oczekiwania i wartości danej firmy, a ponadto widzimy tutaj prawdy znane z psychologii społecznej, a konkretnie: psychologii grupy. Nikt nie chce odstawać, a jeśli „wszyscy” tak robią, to znaczy, że to jest dobre i właściwe, a problem jest ze mną. Warto wtedy pogadać z przełożonym, ale i z jedną lub dwiema zaufanymi osobami i zapytać o co chodzi i dlaczego tak jest. Zdaję sobie sprawę, że to trudna rada i często niekomfortowa do wykonania, ale – rób swoje i nie porównuj się do innych. A jeśli się nie da, to poszukaj kompromisu np. pracuj do 18:00, żeby aż tak nie odstawać, ale tylko dwa razy w tygodniu. Przyznam szczerze, że nie jest to moje ulubione i idealne rozwiązanie, ale rozumiem moich pacjentów, którzy nie chcą/nie wiedzą jak/nie mają siły się postawić i zamknąć komputer wraz z końcem godzin pracy.

Jakaś rada dla startupowców, którzy rozwijając swoje firmy, często pracują po kilkanaście godzin na dobę?

To jest problem właściwie wszystkich osób zakładających swoją działalność, firmę lub startup. Dużo pracują, ale jest wymówka – pracują dla siebie. Przy pracy, która jest pasją (a często tak bywa w przypadku startupów), można mówić o pewnym kontinuum. Zaczyna się od zaangażowania w pracę, następnie mamy etap zapracowania się, później etap pracy kompulsywnej, a finalnie – pracoholizm.

Piękno w startupie to właśnie dynamizm, szybkość rozwoju, innowacyjność. To są też powody, przez które niezwykle łatwo wpaść w kompulsywną pracę. Ciągle coś się dzieje, praktycznie nie ma okresów stagnacji. Moje rady:

1. Daj sam sobie deadline – do kiedy będziesz tak dużo pracować? Czy to jeszcze 2 miesiące? 3? Pół roku, dwa lata? Jeśli odpowiedź brzmi „nie wiem” albo „tak długo jak będzie trzeba” to to jest nie jest odpowiedź, która sprzyja twojemu zdrowiu psychicznemu.
2. Rób sobie cyklicznie koło życia, żeby obserwować zmiany lub ich brak.
3. Urlop i odpoczynek to podstawa, a weekend nienaruszalną świętością. A jeśli się nie da, to ustal sam ze sobą zasady- 2 pracujące soboty w miesiącu to absolutny maks!
4. Regularne badania! Jeśli od 5 lat nie widziałeś lekarza, a krew ostatnio badałeś w liceum to czas na zmianę.
5. Mimo, faktu, że jest to intensywny czas, są rzeczy, których zaniedbywać nie zależy. Należą do nich: sen, regularne godziny posiłków,  w miarę zdrowe i zbilansowane posiłki jedzone w nie w biegu, jakieś hobby chociaż raz na jakiś czas i spotkanie z bliskim.
6. Zadaj sobie pytanie: czy gdyby mój przyjaciel pracował w taki sposób jak ja (taką samą liczbę godzin, z takim samym zaangażowaniem itp.) to czy byłbym o niego zaniepokojony?
Jeśli odpowiedź brzmi tak- zatroszcz się o siebie, tak jakbyś zatroszczył się o swojego przyjaciela.
7. Jeśli już któryś raz obiecałeś sobie, że „od tego tygodnia będzie inaczej” i nie jest – warto spotkać się i porozmawiać ze specjalistą.

 

Anna Siwik

Psycholog i psychoterapeuta, specjalista terapii uzależnień HearMe – Ukończyłam psychologię na Uniwersytecie Gdańskim, 60- godzinny kurs z Dialogu Motywującego i szkołę psychoterapii uzależnień. Znam język migowy na poziomie podstawowym oraz język angielski na poziomie średnio zaawansowanym. Pracuję zgodnie z zasadami etyki zawodu psychologa, ponadto swoją pracę poddaję regularnej superwizji. Zapewniam dyskrecję, empatię oraz pełne zrozumienie. Dla mnie najważniejszy jest Pacjent i jego poczucie bezpieczeństwa, w sensie relacyjnym. Zawsze staram się, żeby moi Pacjenci na sesji czuli się wysłuchani i nieoceniani. Chcę, żeby wiedzieli, że nie ma głupich pytań ani tematów, które są zbyt błahe na sesję. Jeśli temat jest ważny dla Pacjenta, to znaczy, że warto go omówić.

 

Przeczytaj również: Osobom na wyższych stanowiskach łatwiej ukrywać alkoholizm – Anna Siwik (HearMe)

Polski startup nie jest jeszcze atrakcyjny dla zagranicznych TOP talentów. Więcej unicornów i success stories znad Wisły może pomóc uwiarygodnić nasz kraj – Kasia Gryzło (HearMe)