Startupowy tandem, Paulina i Kamil Walkowiak z cux.io o godzeniu startupo-tacie-macie-rzyństwa

Dodane: 01.10.2021

Hanna Baster

Udostępnij:

Zaglądamy do nietypowej, jak na polskie warunki, rodziny. Nie ma w niej miejsca na umęczoną matkę Polkę i ojca, który „pomaga przy dzieciach”. Obowiązki zawodowe i rodzicielskie dzielą po równo. Nie mają nad sobą szefa, który powie, że to Paulina, z racji reprezentowania płci pięknej, ma brać wolne na chore dzieci, a Kamil ma się stawić w firmie, bo inaczej zaburzy wypracowywany od lat porządek.

Tkwią we wszystkim po uszy razem, na dobre i na złe: czy to rotawirus u dzieci, czy zwycięstwo ich startupu, cux.io, w European Startup Challenge.

Kamil Walkowiak, co-founder cux.io

Były momenty zwątpienia, ale uśmiech syna i ekscytacja związana z rozwijaniem własnego projektu, wszystko rekompensowała (Kamil, nieweekendowy tata, współtwórca cux.io).

MS: Własny biznes i zaangażowane w tacierzyństwo, to połączenie mało popularne w naszym kraju. Paulina nie brała macierzyńskiego, od początku wspólnie zajmowaliście się dziećmi

Kamil: Łączenie pracy bez sztywnych ram czasowych z opieką nad dziećmi wywołuje czasem sporo wątpliwości – szczególnie gdy dzieci są naprawdę małe. Zdarzały się sytuacje kiedy na spacerze z kilkumiesięcznym synem pojawiała się w mojej głowie jakaś bardzo świeża myśl, której nie mogłem się w tamtym momencie poświęcić, a której w żaden sposób nie mogłem odtworzyć, siadając wieczorem do komputera. Jednocześnie miałem wyrzuty sumienia, że nie jestem dobrym ojcem, skoro nie potrafię się na całkowicie skupić podczas wspólnych chwil na dziecku. Z kolei gdy rodzicielskie obowiązki przejmowała Paulina, a ja w końcu zabierałem się do pracy, moje myśli często odpływały od kolejnych linijek kodu do planowania tego, co fajnego możemy zrobić następnego dnia z dziećmi. Godzenie w głowie tych dwóch ról, dzielenie ich na przedziały czasowe, jest czasem naprawdę trudne. Mimo wszystko uważam, że układ pracy według własnych reguł to najlepsze co można wypracować przy wychowywaniu dzieci i gdybym mógł cofnąć czas, niczego bym w naszym modelu rodzinno-zawodowym nie zmienił.
Jak wyglądały u Ciebie początki łączenia ról startupowca i ojca?

Kamil: Ten okres mogę podsumować jednym zdaniem: ultraintensywny i wymagający, wypełniony wieloma zmianami w krótkim czasie. Zakończyłem wtedy współpracę z jedną z berlińskich firm i wyszedłem z modelu z pracy 9-17. Samodzielnie regulowany czas pchał mnie wewnętrznie w stronę rozkręcania firmy 24h/dobę, ale jednocześnie pojawiło się w naszym domu dziecko – doszły więc obowiązki rodzicielskie i dylematy jak to pogodzić. Nie powiem, że było to arcytrudne, ale zdecydowanie wymagało samozaparcia i dyscypliny. Nie raz i nie dwa miałem momenty zwątpienia, ale uśmiech syna i ekscytacja związana z rozwijaniem swojego własnego projektu wszystko mi rekompensowały.

Okres lockdownów był czasem próby dla przedsiębiorców wychowujących małe dzieci. Jak to było podczas lockdownu u Was? Jak godziliście prowadzenie biznesu z opieką nad pozostającymi w domu synem i córką?

Bardzo dobrze pamiętam dzień, w którym ogłoszono lockdown. Dla nas to był akurat moment, w którym zastanawialiśmy się, czy posyłać dzieci do przedszkola, czy może jednak dla bezpieczeństwa, ze względu na rozwijającą się pandemię, zostawić je w domu. W piątek pojechałem po dzieci i żegnając się z nauczycielką, mówiliśmy sobie, że to tylko na chwilę, ale tak naprawdę każdy z nas wiedział, że stoimy przed wielką niewiadomą, że nie wiemy, ile to wszystko będzie trwało.

Wiedzieliśmy, że jeżeli nie ułożymy sobie jasno określonego harmonogramu, nie wprowadzimy rutyny, to po prostu zginiemy. Rozrysowaliśmy plan dnia i umieściliśmy go w miejscu widocznym dla dzieci, tak, żeby widziały kiedy my pracujemy i muszą sobie same radzić, kiedy zajmujemy się nimi na zmianę, a kiedy jest czas na obiad czy spacer. Oprócz tego próbowaliśmy wygospodarować choć trochę czasu tylko dla nas dwoje. I funkcjonowało to zaskakująco dobrze: mieliśmy kilka godzin dziennie, gdy jedna osoba w stu procentach mogła skupić się na pracy, a druga poświęcała czas dzieciom i na odwrót.

Czego nauczył Was ten czas – może dzięki trudnym doświadczeniom teraz łatwiej pogodzić Wam życie zawodowe z prywatnym?

Kamil: Pandemia tak naprawdę nie wprowadziła w naszym życiu spektakularnych zmian. Od kiedy zrodził się w naszych głowach pomysł na wspólny biznes, czyli od 2016 roku (a był to równocześnie rok, w którym w naszym domu pojawił się pierworodny), musieliśmy się dostosować do ciągłego godzenia dwóch światów: zawodowego i rodzinnego. Ale jeżeli miałbym pomyśleć, co dobrego wynieśliśmy z doświadczeń lockdownu, to na pewno jeszcze dokładniejsze trzymanie się planu i wprowadzenie większej rutyny w codziennym rozkładzie jazdy – tego, że na spontaniczność nie ma miejsca! Nam bardzo pomógł tygodniowy kalendarz, to pokazało i dzieciom i nam, jak teraz będzie wyglądała nasza rzeczywistość i pozwoliło się z nią łatwiej oswoić. Druga sprawa, która nas ratowała, to fakt, że jesteśmy z Pauliną najbardziej wydajni w pracy w różnych porach dnia: ja wieczorem i w nocy, a Paulina przed południem – w ten sposób mogliśmy w miarę spokojnie codziennie realizować swoje cele biznesowe, jednocześnie nie skazując dzieci na nianię-telewizję.

Paulina Walkowiak, co-founderka cux.io

Najtrudniejsza sztuka to odpuścić. Pozwolić sobie być kocicą biznesu, a lwicowanie zostawić na czas, kiedy dzieci podrosną (Paulina, mama i współtwórczyni cux.io).

Jak to było podczas lockdownu u Was? Jak godziliście prowadzenie biznesu z opieką nad pozostającymi w domu podczas lockdownu dziećmi?

Paulina: W pierwszym momencie, kiedy wszystko zamknięto, wiele osób zupełnie nagle znalazło się w sytuacji, w której musieli pracować z dziećmi w domu. Śmialiśmy się wtedy z Kamilem, że teraz wszyscy zobaczą, jak to jest być w naszej skórze. Gdy zakładaliśmy firmę, to nasz syn miał całe trzy miesiące i praca w domu z dziećmi to był dla nas naturalny stan.

Przez pierwsze 2 tygodnie lockdownu radziliśmy sobie super. Potem kilka razy ustalenia z kalendarza się wywaliły, a my zwyczajnie byliśmy już zmęczeni pracą po nocach i byciem dla dzieci 24h/dobę. Zaczęliśmy się więc ratować pracą na zmiany, ale przyznam, że było to mocne boksowanie się z rzeczywistością. Dlatego jednego wieczoru usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać: jak możemy to wszystko ułożyć, żeby przetrwać? Nie od razu doszliśmy do zwycięskich wniosków, a nasza walka o poukładanie na nowo rzeczywistości trwała kilka ładnych kolejnych tygodni. Na to nakładała się frustracja i oczywiście bardzo angażujący nas projekt naszej firmy – jak to ze startupami bywa, wymagają 200% uwagi. W końcu doszliśmy do wniosku, że mamy dwie drogi: albo będziemy się buntować przeciwko nowej sytuacji, i próbować pogodzić wszystkie dotychczasowe obowiązki (czyli tak naprawdę dać się zajechać), albo odpuścimy i poświęcimy ten dziwny czas pandemii naszym dzieciom. Dzieci ma się tylko raz, tylko raz są małe i potrzebują naszej opieki. Uświadomiliśmy sobie, że ten magiczny czas może nam bezpowrotnie przemknąć koło nosa, a biznes… tak naprawdę może zaczekać.

Nie mówię, że była to łatwa decyzja. Powiem raczej, że było to kosmicznie trudne – w końcu poświęciliśmy cux.io kilka ostatnich lat naszego życia! Z dwumiesięczną córką na ręku podpisywałam umowę inwestycyjną, nie brałam urlopów macierzyńskich na żadne dziecko. Ale w tym specyficznym momencie lockdownu rola rodzica nagle nabrała dla nas nowego wymiaru. Pandemia pozwoliła nam uświadomić sobie, jak ważna jest dla nas relacja z dziećmi. Zdaliśmy sobie sprawę, że dzieci niedługo dorosną i nie będą chciały mieć z nami nic wspólnego (śmiech).

Wyposażeni w te mocne podstawy w naszych głowach zaczęliśmy na nowo układać nasz tydzień pracy: tyle zadań, ile jest niezbędne, aby biznes szedł do przodu, ale na pierwszy miejscu: czas dla dzieci. Oczywiście łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Bywało różnie, ale muszę powiedzieć, że przyzwolenie na odpuszczenie sobie było przeżyciem mocno oczyszczającym. Zdecydowaliśmy się wylecieć na Maderę. Pracowaliśmy tam po sześć godzin dziennie, jednocześnie mając czas dla dzieci i na odpoczynek. I nagle okazało się, że gdy odpuściliśmy, damy sobie przestrzeń na oddech, firma zaczyna notować siedmiokrotne zyski!

Jakie są główne plusy prowadzenia biznesu, gdy ma się dzieci (w porównaniu z wychowaniem dzieci przy pracy na etacie)?

Startup założyliśmy, kiedy nasz młody miał kilka miesięcy. Dla Kamila, programisty pracującego 9-19 (z przerwą na lunch), to była szansa do bycia kimś więcej niż tylko weekendowym tatą, a dla mnie do nierezygnowania na rok z życia zawodowego na rzecz pieluch. Nie znamy więc innej, etatowej rzeczywistości. Jednak wiem na pewno, że w tym momencie, po kilku dobrych latach na własnych zasadach, nie wyobrażam sobie powrotu do biura – sytuacji, w której nie mogę dostosować mojego planu dnia do potrzeb moich dzieci.

Może to jest niepopularne i niekoniecznie przekona tych, którzy budują startupy dla bycia unicornem, ale moim zdaniem takie podejście nie ujmuje naszej eksperckości. Wykorzystujemy ten czas „slow biznesu”, uczymy się i jestem przekonana, że – kiedy już będziemy gotowi – wystrzelimy tak, że nie będzie możliwości, aby nas zatrzymać.

Plusem bycia mamą w IT jest wolność. Uwielbiamy podróżować, mieszkaliśmy już w wielu miejscach – aktualnie w małym i przytulnym domku w lesie. Rano jestem startuperką, a po południu idę na jagody, albo zajmuję się renowacją mebli – to jest ta wolność, którą mam nie pracując na etacie. A w temacie dzieci: dzięki pracy na własny rachunek, nie przegapiliśmy z Kamilem żadnego kroku milowego w ich wychowaniu, byliśmy przy wszystkich ważnych wydarzeniach, jednocześnie będąc spełnionymi zawodowo. To, co można rozpatrywać w kategorii minusów, to fakt, że w IT trzeba iść cały czas na przód. Łatwo więc o frustrację i rozczarowanie, kiedy nie nadążasz, bo próbujesz pogodzić pracę, rozwój zawodowy i inne obowiązki. To jest wieczne żonglowanie pomiędzy czasem dla dzieci i firmy, które zdecydowanie może być wykańczające i łatwo zapędzić się w kozi róg. Ale nie szkodzi, bo taki model pozwala nam żyć według własnych zasad i cieszyć się tym, co mamy.

…………………

Paulina Walkowiak: co-founderka i CEO cux.io – pierwszego narzędzia do UX Automation, aplikacji analizującej zachowania i doświadczenia użytkowników, obecnie działającej w 102 krajach. Pomaga firmom przekładać wiedzę o użytkownikach na konkretne decyzje biznesowe.
Jedyna szkoląca specjalistka od analizy wzorców zachowań w CEE. Autorka warsztatów z analityki produktowej „Data-driven design”, mówczyni TEDx, wykładowczyni akademicka. Wyróżniona w raporcie Strong Women in IT 2019. #mompreneur

Kamil Walkowiak: CTO i VP of R&D w cux.io. Kamil jest autorem koncepcji UX Automation. Uczy firmy, jak tworzyć bardziej „widoczne” strony internetowe. Programista od 2005 roku. Przeszedł całą ścieżkę kariery programisty, a teraz projektuje i koduje na własnych warunkach. Kamil od 2014 roku prowadzi również butikowy software house, w którym z powodzeniem pracował dla europejskich startupów od T-Mobile po akceleratory Deutsche Bahn.