Nie wstydźmy się swoich marzeń.
Aż braknie tchu
Tak jak nie wstydzi się pisać o nich Igor Rusinowski, CEO w Unilink. Od razu da się wyczuć, że Rusinowski to przedstawiciel starej szkoły. W świecie, gdy młode pokolenie domaga się równowagi w życiu, stawia na przyziemne przyjemności, wypisuje się z wyścigu i nie chce już zdobywać szczytów za wszelką cenę, Rusinowski Igor robi wszystko na przekór. „Ciężka praca, dyscyplina”, ciągła nauka, „długotrwały wysiłek i odporność na dużą wysokość i rozrzedzone do granic możliwości powietrze” – ten Igor Rusinowski to jest jak heros nie z tej ziemi.
Czytając jego epopeję na 293 wyrazy opisującą wejście na Mount Everest, niemal traci się oddech. Czujemy, że brak nam nie tylko tchu, ale i słów, by opisać podziw, jaki żywimy za wejście na Mount Everest. Z tej kroniki wspinaczki wyłania się obraz człowieka, który nie tylko ciężko harował na treningach, ale i wykonując swoje zawodowe obowiązki, szkolił się do tego wyzwania.
„Moje wejście dedykuję więc wszystkim tym, którzy boją się wielkich marzeń – nigdy nie wiecie do czego jesteście zdolni zanim nie zaczniecie tego robić, a ciężka praca i determinacja to często dużo więcej niż wrodzony talent!” – kończy uskrzydlony Igor, oddychający „rozrzedzonym do granic możliwości powietrzem”.
Co prawda, my słyszeliśmy, że we wspinaczce na Mount Everest ważniejszy od wielkich marzeń jest wielki portfel na wielkie opłaty za wejście, ale to raczej były złośliwe głosiki ludzi, którzy mają małe marzenia.
I małe portfele!
Aż braknie sił
Marta Młyńska w przeciwieństwie do Igora Rusinowskiego ma dość wspinaczek. Ma dość szczytów. Zaliczyła ich w swoim życiu wystarczająco wiele. Jak trzeba było, to wspinała się, osiągała sukcesy, zaciskała zęby, dawała radę. W końcu, Młyńska Marta, psycholożką, edukatorka, trenerka, coachka, autorka, ” baaaardzo” potrafi (liczba liter „a” jest tu bardzo ważna, a może i symboliczna).
Jedyne, czego p. Marta nie potrafi, to powiedzieć „nie dam rady”. To nie w jej stylu. Mimo że potrzebuje odpoczynku, granic – to ona walczy. I zaciska te zęby coachki, zaciska te pięści edukatorki i prze do przodu niczym taran. Mimo że marzy o czymś zupełnie innym.’
Sprytnie ukrywając się pod pierwszą osobą liczby mnogiej, ekspertka i edukatorka pisze o sobie: „częściej przychodzi napięcie, frustracja, poczucie utknięcia, problemy ze snem, rozdrażnienie, chroniczne zmęczenie albo wypalenie, które przez długi czas udaje zwykłe przemęczenie.” I my już wiemy, o czym marzy Marta Młyńska.
Bo oto sprytnie zwracając się do zasłuchanej w tę opowieść społeczności, Młyńska Marta tak naprawdę pisze sama do siebie, samej sobie, coachce życząc:
„Dobrego dnia dla nas wszystkich i jak najmniej… wytrzymywania zaciskania zębów”
Szanowna Pani Marto – przyłączamy się do tych życzeń i trzymamy… kciuki!
Aż braknie sensu
Są marzenia skryte i mniej skryte. Są też marzenia tak skryte, że aż strach je na głos wypowiadać. Mariusz Godek, językowiec od siedmiu boleści, rozpoczyna swojego flegmatycznego posta jakże pięknym, jakże mądrym zwrotem.
„Okazja czyni złodzieja”.
Jak tu się nie dać złapać na takiego clickbaita? No po prostu się nie da. I Godek Mariusz o tym, łapiąc nas w swoją lepką sieć. Sieć lepką od domysłów, niedopowiedzeń, niejasności. Bo o co chodzi z tym, że Mariusz Godek przytacza rozmowę o porwanej żonie, okupie za nią i o mężu, który sam nie wie, czy chce dalej spać obok swojej żony.
To znaczy… wiecie… bo my wiemy, o co chodzi. Wpisaliśmy do ChatGPT prompta, aby wcielił się on w Zygmunta Freuda i przyjął na swojej kozetce Mariusza Godka, wysłuchał jego opowieści, a następnie – postawił diagnozę.
No i nasz psychoterapeuta taką diagnozę zaprezentował. Ale wiecie… nie możemy jej tu powtórzyć.
Dlatego ograniczymy się do muzycznej dedykacji dla Pana Mariusza:
Aż braknie ołowiu
Jak się post rozpoczyna od CapsLocka, to wiadomo, że to nie przelewki. Że autor postawi nas przed trudnymi pytaniami, że swoimi przemyśleniami wymierzy nam taki cios w splot słoneczny, że braknie nam tchu tak bardzo, że nawet trening wysokościowy z Igorem „Mountem Everestem” Rusinowskim na nic się nie przyda. I jeszcze jak ktoś wielkimi literami pisze, że to będzie tylko „CHWILA REFLEKSJI”, to na bank samo przeczytanie posta zajmie nam z 12 minut.
W życiu Jacka Kubraka, entrepreneura (dobrze, że Marta Młyńska jest tylko coachką, a nie entrepreneurką, bo byśmy spasowali), futurista i investora, tegoroczny Dzień Dziecka musiał być wyjątkowo szokujący. Podczas gdy cała masa dorosłych bawiła się beztrosko ze swoimi pociechami, liżąc lody, skacząc na skakance czy też zaciskając wspólnie zęby, Kubrak Jacek snuł rozważania o tym, jak „codziennie miliony rodziców na całym świecie zajmują się przecież niczym innym tylko robieniem <<kogla mogla>>” z umysłu swoich dzieci.
Jak Wam nie wstyd, czytelnicy i czytelniczki, coache i coachki?
To przez Was, domorośli wspinacze i marzyciele, postępuje „Cyfrowa Kastracja dziecięcych umysłów czyli algorytmy <<optymalizujące>> czas spędzany przed ekranem przekształcają one fundamenty myślenia i relacji społecznych w sposób, który zaciera naturalne mechanizmy przyswajania wiedzy i budowania więzi. ”
Marzycie o Mount Everest, marzycie o uprowadzeniu własnej żony, a nie widzicie, że te Wasze „świadome działania wpisane w model biznesowy generujący uzależniające <<emocjonalne fast foody>>”.
„Algorytmy Optymalizujące = Nowy Ołów” obwieszcza nam entrepreneur Kubrak, a my uciekamy z krzykiem, a my padamy jak rażeni piorunem.
Ołów! Tylko nie ołów, błagamy!
Panie Jacku, niech Pan nie ustaje w walce z Cyfrową Kastracją! Niech będzie Pan jak stal, jak stal, która zniszczy wszystko.
Zdemoluje! I dla Pana ta piękna, ręcznie napisana laurka:
Droga czytelniczko, drogi czytelniku. Na pewno o tym wiesz i jest nam nieco niezręcznie to pisać, ale mimo wszystko: napiszemy. Rubryka „#OHO!” jest rubryką satyryczną oraz ironiczną, której celem jest pokazanie w krzywym zwierciadle internetowej twórczości, na jaką nasza redakcja natknęła się w mijającym tygodniu. Do wszystkich postaci przywołanych w „#OHO!” odnosimy się z wielką sympatią i odnosimy się tutaj do ich wpisów, a nie do nich samych.