Czy to koniec ery „proszę zacisnąć pięść”? Orei Health sprawi, że krew pobierzesz między mailem a kawą

Dodane:

Aleksandra Janik Aleksandra Janik

Czy to koniec ery „proszę zacisnąć pięść”? Orei Health  sprawi, że krew pobierzesz między mailem a kawą

Udostępnij:

Czy procedura medyczna, która nie zmieniła się od wielu dekad, może doczekać się cyfrowej rewolucji? Orei Health udowadnia, że tak.

Co więcej, potencjał i innowacyjność tego rozwiązania zostały już docenione przez ekspertów. Orei Health zostało wyróżnione w Programie Grantowym ING, znajdując się w gronie laureatów 8. edycji konkursu. Autorzy otrzymali 300 tys. złotych wsparcia. Rozmawiamy z Dawidem Boreńskim, założycielem i CEO startupu.

Skąd pomysł na Orei Health? Czy był to wynik osobistych doświadczeń z traumą u pacjentów, czy raczej chłodna analiza luk w systemie diagnostycznym, który od dekad opiera się na igle?

Punktem wyjściowym były własne doświadczenia jako pacjenta. Odkąd pamiętam nie lubiłem igieł, przez co unikałem badań krwi. Kilka razy byłem nawet oddać krew, ale za każdym razem kończyło się na rezygnacji w momencie, gdy byłem coraz bliżej igły. Do tego dochodziła cała procedura organizacyjna – planowanie, umawianie się, dojazdy, stanie w kolejkach itd. zabierając sporą ilość czasu.

Jako pacjent bardzo wyraźnie czułem w tym obszarze lukę rynkową. Jako inżynier miałem silne przekonanie, że musi istnieć inne rozwiązanie. Skoro niemal każda dziedzina technologii zrobiła ogromny krok do przodu, to dlaczego pobieranie krwi wciąż opiera się na schemacie, który w swojej istocie niewiele zmienił się od prawie 100 lat? W końcu mówimy o czymś tak fundamentalnym jak zdrowie, proces jego kontroli nie powinien być stresujący ani nieprzyjemny.

Kluczowe było też to, że wszystkie przemyślenia skonfrontowałem z moją wspólniczką, która jest lekarzem i na co dzień rozumie realne potrzeby pacjentów oraz ograniczenia systemu ochrony zdrowia. Nasze połączenie osobistego doświadczenia, inżynierskiego i perspektywy klinicznej doprowadziło do ukierunkowania rozwoju Orei Health.

Obserwacje zderzyliśmy z chłodną analizą rynku. Testowaliśmy dostępne na świecie alternatywy dla klasycznego pobrania krwi żylnej, ale żadna z nich nie spełniała naszych oczekiwań pod względem komfortu, powtarzalności i możliwości realnego skalowania.

Dzięki Waszej technologii pobieranie krwi ma być bezbolesne i samodzielne. Jak to możliwe? Jak to działa?

Z perspektywy użytkownika cały proces został zaprojektowany maksymalnie prosto i intuicyjnie. Wystarczy przyłożyć urządzenie do ciała i nacisnąć przycisk, a krew jest automatycznie pobierana bezpośrednio do probówki ze substancję stabilizującą. Ze względu na ochronę własności intelektualnej nie wchodzimy w szczegóły technologiczne, to standardowe podejście przy rozwoju innowacyjnych wyrobów medycznych na tym etapie. Naszym celem od początku było to, aby doświadczenie pobrania krwi było szybkie i komfortowe, możliwe do wykonania samodzielnie w domu i nie wymagało udziału personelu medycznego.

Samodzielne pobieranie krwi w domu to krok w kierunku medycyny spersonalizowanej. Jakie realne zmiany w systemie ochrony zdrowia może przynieść upowszechnienie Waszego rozwiązania?

Postrzegamy to jako realną zmianę paradygmatu. W przyszłości, otrzymując skierowanie na badania od lekarza, pacjent będzie mógł wybrać, klasyczne pobranie w punkcie pobrań albo zamówienie zestawu do domu. Takie podejście zwiększa dostępność diagnostyki, szczególnie w miejscach, gdzie nie ma infrastruktury punktów pobrań lub dostęp do nich jest utrudniony. Jednocześnie realnie obniżamy koszty operacyjne systemu i tworzymy rozwiązanie, które jest skalowalne, bez konieczności budowania kolejnych placówek i angażowania dodatkowego personelu. Nasza technologia wnosi realną wartość szczególnie w krajach, gdzie służba zdrowia jest obciążona oraz występują niedobory kadrowe.

Kto jest Waszym głównym klientem? Celujecie w partnerstwa z laboratoriami, aptekami?

Naszym głównym klientem są CRO, czyli organizacje prowadzące i obsługujące badania kliniczne na zlecenie firm farmaceutycznych i biotechnologicznych. Od początku myślimy jednak o całym ekosystemie ochrony zdrowia. Orei Health naturalnie wpisuje się we współpracę z laboratoriami diagnostycznymi, instytutami badawczymi, platformami e-zdrowia oraz placówkami medycznymi.

Chcemy rozwijać się jako licencjodawca technologii i oferować nasze rozwiązanie również w modelu white label, aby mogło być dystrybuowane przez partnerów pod ich własnymi markami i integrowane z istniejącymi procesami oraz systemami. Nie budujemy rozwiązania punktowego, lecz element infrastruktury, który może funkcjonować w różnych modelach opieki zdrowotnej i badań klinicznych.

Orei Health znalazło się w gronie laureatów 8. edycji Programu Grantowego ING, zdobywając uznanie za innowacje wspierające zdrowie. Jaką rolę ten grant i samo wyróżnienie odegrały w Waszym rozwoju? Czy takie partnerstwa z sektorem bankowym to dla startupu medtech tylko zastrzyk gotówki, czy także ważny sygnał wiarygodności dla rynku?

Grant ING dał nam dużą niezależność w prowadzeniu prac badawczo-rozwojowych i realnie przybliżył nas do komercjalizacji produktu. Równie ważny był jednak aspekt wiarygodności. Kilka dni po ogłoszeniu wyników odezwało się do nas wiele ciekawych osób. Pojawiły się konkretne leady, potencjalni partnerzy technologiczni i biznesowi, również zainteresowanie ze strony aniołów biznesu. Pokazało nam to, że takie wyróżnienie działa jak silny sygnał zaufania dla rynku.

Zanim Wasz zestaw trafi do rąk pacjenta, jak każdy produkt medyczny, musi przejść szereg rygorystycznych testów. Na jakim jesteście etapie?

Od początku rozwijamy technologię z myślą o pełnej zgodności regulacyjnej. Równolegle przygotowujemy się do certyfikacji zarówno w ramach europejskiego MDR, jak i amerykańskiej ścieżki FDA. Ze względu na wrażliwość procesu nie ujawniamy szczegółowych etapów prac, natomiast mogę powiedzieć, że testy, walidacje i przygotowanie dokumentacji są jednym z naszych głównych, ciągłych obszarów działania. Jest to fundament bezpieczeństwa i jakości produktu.

Proces ten wymaga czasu, ale jest absolutnie kluczowy, jeśli chcemy realnie zmienić sposób, w jaki wykonuje się badania krwi. Jednocześnie na każdym etapie korzystamy ze wsparcia doświadczonych jednostek oraz founderów, którzy przeszli już tę ścieżkę regulacyjną. Dzięki ich wiedzy i praktycznemu doświadczeniu liczymy na to, że będziemy w stanie przejść ten proces możliwie sprawnie, bez kosztownych błędów i zbędnych opóźnień.

Co sądzisz o branży medtech w Polsce?

Medtech to specyficzna kategoria, która wciąż bywa oceniana przez pryzmat kryteriów charakterystycznych dla projektów technologicznych o krótkim cyklu rozwoju. Tymczasem długie cykle rozwoju, ryzyko regulacyjne oraz konieczność kosztownych badań i certyfikacji sprawiają, że tempo i sposób skalowania wyglądają zupełnie inaczej niż w modelach SaaS.

Realna zmiana w podejściu do finansowania i wsparcia projektów medtech mogłaby stać się iskrą dla kolejnych przedsiębiorców z tej branży. Większa akceptacja specyfiki regulacyjnej i długoterminowego horyzontu rozwoju przełożyłaby się na więcej innowacyjnych rozwiązań oraz budowę silniejszego ekosystemu technologii medycznych w Polsce.

Czytaj także: