Własna firma nauczyła mnie, że nie warto zakładać męskiego garnituru na siłę

wlasna firma nauczyla mnie ze nie warto zakladac meskiego garnituru na sile
Udostępnij:
W ciągu ostatnich tygodni przeprowadziłam setki rozmów z kobietami na specjalistycznych i menedżerskich stanowiskach w „typowo męskiej” branży. Jest to element projektu dla jednej z bardziej świadomych globalnych firm IT.

Jestem cholernie dumna z tego, że mam szansę zrobić kampanię w całości poświęconą równości szans w miejscu pracy. Tak, w 2019 roku nadal trzeba robić takie kampanie. Ten projekt i rozmowy, które dzięki niemu odbyłam pełen jest lekcji pokory i rosnącego uznania w stosunku do kobiet. Uznania, przed którym sama bardzo długo się broniłam.

Nigdy nie lubiłam tych opowieści o zestawianiu męskich cech z damskimi w biznesie: zarządzaniu, budowaniu relacji i wykorzystaniu siły. Zawsze myślałam o sobie, że funkcjonuję gdzieś poza tymi podziałami i nie ma potrzeby, żeby w ogóle zajmować swój umysł jakimiś domniemanymi różnicami. I myślałam, że jestem po prostu twarda, a dzięki temu skuteczna.

Rad mądrzejszych i tych, którzy zaszli dalej słuchałam zawsze, a przynajmniej starałam się słuchać. A że nadal funkcjonujemy – niestety – w świecie, w którym w zarządach i na wyższych stanowiskach więcej jest mężczyzn – często to oni przekazywali mi swoją wiedzę i doświadczenie. Statystyka.

Zanim wymyśliłam i założyłam Good Division czerpałam wiedzę przekazywaną przez mężczyzn zwykle bez większej refleksji. Działa u Ciebie, więc pewnie zadziała i u mnie. Wystarczy, że powtórzę Twoje kroki. I nie brałam raczej poprawki na swoje emocje. Na to, że nie będę w stanie egzekwować tych samych rzeczy, w ten sam sposób, ponieść konsekwencji wypowiedzianych przeze mnie słów z takim samym spokojem, funkcjonować w otoczeniu, które źle wpływa na moje emocje, oddzielić się od tego, co dla mnie ważne. Oddzielić odczuć od decyzji i brać poprawek na to, że tam, gdzie kogoś stres mobilizuje i nakręca, mnie może na przykład paraliżować.

Dzisiaj, budując biznes od zera wiem, że kultura pracy jaką tworzymy, musi być zgodna z tym, w jaki sposób działamy. Musi odpowiadać naszej osobniczej wytrzymałości i naszym prywatnym motywacjom. Ale nie tylko dla nas – zarządzających – przede wszystkim dla naszych zespołów. Żeby zbudować trwale motywujące środowisko pracy, żeby pomóc rozwijać się naszym pracownikom i budować ich wymarzoną karierę, która nie przeszkadza – ale pomaga im w ich wymarzonym życiu prywatnym.

Wiem, że jesteśmy bardzo różni i bardzo różne. Bazując jednak na danych (m.in. World Economic Forum, „The Global Gender Gap Report 2018” oraz badaniach Instytutu Gallupa „Women in the Workplace” przeprowadzonych na grupie ponad tysiąca kobiet) muszę na potrzeby tego, żeby rozmawiać dalej założyć, że – jednak – mężczyźni i kobiety mają różniące się od siebie mechanizmy kognitywne, wzorce zachowań oraz sposoby podejmowania decyzji.

Myślę sobie, że przez wiele lat niewystarczająco doceniałam kobiety. A dzisiaj, na szczęście, spotykam wiele kobiet, od których mam szczęście się uczyć. I chciałam podzielić się z Wami głównymi wnioskami o tym, jak są cholernie silne, cholernie ambitne – w inny sposób – równie wartościowy i cholernie dobre w tym, co robią.

Nie doceniałam tego, jak mądrymi menedżerami są

Kobiety rozumieją, że na wykonanie trudnego zadania nie każdy moment jest tak samo dobry. Jeżeli stało się lub dzieje się coś, co sprawia, że dana osoba nie potrafi podejść do zadania racjonalnie i skutecznie – to racjonalną decyzją jest danie jej czasu na dojście do siebie. Mówienie „weź się do kupy i to zrób, nie ma czego analizować, bądź racjonalny” wcale nie jest decyzją racjonalną i nastawioną na efektywność. Mądry menedżer rozumie, że w stanie strachu, ogromnego stresu pracownik popełni więcej błędów, a dając mu poczucie bezpieczeństwa inwestujemy w jego lepszą pracę w przyszłości. Jego odwagę w mówieniu, co sprawia mu trudność, czego chciałby się nauczyć. Czasami lepiej wrócić do domu, wyspać się, a następnego dnia mieć siłę zacząć od początku. Kobiety rozumieją to dużo częściej niż mężczyźni.

Zbyt emocjonalne podejście do relacji biznesowych?

Ileż to razy dostałam bęcki za to, że za długo rozmawiam z klientami. Że robię „overconsulting”, że nie muszę wiedzieć wszystkiego o sportach, jakie uprawiają i jakiej muzyki słuchają. Ale wiem. Bo interesują mnie jako ludzie. Bo jeśli spędzam 20 godzin tygodniowo na pracy dla kogoś i buduję markę dla firmy, dla której ktoś poświęcił pół życia, to chcę wiedzieć, jak myśli, co czuje i co naprawdę pomoże mu w komunikacji. Uratowałam kilka działów marketingu przed sporą awanturą, bo wiedziałam na przykład, że stosunki między prezesem a dyrektorem marketingu nie są najlepsze. Dzięki temu dałam jednemu i drugiemu narzędzia i wskazówki, jak rozwiązać ten konflikt... zanim do niego doszło. I wiem, cholera, że za dużo rozmawiam przez telefon, ale wiem też, że jestem dzięki temu lepszym partnerem i skuteczniejszym… sprzedawcą. Jeśli wiem, że mój klient lubi jeździć na sankach, to myślicie, że nie wiem, że rusza z nową marką albo nową kampanią na inne rynki i potrzebuje pomocy? Hell, I know!

„Masz to zrobić i koniec” – czyli jak nie być mistrzem motywacji

Według badań Gallupa, zespoły (mieszane) zarządzane przez kobiety są o 31% bardziej zmotywowane do pracy niż te zarządzane przez mężczyzn. Według tych samych badań różnica wynika przede wszystkim ze sposobu, w jaki kobiety-menedżerowie formułują i przedstawiają cele stawiane przed pracownikami. „To Twoje zadanie i masz to zrobić, bo ci płacę” – nie działa. Kobiety wykazują dużo większe zaangażowanie w dostosowaniu zadania do pracownika, a także, pokazania mu, PO CO dane zadanie wykonuje (czyli jaki jest sens wykonywanej pracy), a także, czego może się dzięki temu nauczyć (indywidualnej korzyści).

Kobiety są mniej ambitne? A jak mają dzieci, to już zapomnij…

W naszym badaniu ponad 60% kobiet to matki. Jedną z najczęściej wymienianych przyczyn ostatniej zmiany pracy była potrzeba rozwoju zawodowego, nowych wyzwań, różnorodności i większej odpowiedzialności. Trudno uwierzyć? Zobacz kolejny punkt.

Kobiety traktują miejsce, w którym pracują jako swoje

Prawdziwe przywództwo to umiejętność przejęcia całkowitej odpowiedzialności za powierzone zadania oraz stała obecność w projekcie. Kobiety, według badań, mają naturalną skłonność do traktowania zarówno miejsc, jak i powierzonych im zadań jako swoje własne i wymagające tego, żeby ich za wszelką cenę strzec. Tylko spróbuj mi zabrać, to, co moje albo to spieprzyć!

Wiąże się to również z tym, że kobiety dbają o przestrzeń stanowiącą miejsce pracy. Jeśli spędzasz w danym miejscu większość dnia, jest na swój sposób Twoje – przynajmniej według nas, kobiet. Nigdy nie mów nam, że praca nie jest dla nas ważna, bo oberwiesz!

Pamiętam początki mojej kariery. Tak się złożyło, że pracowałam często z „tym starszym” pokoleniem mężczyzn biznesu. Może to moja marynarka za 57 zł, może trochę starte obcasy w zbyt tanich butach, a może za długie włosy – bo na pewno byłam przygotowana i miałam coś do powiedzenia – sprawiły, że nie czułam się przez nich traktowana po partnersku.

I myślę, że przez te pierwsze doświadczenia wyrobiłam sobie postawę „wolę, żebyś raczej chciał dać mi w mordę, niż żebyś traktował mnie patronizująco”. I byłam agresywna i za wszelką cenę nie chciałam, żeby ktoś odkrył, że tam pod spotem są jakieś emocje. I że się boję. I że przejmuję się tym, co dzieje się naokoło. Przejmuję się tym, co usłyszałam, a jeszcze bardziej tym, co sama powiedziałam.

Myślę sobie, że – w całej swojej przemądrzałości – doświadczyłam, jednak, podświadomie, negatywnego wpływu kultury. Nie tego, który mówi, że istnieją zadania tylko dla mężczyzn. Ale takiego, który mówi, że kobieta – aby być skuteczna – musi działać jak mężczyzna.

A jednak nie jestem twardzielem. I dobrze. Bo trochę godzę się ze swoją miękką stroną i nawet zaczynam ją lubić. I zawsze powtarzam to, że w swojej karierze bardzo wiele zawdzięczam temu, jak wartościowych mężczyzn spotkałam. Jak wiele mogłam się od nich nauczyć i jak ogromną klasę w stosunku do kobiet wykazuje młode pokolenie biznesu. Jak stają w obronie kobiet, jak wielką empatią potrafią wykazać się w stosunku do nas, naszej sytuacji, rodzinnej, zdrowotnej, ludzkiej.

Jednak swoje słowa uznania kieruję w tym tekście przede wszystkim do kobiet. 70% z nas jest silnie przekonana o tym, że łączy nas szczególna więź i że chcemy sobie pomagać. Jest takie śmieszne powiedzenie, że „mężczyźni rozmawiają, żeby rozwiązać problem, kobiety – żeby o nim rozmawiać”. A ja powiem, że to bullshit. Kobiety rozmawiają ze sobą, żeby zrozumieć, jaka rada lub jaka pomoc zadziała w przypadku tej jednej, konkretnej osoby. Tak samo, jak nie ma jednego sposobu na radzenie sobie ze stresem, z trudną rozmową, z konfliktem i stworzeniem miejsca pracy, do którego będzie się chciało codziennie przychodzić.

Słuchajmy siebie, mamy sobie naprawdę ważne rzeczy do powiedzenia.

>>> Skończyło się dzieciństwo. Wyznania eksstratega z korporacji, czyli to, czego nauczyłam się o dobrej pracy agencji, dopiero kiedy przestałam w niej pracować

>>> Przez trudy do… dyskopatii, nadciśnienia i słabych wyników

----

 

Jolanta Piela

CEO w Good Division

Strateg marketingu z ponad 10-letnim doświadczeniem. Pracowała w największych światowych i polskich agencjach reklamowych: Havas Worldwide, Grey Worldwide, Young&Rubicam, K2 Internet, PZL.