W rzeczywistości jest jednak czymś znacznie ważniejszym: próbą uporządkowania polskiego ekosystemu wsparcia innowacji, wyznaczenia standardów jakości oraz oddzielenia organizacji działających systemowo od tych, które funkcjonują wyłącznie projektowo.
Ministerstwo zakończyło właśnie proces akredytacyjny, w wyniku którego status akredytowanego ośrodka uzyskało 27 instytucji. Podmioty, które wzięły udział w konkursie, przeszły wieloetapową ocenę. Jak podkreśla resort, Akredytacja #MRiT potwierdza „najwyższe standardy jakości i kompetencji w zakresie działalności na rzecz rozwoju innowacji”. Ma ona również wzmacniać profesjonalny, spójny system wsparcia startupów, naukowców, firm technologicznych oraz sektora MŚP w zakresie rozwoju innowacyjnych produktów, transferu technologii i komercjalizacji wyników badań B+R.
Bo nie każdy inkubator jest taki sam
Przez ostatnie kilkanaście lat w Polsce powstały dziesiątki inkubatorów, akceleratorów, parków technologicznych oraz innych organizacji wspierających przedsiębiorczość. Niektóre z nich stały się rozpoznawalnymi markami i pomogły setkom startupów. Inne pojawiały się wraz z kolejnymi konkursami unijnymi, realizując pojedyncze projekty, po czym… znikały z rynku. Ot tak.
Dla startupu, który po raz pierwszy szuka wsparcia, rozróżnienie między organizacjami świadczącymi właśnie takie wsparcie – nie jest łatwe. Ich strony internetowe wyglądają podobnie, deklaracje są często identyczne, a język komunikacji pełen tych samych haseł, które zna każda i każdy z Was: mentoring, rozwój, skalowanie czy innowacje. Właśnie dlatego pojawiła się potrzeba stworzenia mechanizmu, który pozwoli zweryfikować nie tylko deklaracje, ale także rzeczywiste, udokumentowane kompetencje organizacji.
Ministerstwo Rozwoju i Technologii wskazuje, że akredytacja to nie tylko formalne potwierdzenie jakości świadczonych usług. To także:
- wzmocnienie wiarygodności i pozycji rynkowej ośrodka,
- zwiększenie konkurencyjności oferty dla startupów i przedsiębiorców,
- możliwość udziału w naborach finansowanych ze środków Unii Europejskiej,
- budowanie profesjonalnego i spójnego systemu wsparcia innowacji w Polsce.
Znak jakości dla całego rynku
O kluczowym znaczeniu akredytacji mówi w rozmowie z nami Maria Tyka-Majewska, Acceleration Lead w Huge Thing. W jej ocenie, zewnętrzna weryfikacja ministerialna jest niezbędnym drogowskazem dla rynku: „akredytacja to taki znak jakości nadany przez ministerstwo, które od lat zarządza programami wsparcia dla różnych grup przedsiębiorców. Z drugiej strony zespoły akceleratorów czy inkubatorów pracowały latami na osiągnięcie pewnego standardu działania i jakości dostarczanego wsparcia. Przyznane akredytacje wynikają z wielu lat pracy. W mojej ocenie zewnętrzna weryfikacja w postaci akredytacji daje gwarancję dla przedsiębiorców, że w akredytowanej jednostce nie trafią na kiepsko zaprojektowany program z udziałem przypadkowych ekspertów.”
To szczególnie istotne w przypadku podmiotów technologicznych, gdzie kluczową rolę odgrywa czas i dynamika rozwoju. Jak akcentuje Maria Tyka-Majewska: „dobór odpowiednich partnerów na początku przygody z przedsiębiorczością jest szalenie ważny dla dalszego powodzenia biznesu, szczególnie, że w przedsiębiorczości technologicznej istotny jest czas – nie ma przestrzeni na nietrafionych partnerów. To samo dotyczy się dużych organizacji, które chcą zacząć czerpać z współpracy ze startupami. Partnerstwo z doświadczonym operatorem zwiększa szansę na osiągnięcie konkretnych, wymiernych biznesowo, efektów takich działań.”
Akredytacja ma więc pełnić funkcję zbliżoną do certyfikatów jakości w dojrzałych gałęziach przemysłu. Choć nie gwarantuje rynkowego sukcesu, drastycznie zmniejsza ryzyko wejścia we współpracę z podmiotem przypadkowym lub niekompetentnym.
Co właściwie ocenia ministerstwo? Trwałość zamiast dotacjozy
Wbrew powszechnym stereotypom dotyczącym procedur urzędowych, ocena nie opierała się wyłącznie na liczbie zrealizowanych projektów. Kryteria weryfikacyjne objęły m.in. doświadczenie organizacji, kompetencje zespołu, standardy jakości, monitoring efektów, sposób pracy z uczestnikami, trwałość modelu działania, zdolność do dokumentowania rezultatów oraz ogólną efektywność wsparcia. W przypadku Huge Thing jednym z kluczowych wymogów formalnych było udokumentowanie doświadczenia w realizacji określonej liczby rund akceleracji w okresie ostatnich 5 lat. Maria Tyka-Majewska tłumaczy głębszy sens tego podejścia: „dzięki temu, że Huge Thing od 2012 roku aktywnie prowadzi programy akceleracyjne, mamy niezbędne doświadczenie, które uwiarygodniło nas jako podmiot odpowiedni do uzyskania akredytacji. Komisja oceniająca brała również pod uwagę, czy akredytowane podmioty realizują działania w sposób ciągły i czy ich działalność nie jest uzależniona wyłącznie od publicznych grantów.”
To fundamentalny sygnał dla rynku. Państwo ma przestać premiować tzw. „dotacjozę” – podmioty wyspecjalizowane wyłącznie w mechanicznym pozyskiwaniu i rozliczaniu dotacji publicznych. Kluczowe staje się pytanie, czy dany ośrodek posiada autonomiczny, trwały model funkcjonowania i potrafi generować realną wartość rynkową niezależnie od strumienia zewnętrznego finansowania.
Wniosek akredytacyjny jako głęboki audyt organizacji
Proces przygotowania dokumentacji okazał się dla wielu ośrodków wymagającym, wewnętrznym audytem. Spostrzeżeniami na ten temat dzieli się z nami Justyna Kuczyńska, project manager w Startup Academy. Według niej największa trudność nie leżała w braku procedur, lecz w konieczności ich specyficznej, syntetycznej krystalizacji: „największym wyzwaniem było przełożenie bardzo szerokiej, wielowątkowej działalności organizacji na precyzyjną logikę konkursową i pokazanie jej dokładnie w taki sposób, w jaki wymaga tego system akredytacji. W organizacjach procedury, standardy jakości, monitoring, ewaluacja czy dokumentowanie rezultatów powinny być czymś naturalnym i w naszym przypadku były one od dawna ważnym elementem pracy. Trudność nie polegała więc na tym, że trzeba było je dopiero tworzyć, ale na tym, że należało je opisać syntetycznie, spójnie i wprost pod konkretne kryteria oceny.”
Dojrzała organizacja wsparcia musi udowodnić spójność całego swojego łańcucha wartości: od precyzyjnego doboru wsparcia, przez stały monitoring postępów, pracę z mentorami, ewaluację jakości, aż po asystę postinkubacyjną. Justyna Kuczyńska podsumowuje to wprost: „drugim wyzwaniem było pokazanie nie tylko pojedynczych sukcesów, ale całego modelu działania: jak dobierane jest wsparcie, jak monitorowane są postępy, jak wygląda praca z mentorami, ewaluacja jakości czy wsparcie po zakończeniu programu. W praktyce to właśnie te elementy najlepiej pokazują, czy organizacja rzeczywiście działa w sposób uporządkowany i jakościowy. Akredytacja wymusza nie tyle ładny opis, ile bardzo świadome nazwanie tego, co w dojrzałym ośrodku powinno być standardem.”
Proces ten narzucił pewne korekty nawet w organizacjach, które na co dzień operują nowoczesnymi metodologiami zarządzania. Maria Tyka-Majewska przyznaje, że w Huge Thing standardem jest praca na OKR-ach (Objectives and Key Results) oraz planowanie wskaźnikowe. Jednak wniosek akredytacyjny zmusił organizację do wyjścia poza standardowy horyzont: „choć przyznam, że zazwyczaj szczegółowe plany przygotowujemy z rocznym wyprzedzeniem, a w dłuższej perspektywie definiujemy cele kierunkowe. We wniosku o akredytację bardziej szczegółowe prognozy liczbowe musiały być przygotowane w dłuższej perspektywie.”
Jakość, powtarzalność i realne efekty
Urzędowa weryfikacja odrzuciła wszelki marketingowy szum, koncentrując się na faktach, liczbach i materialnych dowodach skuteczności działania. Startup Academy w procesie aplikacyjnym operowała równolegle na kilku płaszczyznach dowodowych. Justyna Kuczyńska wylicza: „ten proces był przede wszystkim pracą porządkującą i potwierdzającą. […] Pracowaliśmy równolegle na kilku poziomach: dokumentów formalnych, danych liczbowych, opisów rezultatów i materiałów jakościowych. Z jednej strony były to raporty, sprawozdania, umowy, dokumentacja programowa, procedury, opisy stanowisk czy materiały potwierdzające ciągłość współpracy. Z drugiej – dane o uczestnikach, edycjach, rezultatach, godzinach wsparcia, partnerstwach, ewaluacjach i kontynuacji współpracy po inkubacji. Do tego dochodziły przykłady sukcesów i case studies, które pokazywały skuteczność wsparcia w praktyce ”.
Taki poziom szczegółowości odcina możliwość manipulacji wizerunkiem i weryfikuje faktyczną dojrzałość operacyjną podmiotu aplikującego.
„Dla mnie ważne było to, że akredytacja weryfikuje nie tylko to, czy organizacja dużo robi, ale czy potrafi to udowodnić, uporządkować i obronić na poziomie procesów. To jest dobra perspektywa, bo w obszarze wspierania przedsiębiorczości sama aktywność nie wystarcza. Liczy się jeszcze jakość, powtarzalność i zdolność do pokazania realnych efektów. W organizacji procedury, standardy jakości, monitoring i dokumentowanie rezultatów nie powinny powstawać dopiero na potrzeby konkursu – powinny istnieć wcześniej i być elementem codziennego działania. Akredytacja jest więc dobrym testem nie tyle tego, kto najładniej opisze swoją aktywność, ale kto rzeczywiście potrafi pokazać, że działa w sposób uporządkowany, jakościowy i powtarzalny ” – podsumowuje Justyna Kuczyńska.
Akredytacja jako motor trwałej profesjonalizacji rynku
W debacie o innowacjach uwaga opinii publicznej skupia się zazwyczaj na samych startupach. Znacznie rzadziej analizuje się kondycję instytucji, które mają te młode firmy wspierać i edukować. Tymczasem jakość akceleratorów, inkubatorów czy centrów transferu technologii ma bezpośrednie, przełożenie na przetrwanie i sukces komercyjny rynkowych debiutantów. Z tego powodu najbardziej wartościowym aspektem mechanizmu stworzonego przez MRiT jest jego funkcja systemowa, stymulująca stały rozwój podmiotów rynkowych. Justyna Kuczyńska akcentuje, że system ten niesie za sobą głębszy sens strukturalny: „uważam, że co do zasady ten model idzie w dobrą stronę, bo premiuje nie tylko aktywność, ale też trwałość i jakość modelu działania. To ważne rozróżnienie. W ekosystemie innowacji działa wiele podmiotów, które potrafią zrealizować pojedynczy projekt, ale dużo trudniej jest wykazać, że ma się trwały model działania, kompetentny zespół, standardy jakości, monitoring efektów, relacje postinkubacyjne i zdolność do powtarzalnego dostarczania wartości uczestnikom. Pod tym względem akredytacja ma sens, bo bada nie tylko deklaracje, ale też to, czy za nimi stoją realne procesy i kompetencje.”
Jednocześnie menedżerowie wskazują, że system, jako relatywnie nowy twór, posiada przestrzeń do optymalizacji. Według Kuczyńskiej warto w przyszłości doprecyzować procedury dokumentowania efektów przy skomplikowanej działalności wieloprojektowej, gdzie rezultaty są realne, lecz podane w zróżnicowanych formatach. Najważniejszy pozostaje jednak fakt, że akredytacja nie jest jednorazowym, statycznym sitem.
„Dobrze też, że system akredytacji jest pomyślany w sposób, który pozwala ośrodkom rozwijać się także w kolejnych konkursach i aplikować o następne funkcje. To ważne, bo dojrzałe organizacje wsparcia przedsiębiorczości rzadko zatrzymują się na jednym obszarze działania – naturalnie rozwijają ofertę i z czasem są gotowe do ubiegania się także o akredytację w kolejnych specjalizacjach, np. obok inkubacji również w akceleracji. Tak będzie w naszym wypadku. W tym sensie akredytacja nie powinna być postrzegana wyłącznie jako jednorazowy filtr formalny, ale także jako narzędzie porządkujące rozwój ośrodków i wzmacniające profesjonalizację całego rynku. To istotne zarówno dla samych organizacji, jak i dla jakości wsparcia dostępnego dla startupów.”
Elita polskiego ekosystemu: Kto otrzymał akredytację?
Na opublikowanej oficjalnej liście Ministerstwa Rozwoju i Technologii znalazło się 27 organizacji reprezentujących pełne spektrum polskiej sceny innowacji. Są to zarówno czołowe, komercyjne akceleratory startupowe, fundacje wspierające przedsiębiorczość akademicką, parki technologiczne, jak i wysoce wyspecjalizowane regionalne agencje rozwoju.
Obok Huge Thing oraz Instytutu Kreowania Przedsiębiorczości (Startup Academy), status akredytowany uzyskały podmioty, które od lat budują fundamenty pod transfer technologii i rozwój polskiej myśli technicznej. Pełne zestawienie wszystkich wyróżnionych instytucji wraz z ich specjalizacjami i profilami działalności jest publicznie dostępne bezpośrednio na rządowych stronach.
Początek ery mierzalnej wartości
Największą wartością ministerialnej akredytacji nie jest sam fizyczny certyfikat czy wpis do ministerialnego rejestru. Jej fundamentalne znaczenie polega na ustanowieniu uniwersalnego, obiektywnego i restrykcyjnego języka jakości dla całego rynku wsparcia innowacji. W naszym krajowym ekosystemie, gdzie inicjatywy i podmioty doradcze potrafią powstawać i znikać w błyskawicznym tempie, stabilność procesowa, doświadczenie kadry oraz zdolność do transparentnego wykazywania efektów stają się kluczową walutą.
Dla startupów i sektora MŚP ministerialny stempel to ułatwienie selekcji partnerów biznesowych i radykalne ograniczenie ryzyka operacyjnego. Dla samych ośrodków innowacji – bezdyskusyjne uwiarygodnienie pozycji rynkowej oraz otwarcie drzwi do dystrybucji nowych funduszy europejskich. Dla państwa z kolei jest to udany krok w kierunku budowy dojrzałego, przewidywalnego i przede wszystkim efektywnego systemu wspierania nowoczesnej gospodarki.
To wyraźne przejście od archaicznego pytania: „ile projektów i szkoleń zrealizowano?”, do nowoczesnego paradygmatu: „jaką realną, powtarzalną i mierzalną wartość te działania wygenerowały dla rynku?”.