#OHO!: Oskara Gińko bajanie przed snem, Paweł Cichoń bawi nas brainrotem, Paulina Stępień rozdziera szatki i siatki na zakupach i Izabella Woźnicka z semaforem

Dodane:

MamStartup logo Mam Startup

#OHO!: Oskara Gińko bajanie przed snem, Paweł Cichoń bawi nas brainrotem, Paulina Stępień rozdziera szatki i siatki na zakupach i Izabella Woźnicka z semaforem

Udostępnij:

#OHO! Podziało się tyle w tym tygodniu, że będziecie zaskoczeni! W dzisiejszym wydaniu mamy dla Was egzekucję Twojego ex, Igrzyska Śmierci o etat, „strategiczne bitwy” o wprowadzanie psów do Lidla, „niesmaczne” batony i trąbofony!

Czego to Oskar nie wymyśli…

Historia opublikowana przez ochroniarza wynalazków, Oskara Gińko zaczyna się klasycznie. Rzecz wygląda jak kolejna pouczająca historia od ojca, który swoimi doświadczeniami rodzicielskimi postanowił podzielić się nimi z innymi ojcami-biznesmenami. Córka ma koszmary, trudno, bywa i tak. Ale już po kilku zdaniach rzecz przybiera nieoczekiwany obrót. Tak nieoczekiwany, iż sami zaczynamy się zastanawiać, czy to aby przypadkiem Oskar Gińko nie przeżywa na jawie jakiegoś koszmaru i będąc jeszcze nie do końca obudzonym, pisze coś na swoim linkedinowym koncie.

Gińko Oskar twierdzi, że jego córce śnią się „wnioski o bon na dofinansowanie zgłoszenia patentu europejskiego.”

W tej fantasmagorycznej historii spisanej przez Oskara jest jeszcze kapibara, jest przedszkolanka, są drzwi zamykane na klucz w ochronie przed Oskarem Gińko. Przed Oskarem, który, przypomnijmy, sam ma chronić. I to nie byle co, bo wynalazki.

Post jest długi, ale rozumiemy z niego jedną rzecz. To znaczy, rozumiemy tak podskórnie. Intuicyjnie. Rozumiemy, że praca pana Oskara jest bardzo trudna i wyczerpująca psychicznie. Tak bardzo, że nietrudno przez nią o koszmary.

Dobranoc, panie Oskarze, proszę się wyspać.

Dorośli bawią się w młodzież

Jest w życiu kilka pułapek, o których my, dorośli ludzie, doskonale wiemy. Ba, więcej – wiemy nie tylko, że trzeba ich unikać, ale doskonale zdajemy sobie sprawę, jak to robić. Lecz mimo to – stale w nie wpadamy. I jak tu zrozumieć człowieczą mentalność?

Paweł Cichoń, dyrektor od innowacji, czyli dorosły, który zawodowo musi rozumieć bardzo złożone rzeczy, postanowił igrać z ogniem. Być może ostatnie dni nie obfitowały u niego w zbyt wiele innowacji, toteż sięgnął po coś, co na przykład dla nas jest bardziej niebezpieczne niż wdrażanie systemu e-faktur. Otóż, nasz bohater zmierzył się z brainrotami, nazywając je pociesznie, tak po cichonowemu – „stworzeniami”.

I sypnął grafikami prezentującymi owe stworzonka, mające rzekomo jakieś odpowiedniki w biurowych zachowaniach. To doprawdy przezabawne, tak po cichonowemu.

Swojego posta zakończył apelem „napisz w komentarzu, jaki brainrot pojawia się w Twojej pracy najczęściej”.

Nas aż korci, aby Cichonia Pawła spytać: Pawle drogi, a jakim stworzeniem jesteś Ty?

Zakupy większe niż życie

Paulina Stępień poszła na zakupy.

Ale to nie koniec!

Paulina Stępień poszła na zakupy z pieskiem Misią!

Ale to dalej nie wszystko!

Paulina Stępień poszła na zakupy z pieskiem Misią w Lidlu, ale nie pozwolili jej zrobić tych zakupów!

Żyjecie? Bo dla nas to brzmi już jakiś koszmarny skandal i patrząc na to, że Paulina Stępień jest Co-CEO Agencji AP Communication, to szykuje się nam wielki kryzys wizerunkowy Lidla. Współczujemy działowi komunikacji tej sieci, z pewnością wzięli się do pracy, by przygotować jakieś dementi, wystosować przeprosiny, wysłać bon na gratisowe zakupy, a może i znajdzie się jakieś gustowne wdzianko dla Misi.

Bo, jak po zdjęciu da się wywnioskować, Misia lubi się stylowo ubrać.

Nie wypada nam przy Stępień Paulinie, ekspertce ds, komunikacji, pisać, że już dawno temu Lidl jasno i publicznie odnosił się do kwestii zakupów z psem. W serwisie dlahandlu.pl da się znaleźć artykuł, w którym „przedstawiciel sieci handlowej Lidl potwierdził, że w sklepach Lidl faktycznie nie można wprowadzać psów, z wyjątkiem psów przewodników. To zasada wynikająca z wewnętrznego regulaminu sklepu, który ma na celu zapewnienie odpowiedniej higieny w miejscu, gdzie znajdują się produkty żywnościowe. Przedstawiciel Lidl wskazał również, że regulamin sklepu jest dostępny na stronie internetowej, gdzie można się z nim zapoznać.”

Pani Paulino, proszę nie odpuszczać. Bo w końcu, jak pisze Pani w swoim poście:

„I to nie jest już tylko miły gest.
To decyzja strategiczna.”

Pociągowe wykolejenie

Być może kolejny kryzys wizerunkowy dopadnie także PKP Intercity. To za sprawą rwetesu, jaki w mediach społecznościowych wywołała Izabella Woźnicka, jedna z Top 25 Women Lawyers in Business By Forbes (przy okazji – congratulations by MamStartup, Pani Izabello!). Nie dziwimy się frustracji pani Izabelli. Nie tylko pociąg  się jej spóźnił, to jeszcze w ramach przeprosin otrzymała… A zresztą, oddajmy głos samej poszkodowanej:

„Batonik o nazwie „Nagie Góralki”. A w dodatku z kremem waniliowym….. Nie no super, pewnie smaczny…. Choć moim zdaniem, wszystko na tym opakowaniu jest „niesmaczne”.

Niesmaczne! Potwornie niesmaczne! Od razu czujemy tzw. „szczucie cycem”, od razu solidaryzujemy się z podwójnie zniesmaczoną Panią Izabellą.

(Swoją drogą, czy spotkało Was coś kiedyś gorszego niż kombo: opóźniony pociąg i niesmaczny batonik? No właśnie! Nas też nie!)

Nie chcemy już się wymądrzać i przypominać, że polskie Góralki to marka Horalky. A ta nazwa nawiązuje do nawiązuje do słowackiej nazwy goryczki krótkołodygowej. I że w kontekście botanicznym akurat o tej roślinie można napisać, że jest „naga”. Nie chcemy też uciekać się w banał i rzucać powiedzonkami w stylu „od razu widać, co komu chodzi po głowie” tudzież „uderz w stół, a nożyce się odezwą”.

Nie, nie, to byłoby… niesmaczne.

Trąbofony, czyli smartfony z trąbą

Przez ostatnie lata telefony z rozmiarów cegły skurczyły się do obecnej formy. Smukłe, czasem większe, czasem mniejsze, lekkie… Technologia zatoczyła koło i rypnęła o ścianę. Producenci uznali, że skoro aparat w telefonie nie może być lepszy, to musi być… większy! Tak powstał trend na doklejenie trąby.

Trąbę (wielkości termosu) dokleja się i odkleja, w zależności od tego, czy akurat chcesz zrobić fotkę. I pyk – telefon do kieszeni, a lufa… lufa gdzie? Idea mobilności telefonu właśnie umiera.

Przynajmniej teraz można mieć dwie kieszenie zawsze pełne!

Więcej przeczytacie w serwisie Spider’s Web.

Igrzyska Śmierci (o etat)

Firma Anduril – tak, tak, ten zbrojeniowy gigant – właśnie wymyśliła nową formę rekrutacji. Zamiast rozmowy o pracę, walczysz w Igrzyskach Dronów. Pucharu nie ma. Jest za to etat (jeśli wygrasz).

Walczysz o pracę w firmie zbrojeniowej, udowadniając, że jesteś świetnym operatorem maszyn do zabijania. Brzmi jak Black Mirror.

Masz laga? Nie masz pracy.

Więcej tutaj!

Miłość przemija, trauma pozostaje

ZOO wpada na genialny pomysł i ogłasza na Facebooku, że można… nazwać karaczana imieniem swojego ex, a „surykatka zamknie rozdział”.

Karaczany to wszystkożerne owadki, które wyglądają, jak poniżej. Znaczy niekoniecznie tak, bo, jak podaje Wikipedia, istnieje około 4600 gatunków, ale rozumiecie. ROBACZEK TAKI!

Blaberus giganteus MHNT

ZOO w Łodzi publikuje pakiety adopcyjne:

👉 50 zł – certyfikat + imię dla karaczana
👉 150 zł – certyfikat + zdjęcie z „konsumpcji” 📸
👉 300 zł (VIP) – karmisz surykatkę osobiście 🐾 (limitowana opcja)

Zamiast terapii 200 zł/h, ZOO oferuje symboliczną egzekucję „Sebastiana” czy innej „Karyny” za ułamek tej ceny! Tanio, skutecznie, ekologicznie.

Cały dochód jest przekazywany do Fundacji Pangolin na ochronę zagrożonych gatunków.

To tyle z dzisiejszego #OHO!. Smacznego!