Kiedy coś jest naprawdę nowe, czyli co Gottfried Wilhelm Leibniz traktowałby jako innowację

Dodane:

Przemysław Zieliński Przemysław Zieliński

Kiedy coś jest naprawdę nowe, czyli co Gottfried Wilhelm Leibniz traktowałby jako innowację

Udostępnij:

Czy to, co tworzymy, jest rzeczywiście nowe? A może jest jedynie sprawnie przepisanym fragmentem wiecznego tekstu? Sprawdzamy, na ile myśl Gottfrieda Wilhelma Leibniza pozostaje aktualna w dzisiejszym ekosystemie startupów.

W dzisiejszym ekosystemie startupowym słowo „innowacja” zostało odmienione przez wszystkie przypadki, tracąc przy tym swój pierwotny ciężar gatunkowy. Na spotkaniach z inwestorami, w prospektach emisyjnych i na scenach konferencji technologicznych, mianem „rewolucji” określa się często drobne optymalizacje interfejsu lub kolejną iterację modelu subskrypcyjnego. Jako obserwatorzy tego pędu ku „nowości”, rzadko zatrzymujemy się, by zadać pytanie fundamentalne: czy to, co tworzymy, jest rzeczywiście nowe, czy jedynie sprawnie przepisanym fragmentem wiecznego tekstu?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy sięgnąć po myśl umysłu totalnego — Gottfrieda Wilhelma Leibniza. Ten XVII-wieczny polihistor, dyplomata i matematyk, który dał nam rachunek różniczkowy i podwaliny pod logikę formalną, pozostawił po sobie mapę drogową, która pozwala odróżnić autentyczny przełom od metafizycznego recyklingu.

Prawo ciągłości, czyli pułapka „disruption”

Współczesny founder – czy to ten z Warszawy, czy z Londynu, czy z San Francisco – uwielbia termin „disruption”. Zdaje się on wierzyć, że innowacja to gwałtowny skok, zerwanie z przeszłością, stworzenie czegoś z niczego. Leibniz, twórca prawa ciągłości (lex continuitatis), uśmiechnąłby się z pobłażaniem na taką wizję świata. Bez względu na to, jak intensywny byłby elevator pitch czy efektowny pitch deck wygłaszany podczas demo day. Według filozofa „natura nie czyni skoków” (Natura non facit saltus).

Leibniz dowodził, że każde zjawisko jest indywidualne i unikalne, ale jednocześnie osadzone w nieprzerwanym paśmie przejść. Linia prosta to tylko krańcowy przypadek krzywej, a równość to specyficzna forma nierówności. W kontekście startupowym oznacza to, że większość „nowości” to jedynie punkty na continuum już istniejących rozwiązań. Idźmy dalej i spytajmy jeszcze konkretniej: co to oznacza dla dzisiejszych „rewolucjonistów” i „disruptorów”?

Jeśli Twój produkt to „Uber dla X” lub „AI dla Y”, to zgodnie z myślą Leibniza, nie dokonałeś przeskoku do nowej rzeczywistości. Jesteś w punkcie pośrednim między tym, co było, a tym, co nieuchronnie nadejdzie. Ułuda nowości polega tu na braniu płynnego przejścia za radykalne zerwanie.

Apokatastasis i startupowa Biblioteka Babel

Jednym z ciekawszych elementów filozoficznej układanki stworzonej przez Leibniza – oczywiście w kontekście innowacji – jest jego esej „Apokatastasis panton„. Leibniz, operując logiką niemal algorytmiczną, zauważył, że liczba słów i możliwych kombinacji w książce o określonej objętości jest skończona. Jeśli historia świata jest zapisana w takich „książkach”, to przy odpowiednio długim czasie trwania ludzkości, wszystko musi powrócić. Zatem to, co my nazywamy „innowacyjnym modelem biznesowym”, dla Leibniza byłoby jedynie kolejną kombinacją z ogromnego, ale zamkniętego katalogu wariantów.

  • Ułuda innowacji: myślimy, że odkryliśmy nową potrzebę rynkową.
  • Perspektywa Leibniza: wyciągnęliśmy z archiwum kombinację, która po prostu dawno nie była używana.

Jesteśmy jak skrybowie, o których pisał Walter Benjamin — nosimy obowiązek kopiowania i przepisywania własnego tekstu. W świecie VC objawia się to w cyklach: od fascynacji decentralizacją, przez powrót do agregacji, po ponowne odkrywanie wartości fizycznego assetu. To startupowa Biblioteka Babel Jorge Luisa Borgesa, gdzie każda konfiguracja liter już istnieje, a my jedynie udajemy, że właśnie ją „napisaliśmy”.

Czy znalezienie innowacji jest w ogóle możliwe?

Czy w świecie zdeterminowanym przez „wieczny powrót” i konieczność logiczną jest miejsce na coś naprawdę nowego? Leibniz, mimo swojego panlogizmu, zostawił nam szczelinę.Dla Leibniza innowacją nie byłoby ułożenie nowej historyjki z tych samych liter (stworzenie nowej aplikacji). Prawdziwą innowacją byłoby stworzenie nowego alfabetu. To dlatego jego prace nad characteristica universalis — uniwersalnym językiem symboli, który pozwoliłby rozstrzygać spory drogą obliczeń — były tak rewolucyjne. Z punktu widzenia inwestora i foundera, autentyczna innowacja leży nie w „treści” (produkcie), ale w „gramatyce” (fundamencie technologicznym lub logicznym).

  • Innowacja Combinatorial (ułuda): łączenie istniejących usług w nowy pakiet. To „przepisanie książki”.
  • Innowacja leibnizjańska (realna): zmiana paradygmatu obliczeniowego, odkrycie nowej zasady organizacji materii lub informacji. To zmiana samego języka, w którym pisane są książki.

Zatem, jeśli chcemy wyjść poza „pułapkę trwania” i przestać karnie kopiować zadane formuły, musimy nabrać intelektualnej uczciwości. Leibniz uczy nas, że większość naszych działań to konieczne powtórzenia. Nie ma w tym nic złego — sprawny „skryba” potrafi zbudować dochodowy biznes na optymalizacji kopii. Jednak mianem innowatora Leibniz określiłby tylko tego, kto potrafi dostrzec zasadę wystarczającego powodu (principium reddendae rationis) tam, gdzie inni widzą tylko chaos, i kto potrafi zaproponować nowy sposób systematyzacji rzeczywistości.

Zanim następnym razem użyjesz słowa „nowość”, zadaj sobie pytanie: czy budujesz nową półkę w Bibliotece Babel, czy może — jak Leibniz — próbujesz wymyślić system, który pozwoli nam tę bibliotekę wreszcie zrozumieć i przekroczyć?

Czytaj także: