Polski parlamentaryzm od lat przypomina system operacyjny, który dawno przestał dostawać aktualizacje bezpieczeństwa. Interfejs jest archaiczny, procesy się zawieszają, a użytkownicy – czyli my, zwykli szarzy obywatele – coraz częściej mają poczucie, że ich polecenia trafiają do jakiegoś czarnego, proceduralnego bufora. I oto w tym świecie pojawia się robot – produkt epoki algorytmów, czujników i uczenia maszynowego. Co więcej, zaczyna mówić zaskakująco sensownie.
Czy naprawdę byłoby gorzej, gdyby zamiast posłów na sali plenarnej zasiedli humanoidalni legislatorzy?
Robot w Sejmie? Wow!
Wyobraźmy sobie: brak emocjonalnych eksplozji, zero personalnych wycieczek, żadnych nocnych głosowań „bo trzeba dowieźć”, żadnych reasumpcji tychże. Robot nie zna zmęczenia, nie zna obrazy, nie zna partyjnej lojalności w ludzkim, plemiennym sensie. Jego jedyną „ideologią” jest algorytm optymalizacji – najlepiej oparty na danych, nie na tweetach.
W świecie startupów nazwalibyśmy to „data-driven governance”.
Korzyści? Oczywiste. A przynajmniej tak by się wydawało na na pierwszy rzut oka. Po pierwsze: spójność decyzyjna. Robot nie zmienia zdania pod wpływem sondażu z wczorajszego wieczoru. Po drugie: odporność na korupcję oraz lobbing: trudno przekupić coś, co nie ma ani potrzeb, ani ambicji, ani konta na Cyprze. Po trzecie: skalowalność – jeden dobrze zaprojektowany model legislacyjny można by replikować jak mikroserwis.
A przecież już dziś państwo w wielu obszarach działa jak system informatyczny. ZUS liczy, skarbówka analizuje, sądy – powoli, ale jednak – cyfryzują akta. Właśnie dlatego wizyta robota w Sejmie może być traktowana raczej jako symboliczne przypomnienie, że warstwa decyzyjna nadal pozostaje analogowa.
Robot w Sejmie? Czy ja wiem…
Ale właśnie tu zaczyna się felietonowa zabawa – bo każdy, kto choć trochę rozumie technologię, wie, że „algorytm” nie jest żadnym obiektywnym bytem. To zakodowany światopogląd. To czyjeś założenia, dane treningowe, biasy. Robot w Sejmie nie był autonomicznym politykiem – był projektem dwóch twórców, sterowanym i zaprogramowanym. Gdybyśmy więc mieli robotycznych posłów, mielibyśmy w istocie parlament programistów. I to niekoniecznie tych wybranych w wyborach.
Stąd słuszne, a już na pewno potrzebne pytanie: czy naprawdę chcemy zamienić polityczne spory na konflikty między zespołami developerskimi?
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym w technologicznym entuzjazmie łatwo zapomnieć: polityka to nie tylko optymalizacja. Bezstronność. Chłodna kalkulacja. To także – a może przede wszystkim – reprezentacja emocji, interesów, lęków i aspiracji. Robot może policzyć, co jest „najbardziej efektywne”, ale niekoniecznie zrozumie, dlaczego dla części społeczeństwa coś jest po prostu nie do przyjęcia. Polityka nie jest równaniem liniowym. Jest raczej chaotycznym, dynamicznym systemem, w którym irracjonalność bywa funkcją, a nie błędem.
Robot w Sejmie? Poczekamy, zobaczymy….
Nie ma co zaprzeczać, że wczorajsza wizyta robota była ciekawa. Nie dlatego, że zwiastuje rychły koniec posłów. To jeszcze nie ta iteracja świata. Ale dlatego, że stanowi inspirację do rozważań o tym, jak w przyszłości będzie wyglądać połączenie tego, jak działa współczesna technologia, a tym, jak działa współczesne państwo.
Czy Edward na sejmowym korytarzu był jak glitch w matrixie, czyli był krótkim momentem, w którym zobaczyliśmy alternatywną wersję systemu? Raczej nie. Edward był raczej objazdową atrakcją, która służyła rozrywce. Trudno na poważnie myśleć o tym, że taki Edward prawiący jakieś koślawe komplementy posłom czy wdający się w zupełnie przypadkową pogawędkę z posłem Markiem Suskim (a taka okazja była, by dowiedzieć się czegoś więcej np. o znajomej posła, carycy Katarzynie Wielkiej), może zaistnieć szerzej w polskim parlamentaryzmie.
To bardziej maskotka, z którą zdjęcie chciałby mieć niejeden poseł czy posłanka, chcąc w ten sposób udowodnić, jak bardzo jest się na czasie, technologicznie do przodu i trendy.
A sam Edward Warchocki? Cóż – jeśli rzeczywiście „woli obserwować niż grać” , to być może wykazał się największą polityczną mądrością ze wszystkich obecnych tego dnia na Wiejskiej.
Czytaj także:
- Zaczęło się! AI spycha sportowców z podium!
- Zaczęło się! AI zaprosi cię na randkę i każe płacić za matchę!
- Zaczęło się! Roboty wetkną nos w nie swoje sprawy
- Zaczęło się! Roboty wyrzucają robotników na bruk!
- Zaczęło się! AI zabiera nam żony!
- Zaczęło się! AI nie pozwala nam rodzić dzieci!
- Zaczęło się. AI czyta w naszych myślach!
- Zaczęło się! AI chce decydować o tym, co dzieje się z nami po naszej śmierci!
- Zaczęło się! AI zadecyduje, czy wpuścić nas do domu!