Reuters opisał to zjawisko jako narastające wyzwanie dla globalnego sportu, przywołując analizę firmy Alethea (AI risk management). Według tej analizy, generowana przez AI dezinformacja może uderzać w reputacje sportowców i organizacji, przekierowywać użytkowników do fałszywych stron, drenować przychody reklamowe mediów, a w skrajnych przypadkach oddziaływać na rynki zakładów.
Co to jest „AI slop” i dlaczego sport jest łatwym celem?
„AI slop” to niekoniecznie wyrafinowane deepfake’i rodem z kina. Często to tania, seryjna produkcja:
-
zmanipulowane grafiki i krótkie wideo,
-
„cytaty” przypisywane sportowcom,
-
fałszywe oświadczenia klubów i lig,
-
pseudo-newsowe strony podszywające się pod media,
-
nagrania audio imitujące głos znanej osoby.
Sport jest podatny z kilku powodów:
-
Gigantyczne emocje i polaryzacja – idealne paliwo dla „rage baitu” (treści mających oburzać). Reuters wskazuje, że fabrykowane skandale i polityczne cytaty są projektowane tak, by szerować się szybciej niż sprostowania.
-
Ogromny wolumen informacji – w dniu meczowym ludzie konsumują newsy w biegu, bez weryfikacji źródła.
-
Wysokie stawki finansowe – prawa medialne, sponsoring, reputacja i zakłady sportowe tworzą ekosystem, w którym fałszywa informacja może mieć mierzalną wartość.
Jak wygląda atak „AI slop” w praktyce?
W przytoczonym wcześniej tekście, Reuters opisuje przykłady fałszywych treści przypisywanych rozpoznawalnym graczom NFL (m.in. Jason Kelce, George Kittle), które były szeroko podawane dalej mimo że zostały sfabrykowane. Wskazuje też, że podobne operacje dotykały wiele lig i dyscyplin (NBA, MLB, NHL, Formuła 1).
Mechanizm jest zwykle powtarzalny:
-
ktoś publikuje „gorący” cytat lub „wyciek”,
-
treść podchwytują konta żerujące na zasięgach,
-
użytkownicy klikają w linki prowadzące do stron podszywających się pod serwisy,
-
reklamodawcy płacą za odsłony, a prawdziwe media tracą ruch,
-
sprostowanie pojawia się później, gdy emocja już „zrobiła robotę”.
Dlaczego to może być groźniejsze niż klasyczne fake newsy?
Bo AI znacząco obniża koszt produkcji i zwiększa skalę:
-
„fejk” nie musi być dopracowany – ma być wystarczająco wiarygodny i szybki;
-
można tworzyć setki wariantów tej samej narracji, testując, co najlepiej „chwyci”;
-
treści mogą naśladować styl i branding prawdziwych organizacji – Reuters cytuje obawy, że narzędzia AI pozwalają kopiować „wiarygodną komunikację marki”.
To przesuwa problem z pytania „czy to prawda?” na pytanie „czy w ogóle da się nadążyć z weryfikacją?”.
Czytaj także: Współpraca na medal: jaką rolę mogą odegrać startupy w polskim sporcie?
Rynek zakładów i „informacja jako broń finansowa”
Wątek zakładów sportowych pojawia się u Reutersa nieprzypadkowo: jeśli w obiegu pojawia się (fałszywa) informacja o kontuzji, konflikcie w drużynie czy rzekomej karze dyscyplinarnej, może to:
-
zmieniać zachowania graczy,
-
wpływać na kursy (zwłaszcza w mniej płynnych rynkach),
-
generować zysk dla podmiotów, które w odpowiednim momencie „wypchnęły” narrację.
To nie musi być scenariusz rodem z thrillera. Wystarczy, że dezinformacja „przechyli” masowe emocje – a sportowe rynki, zwłaszcza w social media, są emocjami zasilane.
Wysokie ryzyko w czasie wielkich imprez
Duże wydarzenia sportowe są naturalnym magnesem dla operacji dezinformacyjnych. Przed igrzyskami w Paryżu 2024 pojawiały się sygnały o kampaniach wymierzonych w organizatorów i wizerunek wydarzenia, w tym z użyciem treści syntetycznych (np. deepfake audio). Równolegle organizacje sportowe wdrażają narzędzia ochrony cyfrowej – Międzynarodowy Komitet Olimpijski informował o uruchomieniu systemu AI do monitorowania i ograniczania nadużyć online wobec sportowców podczas Paris 2024.
Więcej o technologiach stosowanych podczas paryskich igrzysk przeczytacie w innym naszym tekście.
Co mogą zrobić ligi, kluby i media? „Higiena informacyjna” jako element bezpieczeństwa
Reuters przytacza zalecenia, by kibice weryfikowali informacje w oficjalnych źródłach i byli ostrożni wobec „zbyt dobrych”, skrajnie emocjonalnych rewelacji oraz podejrzanych linków.
Ale na poziomie instytucji potrzeba bardziej systemowych działań.
Oficjalne „źródła prawdy” i szybkie sprostowania
-
jedno, czytelne centrum komunikacji (np. newsroom na stronie ligi),
-
standaryzowane formaty oświadczeń,
-
szybkie „fact checks” w kanałach o największym zasięgu.
Oznaczanie autentyczności treści (proweniencja, watermarking)
W debacie o syntetycznych mediach coraz częściej wraca temat standardów „multimedia authenticity” – czyli metod, które pomagają potwierdzać pochodzenie treści i historię jej modyfikacji. ITU opisuje mapę standardów, obejmującą m.in. proweniencję treści i watermarking. Równolegle, Partnership on AI rozwija zestaw dobrych praktyk odpowiedzialnego tworzenia i udostępniania syntetycznych mediów.
Ochrona sportowców jako reputacyjna „infrastruktura”
Skala nadużyć (w tym deepfake’ów) dotyka szczególnie osoby publiczne, a sportowcy są w tej grupie wysoko. Wdrożenia narzędzi monitoringu i moderacji (jak rozwiązanie IOC na Paris 2024) pokazują kierunek: ochrona wizerunku staje się elementem operacyjnym organizacji sportowych, nie tylko problemem PR.
Edukacja kibiców – ale w praktycznym formacie
Nie kampanie „bądź ostrożny”, tylko proste mechanizmy:
-
„jak rozpoznać fałszywe konto/stronę”,
-
„jak sprawdzić, czy cytat pochodzi z oficjalnego wywiadu”,
-
„gdzie są oficjalne kanały klubu”.
Największe ryzyko: erozja zaufania
W sporcie zaufanie jest walutą: kibice ufają, że wynik jest uczciwy, a informacje o drużynie są prawdziwe. „AI slop” podkopuje to zaufanie nie tylko pojedynczym fejkiem, ale stałym szumem, w którym prawda staje się jedną z wielu wersji. UNESCO zwraca uwagę, że syntetyczne media nasilają „kryzys wiedzy” i zacierają granicę między treściami tworzonymi przez ludzi i przez AI.
I to jest kluczowa stawka: nie chodzi wyłącznie o to, czy kibice dadzą się nabrać na jeden fałszywy cytat. Chodzi o to, czy w dłuższym horyzoncie przestaną wierzyć komukolwiek – mediom, klubom, sportowcom – bo zawsze będzie istniała wątpliwość, czy „to na pewno prawdziwe”.