Polska propozycja to jasny sygnał: era „cyfrowego Dzikiego Zachodu” dobiega końca. Choć szczegóły techniczne wciąż są dopracowywane, kierunek jest jasny – ochrona kapitału ludzkiego staje się ważniejsza niż nieograniczona wolność rynkowa korporacji z Doliny Krzemowej. Polska nie jest w swoich dążeniach odosobniona. Podobne kroki podjęły już inne państwa:
-
Australia: wprowadziła bezprecedensowy zakaz dla dzieci poniżej 16. roku życia, nakładając na gigantów technologicznych obowiązek skutecznej weryfikacji wieku.
-
Francja: od dawna debatuje nad „cyfrową pełnoletnością”, dążąc do ograniczenia dostępu dla najmłodszych bez wyraźnej zgody opiekunów.
Mechanizmy kontroli to koniec z anonimowością?
Kluczowym wyzwaniem dla polskiego ustawodawcy pozostaje techniczna strona wdrożenia zakazu. Eksperci wskazują, że bez systemowej weryfikacji wieku – opartej np. o system mObywatel lub weryfikację biometryczną – zakaz może pozostać martwym przepisem.
Jak twierdzi redakcja serwisu Bloomberg, w kuluarach mówi się o kilku wariantach:
-
Odpowiedzialność platform: nakładanie gigantycznych kar finansowych na firmy takie jak Meta czy ByteDance, jeśli w ich systemach zostaną wykryte konta osób niepełnoletnich.
-
Współpraca ze sklepami aplikacji: przeniesienie obowiązku sprawdzania wieku na operatorów takich jak Apple (App Store) i Google (Play Store).
-
Wzmocnienie roli rodziców: nowe przepisy mają nie tylko zakazywać, ale też dawać rodzicom realne narzędzia prawne do walki z niechcianym wpływem algorytmów na ich dzieci.
Emocje rodziców vs. kalkulacje bigtechów
Ruch rządu budzi skrajne emocje. Psychologowie dziecięcy w dużej mierze popierają zmiany, wskazując na korelację między wzrostem liczby prób samobójczych a czasem spędzanym na platformach takich jak TikTok czy Instagram. Z kolei branża technologiczna ostrzega przed nadmierną inwigilacją i ryzykiem gromadzenia wrażliwych danych biometrycznych w celu weryfikacji wieku.
Z perspektywy ekonomicznej, takie regulacje to potężny cios w model biznesowy platform społecznościowych, który opiera się na przyciąganiu uwagi użytkownika od jak najwcześniejszych lat. Jeśli Polska i inne kraje UE sfinalizują te plany, giganci technologiczni będą musieli fundamentalnie przebudować swoje algorytmy dla regionu europejskiego.