Waleczne #OHO!: Marlena Słaba walczy o gest, Marta Malik walczy o wołacz, Marta Moksa walczy o coś (i po coś też, zapewne)

Dodane:

MamStartup logo Mam Startup

Waleczne #OHO!: Marlena Słaba walczy o gest, Marta Malik walczy o wołacz, Marta Moksa walczy o coś (i po coś też, zapewne)

Udostępnij:

Dzień dobry. Dzisiaj w cyklu #OHO! będziemy rozmawiać o walczącej społeczności Linkedina.  Przyglądamy się Marlenie Słabej, która zauważyła błąd hotelu i nie otrzymała fanfarów, wirującym trumnom w Krakowie, Obamie, co to jest reptilianem (WYDAŁO SIĘ) i tym, co w dzisiejszym świecie dostarcza nam motyli w brzuchu.

Walka o gest

W Poznaniu rozegrał się dramat godny antycznej tragedii. Choć w tym przypadku orężem nie był miecz, a… brakująca cyfra w numerze konta. Gdy hotelowa machina biurokracji ośmieliła się odpowiedzieć „poprawnie formalnie” i technicznie zamknąć sprawę, świat relacji biznesowych zadrżał w posadach. Bo w dzisiejszym świecie nie płaci się za pokój z widokiem na rynek, ale za „gest”, który sprawi, że poczujesz się jak jedyny strażnik poprawności przelewówe. Poprawienie błędu bez wystawienia wirtualnego pomnika to w biznesie grzech śmiertelny, który leczy się jedynie natychmiastową rezygnacją i poszukiwaniem hotelu z bardziej rozwiniętym ośrodkiem wdzięczności.

Zwykła pomyłka w cyfrach? Nie!

To był test na inteligencję emocjonalną recepcji, który oblano z hukiem.

„Bo czasem nie chodzi o pieniądze”.

Walka o atencję

Jak spod ziemi, w przestrzeni krakowskiej pojawiły się trumny.

Zamiast kontemplować pociągnięcia pędzla Van Gogha, turyści wolą kadrować dębowe modele trumien na obrotowym podeście, bo przecież nic tak nie ociepla wizerunku ostateczności jak dobra ekspozycja. To znaczy – niektórzy turyści, na szczęście. Turyści jak Gamrot Sara. To u niej Van Gogh przegrywa z karuzelą, bo ten dał nam tylko sztukę, a branża pogrzebowa dała nam „pomysł, którego nikt się nie spodziewał” i darmową sesję zdjęciową z produktem, którego – miejmy nadzieję – nikt nie chce przymierzyć przed czasem.

A gdyby ktoś jednak po zobaczeniu wirującej reklamy chciał jednak zmierzyć się z wyższą sztuką, zostawiamy tego Van Gogha 👉 https://rynekisztuka.pl/2026/02/04/obraz-va-gogh-muzeum-narodowe-w-krakowie/ 

Niestety, obraz wisi na ścianie. Nie rusza się.

Walka o prawdę

Były prezydent USA, Barack Obama, postanowił sprawdzić wytrzymałość ziemskich serwerów i rzucił żartem o kosmitach, czym niechcący potwierdził najmroczniejsze sny polskich internautów. Okazuje się, że niewinne „są prawdziwi” wystarczyło, by Pan Stanisław i Pan Robert natychmiast przejrzeli międzygalaktyczny spisek, w którym Obama jest…. najmniej rozgarniętym zwiadowcą wysłanym z odległej galaktyki.

W przypadku sekcji komentarzy i przekonań wielu, autorytet naukowy przegrywa z intuicją Pana Mieczysława, który o instruktażach od istot pozaziemskich czytał w „pewnej prasie”.

Cały artykuł, przeczytacie tutaj 👉 Obama zażartował, że kosmici istnieją. Polacy stwierdzili, że jest jednym z nich

Walka o coś

Marta Moksa, managing director, pewnego ranka wstała z łóżka i czuła, że to będzie ten dzień. Za długo się w niej wzbierało, za długo siedziała cicho, za długo trzymała to w sobie. Tego poranka postanowiła: nie, teraz im pokażę!

I poszło!

Od razu czuć, że post Moksy Marty to po prostu petarda. Zaczyna od słowa będącego niemal na cenzurowanym w bezpiecznej przestrzeni Linkedina. Marta wali prosto z Moksu, tfu, z mostu: „uwielbiam erotomanów-gawędziary…” A my wiemy, ze to podstęp, że ona nie uwielbia, że te trzy kropki to po prostu zmyłka i że tam jest coś znacznie więcej. I to prawda!

Marta na jednym oddechu wymienia jeszcze pięć różnych typów osobowości, które uwielbia / nienawidzi. I to najwyraźniej jest jej walka o lepsze jutro. O bezpieczniejszą przestrzeń. O coś.

Walka o przypadek

A konkretniej, o wołacz.

Nie wiemy, z jaką myślą tego dnia obudziła się Marta Malik, trenerka komunikacji i prowadząca storytelling w biznesie. Szczerze mówiąc, podejrzewamy, że od dawna już nie śpi. Jak tu spać, gdy z każdej strony słyszy wołanie.

„Marto! Marto! Marto!”

A Marta ma ciarki.

„Wzdrygam się przy tym jak ktoś, kto wchodzi do lodowatej wody.”

No sami powiedzcie, jak tu zasnąć?

Bardzo się cieszymy, że Malik Marcie udało się zaszyć gdzieś chociażby na 3 minuty, by napisać w spokoju posta o wołaczu. Jako że od kilku tygodni LinkedIn ponoć zmienił algorytm i ma teraz promować eksperckie, angażujące treści dotyczące niszowych zagadnień, to my od dziś Malik Martę, ekspertkę od biznesowych opowieści, kojarzyć będziemy z ciarkami, zimną wodą i wołaczem. Gdy tylko w – a propos wody – nadwiślańskim ekosystemie pojawi się temat wody (np. lania wody) czy ciar, to my od razu będziemy wiedzieć, do kogo udać się po ekspertyzę.

Do Marty, tym razem w dopełniaczu.

Walka o JDG i miłość

Okazuje się, że najkrótsza droga do serca (i kciuka skierowanego w prawo) wiedzie przez wpis w CEIDG. W świecie Tindera „przedsiębiorca” to nie tylko zawód, to obietnica, że potrafisz ogarnąć życie, stres i fakturę VAT z nonszalancją. Statystyki nie kłamią: niezależność i odwaga to nowe „klaty Stathama”, a umiejętność przetrwania kontroli ze skarbówki jest najwyraźniej bardziej sexy niż umiejętność parkowania tyłem z grającym wciąż radiem. Kto by pomyślał, że walka z płynnością finansową może być tak skuteczną grą wstępną?

Oczywiście, romantycy wierzą w „podświadome kojarzenie cech”, ale realiści wiedzą, że za każdym „swipe w prawo” stoi cicha nadzieja na randkę, która nie skończy się podziałem rachunku za sałatkę.

A my dalej będziemy szukać miłości!

Walka na dzień dobry

Chociaż bywa o nią trudno. O zwykłe „dzień dobry” także. Kontakt wzrokowy jest, uśmiech jest, ale w decydującym momencie następuje systemowy błąd krytyczny i zapada cisza tak gęsta, że można by ją kroić nożem do masła. Jak narzeka autorka postu, tradycyjne „dzień dobry” najwyraźniej uznano za przestarzały protokół analogowy, który nie przeszedł pomyślnie aktualizacji do wersji 2.0.

Starszy rocznik, wychowany na „proszę, dziękuję, przepraszam”, stoi teraz przed dylematem: czy trenować buddyjski spokój, czy może zacząć rozdawać ulotki z instrukcją obsługi strun głosowych.

 

Do widzenia.

Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.