Rada ds. Cyfryzacji domaga się dyscyplinowania bigtechów i rozliczenia z DSA

Dodane:

Przemysław Zieliński Przemysław Zieliński

Rada ds. Cyfryzacji domaga się dyscyplinowania bigtechów i rozliczenia z DSA

Udostępnij:

Dezinformacja i operacje wpływu przestały być domeną internetowego folkloru czy incydentalnych manipulacji – stały się pełnoprawnym narzędziem wrogich działań hybrydowych wymierzonych w architekturę bezpieczeństwa państwa. 24 września 2026 r. Rada do Spraw Cyfryzacji przyjęła jednoznaczne stanowisko pod przewodnictwem Agnieszki Jankowskiej, w którym wzywa do pociągnięcia do odpowiedzialności największe platformy cyfrowe oraz wdrożenia systemowej strategii obronnej przez polski rząd.
Dokument pojawił się w kluczowym momencie polityczno-legislacyjnym: w tym samym tygodniu prezydent podpisał pierwszą z ustaw wdrażających unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA), wyznaczając Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) na krajowego Koordynatora ds. Usług Cyfrowych, podczas gdy przez parlament przetacza się spór o drugą ustawę regulującą procedury blokowania treści bez naruszania wolności słowa.

Algorytmiczna machina polaryzacji i tanie deepfake’i

Rada celnie uderza w sedno problemu: zjawisko dezinformacji nie polega już wyłącznie na fabrykowaniu plotek przez pojedynczych trolli, lecz na zinstytucjonalizowanych operacjach wpływu prowadzonych przez aktorów państwowych i powiązane z nimi siatki powiązań. Położenie geopolityczne Polski na wschodniej flance NATO i bezkompromisowe wsparcie dla Ukrainy sprawiają, że polska infosfera stała się pierwszą linią frontu wojny hybrydowej.
Kluczowym katalizatorem problemu okazał się gwałtowny rozwój generatywnej sztucznej inteligencji (GenAI). W oświadczeniu czytamy: „rozwój generatywnej sztucznej inteligencji, w tym technik deepfake, znacząco zwiększa skalę i wiarygodność takich działań, umożliwiając masowe i niskokosztowe tworzenie fałszywych materiałów tekstowych, graficznych, głosowych i audiowizualnych”.
Co istotne, analitycy Rady kładą nacisk na zjawisko architektury monetyzacji i amplifikacji. Sprawcy nie ograniczają się do ataków na stabilność procesów demokratycznych, lecz łączą je z pospolitymi oszustwami finansowymi – od fałszywych ofert inwestycyjnych wykorzystujących bezprawnie wizerunki osób publicznych i logotypy mediów, po kradzieże tożsamości.

Platformy na celowniku: „koniec z neutralnością wobec przewidywalnych nadużyć”

Wielkie platformy cyfrowe (VLOPs, ang. Very Large Online Platforms) latami zasłaniały się statusem „jedynie pośredników technicznych”, spychając moderację na poziom reaktywnych interwencji po zgłoszeniu szkodliwych treści. Rada ds. Cyfryzacji rozprawia się z tą narracją bez taryfy ulgowej: „podmioty, które projektują systemy rekomendacyjne i reklamowe oraz czerpią korzyści ekonomiczne z rozpowszechniania treści, nie mogą pozostawać neutralne wobec przewidywalnych i powtarzalnych nadużyć tych systemów”.
Rada wprost wskazuje na mechanizmy biznesowe: algorytmy rekomendacji preferują polaryzację, oburzenie i skrajne emocje, generując wysoki czas spędzony w aplikacji (engagement), a tym samym wpływy z reklam targetowanych. W oświadczeniu sformułowano trzy bezwzględne żądania wobec Big Techów:
  1. Weryfikacja reklamodawców i natychmiastowe procedury blokad: wprowadzenie rygorystycznych filtrów prewencyjnych dla sponsorowanych treści i szybkiej ścieżki reagowania dla ofiar kradzieży wizerunku.
  2. Koniec z walką z „pojedynczymi postami”: przejście z wybiórczej moderacji na identyfikację skoordynowanych kampanii, farm botów i nienaturalnej automatyzacji.
  3. Transparentność algorytmów i źródeł finansowania: rzeczywisty dostęp do danych o kryteriach dystrybucji treści, a nie puste deklaracje wizerunkowe.

Co to oznacza dla rządu?

W stanowisku wyznaczono 7 rekomendacji dla rządu, które definiują architekturę odporności informacyjnej państwa:
  1. Wczesne wykrywanie i atrybucja: wzmocnienie CSIRT NASK, ABW i resortu cyfryzacji w monitorowaniu botnetów i operacji obcego wywiadu.
  2. Mechanizm wymiany informacji: budowa sprawnej platformy łączącej administrację, media, platformy i fact-checkerów w czasie rzeczywistym.
  3. Egzekwowanie DSA: wyposażenie Prezesa UKE (Koordynatora ds. Usług Cyfrowych) w uprawnienia do nakładania kar finansowych na platformy.
  4. Szybka ochrona wizerunku: uproszczenie ścieżek usuwania podszywania się pod instytucje i obywateli w ramach sprawnego orzecznictwa.
  5. Edukacja medialna i GenAI: edukacja krytycznego myślenia i rozpoznawania syntetycznych treści w szkołach oraz administracji.
  6. Dostęp do danych badawczych: uruchomienie ścieżek z art. 40 DSA dla polskich ośrodków naukowych w celu badania algorytmów bez blokad platform.
  7. Reagowanie w czasie kryzysów: opracowanie sztywnych procedur obrony przed dezinformacją podczas wyborów, cyberataków i powodzi.

Niezbędna tarcza czy ryzyko nadużyć?

Mimo bezsprzecznej wagi i trafności diagnozy, bezkrytyczny optymizm wobec takich dokumentów byłby błędem. Analizując stanowisko przez pryzmat praktyki technologiczno-prawnej, ujawniają się dwa zasadnicze wyzwania:
  1. Cienka granica między zwalczaniem dezinformacji a cenzurą: Rada deklaruje wprost, że działania obronne muszą odbywać się „z pełnym poszanowaniem wolności słowa, pluralizmu debaty publicznej i prawa obywateli do wyrażania poglądów, także krytycznych wobec władz”. W praktyce legislacyjnej to właśnie ten punkt rozbił pierwotne prace nad polskim wdrożeniem DSA – obawy przed arbitralnym blokowaniem legalnych wypowiedzi przez organy państwa doprowadziły do zawetowania wcześniejszej ustawy i konieczności rozdzielenia przepisów ustrojowych od nakazów blokowania treści. Ustalenie, kiedy kontrowersyjna opinia staje się wrogą dezinformacją, to jedno z najtrudniejszych wyzwań państwa prawa.
  2. Asymetria sił między państwem a bigtechem: rekomendacja dotycząca „odpowiedzialnego projektowania algorytmów” i wymuszenia na globalnych gigantach (Meta, Google, ByteDance, X) zmian w ich kodzie źródłowym to postulat trudny do wyegzekwowania na poziomie pojedynczego państwa. Dopiero skoordynowany nacisk całej Unii Europejskiej, podparty widmem dotkliwych sankcji finansowych (do 6% światowego obrotu w ramach DSA), ma realną siłę sprawczą. Krajowy koordynator w UKE musi ściśle współpracować z Komisją Europejską, by nie ugrzęznąć w korporacyjnych deklaracjach bez pokrycia.
Oświadczenie Rady ds. Cyfryzacji to jednoznaczny sygnał: era samoistnego regulowania się rynku i biernego przypatrywania się zatruwaniu debaty publicznej dobiegła końca. Dla rządu dokument ten stanowi merytoryczne uzasadnienie dla bezkompromisowego dokończenia prac nad pełnym wdrożeniem przepisów DSA oraz budowy nowoczesnego centrum odporności informacyjnej kraju. Prawdziwym testem nie będą jednak deklaracje na papierze, lecz umiejętność zbalansowania skuteczności uderzenia w agenturalne botnety z gwarancjami swobód obywatelskich w sieci.

Czytaj także: