TechCrunch, 4 mln dolarów od jednego z najbogatszych ludzi na świecie i nowy projekt (Seek Storm)

Dodane: 19.11.2021

Hanna Baster

Udostępnij:

Po powrocie z epickiej studenckiej imprezy wpadają na pomysł pod prysznicem, przez noc  spisują swój plan na biznes, a następnego dnia budzą się z gotową strategią na podbój rynku. Czy  tak właśnie buduje się startupy? Pora skończyć z tym stereotypem, a tymi, którzy pomogą  nam w jego obaleniu będą Gosia i Wolf Garbe, założyciele SeekStorm.

Dawno, dawno temu, gdy internet sprzedawano na płytach CD

Gosia i Wolf to prawdziwi startupowi wyjadacze. Historia ich softwarowych biznesów sięga  zamierzchłych czasów, których nie pamiętają najstarsze „zetki” – to rok 1997. Rozwijanie  kolejnych rozwiązań – jeszcze szybszych i jeszcze tańszych wyszukiwarek stało się ich, można  to powiedzieć bez cienia przesady, życiową pasją, której poświęcają się z niezwykłym uporem i  wytrwałością od ponad dwudziestu lat. Byli jednymi z pierwszych w internetach –  ich pierwszy biznes to czas, kiedy o  światłowodowym łączu można było tylko pomarzyć. Internet w domu docierał przez łącza  telefoniczne, a cena połączenia była tak wysoka, że czas w sieci limitowało się z użyciem budzika,  tak żeby przyjemności „surfowania” nie przypłacić bardzo niemiłą niespodzianką pod koniec  miesiąca.

W tym właśnie czasie Gosia i Wolf wpadli na pomysł swojego pierwszego wspólnego  biznesu – BINGOO: – To były nasze programy na płytach CD dołączanych do gazet – tam  prezentowaliśmy własne wyniki wyszukiwania dla np. najpopularniejszych w danym miesiącu  książek, płyt czy samochodów. To były czasy, kiedy internet był jeszcze mało popularny, dlatego  naszą strategią marketingową było dołączanie naszych płyt z wynikami wyszukiwania do gazet  komputerowych i w ten sposób docieraliśmy do klientów.

Spojrzałam na Wasze profile na LinkedIn i zauważyłam dwie  bardzo interesujące informacje: po pierwsze, że jesteście  startupowymi pionierami – tworzyliście startup w 2000 roku!, a po  drugie, że tworzycie wyszukiwarki od tego momentu (BINGOOO,  FAROO, SeekStorm). Musimy o tym porozmawiać, o Waszym  dwudziestoletnim doświadczeniu startupowym!

Wolf: Poprzednie nasze wyszukiwarki (BINGOOO, FAROO) to były wyszukiwarki typu web– search, czyli przeszukujące internet. BINGOOO to był tzw. federated search, czyli ściągał wyniki  innych wyszukiwarek. My zbieraliśmy te informacje razem, podwójne wyniki wykluczaliśmy i  dzięki temu oferowaliśmy wyniki dużo lepsze niż z pojedynczej wyszukiwarki. To było trochę jak  Alexa bez funkcji obsługi głosowej – „agencik”, który wyszukiwał informacje w internecie: muzykę,  książki itd. To były czasy z początków Google, np. popularna wtedy była AltaVista, to ten  zamierzchły czas 🙂 Żadna z tych wyszukiwarek nie była wystarczająco dobra, żeby przeszukiwać  cały internet, stąd nasze rozwiązanie oferowało dużą wartość dla użytkowników. Z BINGOOO  zdobyliśmy liczne nagrody dla wyszukiwarek i mieliśmy 2 miliony instalacji (co w tamtych czasach,  początkach XXI wieku, było dużym sukcesem).


Porównanie wyszukiwarki SeekStorm z konkurencją. Źródło: materiały SeekStorm.

Dlaczego porzuciliście BINGOOO, co się wydarzyło?

Gosia: Popełniliśmy kilka podstawowych błędów – nie pomyśleliśmy tak dokładnie o business  model. Mieliśmy dobry pomysł, ale klienci nie byli tak chętni, żeby płacić za nasze rozwiązanie.  W tym czasie mieliśmy do wyboru dwa modele – albo sprzedawać prawa do użytkowania  naszego programu albo czerpać zyski z reklam. Ani jeden, ani drugi model nie wypalił (m.in. pomimo 2 milionów użytkowników, to wciąż było za mało, żebyśmy mogli czerpać zyski z reklam  wyświetlanych w trakcie użytkowania). Zdecydowaliśmy więc o sprzedaży firmy i podjęciu  „normalnej” pracy – mieliśmy dzieci, które trzeba było za coś utrzymać.

Ale z tyłu głowy cały czas mieliście marzenie ..

Wolf: Tak, w głowie i w sercu wciąż mieliśmy naszą wyszukiwarkę. Po pięciu latach pracy „po  godzinach”, w 2007 roku, powstało FAROO – wyszukiwarka peer to peer – każdy użytkownik był  jednocześnie współwłaścicielem infrastruktury – oddawał część pamięci swojego komputera  naszej wyszukiwarce. W ten prosty sposób zyskaliśmy bardzo tanią infrastrukturę. Znów, tak jak  z BINGOOO odnosiliśmy sukcesy, ale tym razem na większą skalę: w 2007 roku nasz projekt  został finalistą elitarnego amerykańskiego konkursu TechCrunch40, poprzez który naszym  projektem zainteresował się sam Li Ka–shing – jeden z pięćdziesięciu najbogatszych ludzi na  świecie. Zainwestował w nas 4 miliony dolarów, przenieśliśmy siedzibę spółki z Niemiec do  Wielkiej Brytanii.

To wszystko brzmi po prostu idealnie, jakby tym razem sukces nie  miał prawa wymknąć Wam się z rąk. A jednak z jakiegoś powodu  mówimy dzisiaj o Was jako twórcach SeekStorm, a nie FAROO.  Co się więc stało?

Gosia: Udało się nam tak ulepszyć technologię, że byliśmy w stanie obsłużyć 3 miliony  użytkowników na świecie. Byliśmy najczęściej wyszukiwaną rozproszoną (peer–to–peer)  wyszukiwarką na świecie – nasz produkt był w 100% technologicznie gotowy na podbój  globalnego rynku. Ale stało się to, co powinien brać pod uwagę każdy startup – zmieniły się  warunki rynkowe. Pojawił się trend „mobile first” – stopniowe odchodzenie prywatnych  użytkowników od komputerów w stronę tabletów i smartphonów, które wtedy miały bardzo  ograniczona pojemność pamięci. Nie przewidzieliśmy tego, nie byliśmy w stanie się… odpowiednio szybko przygotować. To lekcja dla każdego startupu – nie skupiaj całej uwagi na  rozwijaniu produktu, równie ważne jest obserwowanie trendów na rynku. Gdy przegapisz ten  przełomowy – nawet najlepiej dopracowany produkt się nie obroni.


Zwycięstwo SeekStorm w programie Startuj z Mazowsza, kategoria Inno-Tech. Źródło zdjęcia: mazovia.pl.

Co takiego miało w sobie FAROO, że przyciągało miliony  odbiorców, czym różniło się od np. Google?

Gosia: Nasza wyszukiwarka odpowiadała prawdziwemu duchowi internetu. Sama nazwa zawiera  słowo „net”, czyli sieć, która ma tysiące węzełków, gdzie te wszystkie węzełki są jednakowo  ważne. Gdy powstało Google zauważyliśmy w nim te idee centralistyczne i to nam się bardzo nie  spodobało. Google nie jest przecież siecią „równoprawnych” węzełków, tylko jest takim „słońcem”  od którego wychodzą promienie – użytkownicy. Z FAROO chcieliśmy wrócić do korzeni internetu,  do jego idei demokratyczności. Chcieliśmy przeciwstawić się dążeniom monopolizacji opinii. W  FAROO, inaczej niż w Google, najwyżej wyświetlały się wyniki, które cieszyły się największą  liczbą wyświetleń wśród użytkowników, to było nasze jedyne kryterium, które zapewniało  użytkownikom bliższy rzeczywistości obraz tego, która strona jest popularna i godna zaufania.

Wolf: Gdy ktoś patrzył na jakąś stronę, to była ona od razu indeksowana, gdy patrzyły kolejne  osoby, to szła ta strona w rankingu do góry. W wyszukiwarkach Google o pozycji strony, decydują  – poprzez działania SEO – w dużej mierze właściciele stron, a nie sami ich użytkownicy. I to nam  się w tym rozwiązaniu nie podobało, dlatego tworzyliśmy FAROO.

Gosia: To był ranking demokratyczny. Brany był pod uwagę głos wszystkich podłączonych do  FAROO użytkowników.

Wróćmy do teraźniejszości: w swoim kolejnym projekcie, w  SeekStorm, porzuciliście pomysł na tworzenie alternatywy dla  Google. Dlaczego?

Wolf: Koszty, koszty i jeszcze raz koszty. Google dysponuje ilością serwerów, z którą nikt nie  może się mierzyć. Stąd postanowiliśmy budować rozwiązanie dla odmiennej niszy – klienta  korporacyjnego.

Gosia: Tak, rozwiązanie, które Wolf opracowywał przez ostatnie sześć lat, to dużo szybsza i  tańsza enterprise search – wyszukiwarka dokumentów, którą kierujemy do urzędów, dużych firm,  jednostek naukowych, ale również do sklepów internetowych. Tym ostatnim przyspieszymy  tempo wyszukiwania produktów na stronie przez klienta, tym pierwszym umożliwimy wyszukanie  dokumentów na stronie przez nawet tysiąc osób jednocześnie (co jest istotne dla instytucji np.  gdy zmieni się prawo – wiele osób jednocześnie wyszukuje ten sam akt prawny). Do tej pory te  rozwiązania były albo powolne, albo drogie, albo nie mogło z nich korzystać wiele osób  jednocześnie. Wolf stanął na głowie i znów wymyślił coś fajnego – nasze rozwiązanie jest  trzydzieści razy tańsze od konkurencji, dwadzieścia razy szybsze. Jesteśmy też dużo bardziej  ekologiczni niż nasza konkurencja: jeden serwer, na którym działa SeekStorm, może obsłużyć  tyle dokumentów, co tysiąc serwerów z konwencjonalną technologią.

Porównanie wyszukiwarki SeekStorm z konkurencją. Źródło: materiały SeekStorm.

Skąd bierze się przewaga SeekStorm nad konkurencją?

Gosia: W komputerze mamy dwa rodzaje pamięci: SSD i RAM. Ten drugi jest bardzo szybki, ale  ma małą pojemność i jest bardzo drogi. Wolfowi udało się stworzyć technologię, która  wykorzystuje SSD tak, jak gdyby to był RAM. Opracował to tak, że bloki informacji w SSD są  bardzo niewielkie, dzięki czemu zapisuje bardzo niewiele i zawsze trafia w to miejsce, w które  potrzebuje. To autorskie rozwiązanie Wolfa dało nam możliwość takiego wykorzystania twardego  dysku, jakby prawie to był RAM – dlatego potrzebujemy mniej serwerów i dlatego jesteśmy szybsi.

Dlaczego po tylu latach działalności w Niemczech postanowiliście  założyć Waszą nową firmę w Polsce?

Gosia: SeekStorm to jest taki nasz bilet powrotny do Polski, to znaczy powrotny dla mnie, a dla  Wolfa bardziej bilet w jedną stronę 😉 Wybraliśmy Polskę z kilku powodów: chcemy, żeby rynek,  na który wchodzimy był gotowy na korzystanie z naszej usługi – w Polsce mamy na to większe  szanse niż w Niemczech. Rynek jest mniej nasycony – są na nim jeszcze „niczyje” obszary,  niezajęte przez konkurencję. W Polsce nie ma też takiej bariery, żeby stosować nowe  rozwiązania. Poza tym nie jest to dla nas pierwszy raz poza granicami Niemiec – nasz drugi  startup, FAROO, prowadziliśmy z Wielkiej Brytanii.

Wolf: Polacy patrzyli na innowacje, trendy na rynkach w USA, we Francji, Wielkiej Brytanii i chcieli  mieć to samo – stąd może i w Polakach większe otwarcie na innowacje, na nowe rozwiązania,  niż w Niemcach. U nas w Niemczech do pomysłów startupów podchodzi się bardziej na  dystansach – bardziej zwraca się uwagę na ryzyka niż na szanse. Kolejna sprawa, która może  być zaskakująca dla niektórych, to fakt, że w Polsce podatki są dużo niższe niż w Niemczech,  szczególnie jeżeli chodzi o formę spółki z o.o. Tak na marginesie dodam jeszcze, że w Polsce  biznes jest bardziej otwarty na kobiety, a kobiety na biznes. Tutaj kobiety naturalniej wchodzą w  biznes, w Niemczech bardziej jest to odgórnie wprowadzane.

Porozmawialiśmy o Waszym produkcie, ale tym, co wyróżnia Wasz  startup jest nie tylko wasze rozwiązanie, ale również fakt, że  jesteście małżeństwem. Czy to Wam przeszkadza, czy pomaga? 🙂

Gosia: Jeżeli buduje się startup, to moim zdaniem jeżeli chce się utrzymać dobre relacje w  rodzinie, trzeba się w to zaangażować razem. Startup to praca dwadzieścia cztery godziny na  dobę – nie zostaje za wiele czasu dla budowania relacji osobistych… Biorąc nasz przykład, to  myślę, że inna żona, niezaangażowana w projekt, po prostu urwałaby Wolfowi głowę 😀 – on od  sześciu lat, praktycznie bez przerwy, siedzi i opracowuje swoją technologię.

Wolf: Tak, Gosia jest takim moim, można powiedzieć, inwestorem. W startup inwestuje się oprócz  pieniędzy tyle czasu, że moim zdaniem można to robić tylko wspólnie. Jest tak czasochłonny, że  na życie rodzinne nie pozostaje już czasu. A gdy biznes prowadzi się wspólnie, to nawet zwykły  spacer może przerodzić się w owocny „biznes meeting” 😉 Pomysł na nasze rozwiązanie jest z  nami cały czas i nie musimy czuć się z tego powodu winni.

W historii Gosi i Wolfa Garbe jak w soczewce widać niezwykłe szanse, ale i wyzwania stojące przed każdym, działającym wiele lat na rynku  startupem, budującym biznes samodzielnie, bez pomocy korporacyjnych zasobów finansowych,  wiedzy itd. Lekcja, która płynie z doświadczeń Gosi i Wolfa, to przede wszystkim konieczność  ogromnej wytrwałości i upartości w dążeniu do wyznaczonego sobie celu. Porażki nigdy nie były dla nich powodem, dla którego rezygnuje się z podejmowania kolejnych prób realizacji swoich  marzeń.