Zachowuję spokój i koncentruję się na faktach – Grzegorz Kurzyp (PWN)

Dodane: 17.06.2022

Grzegorz Kurzyp

Udostępnij:

Zdrowie człowieka pracującego w dynamicznie zmieniających się czasach, to temat często poruszany w mediach. MamStartup również chce się przyczynić do szerzenia bezcennej wiedzy o wellbeingu. Będziemy pytać przedsiębiorców i menadżerów o ich sposoby na zachowanie dobrostanu. Cykl #dobrostanlidera otwiera Grzegorz Kurzyp, dyrektor rozwoju produktów PWN oraz członek zarządu PDMA Central Europe, który opowie nam, w jaki sposób dba o swoje dobre samopoczucie.

Ile godzin dziennie pracujesz?

9-11 godzin, dzieląc ten czas na: biznes, uczelnie i organizacje pozarządowe.

Jak wykorzystujesz przerwy w ciągu dnia?

Bez względu na miejsce, z którego pracuję – piję kawę, jem lunch, słucham krótkich podcastów, czytam newsy i dłuższe artykuły z obszarów moich zainteresowań – od biznesu, sportu, przez podróże, architekturę i aranżacje wnętrz, recenzje kulinarne: jedzenie, kawy, wina naturalne. W zależności od tego, jakim dysponuję czasem, od nastroju i potrzeb – wybieram któreś z nich. Z zastrzeżeniem, że lunch i kawa to zestaw podstawowy/obowiązkowy.

Jak wyglądają Twoje posiłki? (Ile razy w ciągu dnia jesz? Czy stosujesz jakąś dietę/system żywieniowy?)

Od 26 lat jestem weganinem. Staram się przestrzegać podstawowych zasad, które są dosyć uniwersalne, bez względu na preferowaną dietę: regularne posiłki, dobrej jakości produkty, regularne picie wody, ruch – przynajmniej 5-6km średnio dziennie. W tym wszystkim „słuchając” też własnego organizmu. Przechodząc do opisu dnia –  zaczynam od szklanki ciepłej wody z cytryną, staram się ją wypijać do pół godziny od przebudzenia. Następnie śniadanie, w tygodniu głównie owsianka, w weekendy tofucznica lub shakshuka. W zależności od tego, czy jadę do biura, czy pracuję zdalnie, czy jest to po prostu weekend piję kawę w domu – wówczas alternatywne metody parzenia lub biurze – klasyczny shot espresso. Następnie lunch. Potem jeszcze 2-3 kawy, wodę (1,5-2l) i późny obiad/wczesną kolację obowiązkowo z najbliższymi w domu lub „na mieście”.

Jak spędzasz wakacje? (Aktywnie? Ile trwają? Czy podczas nich myślisz o pracy?)

Aktywnie w szerokim tego słowa znaczeniu. Zazwyczaj 1-2 x w roku po 2 tygodnie i kilka mikro cykli – przedłużeń weekendów. Lokalizacja, pora roku, determinują czym jest „ta” aktywność. Jednak bez względu na to wszystko i długość trwania wakacji – niezmiennie obowiązkowym punktem programu każdego dnia są kawiarnie i espresso. To mój „nałóg”, mający jednocześnie dla mnie bardzo istotny wymiar społeczny, relacyjny. Kiedy piję kawę to słucham i rozmawiam z innymi, jeśli jestem sam podsłuchuje innych, których ludzi spotykam na drugim końcu Polski, Europy czy świata i których najprawdopodobniej nigdy więcej nie spotkam. Kolejny aspekt to śniadania i kolacje – gdziekolwiek jadę nigdy nie jadam w hotelach. Dzięki temu poznaję miasto, lokalną społeczność, zachowanie, obserwuję ludzi w ich naturalnym środowisku. To suma, która daje dużo energii i doświadczeń. Generalnie nie potrzebuje dalekich podróży i długich wakacji, jako warunku, aby wypocząć. Czasami to po prostu kilka dni w Trójmieście, czy w Białowieży. To pozwala mi przewietrzyć głowę, nabrać dystansu, doświadczyć czegoś innego. Podczas dni wolnych przychodzą myśli związane z praca, ale te na wyższym poziomie refleksji jednocześnie z głębi tego, co robię, czyli w kierunku pytania o sens i zasadność, czyli„dlaczego”.

Co według Ciebie najbardziej przeszkadza, by osiągnąć dobrostan?

Presja narzucana przez siebie i innych, cele bez głębszego sensu. Stres wynikający z braku autentyczności i szczerości wobec siebie i innych. Strach przed oceną, wykluczeniem, utratą statusu materialnego. Koncentracji na mówieniu, a nie słuchaniu, itd.

Czy jesteś na dobrej drodze, by osiągnąć dobrostan, a może już go osiągnąłeś? Podziel się swoimi spostrzeżeniami z tej drogi. Jakie wprowadziłeś modyfikacje do swojego życia?

Na pewno jestem na jakiejś drodze 🙂 Suma porażek, życiowych błędów, decyzji dużo wnoszą do mojego życia. One uczą i kształtują najmocniej. Sukcesy dają mi energię, żeby w tym procesie nauki być i się nie poddawać. Wydaje mi się, że z roku na rok wzrasta samoświadomość, akceptowalność własnych deficytów. Bardziej docenia się  relacje z bliskimi i dalszymi osobami. Generalnie kontakt z drugim człowiekiem. Oczywiście ważne jest, żeby lubić siebie i swoje towarzystwo. Nie wiem, na jakim jestem etapie, choć jak myślę o sobie sprzed 5, 10 czy 15 lat to pojawi mi się uśmiech na twarzy…:)

Czy jesteś wierny swoim rytuałom, kiedy piętrzą się problemy, nastrój Ci nie sprzyja lub dni są wyjątkowo pracowite? Jak wtedy sobie radzisz?

Koncentruję się na priorytetach. Tym, co na koniec dnia ma największy wpływ na zmianę. Zachowuję spokój i koncentruję się na faktach. Piję kawę, dużo rozmawiam z najbliższymi mi osobami. Słucham ich uwag/rad/komentarzy, uczę się odpowiadać na trudne pytania na poziomie 5WHY. Czasami zmieniam otoczenie na kilka dni. Czasami potrzebuję coś przespać. Przemyśleć. Radzenie sobie z problemami w moim przypadku to wachlarz różnych zachowań, rytuałów, które wykorzystuję w zależności od sytuacji i kalibru problemu 🙂

Co sprzyja Twoim zdaniem utrzymywaniu przez dłuższy czas dobrostanu? Czy jest to możliwe?

Życie to sinusoida, staram się aż tak bardzo nie wychylać powyżej i poniżej punktu zerowego – dla mnie to jakaś emocjonalna stabilność. Choć to jest możliwe tylko w teorii. Na wiele rzeczy nie mam wpływu. Natomiast wiem, że po każdym sukcesie/radości przychodzi porażka/problem, po każdej porażce pojawia się sukces. Najpierw mały, szybki, potem większy i znowu przechodzimy ten cykl. Nic odkrywczego. Jednak świadomość tego pozwala być bardziej stabilnym emocjonalnie. To chyba jakaś część/forma dobrostanu.