Ubrania znikające w 4 tygodnie. Myco Renew zamienia tony tekstyliów w… materiały budowlane

Dodane:

Aleksandra Janik Aleksandra Janik

Ubrania znikające w 4 tygodnie. Myco Renew zamienia tony tekstyliów w… materiały budowlane

Udostępnij:

Zdaje się, że problemy współczesnego świata rosną jak grzyby po deszczu, a góry odpadów tekstylnych są tego najlepszym przykładem. Myco Renew jednak odwraca tę metaforę i pokazuje, że to właśnie grzyby mogą być błyskawiczną odpowiedzią na ten kryzys. Skąd pomysł, żeby zwalczać skutki konsumpcjonizmu organizmami, które kojarzymy raczej z lasem niż z utylizacją ubrań? O tym opowiada nam Tomasz Mierzwa, współzałożyciel Myco Renew.

Za Myco Renew stoją Tomasz Mierzwa oraz prof. Katarzyna Turnau, współzałożycielka i członkini zarządu Myco Renew. Naukowczynie znajdujące się w gronie 2% najczęściej cytowanych naukowców na świecie według zestawienia Stanford University (Top 2% Scientists). W Advisory Board jest również dr. Vivek z MIT z Bostonu.

4 marca ogłoszono, że startup został wybrane do grona Top 20 finalistów Global Change Award 2026 organizowanego przez H&M Foundation. Rozmawiamy z Tomaszem Mierzwą o tym,

Trudno było nam się umówić na to spotkanie, bo w ostatnim czasie jesteś dosłownie zalatany. Niedawno byłeś w Davos, potem w Nowym Jorku. Szykują się kolejne podróże?

Zgadza się. Właśnie skończyłem odprawę z zespołem, bo cały czas pracujemy nad udoskonaleniem naszego bioreaktora, ale faktycznie zapowiadają się kolejne wyjazdy. Będąc w Nowym Jorku, otrzymałem zaproszenie do Paryża. Rynek francuski jest dla nas niezwykle interesujący, ponieważ Francja jako pierwsza wdraża regulacje związane z tekstyliami. Do tego to światowa stolica mody, gdzie swoje siedziby mają największe marki.

A jak w Nowym Jorku zareagowano na Wasz projekt? Brałeś tam udział w dyskusjach na temat przyszłości mody.

Reakcje były świetne, ponieważ mamy coś naprawdę unikalnego. Większość prezentowanych tam rozwiązań – jak choćby odzież drukowana w 3D ze zużytego plastiku –  często wymagają energochłonnych procesów i mają ograniczoną liczbę cykli recyklingu. Twierdzi się, że można to recyklingować w nieskończoność, co mija się z prawdą. Poliester można przetworzyć maksymalnie do sześciu razy, po czym traci właściwości, a materiał szybko się rozpada, co generuje reklamacje u marek odzieżowych. Co więcej, najnowsze badania pokazują, że poliester z recyklingu już przy pierwszym praniu wydziela o 55% więcej mikroplastiku, a nawet nanoplastiku, z którym zupełnie nie radzą sobie systemy oczyszczania ścieków. My proponujemy zupełnie coś innego. Według szacunków rocznie powstaje około 92 mln ton odpadów tekstylnych na świecie.

W jednym z wywiadów przyznałeś, że wpadłeś na ten pomysł po obejrzeniu filmu dokumentalnego o grzybach na platformie Netflix. Interesowałeś się wcześniej mykologią, czy to pomysł był jak nagła „żarówka nad głową”?

Obejrzałem film, potem przeczytałem książkę i po prostu uznałem, że chciałbym coś z tym zrobić. Z wykształcenia jestem inżynierem, temat mojej pracy inżynierskiej dotyczył biogazowni, a zawodowo pracowałem m.in. przy tworzeniu prototypów dla sił zbrojnych RP we współpracy z Bumarem. Z grzybami nie miałem wcześniej absolutnie nic do czynienia.

Kiedy poznałem panią profesor Katarzynę Turnau, rozmawialiśmy o wielu możliwych zastosowaniach grzybów: w medycynie, suplementach czy przy recyklingu różnych materiałów. Zrobiłem jednak analizę rynku i zauważyłem, że od stycznia wchodzą nowe unijne regulacje i obowiązek segregacji śmieci odzieżowych. Tu był tzw. „błękitny ocean”. Profesor Turnau pocięła w domu spodnie od męża, zrobiła pierwsze testy i tak zaczęła się nasza zabawa. Znaleźliśmy odpowiednie konsorcja grzybów, a ja zająłem się pozyskiwaniem finansowania.

I jak widać, poszło Wam bardzo szybko.

Dokładnie. Wystartowaliśmy w Carpathian Startup Fest, gdzie zajęliśmy pierwsze miejsce w kategorii Idea Challenge, mimo że byliśmy dopiero na etapie pomysłu i nie mieliśmy nawet spółki. Później dostaliśmy się do programu platform startowych Mazovian Startupolis. Aby wziąć udział w konkursie banku ING na najlepsze rozwiązanie ESG, w jeden dzień, dosłownie „rzutem na taśmę”, założyłem spółkę, przekonując urzędniczkę w KRS, żeby pomogła nam „ocalić planetę”. Udało się, wygraliśmy ten konkurs i pozyskaliśmy 400 000 zł, co pozwoliło sfinansować najważniejsze prace badawczo-rozwojowe i zbudować nasz pierwszy bioreaktor.

Mamy niesamowite tempo, za granicą inwestorzy nie chcieli wierzyć, że nasza spółka nie ma nawet roku, a już tyle osiągnęliśmy. Gdy wylądowałem w Nowym Jorku, na spotkaniach pierwsze pytania były o to, ile dziesiątek milionów zbieram. Wolałem w ogóle nie wspominać o naszym budżecie, bo tylko bym sobie zepsuł negocjacje. Gdybym powiedział, że wszystko zrobiliśmy za 100 tysięcy dolarów, to pomyśleliby, że nie warto inwestować takich małych pieniędzy. Amerykanie są przyzwyczajeni do gigantycznych rund inwestycyjnych w tej branży.

Wspomniałeś o testach na spodniach męża pani profesor, ale wiem, że zorganizowaliście też akcję badawczą z udziałem polskich miast. Na czym to polegało?

Z uwagi na nadchodzące regulacje unijne zidentyfikowaliśmy, że naszymi głównymi klientami będą miasta – odpowiadające za odpady – oraz marki odzieżowe. Wymyśliłem „Akcję Podkoszulka”. Najpierw zgłosiliśmy się do Łodzi. Tamtejsza dyrektorka ds. ESG przekazała nam bawełnianą podkoszulkę od prezydent Hanny Zdanowskiej. Samą bawełnę nasze grzyby rozłożyły w mniej niż tydzień, ale problemem okazał się gumowy nadruk. Musieliśmy znaleźć odpowiednie szczepy grzybów, które poradziły sobie nawet z tą gumą. Później do akcji dołączyli prezydenci Radomia, Katowic, Krakowa i prezydentka Gliwic. Z Katowic i Krakowa otrzymaliśmy koszulki sportowe z poliestru. Początkowo nie chcieliśmy zajmować się materiałami syntetycznymi, ale znaleźliśmy grzyby, które radzą sobie i z tym.

Czy to prawda, że ogromnym wyzwaniem podczas rozkładu ubrań okazały się nie tyle sztuczne materiały, co barwniki?

Tak, to było nasze wielkie odkrycie. Przed wyjazdem do Davos otrzymaliśmy z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości jedwabny krawat. Wydawałoby się, że naturalny jedwab rozłoży się w glebie w 10 do 15 lat, tymczasem w laboratorium okazało się, że trwałoby to nawet 200 lat! W literaturze naukowej pojawia się coraz więcej badań wskazujących, że niektóre barwniki stosowane w przemyśle tekstylnym mogą być toksyczne dla środowiska, a w określonych warunkach wykazywać właściwości genotoksyczne lub zaburzać gospodarkę hormonalną. Dlatego jednym z wyzwań przy rozkładzie tekstyliów jest neutralizacja barwników obecnych w tkaninach.

Na szczęście przed wyjazdem do Szwajcarii pani profesor znalazła szczepy grzybów, które wchłonęły cały toksyczny barwnik, całkowicie oczyszczając wodę. To niesamowicie istotne, bo twarde badania pokazują, że barwniki w ubraniach mają kontakt ze skórą, wpływają na naszą gospodarkę hormonalną, powodują kłopoty z płodnością i bywają rakotwórcze. Nawet jeśli je wyrzucimy, na wysypiskach przenikają do wód gruntowych.

Ile właściwie trwa u Was taki recykling?

Na początku proces rozkładu półsyntetyków trwał u nas cztery miesiące. Dziś udało nam się go skrócić do zaledwie czterech tygodni. Osiągnęliśmy to w zbudowanym przez nas bioreaktorze o pojemności 10-15 kg. Korzystamy nie z pojedynczych grzybów, ale z całych konsorcjów – gdy jedne zaczynają zjadać materiał, drugie kanibalizują te pierwsze, a materiał dosłownie znika. W praktyce chodzi o biologiczny rozkład tekstyliów przez konsorcja grzybów, w wyniku którego materiał przekształca się w biomasę. Docelowo chcemy rozwijać proces, który pozwoli tę biomasę dalej wykorzystywać jako surowiec np. do materiałów budowlanych jak ekocegła.

Warto dodać, że mieszanka tych grzybów jest naszym absolutnym, pilnie strzeżonym know-how, podobnie jak receptura Coca-Coli. To w dużej mierze zasługa pani profesor Turnau, która znajduje się w gronie 2% najlepszych naukowców na świecie według rankingu z Uniwersytetu Stanforda.

Z tego co wiem, produktem końcowym tego „zjadania” ubrań wcale nie są nowe materiały tekstylne, prawda?

Od początku byłem sceptyczny wobec idei „textile-to-textile” (odzież z odzieży). Chemiczne przekształcanie odpadów w nowe ubrania pochłania ogromne ilości energii i chemikaliów. Ponadto 80% produkcji odzieży odbywa się w Azji – nikt nie będzie sprowadzał z powrotem milionów ton śmieci odzieżowych na inny kontynent, bo to nieopłacalne i nieekologiczne. Naszym produktem końcowym z biomasy ma być „ekocegła” dla branży budowlanej. Co ciekawe, szkodliwy dla środowiska poliester może wręcz wzmocnić parametry takiej cegły. Nasz model biznesowy budzi ogromne zainteresowanie m.in. we Francji, a także w krajach afrykańskich – np. w Ghanie. Docelowo chcielibyśmy stawiać tam modułowe bioreaktory, które dodatkowo mogłyby im pomóc w oczyszczaniu wody z toksyn i mikroplastiku.

Brzmi to jak gotowy przepis na globalny sukces. Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?

Niedawno uzyskaliśmy ochronę naszego znaku towarowego i logotypu Myco Renew w EUIPO – European Union Intellectual Property Office, czyli urzędzie odpowiedzialnym za rejestrację znaków towarowych i wzorów przemysłowych w całej Unii Europejskiej. Jako firma nie mamy nawet roku, a nasze tempo jest niesamowite. Teraz szukamy większego finansowania, żeby przeskalować technologię. Chcemy stworzyć bioreaktor na kilka ton, a docelowo gigainstalacje przetwarzające po 100 000 ton rocznie, zdolne obsługiwać całe województwa czy kraje. Chcemy, by prace badawczo-rozwojowe zostały w Polsce, choć dla międzynarodowych funduszy VC spółkę holdingową będziemy prawdopodobnie musieli założyć w Szwajcarii lub Liechtensteinie.

Docelowo chcielibyśmy też stworzyć własny standard i certyfikat dla marek odzieżowych – oznaczenie gwarantujące, że wypuszczane przez nich ubrania faktycznie ulegają całkowitej biodegradacji dzięki naszej technologii. Zapraszamy firmy odzieżowe i kolejne miasta do współpracy oraz testowania swoich tekstyliów w naszych reaktorach. Mamy coś unikalnego w skali globalnej, a problem odpadów to wyzwanie dla całego świata.