W świecie gamingu, gdzie miliony graczy oczekują perfekcyjnej rozrywki, istnieją osoby, których zadaniem jest znalezienie „dziury w całym”. Jedną z nich jest Weronika Furtak, współzałożycielka startupu Bugstruck, która w naszym cyklu „Sprawdzam!” przybliża tajniki pracy testerki gier oraz wyzwania związane z prowadzeniem własnego biznesu w tej branży
Od pasji do „wymarzonej pracy”
Droga Weroniki do gamedevu zaczęła się od pasji do gier (od Game Boya po PC) oraz doświadczenia w testowaniu aplikacji webowych. Przełomem okazała się pandemia, która otworzyła ścieżki pracy zdalnej. Jak sama przyznaje: „pomyślałam: no dobra zaryzykuję, brzmi jak wymarzona praca, dlaczego by nie?”. Dziś Weronika nie tylko zarządza swoim butikowym studiem, ale jest także ambasadorką programu „Dziewczyny w grze” i finalistką „She’s Innovation”, wspierając inne kobiety w wejściu do świata technologii.
Co decyduje o sukcesie testera?
Według Weroniki, bycie dobrym testerem to znacznie więcej niż tylko granie. Kluczowe cechy to:
- zawziętość: „czasami naprawdę jeden level można przechodzić 50 razy i wciąż znajdować w nim bugi”;
- analityczne myślenie: zrozumienie, która zmiana w kodzie mogła wywołać błąd;
- niestandardowe podejście: szukanie tzw. exploitów, które mogą zrujnować ekonomię gry, zamiast podążania domyślną ścieżką (tzw. happy path).
Praca ta bywa ekstremalna – rekordowy maraton testów w Bugstruck trwał aż 20 godzin przed premierą, co wymagało ogromnej pasji, by utrzymać koncentrację.
Tester jako negocjator i współtwórca
Ciekawym wątkiem rozmowy jest wpływ testerów na finalny kształt gry. Weronika podkreśla, że ich rola często wykracza poza czyste wyłapywanie błędów technicznych. Testerzy oceniają „feeling” gry i jej balans. „Często musimy wejść w pozycję negocjatora (…), żeby delikatnie przedstawić, dlaczego dana mechanika może nie być wystarczająco satysfakcjonująca dla graczy”. Jako przykład podaje sugerowanie zmian w systemach walki, opierając się na rozwiązaniach z hitów takich jak Resident Evil.
Marketing „partyzancki” i rynki zagraniczne
Bugstruck to studio butikowe (ok. 10 osób), które skutecznie konkuruje na rynkach międzynarodowych, m.in. w USA czy Japonii. Weronika zdradziła nietypowy sposób na pozyskiwanie klientów podczas konferencji (np. Digital Dragons czy GDC w San Francisco): „siadam do komputera, zaczynam mój minibug-hunt i widzę, jak oczy producenta (…) zaczynają się rozszerzać, gdy zaczynam znajdować kolejne bugi”.
Mimo sukcesów, rynek japoński okazał się wyzwaniem ze względu na inne standardy – tamtejsze firmy stawiają na ilość pracowników (działy QA liczące tysiące osób), podczas gdy polskie studio stawia na jakość i efektywność mniejszych zespołów.
Kobiety w „męskim świecie” inżynierów
Weronika otwarcie mówi o trudnościach, z jakimi borykają się kobiety w IT. Wspomina sytuacje, gdy podczas technicznych rozmów pytania kierowano wyłącznie do jej kolegów. Jej receptą na budowanie autorytetu jest pewność siebie i kompetencje: „Trzeba pokazać na początku, że ty też się znasz na rzeczy, że nie jesteś tutaj tylko ładną buzią (…), tylko jestem jedną z osób zespołu i tak samo jestem inżynierem”.
Przyszłość: AI i Early Access
W obliczu cięć budżetowych w wielkich studiach (Ubisoft, EA), Bugstruck znajduje swoją niszę w segmencie gier indie. Weronika nie obawia się też całkowitego zastąpienia testerów przez sztuczną inteligencję. Choć AI może pomóc w kodzie, brakuje jej „pierwiastka człowieczeństwa”: „nie wiesz, czy gra jest fajna czy nie, dopóki w nią nie zagrasz (…). Potrzebny jest ten pierwiastek prawdziwego gracza”.
Prywatnie Weronika „odmóżdża się” i odstresowuje przy… Simsach, gdzie jak przyznaje, czasem stosuje stare metody na stres, jak usunięcie drabinki z basenu.
Chcesz dowiedzieć się więcej o kulisach pracy w gamedevie i o tym, jak budować startup od zera?
Wysłuchaj całej rozmowy z Weroniką Furtak: