Muzyka bez metki. Jak Unknown Band przywraca muzyce ludzką twarz?

Dodane:

Aleksandra Janik Aleksandra Janik

Muzyka bez metki. Jak Unknown Band przywraca muzyce ludzką twarz?

Udostępnij:

W dobie bezlitosnych algorytmów i zalewu treści generowanych przez AI, przebicie się niszowego artysty graniczy z cudem. Bartek Mieżyński, twórca platformy Unknown Band, postanowił „wywrócić stolik” i zaproponować słuchaczom powrót do korzeni: odkrywanie muzyki w ciemno, bez sugestywnych okładek, statystyk i PR-owych filtrów.

W rozmowie z Redakcją MamStartup wyjaśnia, dlaczego stawia na radykalną walkę z lenistwem AI, promuje lokalnych twórców i wierzy, że każda dobra piosenka zasługuje na swoje „uważne” pięć minut, zanim zniknie w czeluściach mainstreamowych serwisów streamingowych.

Czym zajmujecie się w ramach Unknown Band?

Dociąganiem odpowiednich uszu do odpowiednich utworów. Żyjemy w świecie, gdzie bardzo trudno artystom dostać się do potencjalnych „swoich” odbiorców, zwłaszcza tym najmniejszym. Algorytmy na platformach gigantów są bezlitosne i niestety – wszyscy musimy grać w tę grę. Odtworzenia nigdy nie były tożsame z jakością artystyczną, ale obecnie dochodzimy do granic absurdu. Mnóstwo wspaniałości przepada w czeluściach trendów, a my chcemy to piękno pokazywać.

Pokazywać tym, którzy go szukają. Dlatego powstała platforma Unknown Band, gdzie odtworzenia, lajki, PR w żaden sposób nie liczą się w kontekście dotarcia do odbiorcy.

Dlaczego tak ważne jest dla Was odsłuchiwanie nowych utworów w ciemno? Bez nazwy zespołu, informacji o nim, nawet bez okładki?

Dzięki temu muzyka ma szansę obronić się sama. Słuchacz nie wiedząc czego słucha, nie mając najmniejszej możliwości zasugerowania się czymkolwiek, podejmuje decyzję czy mu się dany utwór podoba na podstawie tylko tego, co właśnie usłyszał, bez nadmiaru informacji, bez scrollowania. Grając tajemnicą podczas słuchania uczymy odbiorcy skupienia, uważności. Chcemy przywrócić sztuce i muzyce należną im uwagę.

Czemu przekierowujecie użytkownika do innych serwisów streamingowych? Nie chcecie z nimi konkurować?

Absolutnie nie! Naszym celem nie jest wywrócenie stolika branży muzycznej, tylko dostawienie nowego – dodanie nowego spojrzenia na to jak można odkrywać muzykę, jak można budować swoją scenę. Nasz model biznesowy zakłada ciągłą rotację dostępnych utworów – celem tego jest danie wszystkim chętnym równych szans docierania do odbiorców. Z resztą – nie działamy jak klasyczny streaming. Nie można u nas „znaleźć” konkretnej piosenki, trzeba na nią trafić. Każdy utwór docelowo ma znaleźć się w słuchawkach 1000 osób, a następnie zrobić miejsce dla następnego. Unknown Band ma napędzać artystów, a nie sprawiać, że zostaną gwiazdami. Jeżeli ktoś ma świetny utwór, i zbierze mnóstwo osób, którym się on spodobał a ci przejdą na streamingi i dodają piosenkę do swoich playlist, to już to napędzenie nastąpi. Nasza platforma ma pomagać – wszystkim po równo.

Czy promując model „local first”, nie zamykacie artystów w bańkach lokalnych? Jak mały zespół z Radomia ma szansę stać się globalnym fenomenem dzięki Waszej aplikacji, jeśli priorytetem jest lokalność?

To nie jest platforma do zostania globalnym fenomenem. Unknown Band ma pomagać najmniejszym w zrobieniu kroków do przodu, tak jak wspomniałem
wcześniej. Małe zespoły, poza tym że marzą o światowej trasie, to przede wszystkim nie chcą grać dla pustych sal. Albo zrobić zmianę z 15 osób na koncercie na 50. Im mniejszy zespół, tym częściej będzie grał w swojej okolicy – stąd zasada „local first”. Nawet nie wiecie, ile wspaniałości czeka w promieniu 50 kilometrów. Spotkałem się z pytaniem „ale co jak nie chcę słuchać zespołów z miasta X?” – w tym modelu, który proponujemy (odtwarzania w ciemno) – nie wiesz na etapie słuchania skąd dany artysta jest.

Może już dawno wykroczyliśmy z poszukiwaniem poza nasze miasto! Local first absolutnie nie zamyka nas w bańce jednego miejsca – kiedy utwory z naszego miasta, pasujące do naszych preferencji się skończą, wtedy szukamy dalej i dalej. Mając jednak na uwadze różne plany co do działalności artystów, w niedalekiej przyszłości będziemy dodawali możliwość„kierunkowania” utworów – na przypadki typu „chcę zorganizować lub organizuję koncert daleko od domu” – weźmy na przykład Berlin. Chcemy dać możliwość artystom przekierowania piosenki w to miejsce.

W jaki sposób weryfikujecie, czy muzyka została stworzona przy pomocy AI? Ręcznie? Jak zamierzacie skalować ręczną weryfikację „No AI” przy tysiącach zgłoszeń dziennie?

Organoleptycznie. Każde zgłoszenie analizujemy ręcznie, sprawdzają social media, streamingi, same pliki i tak dalej. Kiedy mamy wątpliwości, sprawdzamy wszystko jeszcze dokładniej, czasami kolektywnie. Na ten moment z naszymi narzędziami się to wszystko sprawdza, jest bardzo sprawne i łatwe do ogarnięcia. Do tej pory
odrzuciliśmy już trochę utworów – czasami jesteśmy w tym brutalni, ale zawsze dajemy artystom możliwość odwołania się od naszej decyzji. Z około 20 odrzuconych zgłoszeń związanych z AI tylko 2 zostały podważone, a następnie zweryfikowane ponownie i zaakceptowane. Chcemy jak najdłużej prowadzić politykę ręcznego sprawdzania utworów, a gdy będziemy mieli problem klęski urodzaju, to będzie zapewne znaczyło, że będziemy mieli środki na poszerzenie zespołu moderatorskiego. Cieszmy się z takich problemów!

Dlaczego zakazujecie okładek generowanych przez AI?

5 lat temu nie było okładek generowanych przez AI, a muzyki wydawanej było podobnie dużo. Uważam, że sięganie po AI przy okładkach to nie objaw braku pieniędzy, tylko lenistwa. Prawie każdy ma telefon. Aparat. Każde zdjęcie może być okładką. Można poświęcić 5 minut w dowolnym programie graficznym i zrobić okładkę. Spójrzmy na najpopularniejszą płytę zeszłego roku – „brat” Charli XCX. Albo na „Swag 2” Justina Biebera. Albo na niemniej legendarne i popularne „Najebawszy EP” Smarkiego Smarka. Naprawdę nie trzeba tak zwanego profesjonalnego grafika, żeby zrobić coś fajnego, zapamiętywalnego, lub po prostu „jakiegoś”. A przecież graficy to też artyści – i nie każdy weźmie nie wiadomo jaką kwotę za zrobienie okładki. Jeżeli sami, jako muzycy, nie chcemy się bawić we współpracę z innymi twórcami, to włóżmy trochę własnej inwencji, zamiast iść najłatwiejszą drogą.

Czy zakaz AI obejmuje też procesy techniczne, takie jak inteligentne odszumianie ścieżek czy automatyczny mastering? Gdzie dokładnie przebiega linia podziału między „wspomaganiem się technologią” a „sztuką generatywną”?

To jest oczywiście trudne pytanie, bo sprawy techniczne trudno jest zweryfikować. Nie prosimy artystów o stemy, czy projekty z programów DAW, tylko o ścieżkę
finalną. O tym gdzie przebiega wspomniana linia podziału można dyskutować, jednak dla nas najważniejsza jest wartość artystyczna i wykonanie.