Na ostro
Docierają do nas czasem głosy, że w naszym cotygodniowym cyklu #OHO! bywamy zbyt surowi względem cytowanych tu autorów postów. Gdy obejrzycie poniższy roast na BeefUf, uznacie, że jesteśmy potulni jak baranki i grzeczni jak Tomasz Kammel w „Pytaniu na śniadanie”. To, co Adrianna Zagdańska robi z Michałem Malko przechodzi ludzkie pojęcie.
Pani Adrianna dopada bezbronnego Michała i bezpardonowo grilluje go na piekielnym ogniu, pytając go…
(jesteście gotowi?)
(czy jest już po 22.00 i można pokazywać horror w telewizji?)
(naprawdę jesteście dalej gotowi?)
i pyta go: „wzrost za wszelką cenę czy wysoka marża i święty spokój?”
Sami chcieliście. Grillowanie, level f***ing hard. „Bardzo dobra inicjatywa Adrianna Zagdańska”, z ust nam Pan to wyjął, Panie Michale.
Na szczoteczkę
W mijającym tygodniu donosiliśmy Wam o tym, że InPost w(y)prowadza psa do swojej mobilnej aplikacji. Psa, który wabi się Von Halsky i który ma pomóc nam w zakupach. Była to informacja z cyklu „łamiąca” i szeroko rozeszła się po sieci. A w niektórych przypadkach nie tyle rozeszła się, co weszła pod skórę, wpełzła do umysłu, uruchomiła wyobraźnię. Tak właśnie było w przypadku Wojciecha Kardysia, który wpadł na fantastyczny pomysł wykorzystania psiaka Von Halsky’ego.
„Będziesz mi węszyć za pastą i nie wracaj mi tutaj, póki mi jej w zębach nie przyniesiesz” – tak można by sparafrazować jego pomysł na wykorzystanie Von Halsky’ego.
Pan Kardyś ruszył głową, to jednak nie spodobało się Grokowi, który w tym wypadku polecił ruszyć inną częścią ciała. Tak się zabija innowacyjność, Groku! Tak nie wolno!
#MuremZaKardysiem
Na żywioł
Nasza amatorska obserwacja linkedinowego przestworu prowadzi nas między innymi do takiej konkluzji, że są dwie strategie postowania. Niektórzy przygotowują się starannie i relatywnie długo, nim coś napiszą, podczas gdy ta druga strona idzie na żywioł. Tę drogę wybrał właśnie Ferenc Bartosz, CEO w Sembocie oraz Marketer AI.
My bardzo lubimy takie żywiołowe posty. Takie posty… dzikie. Nieprzewidywalne. Pełne twistów i atrakcji.
Ferenc Bartosz, CEO, już w pierwszym zdaniu daje nam do zrozumienia, że jest CEO. Bo wprost o tym pisze. Że ucząc się angielskiego, uczy się wypowiadać jak na prezesa przystało. Patrząc na posta, wychodzi na to, że CEO po polsku mówi w jakiś inny, nieznany nam do tej pory sposób. Więc i my czytamy post pana Bartosza, aby nauczyć się tego narzecza polskiego CEO.
Na przykład mówimy „mam wyzwania”. Albo „umiejętności miękkie zawsze będą w cenie to nie da się ich łatwo przekuć na skalowalny asset.” Albo „zrobię serce swojej komunikacji”. I najlepsze:
„totalnie losowy rozkład popularności moich potów”.
To wszystko brzmi dla nas fantastycznie egzotycznie. Tak jakbyśmy z Radomia polecieli do Egiptu. Do Egiptu, bo na egipskiej plaży można się spocić ponoć.
I snuje Ferenc Bartosz swoją żywiołową opowieść w 2 753 znakach, niebezpiecznie zbliżając się do granicy limitu znaków. Na sam koniec zbliża się też do przekazu, bo okazuje się, że jego enigmatyczne wywody służą temu, aby zaprosić ludzi z LinkedIna na Ferencowego substacka. Bo to na substacku teraz Bartosz, CEO, będzie dzielił się swoją „story foundera”. Oczywiście tworzoną przez narzędzia AI:
„Spróbuję więc to co i tak robię zamienić w asset – dokumentować zarówno moje przemyślenia jak i działania – szczególnie, że to da się zautomatyzować. Mój claude code lepiej wie co wczoraj robiłem niż ja. Mój openclawl i inne narzędzia wiedzą więcej o egzekucji marketingu niż ja.”
Polecamy tego substackowicza i jego po(s)ty!
UWAGA: gorąc bywa niebezpieczny dla Ciebie, Twoich ubrań, Twoich włosów i Twojej skóry. Obchodź się ostrożnie z ogniem i innymi rzeczami, które są gorące.
Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.