Z imbirem, z imbirem
Pamiętacie ten utwór? Idealny na tzw. długie zimowe wieczory. Posłuchajmy go więc razem, nim przejdziemy do spraw trudnych.
Imbir tutaj nie jest przypadkowy. Z imbirem była herbata, którą zapragnęła w zimowy wieczór wypić Anna Sobolewska, mentorka kobiet 40+. Imbir wykazuje właściwości przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe, przeciwzapalne i wykrztuśne, a poza tym ma działanie przeciwgorączkowe i przeciwbólowe. I dobrze, że mentorka pije imbir, wszak musi być zdrowa. Problem w tym, że ktoś jej to utrudnia. Sobolewska Anna, spragniona rozgrzewającego napoju, musiała zmierzyć się z przeciwnościami losu. Oto w kawiarni nie podano jej odpowiedniej łyżeczki.
Odpowiednio długiej łyżeczki.
I w tym momencie w umyśle Anny Sobolewskiej pojawiają się dwie myśli. Nigdy nie dowiemy się, która z nich była pierwsza, który neuron błysnął mocniej, jaśniej, silniej. Jedna myśl brzmiała: „idealny post na LinkedIna dla mentorki kobiet 40+!” Druga myśl: „ręką, Anna, ręką!”
Anna ogłasza też konkurs. Nagroda to zimowa herbatka z Anią. Nie wiemy, czy w sieciówce, czy być może w pijalni herbaty, a może podczas sesji mentoringowej z naszą bohaterką. Co trzeba zrobić, aby wygrać? Musicie rozwiązać wyzwanie rzucone przez panią Annę:
„Jeśli ktoś umie pomieszać tę herbatę tą łyżeczką bez wkładania ręki do środka – zapraszam na zimową herbatkę”.
Nie było to pisane nam
A to znacie? Przepiękna kompozycja, niech wybrzmi przez chwilę nim ruszymy z kolejnym tematem.
Oczywiście, takie smutne nuty nie grają nam tutaj przypadkowo. To wprowadzenie do tematu poruszanego przez Damiana Zaborowskiego, który mentoruje tylko CEO, a coaching uprawia tylko na poziomie C-level. Tak więc widzicie, gracz wagi C-iężkiej. Wie, jak wyprowadzić C-ios, aby zabolało. Skupcie się więc, napnijcie mięśnie i wytężcie uwagę. C-oncentracja.
Pan Zaborowski przykuł naszą uwagę szokującym pytaniem, które w ramach politycznej poprawności i dbałości o dobre samopoczucie linkedinowych botów, nie pojawia się zbyt często: „co rozerwie cię na pół?”
Gdy je przeczytaliśmy, w naszej redakcji rozgorzała żywiołowa dyskusja. Padały różne głosy: „piła!”, „topór!”, „siekiera!” (to wszystko propozycje jednej osoby) oraz „odebranie koncesji TV Republika!” (to też jedna osoba).
Ale Zaborowski Damian daje nam inną alternatywę. „(…) wracasz dziś do domu. Zdejmujesz marynarkę, kładziesz klucze na blacie i słyszysz jedno z tych dwóch zdań”
- „Opcja A: Zwolnili mnie nie mamy dla Ciebie pracy.”
- „Opcja B :Chcę rozwodu.Pakuj się i znikaj z mojego życia.”
To straszne, że w domu Pana Damiana może spotkać i jedno, i drugie. Trudno nam powiedzieć, czy mieszka on ze swoim pracodawcą, czy też życie rodzinne jest kolejnym wyzwaniem zawodowym. Nie wnikamy, nie jesteśmy na C-level.
Odpowiedzcie na apel mentora Zaborowskiego, który swój dramatyczny post kończy klasyczną formułką: „Które z tych zdań byłoby dla Ciebie dzisiaj trudniejsze do udźwignięcia przed Walentykami ? Co definiuje Cię mocniej to, co robisz od 9 do 17, czy to, co zastajesz w domu po 18? Daj znać w komentarzu. Zmierzmy się z tym.”
Ale być może nie warto ograniczać się do podanej alternatywy – Pan Damian Zaborowski zapewne nie będzie miał nic przeciwko, jeśli podzielicie się swoimi przemyśleniami o innych możliwościach bycia rozerwanym na pół.
Tylko pamiętajcie – komentujcie tylko wtedy, gdy jesteście CEO, OK?
Hej Wy
A to znacie? Świetna, chwytająca za serce i nie pozostawiająca nikogo obojętnym kompozycja. Zawsze, gdy słyszymy tytułowe „hej, wy!”, to odruchowo odwracamy się w stronę, skąd płyną nutki.
To oczywiście nie przypadek, że przywołujemy ten utwór. To idealna ilustracja sytuacji, która parę dni temu zdarzyła się wielu Polakom mieszkającym w San Francisco. Wyobraźcie sobie, że jesteście Polką, Polakiem w San Francisco. I oczywiście, macie swój startup. No dobra, wypiliście coffee cream soda serwowane w kawiarni The Coffee Movement, buzuje w Was dobra energia, macie rozpisany grafik na cały dzień i nagle…
Nagle – wszystkie plany biorą w łeb. Bo nagle słyszycie właśnie: hej, wy!
I coś was ciągnie, coś was prowadzi w stronę dra Macieja Kaweckiego, akurat będącego w San Francisco! Wierzcie lub nie, ale to właśnie przydarzyło się przynajmniej ośmiu Polkom i Polakom, które są w San Francisco i mają startup. Przeczytajcie zresztą fantastyczną relację samego Kaweckiego Macieja:
„spotkaliśmy się wczoraj zupełnym przypadkiem. Siedziałem sobie podeszła jedna osoba, potem druga i powstał taki piękny obrazek.”
Faktycznie, obrazek jest przepiękny. Bardzo chcielibyśmy, aby i do nas Kawecki Maciej krzyknął kiedyś bezgłośnie „hej, wy!” i żebyśmy my mieli z nim taki cudny obrazek.
Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.