Zaczęło się oczywiście niewinnie. Najpierw algorytmy podpowiadały nam, co obejrzeć wieczorem, potem zaczęły pisać e-maile, komponować muzykę i diagnozować choroby. Dziś – jak donosi TechCrunch – sztuczna inteligencja wchodzi w obszar, który do tej pory wydawał się ostatnim bastionem ludzkiej biologii i chaosu: poród. A dokładniej – poród, który nie zdążył dojechać do szpitala, bo po drodze „pomogła” autonomiczna taksówka Waymo.
Poród w autonomicznym aucie, czyli przyszłość już tu jest (tylko trochę za wcześnie)
Według opisanego przez TechCrunch przypadku, dziecko przyszło na świat w autonomicznym pojeździe Waymo w San Francisco. Auto miało zawieźć rodzącą kobietę do szpitala, ale – jak to bywa w historii motoryzacji i medycyny – życie okazało się szybsze niż algorytm. Waymo, zgodnie ze swoją naturą, jechało przepisowo, ostrożnie i bezpiecznie. Natura oddziałująca na rodzącą matkę nie była natomiast zainteresowana ani regulaminem, ani harmonogramem. To zdarzenie dołącza do „dumnej tradycji” dzieci, które nie zdążyły dotrzeć do szpitala – z tą różnicą, że tym razem nie zawiódł korek uliczny ani spóźniony kierowca, lecz… brak kierowcy w ogóle.
Technologia kontra biologia
W całej historii jest coś niemal symbolicznego. Sztuczna inteligencja, projektowana z myślą o optymalizacji, bezpieczeństwie i przewidywalności, zderzyła się z jednym z najbardziej nieprzewidywalnych procesów biologicznych. Algorytmy Waymo doskonale radzą sobie z ruchem ulicznym, pieszymi, światłami i znakami drogowymi. Nie są jednak (jeszcze) trenowane na „nagłe rozpoczęcie porodu na tylnym siedzeniu”. To zderzenie pokazuje szerszy problem: AI świetnie funkcjonuje w ramach dobrze zdefiniowanych scenariuszy, ale wciąż ma trudności z sytuacjami granicznymi, emocjonalnymi i wymagającymi ludzkiej intuicji. A poród jest dokładnie wszystkim naraz.
Waymo odpowiada: bezpieczeństwo przede wszystkim
Przedstawiciele Waymo – cytowani przez amerykańskie media – podkreślają, że system zadziałał zgodnie z założeniami: auto bezpiecznie się zatrzymało, a służby ratunkowe zostały wezwane. Firma zaznacza również, że takie zdarzenia są ekstremalnie rzadkie i nie zmieniają ogólnego bilansu bezpieczeństwa autonomicznych pojazdów, które – statystycznie – powodują mniej wypadków niż kierowcy-ludzie. I tu pojawia się kluczowe pytanie: czy bezpieczeństwo mierzone liczbą kolizji to jedyne kryterium, gdy mówimy o realnym życiu? Bo choć algorytm zrobił wszystko „zgodnie z procedurą”, to jednak nie potrafił zrobić tego, co w analogicznej sytuacji mógłby zrobić człowiek: przyspieszyć, złamać kilka przepisów albo po prostu zareagować intuicyjnie.
Społeczne lęki się nie starzeją
Historia porodu w Waymo błyskawicznie obiegła internet, wywołując falę komentarzy – od żartów po bardzo poważne obawy. To klasyczny przykład tego, jak pojedyncze, nietypowe zdarzenie staje się paliwem dla szerszych lęków społecznych związanych z AI. Podobnie było z autonomicznymi systemami w lotnictwie, algorytmami giełdowymi czy systemami rekomendacyjnymi w mediach społecznościowych. Za każdym razem pojawia się to samo pytanie: czy oddajemy zbyt wiele kontroli maszynom, które nie rozumieją kontekstu naszego życia?
AI w medycynie i transporcie – lekcja na przyszłość
Eksperci zajmujący się etyką technologii od lat podkreślają, że automatyzacja w obszarach krytycznych – takich jak zdrowie czy transport – wymaga projektowania z myślą o sytuacjach skrajnych, a nie tylko statystycznie najczęstszych. Przypadek Waymo może stać się kolejnym argumentem za tym, by w systemach autonomicznych istniały lepsze mechanizmy „eskalacji do człowieka” albo elastyczniejsze tryby działania w sytuacjach nagłych. Bo choć poród w autonomicznej taksówce brzmi dziś jak anegdota z rubryki „Zaczęło się!”, to w świecie coraz powszechniejszej AI podobne historie będą się zdarzać częściej.
Czy AI naprawdę „nie pozwala nam rodzić dzieci”? Oczywiście nie. Ale coraz wyraźniej pokazuje, że technologia, która wchodzi w nasze codzienne życie, musi być projektowana nie tylko pod kątem wydajności, lecz także ludzkiej nieprzewidywalności. Na razie wygrywa biologia. I być może to najlepsza wiadomość w tej historii…